Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Rozkosze ciała
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
Co powinieneś wiedzieć o Biblii, Jezusie, Ziemi Świętej
0
Opis
Peter Atkinson, Co powinieneś wiedzieć o Biblii (tłumaczenie Anna Kalina). Mike Beaumont, Co powinieneś wiedzieć o Jezusie (tłumaczenie Anna Lipińska). Nick Page, Co powinieneś wiedzieć o Ziemi Świętej (tłumaczenie Ryszard Zajączkowski).
Pięknie, kolorowo i starannie wydawane książki "Wydawnictwa Jedność", choć sprzedawane w księgarniach nominalnie katolickich, są - jak przystało na wydawnictwo niemieckie - potężnym orężem w walce o protestantyzację nauki i obrzędów Kościoła Świętego. Trzy tomy, które rzekomo mają przekazać prawdę o Biblii, Jezusie i Ziemi Świętej są w istocie wykładem apostazji, narzucanej odgórnie przez posoborową sektę ekumenistów, a nazywanej przewrotnie "kościołem nowego adwentu". Niezliczone, kolorowe ilustracje, cytaty z Pisma Świętego, mają tylko jeden cel: zmusić do przyjęcia heretyckiej religijności, mają przekonać, że bluźniercze i bałwochwalcze kulty, gusła, zabobony są równoprawnymi postawami religijnymi, współgrającymi i współpracującymi z nauką Jezusa Chrystusa o zbawieniu. Trzy tomy są w zasadzie niczym innym, jak tylko barwnym, kolorowym i zgodnym ze współczesną modą dydaktyczną nauczania przez oglądanie raczej, a nie przez rozumne czytanie, rozwinięciem herezji napiętnowanych w Encyklice "Pascendi Dominici Gregis". Jeśli - jak nauczają ideolodzy ekumenizmu - nie ma znaczenia w co się wierzy, byle tylko w coś wierzyć, to powstaje pytanie po co w ogóle zawracać sobie głowę jakimiś publicznymi obrzędami? Niech każdy "wchodzi w relację" ze swoim "bogiem" jak mu się podoba, jak mu wygodnie, gdzie chce i kiedy chce. Po co w ogóle kapłani? Po co marnować wolny czas w niedzielę na jakieś "spotkanie ekumeniczne" z obcymi ludźmi (tym bardziej, że jeszcze mogą zarazić jakimś paskudztwem)? Po co studiować nauki świętych, skoro można obejrzeć kolorowe obrazki? A książki mienią się kolorami jak tęcza: jak paciorki za które tubylcy oddawali sprytnym kolonizatorom swoje dziedzictwo.
Wydawnictwo "Jedność", Kielce 2010-2011. Stron: każdy tom po 127. Okładki twarde, obwoluty. Trzy tomy we wspólnym etui. Książki nowe.
Produkty powiązane
Święci na każdy dzień
Księgę (razem z etui waży 4,5 kg!) wyprodukowała "Jedność", niemieckie wydawnictwo dla polskich katolików. Jego misją jest przemienienie - zgodnie z duchem posoborowego ekumenizmu - katolicyzmu w protestantyzm. "Produkt" jest typowym przykładem współczesnej "sztuki edytorskiej": piękna forma, która skrywa pustkę treści. Dlaczego Kościół czcił świętych i stawiał ich jako wzór do naśladowania? Dlaczego byli pomocą dla wiernych w ich zmaganiach doczesnych? Jak Kościół Tryumfujący wspomagał walkę o zbawienie dusz toczoną na ziemskim padole? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi, bo książka przedstawia nam świętych na sposób całkowicie świecki, tak jak przedstawia się polityków, czy działaczy społecznych: trochę faktów historycznych, trochę tła historycznego, czasem jakaś legenda i następny proszę. Spis świętych, który unika jak ognia nawiązywania do nadprzyrodzonego charakteru świętości. Ale kim w takim razie jest święty? Tylko jeszcze jednym z wielu dobrych ludzi? Jeśli tak, jeśli istotą zjawiska jest "dobroludzizm", to jaki sens ma mówienie o czymś takim, jak świętość? Protestantyzm obywa się bez świętych (no, może nie licząc Lutra i jemu podobnych "świętych heretyków"), to dlaczego sekta posoborowa nie może? Jak widać może.
Anna Poppek, Mój ulubiony święty
Święty żywot nie znaczy nudny. Przeciwnie: świętość, to efekt życia pełnego ognia, walki, bohaterstwa. Wszak "nie pokój wam przyniosłem, ale miecz". Zatem jeśli chcesz w życiu stworzyć lub zdobyć coś dobrego, to musisz o to walczyć - chyba nie ma lepszego przesłania dla dzieci. Walcz o dobro. Ale jak? Po pierwsze nie ulegaj złu. A jeśli już uległeś? To walcz, by je porzucić, walcz o swoją wolność. I pomagaj w tym innym. Wspieraj modlitwą, postem (wyrzeczeniem), jałmużną (poświęceniem, oddaniem czegoś swojego). Prawdziwe dobro i prawdziwe szczęście są owocem walki, a nie nagrodą za uleganie lenistwu i złu. W książce o swoich ulubionych świętych opowiadają dzieciom "celebryci" Kościoła. A swoją drogą ciekawe: kto z nich będzie świętym?
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II
Redemptor Hominis, Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
ks. Jan Twardowski, W świetle Ewangelii
Wyjątkowe w swej prostocie, lakoniczności i mądrości słynne refleksje księdza Twardowskiego tłumaczącego Ewangelię.
James Martin SJ. Być sobą to być świętym. Rozmyślania wokół pism Thomasa Mertona i świętych Kościoła
W Ewangelii według świętego Mateusza (Mt 22,35-40) znajdujemy takie słowa: "Jeden z faryzeuszów, uczony w Prawie, zapytał Jezusa, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”
On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie.
Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.
W prezentowanej książce wezwanie do świętości rozumiane jest jako "poznanie naszego 'prawdziwego ja' (...) i kształtowanie naszej prawdziwej jaźni", czyli "jeśli chcemy osiągnąć świętość musimy być sobą".
Ostateczną sprawą człowieka jest śmierć i Sąd Boży, po którym czeka nas życie wieczne - albo piekło, albo niebo. Na Sądzie Bożym nie zostaniemy rozliczeni z troski "o bycie sobą", tylko z troski o bliźniego. Z miłości bliźniego, jako z przejawu miłości Boga. Gdzie tu miejsce na 'miłość siebie'? Ojciec Pio powiedział: "szatan ma imię 'ja'". A Tomasz a Kempis wskazywał jedyną drogę uświęcenia: naśladowanie Chrystusa. James Martin, nowoczesny jezuita, zaleca "kształtowanie naszej prawdziwej jaźni"... Czy dziwi zatem, że książka jest bez imprimatur?
Ks. Maciej Zachara. Msza Święta. Liturgiczne ABC
Msza "posoborowa", czyli nie Ofiara, ale uczta. Posiłek robotników "pustoszących winnicę".
Ojciec Święty Benedykt XVI, U progu pontyfikatu
"Ojciec Święty Benedykt XVI, U progu pontyfikatu", czyli trzy teksty kardynała Józefa Ratzingera wydane z okazji jego wyboru na Papieża: "Droga krzyżowa w Koloseum", "Homilia wygłoszona podczas pogrzebu Jana Pawła II", "Homilia na rozpoczęcie konklawe". Był Papież, nie ma Papieża, a przecież jest. Czy wydano też zbiór "Na zakończenie pontyfikatu" z okazji "przestania bycia Papieżem"? Jeśli tak, nic o tym nie wiemy. Zresztą dla wielu kardynał Ratzinger jest dalej Papieżem - więc może dlatego nie ma takiego "pożegnalnego" zbioru?
Ojciec Święty Benedykt XVI. Encyklika Spe Salvi
Rzecz tę roku Pańskiego 2007 drukiem ogłosił Joseph Aloisius Ratzinger, jeszcze na pełnym etacie jako Benedykt XVI, czyli sześć lat przed przejściem na emeryturę papieską. Encyklika jest "O nadziei chrześcijańskiej", którą to nadzieję wiązał wówczas Kościół z wiarą w życie wieczne, z modlitwą, z cierpieniem, z Sądem Ostatecznym i z Maryją - "gwiazdą nadziei". Kościół nauczał o rzeczywistości nadprzyrodzonej. Bóg dopuszcza doświadczenia na ludzi, by stanęli w prawdzie i by wyszły na jaw zamysły ich serc. Ogłoszenie pandemii w 2020 roku było takim doświadczeniem. Oto Kościół stanął w prawdzie i okazało się, jak wielu nadzieję pokłada nie w nauczaniu Jezusa Chrystusa, ale w rzeczywistości "bardzo przyrodzonej": w "maseczkach", w zakazie wody święconej, w "szczepionkach" (z ludzi nienarodzonych), w "dystansie", w "higienicznej Komunii Świętej", czyli na rękę albo nawet przez telewizor/komputer. Struchlałe serca stworzyły nową sektę - kowidian: "posoborowa reforma" okazała swoją prawdziwą moc. Oto zamiast "nie lękajcie się" ujawniła się wiara ulepiona ze strachu o utratę doczesności, chrześcijaństwo bez cierpienia, bez Krzyża. Jak boleśnie brzmią wobec tego strachu - okazanego w godzinę próby przez część Kościoła - zamieszczone na końcu Encykliki dwa ewangeliczne wezwania: "Odwagi! Jam zwyciężył świat!" (J 16,33) i "Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka" (J 14,27). Na szczęście nie wszyscy ludzie Kościoła przemienili się w funkcjonariuszy państwowej służby sanitarnej, tylko stanęli przed Bogiem z odkrytymi twarzami, pokropieni wodą święconą, z Komunią Świętą udzielaną i przyjmowaną w jedyny godny sposób. Tak, czas próby jest zawsze czasem oczyszczenia. Oby - wszak trzeba mieć... nadzieję.
Łukasz Kubiak, Msza Święta w pytaniach i odpowiedziach
Podtytuł: "Za zgodą władz kościelnych". Chodzi o mszę posoborową ("sprotestantyzowaną" - jak mówią wierni tradycji Kościoła), tę która odbywa się w przy ołtarzu przemienionym w stół biesiadny i "przodem do ludzi" (ale tyłem do Boga). W książce autor wyjaśnia co i dlaczego robi i mówi ksiądz oraz co robią wierni. Tyle jest w czasie tej mszy mówienia i odpowiadania, tyle "dialogowania na linii kapłan - wierni", że zabrakło miejsca w posoborowym rycie na ciszę. Nic dziwnego: skoro ofiarę zastąpiono ucztą, to przecież naturalne, że zabrakło miejsca na skupienie i adorację. Wszak na uczcie cały czas się mówi. Książka wydana na kilka lat przed zaprowadzeniem "pandemii", więc o kapłanach w maseczkach i gumowych rękawiczkach i o usunięciu wody święconej z posoborowego rytu autor jeszcze oczywiście nie mógł nic napisać, chociaż kwestia "Komunii na rękę" już i w latach wydania książki stanowiła dla tej części Kościoła problem.
Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
W 1975 roku Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne wydało ten "nowy przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego" - było to zakończenie pracy rozpoczętej w 1964 roku, pracy rozpoczętej wydaniem "Czterech Ewangelii" przez to Towarzystwo. Wydanie jest wyjątkowe, bowiem nie zawiera żadnych komentarzy, wyjaśnień, wstępów.
ks. Jan Twardowski, Kilka myśli o świętym Janie Chrzcicielu
Głos wołającego na pustyni.
Mszał z czytaniami niedziele, uroczystości, święta, dni powszednie
Mszał z czytaniami, czyli niezbędnik katolika. Niestety nie ten, bo jest to mszał wydany na potrzeby sekty posoborowej i odprawianego przez nią protestanckiego nabożeństwa, czyli "uczty wiernych dookoła stołu" prowadzonej przez "szafarza uczty" odwróconego tyłem do Boga i z "ekumenicznymi naukami" spisanymi w ekumenicznej nowomowie. Jak bardzo nie jest posoborowy obrzęd obrzędem katolickim świadczą o tym już nawet słowa wstępu, w którym autor opracowania informuje, że "z myślą o obcokrajowcach dołączone zostały obrzędy (...) w językach (...) angielskim, białoruskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim." Dlaczego tylko w tych? Wszak mówiący innymi językami mogą się poczuć wykluczeni i stygmatyzowani! Czy brak hebrajskiego nie może być odebrany jako antysemityzm? A brak suahili czy nie jest znakiem rasizmu? Biedna ta sekta posoborowa, z tą swoja chaotyczną, ciągle się zmieniającą ideologią, ze swoją "różnorodnością w wielości". Jakże inaczej wygląda na jej tle Kościół Katolicki, ze swą niezmienną od tysiącleci nauką, z jednym, wspólnym dla wszystkich wiernych, bez względu na to gdzie i kiedy składana jest Ofiara Mszy Świętej, językiem modlitwy i z jednym porządkiem Mszy. Jeden Kościół dla wszystkich - Kościół powszechny, katolicki, którego "bramy piekielne nie przemogą". Sekta posoborowa natomiast tak szybko zmienia swoją ideologię, że choć Mszał wydano w 2006 roku, to już teraz wydaje się za mało nowoczesny, za mało modernistyczny. Nie zawiera on bowiem ani franciszkańsko-jezuickich modłów do pachamamy, ani papieskich modłów w intencji krewetek, choć ma już "mszę dla dzieci", taki infantylny poczęstunek towarzyszący zabawie. Zresztą obecnie, kiedy każdy kapłan posoborowej sekty prześciga się w pomysłach jak "najfajniej" spędzić kilkadziesiąt minut nabożeństwa posoborowego, rok wydania nie ma już specjalnie większego znaczenia. Skoro każdy może uznać za "mszę" każde spotkanie towarzyskie (jak to odkrył kreatywny Ryś Grzegorz, celebrycki biskup sekty), to w zasadzie mszały są zbędne. Tym bardziej, że każdy może być "głosicielem słowa", "szafarzem", itd. Posoborowa sekta - chyba najbardziej radykalny (w swym chaosie doktrynalnym) ze zborów protestanckich i jego "mszał", dowód, że po "owocach się poznaje" - zwłaszcza herezję.
Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. kieszonkowe
Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wydanie Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego, druk angielski z 1975 roku. Wydanie kieszonkowe. Tradycją tych wydań jest całkowity brak komentarzy i wstępów (drukowano jedynie odnośniki).
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem
Tyle tych wydań Biblii zaczęło się pojawiać po II Soborze Watykańskim. Tyle tych tłumaczeń, tyle okładek, tyle zakładek, tyle kolorów... . Wydania z ilustracjami i bez, dla dzieci i dla młodzieży, nawet wydano Biblię jako komiks... . Ale prawie wszystkie te wydania charakteryzują się jedną cechą, którą bardzo trafnie ujął Andre Frossard: objaśnienia zajmują więcej miejsca niż tekst zasadniczy. Dlaczego? No cóż, jeśli przekład nie da się dostosować do ciągle ewoluującej ideologii ekumenizmu, to przecież odpowiednia wykładnia nie pozostawi wątpliwości, że przez dwa tysiące lat Kościół mylił się w swoim nauczaniu, bo nawracał i nauczał inne narody zamiast je przepraszać i szanować ich gusła, o pardon! godne najwyższego szacunku wierzenia religijne. Wygląda na to, że przez dwa tysiące lat niezliczony pochód męczenników i świętych maszerował w złym kierunku! Najwyraźniej kierowali się złymi wydaniami.
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki
Kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki Redemptor Hominis. Oprócz niej tom zawiera zatem: Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
Grzegorz Ryś, Dzieci królestwa
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie zapis rekolekcji prowadzonych w 2013 roku, we Wrocławiu. Nauczanie biskupa-celebryty wydrukowane, ale książka - co oczywiste - bez imprimatur.
Bp Grzegorz Ryś, Ecce Homo
Luźne fantazje protestanckiego celebryty - występującego publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego - o Bracie Albercie. Święty ma służyć autorowi jako zasłona dla protestanckiego nauczania i modernistycznej nowomowy.
Grzegorz Ryś, Stało się słowo
Grzegorz Ryś (tym razem bez tytułu "bp") i zapis jego adwentowych rekolekcji z 2009 roku. Wydali dominikanie, ale niezobowiązująco, bez imprimatur, ot tak, żeby sobie poczytać jakby co, w wolnej chwili, czy coś. Ekumeniczna nowomowa "pleni się w podniosłej atmosferze".
bp Grzegorz Ryś, Skandal miłosierdzia
Sprawa jest ważna, więc wydawca na okładce pisze, że trzeba ją "wykrzyczeć". "Wykrzyczeć sprawę", a najlepiej "całemu światu". Gazetowe, powtarzane bezmyślnie i przy lada okazji, sformułowanie, które ma dowodzić, że ktoś ma rację w jakiejś sprawie. Sprawę "trzeba wykrzyczeć" i dowód zamknięty. Jakże to dalekie od nakazu, by być "cichym i pokornego serca". Ale książkę (jeszcze jedną?! co za witalność literacka!) napisał bp Grzegorz Ryś, który ma swoją wizję nauczania chrześcijańskiego. Skoro - jak twierdzi - "wszyscy ludzie wierzą w jednego boga" również nauka o miłosierdziu musi być dopasowana do takiej wiary. A zatem miłosierdzie - wg tej religii równości wszystkich religii - jest bezwarunkowe, przebaczenie i nawrócenie nie stawia warunków. Szczery żal za grzechy jest zbędny, wystarczy uznać swoją niedoskonałość. Miłosierdzie jest darmowe. Wygląda na to, że z dwóch łotrów obaj, i ten żałujący za grzechy i ten bluźniący pychą, "jeszcze dziś będą w niebie"?! A zatem hulaj dusza, piekła nie ma. I śmiało, bo "ile razy rezygnujemy z własnej wolności, tyle razy oddalamy się od Boga" (jak przekonuje bp Ryś na str.72). Ciekawa interpretacja wezwania do zaparcia się siebie. I co zrobić w tej sytuacji z "bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na Ziemi"? I jak rozumieć wyznanie św. Pawła z "Listu do Galatów": "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego" (Ga 2,20). Czyżby też oddalił się od Boga? Uczony w Piśmie bp Ryś, celebryta ekumenizmu, pisze nowy katechizm? Pamiętajmy zatem, że "nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). "Rzekł znowu do swoich uczniów: «Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!" (Łk 17,1). Książka, rzecz jasna, bez Imprimatur.
Grzegorz Ryś, Bogaci Jego ubóstwem
Niezmordowany w pisarstwie i w występach publicznych Grzegorz Ryś (bez dodatku "bp", a książka bez "imprimatur", więc można założyć, że publikacja zawiera "cywilne" dywagacje autora) w swoim klasycznym stylu ekumenicznej nowomowy rozważa kwestię ubóstwa. Filozofowie wiedzą, że najlepiej takie problemy, podobnie jak i temat ascezy, rozważa się w miłym towarzystwie, w czasie sympatycznej biesiady. Na stronie 41 znajdujemy jednak przypomnienie dawnej, tradycyjnej nauki Kościoła: "To jest nauka o tak zwanym superflua: jeśli mamy coś ponad godziwy stan posiadania, to nie jest nasze. Gdy się tym dzielimy, dzielimy się więc ze sprawiedliwości, a nie z jałmużny, a nie z miłosierdzia. O jałmużnie czy miłosierdziu możemy mówić tylko wtedy, gdy się dzielimy tym, czego nie mamy, gdy dajemy, choć sami cierpimy biedę". No właśnie: w roku 2014 jeszcze coś z tradycji warte było przypomnienia...
bp Grzegorz Ryś, Pierwsze jest pierwsze
bp Grzegorz Ryś w kolejnej odsłonie ewangelicznej nowomowy. Już sam tytuł poraża głębią: jest absolutnie prawdziwy - jak każda tautologia. Tylko nic z niej - jak to z tautologii - nie wynika. Coś jakby elitarna, XXI-wieczna, wersja "koń, jaki jest, każdy widzi". Grzegorz Ryś powtarza ciągle, że Bóg nas kocha. Ale, nie wspomina - pewnie przez delikatność - że ta miłość jest wymagająca, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia, odwrócenia się od grzechu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. I, że jeśli grzechu nie porzucimy, to jednocześnie odrzucimy Jego Miłość. Że oprócz Bożej Miłości istnieje również Boża Sprawiedliwość, a czym ona jest, o tym poucza tradycja Kościoła. Niestety, tradycyjna nauka Kościoła zdaje się kłócić z religią dobrego samopoczucia, którą lansuje hierarcha. Czy bp Ryś czytał "Dzienniczek" św. Faustyny? Że Bóg mnie kocha - to oczywiste, ale czy ja kocham Boga? Kocham, to znaczy czy przestrzegam jego przykazań? Nie to, czy odczuwam rozkoszne, "mistyczne uniesienia", ale czy w codziennym życiu przestrzegam jego przykazań? Zbawienie nie jest automatyczne i bezwarunkowe. To zależy tylko od nas, od naszej woli i rozumu, czy czeka nas życie wieczne, czy wieczne potępienie. Z dwóch łotrów tylko jeden trafi z Jezusem Chrystusem do raju. Ale w towarzystwie kulturalnych ludzi o takich rzeczach - jak piekło - się nie wspomina. Jak w domu powieszonego nie mówi się o sznurze, tak w domu idących na zatracenie nie wspomina się o grzechu. Chrześcijaństwo bez krzyża. Taka ma być religia kościoła ekumeniczno-ekologicznego. Nowa ewangelizacja z nową "ewangelią". Wygodna, sympatyczna i szeroka jest droga, która prowadzi do zatracania i większość tą drogą kroczy, a raczej mknie, "posuwa suvami". W pogańskim świecie bożkowie są czczeni, bo mają służyć do polepszenia życia: do pomnożenia majątku, do życia w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Chrześcijanin natomiast ma naśladować Chrystusa, a więc służyć Bogu i służyć ludziom, bo to jest istota miłości chrześcijańskiej. Chrześcijanin żyje nie po to, aby mu służono, ale po to, aby on - w posłuszeństwie nakazom Bożym - służył swoimi talentami innym. A więc nie tylko głodnych karmił i przyodziewał nagich, ale i po to, by wątpiącym dobrze radził, strapionych pocieszał, nieumiejętnych pouczał, a grzeszących upominał. Nie zwodził oszukanym miłosierdziem, ale okazał im miłość prawdziwą, miłość Chrystusową poprzez troskę o zbawienie ich dusz. Bo nikt, kto nie wyrzeknie się grzechu, zbawienia nie dostąpi. Miłosierdzie Boże każdemu daje szansę, ale tak niewielu z tej szansy skorzysta. Może przez zwodzących na manowce nauczycieli?
bp Grzegorz Ryś. Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna
Biskup naucza o "trzech filarach chrześcijańskiego życia", ale książka bez imprimatur, więc gdyby nie literki "bp" mógłby ktoś pomyśleć, że są to prywatne refleksje "pana Grzegorza Rysia". I takie one w zasadzie są - bo z nauczaniem Kościoła Katolickiego wydrukowane dywagacje nie mają wiele wspólnego.
Bp Grzegorz Ryś, Rut Moabitka krewna Boga
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. Miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie "zapis konferencji wygłoszonych podczas XXXII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej 6-11 VIII 2013".
bp Grzegorz Ryś, Błogosławiona między niewiastami. Księga Judyty
Pozdrowienie, jakim wierni - naśladując Elżbietę - czczą Maryję: "błogosławionaś Ty miedzy niewiastami". Katechizm Kościoła Katolickiego tak uczy: ""Posłanie Marii zostało przygotowane w Starym Przymierzu przez posłanie wielu świętych kobiet. Mimo swego nieposłuszeństwa, Ewa już na początku otrzymuje obietnicę potomstwa, która odniesie zwycięstwo nad złym oraz obietnicę, że będzie matką wszystkich żyjących. Na mocy tej obietnicy Sara poczęła syna mimo swego podeszłego wieku. Wbrew wszelkim ludzkim oczekiwaniom Bóg wybiera to, co było uważane za niemocne i słabe, by pokazać wierność swojej obietnicy: Annę, matkę Samuela, Deborę, Rut, Judytę i Esterę oraz wiele innych kobiet. Maryja zajmuje pierwsze miejsce wśród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia (...) po długim oczekiwaniu spełnienia obietnicy, przychodzi pełnia czasu i nastaje nowa ekonomia zbawienia" (pkt. 489). Bp Kazimierz Romaniuk dodaje: "Z konieczności niejako [Elżbieta] porównywała się z nimi, nie wyłączając z tych zestawień Matki Syna Człowieczego. Otóż ta ostatnia, na tle wszystkich pozostałych, okazała się szczególnie błogosławiona między niewiastami." Dla bp Grzegorza Rysia błogosławioną niewiastą jest Judyta.
Bp Grzegorz Ryś, Mandatum. To czyńcie na moją pamiątkę
Protestancki celebryta występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego (zawsze w nowych strojach - miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych). W tym dziele spragniony odnowienia ducha czytelnik znajdzie ekumeniczne rozważania na temat miłości bliźniego tak jak je rozumie "kościół nowego adwentu". Dla szukających nauki Kościoła Katolickiego książka będzie stratą czasu.
bp Grzegorz Ryś, Wiara z lewej, prawej i bożej strony
Biskup Grzegorz Ryś wybrał przeszło pięćdziesiąt cytatów z Ewangelii i opatrzył je swoim komentarzem. Jak bardzo swoim? Jeśli książkę wydaje wydawnictwo Księży Jezuitów i nie ma w niej "Imprimatur", to jest pewne, że będzie to wykład "ekumeniczny", a nie katolicki.
Czy wiara ma sens? Na pytania młodych odpowiada Bp Grzegorz Ryś
Książka wydana w roku 2014, w szczycie "posoborowej" propagandy sukcesu. Ekumenizm ideologiczny, czyli zamiast wzywania do posłuszeństwa woli Bożej i zamiast walki o zbawienie dusz rojenia, że "wszyscy ludzie będą braćmi", a zamiast walki z grzechem działalność "społecznie użyteczna". Zadowolony z siebie i z życia celebryta religijny przekonuje, że wiara ma sens, bo dzięki niej żyje się nam lepiej. Ludzie są życzliwi, troszczą się o naturę, lepiej się czują i mogą się realizować, a przed nami tylko świetlana przyszłość, bo jest "pokolenie JP II". "Wiara" jako dodatek do wygodnego życia. W ekumenicznej nowomowie unika się się spraw nieprzyjemnych, więc kulturalny hierarcha nie wspomina o zaparciu się siebie, o wzięciu krzyża i naśladowaniu Jezusa Chrystusa - o jedynej drodze zbawienia, jedynym celu życia na tym świecie. Fundamentalizm posoborowy zakazuje zatem nie tylko "nawracania" ale i wzywania, by z grzechem "walczyć aż do krwi", bo, co prawda, Chrystus nakazał, by grzeszące oko wyłupać, ale przecież każdy wie, że nie należy rozumieć tego dosłownie, a poza tym wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (jakiegoś "jednego boga"). I oczywiście nie należy wspominać o śmierci, która przyjdzie jak złodziej i o tym, że oprócz Nieba czeka też Piekło. Że prócz miłosierdzia jest też Boża sprawiedliwość, a Bóg - jako sędzia sprawiedliwy - za dobro nagrodzi, ale za zło ukarze. Nie, ludzie kulturalni w XXI wieku nie straszą przecież takimi "średniowiecznymi zabobonami". I pysznił się posoborowy fundamentalizm, kwitła religijna cepelia, aż nagle bach, babę w piach. Nagle przerwało się pasmo sukcesów nowoewangelizacyjnych, a "kulturalny dyskurs" zabrzmiał jak cymbał brzmiący. Rząd ogłosił epidemię, sparaliżował państwo, a posoborowi księża gorliwie przyjęli na siebie rolę wolontariuszy państwowego systemu sanitarnego i ze strachu nie tylko przegonili ludzi z kościołów (!), ale zakazali im używania święconej wody i ogłosili, że Ciało Pańskie może zarażać. Zapomnieli o "nie lękajcie się", zapomnieli, że mają być sprzeciwem wobec świata i zajęli się kowidowymi strachami, tak, jakby do tej pory nie było groźniejszych chorób. Każdego miesiąca przybywały dziesiątki tysięcy (!) ludzi zmarłych na inne choroby, a których się nie leczyło, bo rząd uznał, że jest tylko jedna choroba - kowid, a zastraszeni księża nawet o innych chorobach i chorych nie wspominali modląc się do szczepionki "przeciwko groźnemu wirusowi". Oto wiara posoborowych celebrytów w działaniu. W godzinie próby okazali jej prawdziwy sens: STRACH. Strach o życie doczesne. A zatem czy wiara, która jest strachem ma sens? Albo Dobra Nowina, albo strach o utratę majątku, zdrowia, życia. Nie ma "trzeciej drogi". Jest albo droga z Chrystusem, albo przeciw Bogu. "Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." (Łk 9, 23-27). Ciekawe, czy Bp Grzegorz Ryś umie pogodzić te słowa ze szczepionką robioną z zabitych dzieci i jak będzie w tej sytuacji przekonywał "pokolenie JP II", które wyszło na ulice krzycząc wulgarne obelgi w obronie "prawa do aborcji", że nie należy mordować nienarodzonych. Pewnie napisze nową książkę. Może teraz dostrzeże nadzieję w pacziamamie? "Nowa ewangelizacja" nie powiedziała przecież jeszcze ostatniego słowa... Tak oto Kościół który był i jest wojujący, cierpiący i tryumfujący, a który miał stać się - według ideologii ekumenizmu - jedynie pielgrzymujący, gdy przyszła godzina próby, czyli czas, który z woli Bożej ma "ujawniać zamysły serc wielu", stanął w prawdzie. I okazało się, że posoborowa część Kościoła, tak elokwentna i celebrycka, w praktyce nawet nie jest "pielgrzymująca". Jest "bojąca" i "czmychająca ze świątyń". "Po owocach poznacie ich". (Mt. 7, 15-20). "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." (Mt. 23, 27-28)
Anselm Grun OSB, Bierzmowanie
Ojciec Anselm Grun OSB napisał krótkie książeczki poświęcone siedmiu sakramentom. Drugi sakrament - po chrzcie - bierzmowanie: czy skłania, tak jak powinien, do "przyjęcia odpowiedzialności za własne życie"? Czy "daje siłę"?
Anselm Grun, O duchowości inaczej
"Pojąć, to, co nas spotyka, będziemy mogli dopiero wtedy gdy wyczerpią się wszystkie nasze możliwości i gdy zrezygnujemy z prób ulepszania siebie samego o własnych siłach. Dopiero wówczas wraz ze świętym Pawłem będziemy mogli rozpoznać, czym tak na prawdę jest łaska Boga, która w naszej słabości osiąga swoja pełnię". Tak kończy się książka - a zaczyna mądrość życia. Kto ma oczy, niechaj czyta. Kto ma serce, niechaj rozumie.
Anselm Grun, Walczyć i kochać
Byle było nowocześnie: jak najmniej tradycji Kościoła, jak najwięcej mądrości tego świata. Nowocześnie, postępowo, więc zapomnijmy o grzechu (zwłaszcza pierworodnym), o pokucie, umartwieniu, modlitwie, o zbawieniu i o potępieniu, a słuchajmy "uczonych w pismach", "mędrców tego świata", filozofów, psychologów, itp. nawet, jeśli otwarcie bluźnią bądź głoszą czyste herezje. Zapomnijmy o rzeczywistości nadprzyrodzonej, zatraćmy się w w tym, co przyrodzone (nawet dosłownie - w przyrodzeniu). Nowoczesny chrześcijanin idealny, to chrześcijanin akceptujący wszystko, czym świat się zachwyca i wstydzący się wszystkiego, czego nauczał Kościół od zarania. Nie wznosi oczu ku niebu - kontempluje własny pępek (i to, co poniżej). Z nieznajomości prawd wiary, z głupoty, przyjmie każde twierdzenie, byle się zaprzeć własnej tradycji. Celem człowieka przestaje być zbawienie duszy, a staje się wygodne, "bezstresowe" życie, "realizacja siebie", "poszukiwanie tożsamości". Tylko co to ma wspólnego z nauką Pana Naszego Jezusa Chrystusa o konieczności zaparcia się siebie i wzięcia krzyża? Jak to pogodzić, z nauką, że "Królestwo Moje nie jest z tego świata"? Dlaczego "posoborowa" ideologia nakazuje, by o Jezusie Chrystusie pouczali wiernych poganie, heretycy, bałwochwalcy, bluźniercy? Przecież to tak, jakby czerpać nauki o Dobrej Nowinie nie z Ewangelii, ale z tego, co mają do powiedzenia o Zbawieniu Herod, Piłat, Judasz! Dlaczego "posoborowa sekta" nakazuje, by wierni, zamiast czytać pisma Świętych Kościoła Katolickiego czytali i czerpali nauki z pism mędrków całkiem nie świętych i całkiem z tego świata? Przecież ktoś, kto uznaje mądrość większą ponad naukę Jezusa Chrystusa sam wyklucza się ze wspólnoty Kościoła Powszechnego. Nowoczesność w domu i w zagrodzie i hulaj dusza, piekła nie ma (albo jeśli jest, to jest puste), a wszystko, czego nauczał Kościół przez dwa tysiące lat należy - w imię oświeconego postępu - zniszczyć, zakazać i zapomnieć. Chesterton radził, aby zanim zacznie się usuwać dawne rozwiązania, sprawdzić, dlaczego nasi przodkowie je wprowadzili. Może był jakiś powód? Ale "nowoczesny chrześcijanin" gardzi przeszłością i odwraca nakaz posłuszeństwa nakazując Kościołowi dostosowywać się do świata. Kocha "demokrację" i gardzi hierarchicznością Kościoła. Ale czym jest "demokracja" bez poszanowania tradycji? "Demokracja to przekonanie, że nie można nikogo wykluczyć ze względu na urodzenie. Tradycja, natomiast mówi, że nie można nikogo wykluczyć ze względu na śmierć" (znowu Chesterton). Demokracja bez tradycji staje się tyranią i dyktaturą ignorantów i dewiacyjnych mniejszości. Ciekawe, że wielu krytyków własnej, katolickiej tradycji rozczula się i wzrusza hymnem na cześć tradycji wyśpiewanym na początku "Skrzypka na dachu". A może to nie jest ciekawe, tylko oczywiste? Bezstresowa wiara dla bezstresowo wychowanych pokoleń. Ludzie bez tradycji, to ludzie znikąd, więc i donikąd zmierzają. Z pustki w pustkę. Z nicości w otchłań... . Ale za to jak higienicznie!
Anselm Grun OSB, Eucharystia. Przemiana
Psycholog, występujący również jako "mnich benedyktyński", wyznawca C.G.Junga, kapłan religii dobrego samopoczucia. W wydanych pod jego nazwiskiem prawie 300 (!) książkach współczesny miłośnik dobrego życia doczesnego znajdzie standardowe nauki, typowe dla XX-wiecznej psychologii. Ubrane w szatę "porad religijnych" i "duchowych" stawiają znak równości między psychologicznym samozadowoleniem, a życiem duchowym. Znika zbawienie duszy i współpraca z łaską Bożą - pojawia się dążenie do samozadowolenia zdobywanego na drodze samodzielnych wysiłków (samodzielnych, ale pod kierownictwem, rzecz jasna, wszystkowiedzących psychologów, którzy są co najmniej sceptyczni wobec nauczania Jezusa Chrystusa). Znika ofiara i pokuta, modlitwa, pojawia się "medytacja" i wszechmocne "ćwiczenia oddechu". Znika Zbawiciel, pojawiają się bogowie filozofów. Matka Boska i święci? Ani słowa - za to Jung, Buber, Teilhard de Chardin, Durckheim, itd, itd. We współczesnym "nauczaniu duchowym" to, co nadprzyrodzone wypierane jest przez to, co przyrodzone, doczesne. Znika rzeczywistość nadprzyrodzona, a jedyna rzeczywistość jaka istnieje dla ekumenicznych guru, to rzeczywistość doczesna. Znika Bóg jako Ojciec i Stwórca, jako dawca talentów, którymi zostaliśmy obdarzeni, abyśmy - z dziękczynieniem dla Boga - służyli innym, a pojawia się bożek pogan, który ma służyć nam, w naszych wysiłkach zdobywania prozaicznej, doczesnej, całkowicie ziemskiej "satysfakcji z życia". "Przemiana" obiecywana przez tytuł nie polega na doskonaleniu się w cnotach, ale na zaakceptowaniu i pokochaniu swoich wad. Jednym słowem "przemiana" nie polega na walce ze złem i na dążeniu do dobra, ale sprowadza się do zabawy, do kuglarstwa czysto językowego: wystarczy zło nazwać dobrem i po sprawie. Wystarczy? "Kochaj (Boga) i rób, co chcesz" - nauczał św. Augustyn. "Kochaj (siebie) i rób co chcesz" - uczą z kolei szamani "nowego adwentu". Miłość Boga oznacza życie według Bożych przykazań. Miłość siebie oznacza życie wbrew tym przykazaniom. Jeśli ktoś jeszcze nie widzi różnicy, to przypomnijmy czym skusił w Raju wąż Adama i Ewę: zajmijcie się sobą - radził z troską - Bóg wam nie jest do niczego potrzebny, "na pewno nie umrzecie" bez Boga (Księga Rodzaju 3:1-4). Tak, szatan jest ojcem kłamstwa, tego najważniejszego kłamstwa, które rodzi śmierć i "płacz i zgrzytanie zębów". Tym kłamstwem fundamentalnym, kłamstwem, którym tumani ludzkość od zarania jest przekonanie, że istnieje świat poza Bogiem, świat bez Boga, świat bezstresowy, w którym można dobrze żyć, dobrze się urządzić, dobrze zabawiać i "się nie pomrze". Przy tym kłamstwie nie trzeba już niczego więcej. Ono jest najpewniejszym przewodnikiem do piekła. Takim oto darem dla zagubionych dusz jest "przemiana przez samorealizację".
Anselm Grun, Autosugestia. Jak myśleć pozytywnie
Tytuły rozdziałów w sposób oczywisty ujawniają treść książeczki: poznamy zatem znaczenie myśli w starożytnym monastycyzmie, istotę i działanie negatywnych i pozytywnych autosugestii, dowiemy się o autosugestiach w psychologii, by - poprzez metody obchodzenia się z myślami - dojść do wiary, czyli do czynienia tak, jakby...
Anselm Grun. Sercem i wszystkimi zmysłami
Podtytuł: "Refleksje na każdy dzień roku". Bestseller. Książkę napisał słynny mnich benedyktyński, ale jego refleksje - choć przypisane konkretnym datom - nie są związane z czytaniami przewidzianymi na owe dni. Może dlatego książka nie ma imprimatur?
Anselm Grun, Ludzi prowadzić - budzić życie
Patchwork idei i pomysłów w służbie teorii zarzadzania. "Reguła św. Benedykta" w nowoczesnej, czyli modernistycznej interpretacji. Jak to, co duchowe i nadprzyrodzone przemienić w całkiem świeckie i przyrodzone. O ile tradycyjna duchowość wykorzystywała naturalne środki do osiągania celów "nie z tego świata", o tyle współcześnie pojmowane i interpretowane dzieła duchowe wieków minionych mają prowadzić do celów całkiem prozaicznych. Jeszcze jedna droga do zdobycia i utrzymania dobrostanu doczesnego. Stąd podtytuł: "Co ma do powiedzenia Reguła św. Benedykta tym, którzy zajmują kierownicze stanowiska".
Anselm Grun, Eucharystia. Przemiana i zjednoczenie
Anselm Grun, schizmatyk - jeden z piewców posoborowej schizmy w kościele katolickim i guru posoborowej sekty, terroryzującej od przeszło pół wieku wiernych. Autor - jak Koziołek Matołek, który "po calutkim szukał świecie tego, co jest całkiem blisko" - też podróżuje "szeroką i wygodną drogą", z kim się da i dokąd się da (byle tylko nie do zbawienia duszy i byle nie z Ojcami Kościoła!). Za przewodników - jako człowiek nowoczesny - obiera sobie psychologów. Przez grzeczność wspomina nawet czasem Jezusa Chrystusa, ale delikatnie i tak, by nie psuć przyjemnego nastroju biesiady. Ostatecznie msza to przecież taka grupa terapeutyczna. Wszak w życiu mamy tyle kłopotów i problemów. Musimy gdzieś "podładować akumulatory". Uprawiana przez schizmatyków "uczta", "biesiada terapeutyczna", ma zastąpić Ofiarę Mszy Świętej - Mszę Wszechczasów. A dlaczego? Bo podobno tak nakazuje "miłosierdzie" - byśmy sobie miło poucztowali. Ważny też jest wystrój "sali biesiadnej" - stół pośrodku, a naokoło dobrzy ludzie, którzy się sympatycznie do siebie uśmiechają. A jak im przyjdzie ochota, to niech sobie nawet potańczą (tak, w kościele! Mogą "wzbogacić eucharystię medytacyjnym tańcem" - s.55)!. I ważne, żeby dekoracje były też takie jakieś budujące: coś odpowiedniego dla osób troszczących się o "rozwój duchowy", jakieś duchowe figurki, oczywiście z całego świata. Może budda? Albo paciamama? Mogą też pobełkotać "w duchu", niby "jak Apostołowie w Dniu Zesłania Ducha Świętego". A, że Apostołowie nie bełkotali bez sensu, tylko po zesłaniu Ducha Świętego jak najbardziej z sensem i zrozumiale głosili w różnych językach Dobrą Nowinę, to tym schizmatycy posoborowi się nie przejmują. Niech sobie "wierni" pobełkoczą i myślą, że tak przemawia przez nich duch (że przemawia jakiś "duch" to pewne, tak jak pewne jest, że to nie Duch Święty, który - będąc Osobą Trójcy Świętej - nie pozbawia ludzi rozumu). Byle było miło i sympatycznie. Bo chodzi o nasze zdrowie, bo przecież "najważniejsze jest zdrówko". Ekumeniczna nowomowa w psychologicznym sosie. Grun, osoba duchowna nie zdaje sobie sprawy, że Kościół i Msza to nie jest intelektualna zabawa, tylko sprawa wieczności, sprawa życia i śmierci: życia z Bogiem lub śmierci - potępienia? Nie zdaje sobie sprawy, że niszcząc Mszę uderza w powszechność Kościoła, tym samym w Samego Zbawiciela, w Jego Ofiarę? Nie zdaje sobie sprawy, że centralne miejsce w życiu Chrystusa zajmuje męka, a w życiu człowieka krzyż, czego nieustannym wspomnieniem i obrzędem jest Msza Święta? Nie zdaje sobie sprawy, że głosi herezje, bałwochwalstwo, bluźnierstwo, propaguje pogańskie obrzędy i zaleca bezczeszczenie świątyni? "Napisane jest: 'Mój dom będzie domem modlitwy', a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców' " (Łk 19, 45-48). A zbójca to nie dobroczyńca - to niszczyciel. Choć przedstawia się jako pełen troski nauczyciel to jest przecież "wilkiem w owczej skórze". Niszczyciel z premedytacją uderzający w Kościół Katolicki. Wszak "katolicki" znaczy "powszechny": na całym świecie, o tej samej porze dnia i nocy, w tym samym języku składana jest Ofiara i głoszona jest taka sama nauka. Czy dziwne, że "bramy piekielne" nie ustają w wysiłku, by tę powszechność zniszczyć? By zastąpić ją "kościołami narodowymi", czyli kościołem chaosu z "mszą nowego porządku", wszędzie inną, zależną od chwilowych nastrojów, emocji, pełną - zamiast nauki o Zbawieniu - bełkotu i histerii? Bez krzyża, cierpienia, ofiary, czyli bez Jezusa. Kościół katolicki, Kościół wierny tradycji jest Kościołem walczącym na Ziemi w obronie nauki Pana naszego Jezusa Chrystusa. Stąd też główne uderzenie przeciwnika wiary prawdziwej skierowane jest przeciwko Kościołowi powszechnemu, czyli Katolickiemu. Posoborowi schizmatycy, modernistyczni sekciarze wymagają, by dwa tysiące lat tradycji i nauczania zostało odrzucone, zapomniane i potępione - wszystkie sobory mają być zapomniane. Ma zostać tylko "ekumeniczny watykański drugi". Kościół ma zatem przestać być katolicki - a to oznacza, że go po prostu ma nie być. Czy szatan mógłby chcieć czegoś więcej?
Anselm Grun OSB, Doświadczyć Boga całym sobą
Doświadczyć Boga całym sobą, czyli jak poczuć i czuć Jego obecność. Dla poszukujących duchowych uniesień (kontemplacja, medytacja, mistycyzm), które można zdobyć i praktykować w codzienności.
Anselm Grun, Jezus, nauczyciel zbawienia. Ewangelia Św. Mateusza
Znany autor analizuje "ulubioną Ewangelię wczesnego kościoła".
Anselm Grun OSB, Fidelis Ruppert, Módl się i pracuj
Anselm Grun OSB, Fidelis Ruppert i ich książeczka o sensie i pełni życia. To takie proste. Modlitwa i praca. Jeśli tylko harmonijnie budują każdy dzień trudu. Jednym z największych oszustw pana tego świata jest złuda, że praca ma sens bez modlitwy. Nie ma. Bo "taka jest życia droga: praca, co gnie - ku ziemi, modlitwa, co wznosi - do Boga".
o. Adam Szustak OP, Upojeni Bogiem
o. Adam Szustak OP, kapłan religii nie Dobrego Pasterza, ale "dobrego samopoczucia". Religia "pluszowego krzyża", co otwarcie zapowiada już na pierwszych stronach: "chcę opowiedzieć wam o drodze, która jest upojna i szeroka, dostępna dla każdego chrześcijanina" (s.5). Jakże to przeciwne słowom z Ewangelii: "Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują! (...) Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami." (Mt 7,13-15, Kazanie na Górze). Oto Adam Szustak: zakonnik celebryta i bloger, jest wszędzie, jakby był w kilku osobach, a nie jeden. Żywe zaprzeczenie bycia "cichym i pokornego serca". Książka nie ma oczywiście imprimatur, bo i po co? Skoro według autora "Chrześcijaństwo jest religią, która się grzechem nie zajmuje (...). Staranie o wiarę to nie jest staranie o wyzbycie się grzechów (...) To nie w tym rzecz. Masz szukać bliskości Boga i masz pozwolić Mu się zbawić. A On ci zabierze twoje grzechy." (s.125). I gdzie tu nakaz Pana Naszego Jezusa Chrystusa "idź i nie grzesz więcej"? Gdzie tu "jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny" (Mt 18,8). Zaiste, wygodną drogę reklamuje "prorok internetowy" A. Szustak. Życie wieczne jako cel ludzkiego życia? Droga krzyża? A gdzież tam! Sympatyczna "relacja z Bogiem", tym kusi o. Szustak. A do tej "relacji" nie trzeba znać Katechizmu. To o co chodzi? Zakonnik katolicki naucza niezgodnie z nauką Kościoła?! "Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o itd". A przecież wiemy, że "nie możemy służyć Bogu i mamonie" (Łk 16,13), o czym A. Szustak też musi wiedzieć. A może nie? Może myśli, że on jednak może? Czyżby nie czytał, że "biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie", że "temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza" (Mt 18,6)? Może słyszał, ale kto by tam wierzył w takie "średniowieczne strachy". A. Szustak, po kabotyńsku łącząc ekumeniczną nowomowę z gwarą młodzieżową i z językiem reklam telewizyjnych, pisze swoją "ewangelię", która przekonuje, że "jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej". Propaganda religijnego sukcesu na wzór prymitywnych podręczników uczących sukcesu i motywacji. Pomysł A. Szustaka jest bardzo prosty: odwrócić to, czego przez wieki w Katechizmie nauczał Kościół (bo to się spodoba i to się dobrze sprzeda) i przekonać, że takie "bycie sobą" ("Non serviam") jest najlepszą drogą człowieka. Zaiste, "upojna i szeroka to droga"! Jak każda droga "na zatracenie". Jeszcze jeden robotnik "pustoszy winnicę".
Adam Szustak OP, Nocny Złodziej. Książka + 2 płyty (CD mp3 i DVD)
Ekumeniczny biznes i celebryta-influencer w dominikańskim habicie (od czasu do czasu). Krótki, ale sugestywny, kurs religii dobrego samopoczucia. Dla zakochanego (z wzajemnością) w swoim głosie i we własnej mądrości "religijnego coach'a" wszystko jest dozwolone i wszystko obejmuje ekumeniczna tolerancja, z wyjątkiem tradycji Kościoła Katolickiego. Cóż, "kasa, misiu, kasa", albo "sorry Panie Boże, ale biznes is biznes". Zakonnik, który zapomniał, albo nie wierzy, że "nikt nie może dwom panom służyć".
Paweł Lisicki, Czy Jezus jest Bogiem?
Zły ma jedną odpowiedź na pytanie postawione w tytule: nie był. Chwała Bogu wiemy, że Zły jest królem kłamstwa, więc wniosek jest oczywisty, by mu nie wierzyć. A mimo to, przez dwa tysiące lat zwiódł niezliczone rzesze nieszczęśników. Sprawa nie jest błaha - wszak chodzi o ostateczne sprawy każdego człowieka: o śmierć i życie wieczne z Bogiem lub tam, gdzie jest "tylko płacz i zgrzytanie zębów". Książka jest wstrząsającą relacją z kłamstw, które mają oderwać człowieka od Boga. Tym bardziej wstrząsającą, że przeciw Bogu stają też "ludzie wykształceni", "profesorowie". A przecież "komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą" (Łk 12, 48) i "kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6) oraz „do każdego, kto przyzna się do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; a każdego, kto mnie się wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”
(Mt 10, 32–33). No tak, ale jak się nie wierzy, że Jezus jest Bogiem, to i nie uwierzy się w jego słowa. Uwierzy się w byle co i byle komu, ale nie Bogu. Czy jest większy ból dla Ojca niż niewdzięczność dzieci? Czy jest większa tragedia niż zbrodnia popełniana przez dzieci na kochającym Ojcu? To bardzo wygodne: liczyć na miłosierdzie i zaprzeczać Bożej sprawiedliwości. Tymczasem miłosierdzie bez sprawiedliwości, bez kary i zadośćuczynienia za zło popełnione i bez nagrody za dobro, staje się karykaturą porządku rządzącego światem, jest chaosem zamiast kosmosu, jest piekłem samowoli i bezkarności - jest największym oszustwem Złego. Nic zatem dziwnego, że najzacieklej walczą z chrześcijaństwem (oprócz "religii walczących") religie socjalistyczne: brunatna, czerwona, zielona - faszyzm, komunizm, pogański naturalizm. Zły obiecuje, że - bez Boga-Jezusa - człowieka czeka tylko szczęście i wolność - tak samo obiecywał w Raju. Ot, tyle warte jego obietnice.
Roman Brandstaetter. Jezus z Nazaretu
Książka, która, choć jest dziełem literackim, spełnia wszystkie kryteria, by umieścić ją obok traktatów teologicznych, medytacji religijnych, mistycznych rozważań, ba! nawet objawień prywatnych, czy obok rozpraw filozoficznych i etycznych, albo dzieł historycznych.
Bóg jest wszędzie.
Jacob Neusner, Rabin rozmawia z Jezusem
Tytuł to oczywiste oszustwo. Komercyjna sztuczka. Rabin rozmawia sam ze sobą. Wszak gdyby naprawdę rozmawiał z Jezusem Chrystusem (znamienne jest, że 'Chrystus' w tytule nie występuje), to stanąłby przed wyborem, przed jakim stanęli mieszkańcy Jerozolimy dwa tysiące lat temu: albo musiałaby uznać Jezusa z Nazaretu za Syna Bożego, za Mesjasza, za Chrystusa i powiedzieć za św. Tomaszem "Pan mój i Bóg mój", albo krzyczeć za większością: "ukrzyżuj Go! ukrzyżuj Go!" i rozpocząć bezwzględne zwalczanie uczniów Jezusa Chrystusa (ostatnie zdania książki pokazują chyba jasno, jaki jest wybór autora). Innej możliwości nie ma, nawet gdyby wszyscy posoborowi ekumeniści w ramach wypierania się wiary prawdziwej i zakłamywania nauki Jezusa Chrystusa wznosili modły do "boga międzyreligijnego dialogu", całowali "święte księgi" innych religii, klękali przed pogańskimi bożkami i bratali się z heretykami, to prawda jest taka sama dzisiaj jak była dwa tysiące lat temu. Jest się albo z Bogiem, w Trójcy Jedynym, albo przeciw niemu. A ten wybór to nie jest dylemat kawiarnianego dialogu, tylko rozstrzygnięcie sprawy ostatecznej: albo wybór życia wiecznego z Bogiem w Niebie, albo wybór potępienia na wieki.
Jezus jest moim Panem. Ewangelizacja na Barce
Biskupi, księża, zakonnicy, wierni o życiu bogobojnym. Zapis konferencji z pierwszego roku "Ewangelizacji na Barce". Był rok 2013 / 2014. A więc książka z czasów, kiedy Kościół nie bał się Ciała Chrystusa, wody święconej, a biskupi nie nakazywali wiernym by "szanowali mieszkańców Sodomy i Gomory".
Joseph Ratzinger, Benedykt XVI. Jezus z Nazaretu
Joseph Ratzinger, już (i jeszcze) jako Papież, Benedykt XVI, wydał książkę o życiu i nauczaniu 'Jezusa z Nazaretu'. Była to część pierwsza p.t. "Od Chrztu w Jordanie do Przemienienia". Książka nie ma "imprimatur", a za to ma "obwijkę" z logami głównych "patronów medialnych", wśród których z kolei główne pozycje zajmują niemieckie koncerny (wydawana po polsku, niemiecka gazeta codzienna, niemiecki portal internetowy). I nic dziwnego, przecież książkę napisał Papież-Niemiec (skoro Jan Paweł II zawsze był "Papieżem-Polakiem", to chyba Benedykt XVI powinien być nazywany "Papieżem-Niemcem", a ekolog/pacziamamista Franciszek "Papieżem-Argentyńczykiem"?).
Ziemia Święta, Kulturowy przewodnik śladami Jezusa
Niezwykły przewodnik dla turysty - pielgrzyma.
Don Colbert, Co mógł jadać Jezus? Biblijna recepta na długowieczność
Tytuł - majstersztyk: zestawienie Jezusa (należy się domyślać, że autor ma na myśli Pana Naszego Jezusa Chrystusa - wszak na okładce reprodukcja "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda da Vinci) z "receptą na długowieczność" rozumianą nie tylko jako długie i dostatnie życie tu, na Ziemi (co już budzi silne poczucie absurdu i bezsensu, a nawet świadczy o kompletnej bezmyślności i niestosowności tytułowego zestawienia), ale nadto postrzeganą jako efekt modnej pod koniec XX wieku "zdrowej diety". I do tego obraz Leonarda jako ilustracja zdrowej wyżerki, niegroźnej cholesterolowo biesiady! Palce lizać! Tak, zaiste, mają uszy, a nie słyszą, mają rozum, a go nie używają, bo jakby słuchali i rozumowali, to pojęliby, że "nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym". Całość jest symbolicznym i niezwykle wymownym obrazem zanikającej cywilizacji: atrofia transcendencji i degeneracja duchowości, która skarlała do do pogańskiego służenia bieżącemu, materialnemu i fizycznemu zadowoleniu. I tę pustkę duchową ma zapełnić "zdrowe odżywianie"?! "Nie nasyci się oko patrzeniem, ani ucho napełni słuchaniem". Pokarmem duszy nie są kalorie, a ćwiczeniem duchowym nie jest indeks glikemiczny, wbrew temu, co głoszą kapłani urzędowo obowiązującej religii "zdrówka" i zakonu "prawidłowej pracy jelit" - nawet "hamerykańscy".
Victor Loupan, Alain Noel, Śledztwo w sprawie śmierci Jezusa
Jeszcze jedna książka z serii publikacji mających przemieniać katolicyzm w jakąś wersję protestantyzmu. Już nawet tytuł jest kłamstwem. Autorzy bowiem nie przeprowadzają żadnego śledztwa, dowodzą jedynie z góry założonej tezy. Realizacją ideologiczne zadanie - zgodnie z nakazami posoborowej sekty ekumenicznej. Jednym z dogmatów tej sekty jest uwielbienie dla "starszych braci w wierze" (bo są oni samym dobrem doskonałym i wszystko co zrobili, robią, albo zrobią wymaga zdecydowanej adoracji). Taki jest obowiązek "młodszych braci w wierze", którzy nie tylko muszą adorować "tych starszych", ale muszą również przepraszać (tu już wszystkich, nie tylko "tych starszych") za wszystko zło na ziemi od zarania świata. Jednym słowem - co bez ogródek autorzy piszą już we wstępie, ujawniając założony cel dowodowy swojej pracy - Jezusa nie zabili żydzi (czy Żydzi). Dowody zdaniem "niezależnych badaczy" są dwa: po pierwsze tak każe na całą sprawę patrzeć Sobór Soborów, tj. Św. Sobór Drugi Watykański, a po drugie nie zrobili tego również dlatego, że... "Jezus był Żydem". Uniesieni tym odkryciem autorzy, gorliwi i oddani pracownicy frontu ideologicznego, pionu historycznego, dowodzą, że Jezusa zabili wszyscy pozostali (tak dosłownie piszą!), wbrew "starszym braciom w wierze". Inteligentny czytelnik, który chwyta w lot nakazy "mądrości etapu", szybko dojdzie zatem do wniosku, że oprawcami są Rzymianie, a skoro Rzym, to "papiści". Jednym słowem wyznawcy rzymskiego katolicyzmu powinni wreszcie uderzyć się w piersi i posypawszy głowy popiołem przeprosić (jak należy uniżenie przepraszać wszystkich za wszystko nauczał mistrz przeprosin - Papież Polak) za to, że zabili Jezusa i, że próbowali tą zbrodnią obarczyć nieskalanych zawsze i wszędzie "starszych braci w wierze". Takie koszałki opałki - jeszcze jeden przygnębiający dowód na to, jak bardzo nauka, a szczególnie "nauki społeczne", uzależnione są od poleceń ideologicznych i od "źródeł finansowania". A swoją drogą, czy nie prościej byłoby, gdyby posoborowi sekciarze ekumeniczni po prostu poprzechodzili sobie na judaizm czy islam? Mogliby wtedy celebrować - ku swej uciesze i uciesze koalicjantów ideologicznych - nie tylko "tydzień islamu", czy "tydzień judaizmu", ale przecież cały "rok judaizmu", czy "rok islamu". Ciekawe, czy wówczas obchodziliby "tydzień katolicyzmu"? "Sadzę, że wątpię" (by zacytować Wiecha).
Biblia Brzeska 1563
Wydanie z 2003 roku, czyli wydanie, które ukazało się 440 lat po pierwszym wydaniu tłumaczenia wykonanego przez polskich protestantów (kalwinów i arian, choć ze względu na spory, walkę i rozejście się tych dwóch nurtów protestantyzmu zwykle mówi się o "Biblii kalwińskiej", gdyż to właśnie kalwini mieli chyba ostatecznie decydujący wpływ na jej treść). Zabytek XVI-wiecznego języka polskiego.
Przewodnik po Biblii
Ekumeniczny "Przewodnik po Biblii", a więc odchodzący od tradycji katolickiej (choć dostał nagrodę "Katolickiej książki roku 1996"!), a zbliżający się do tradycji antykatolickiej, heretyckiej (nie tylko w treści, ale również przez układ). "Ekumenizm" oznacza również nadanie "Przewodnikowi" charakteru bliskiego świeckiej "encyklopedii naturalnej". Coraz więcej takich "ekumenicznych" publikacji i coraz mniej wiary prawdziwej, a coraz więcej zabobonu, guseł, bałwochwalstwa. Może dlatego, że wydawnictwa "ekumeniczne" coraz bardziej zajmują się tym, co przyrodzone, a coraz mniej tym, co nadprzyrodzone?
Dr Don Colbert, Biblia leczy - Rak
Jak pisze wydawca książka zawiera starożytne recepty, naturalne lekarstwa i ostatnie odkrycia. Jest zbiorem przydatnych, praktycznych wskazówek dla osób pragnących zapobiec chorobie lub też zmagają się z nią. Dr Colbert: "chcesz być zdrowy. Pan Bóg także tego pragnie".
Alfred J. Palla, Sekrety Biblii
Książka dla wszystkich, którzy poszukują wiedzy o Piśmie Świętym. Archeologia, historia, teologia.
Dr Don Colbert, Biblia leczy - Astma
"Jeśli stwierdzono astmę potrzeba ci życia i tchnienia Boga" - tak pisze wydawca i dodaje, że książka przedstawia naturalny, oparty na Biblii, plan całkowitego przezwyciężenia choroby, która dotyka ponad 20 milionów osób w Ameryce!
Giovanni Odasso, Biblia i religie
Dokładnie o tym, co w tytule: jaki stosunek do innych religii wynika z Biblii.
Zenon Kosidowski, Opowieści biblijne
Książka nad książkami w wersji laickiej dla PRL-owskiej inteligencji oraz dla współcześnie praktykujących, a nie wierzących, podobnie jak dla wierzących, a nie praktykujących. Kosidowski wierzy, że można czytać Biblię jak baśnie i bajki: dla poznania fabuły nie trzeba wierzyć w krasnoludki. Tylko, że jest fundamentalna różnica między Pismem Świętym, a klechdami domowymi. Ale cóż poradzić, gdy się tej różnicy nie widzi?
Barbara Szczepanowicz, Kuchnia biblijna
Podtytuł: "czyli co, jak i kiedy spożywano w czasach biblijnych, jak ucztowano." Niezwykła "książka kucharska" - Biblia jako "księga zdrowego żywienia". Teraz, kiedy każdy celebryta (lub celebrytka) musi koniecznie napisać swoją książkę kucharską warto wrócić do źródeł zdrowej prostoty, która rodzi więcej przyjemności niż najbardziej wyszukane wynalazki kulinarne. A w czasach coraz większej popularności "postu Daniela" pięknie wydana książka Barbary Szczepanowicz może być doskonałą inspiracją do tworzenia diety codziennej.
Anna Świderkówna, Prawie wszystko o Biblii
Najbardziej ascetyczne wydanie Biblii, czyli sam tekst, bez jakichkolwiek komentarzy, przypisów, itp. liczy prawie 1352 strony. Natomiast książka, którą prezentujemy, i która mówi "prawie wszystko o Biblii" liczy tych stron o przeszło 1000 mniej, bo zaledwie 327. Nic nie sugerujemy, tylko zestawiliśmy liczbę stron...
Music Of The Bible Old Hebrew Songs, płyta winylowa
Muzyka Biblii - stare pieśni hebrajskie wykonuje kantor Laszlo Sandor. Ciekawe, czy ma "przyjemną osobowość"? Wszak tym, oprócz "dostatecznie mocnego głosu, przyjemnego dla ucha", powinien wyróżniać się kantor w judaizmie.
Alberto Mello, Judaizm. Mała Biblioteka Religii
Na stronie 27 czytamy: "Kto jest Żydem? (...) pytanie to stało się niezwykle złożone, żeby nie powiedzieć wręcz niemożliwe do postawienia". Autor jednakże - nie zrażając się własną konstatacją - napisał na ten temat całą książkę. Brawo! Może pewną wskazówką będzie pytanie ze strony następnej: "Dlaczego Żyd przechodzący na buddyzm w dalszym ciągu uważany jest za Żyda, natomiast, gdy zostaje chrześcijaninem, przestaje nim być?". No właśnie, chyba wszystko jasne? Żyd może wierzyć we wszystko, byle tylko nie w Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Autor oczywiście stara się być bardzo ekumeniczny, zgodnie z doktryną sekty posoborowej, że wszystkie religie są równe, ale wychodzi tak jakoś, że wyznawcy religii, której poświęcona jest książka, jednak nie są równie "ekumeniczni", że jednak są wrogami chrześcijaństwa, pomimo białej flagi, którą z zapałem powiewają posoborowi odstępcy. A tak się starają zadowolić wszystkich, wszystkim chcą się przypodobać, a tu proszę - im bardziej się podlizują i zapierają swojej tradycji tym bardziej są lekceważeni. Bo kto ceni ludzi bez honoru, ludzi, którzy sami sobą gardzą? Jeśli "otwarcie się na świat" i "dialog międzyreligijny" posoborowej sekty oznaczają, że istotą ich wyznania jest brak szacunku dla własnej tradycji, to czy dziwi, że inni też jej nie szanują? Posoborowa sekta - "groby pobielane". Jedyną jej troską jest przepraszanie za to, że żyją, jedynym obrzędem zapieranie się wiary prawdziwej. "Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie." (Mt 10, 32-33)
Angelo Scarabel, Islam. Mała Biblioteka Religii
Mała Biblioteka "Uczonych W Piśmie". Z książkami tej serii jest pewien problem: otóż wszystkie muszą być zgodne z posoborową ideologią (tzn. ideologią Soboru Watykańskiego II: trwa usilna praca, by narzucić przekonanie, że inne sobory są martwą przeszłością, podobnie jak dwa tysiące lat tradycji Kościoła), a zwłaszcza z doktryną o wielości i równoważności religii, muszą dowodzić rzekomej jedności chrześcijaństwa, a przede wszystkim muszą unikać jak ognia tradycyjnego, zgodnego z nauką Jezusa Chrystusa, katolickiego stosunku do pogaństwa, bałwochwalstwa i bluźnierstwa. Ach, jakie nieekumeniczne pojęcia - jak tak można w ogóle pisać o naszych "braciach z ludu bożego"! A już niech Bóg broni przed używaniem słowa "herezja"! Zdecydowany nakaz Jezusa Chrystusa, by jego uczniowie szli "na cały świat i nauczali inne narody" został zastąpiony przez ideologiczne polecenie "nowej ewangelizacji": "idźcie na cały świat i przepraszajcie wszystkie narody". Doktrynalna, sekciarska, posoborowa ideologia rodzi w związku z tym przedziwne, schizofreniczne wręcz postawy badawcze, charakterystyczne dla zideologizowanej "nauki": otóż badacz tak musi manipulować danymi historycznymi i ich interpretacjami (bywa, że wbrew wewnętrznemu przekonaniu i sumieniu - co bardzo smutne), by pasowały do wytycznych obowiązujących na danym etapie posoborowej walki ideologicznej, w tym wypadku do "ekumenicznego" dyktatu "szacunku do innych religii". Zawsze zgodnie z "prawdą etapu". "Prawda czasu, prawda ekranu" - Miś Ekumeniczny.
Roman Brandstaetter, Księgi Starego Przymierza
Poezja "Starego Testamentu" w przekładzie Starszego Brata W Wierze, który przeszedł do zgromadzenia Młodszych Braci W Wierze.
Edoardo Scognamiglio OFMConv., Zlękli się tłumu
"Zlękli się tłumu - Lectio Divina do fragmentów Ewangelii według św. Marka". Rozważania, mające odpowiedzieć na pytanie "czy można spotkać Jezusa, pozostając w tłumie" prowadzi teolog i filozof, który wykłada "dialog międzyreligijny na Papieskim Uniwersytecie Urbanianum (PUU)". No, jeśli tak, to można przypuszczać, że tłumem, w którym najlepiej można się spotkać z Jezusem jest tłum "starszych braci w wierze", albo muzułmanów, ale chyba najlepiej do spotkania Jezusa nadaje się tłum ateistów. Czy nie są to najlepsi partnerzy do "inkluzywnego, ekumenicznego dialogu międzyreligijnego"?
Music Of The Bible. Old Hebrew Songs, płyta winylowa
Music Of The Bible. Old Hebrew Songs, płyta winylowa. Stan? Pod względem technicznym płyta daje się słuchać. Chyba obowiązkowe wyposażenie dla posoborowej sekty ekumenistów/inkluzywistów na dni zachwytów i umizgów do "braci starszych w [ich] wierze".
Ewangelia według Świętego Mateusza, Marka, Łukasza, Jana - wydania kieszonkowe
Novus Ordo Mundi potrzebuje Novus Ordo Missae, a w istocie Nowej Religii, naturalistycznej namiastki stworzonej na potrzeby współczesnych niewolników codzienności. Oto książeczki, które są jednym z kroków w stronę "religii braterskiej ludzkości" i jej "kultu rozumu". Samo nowe tłumaczenie Ewangelii na polski to za mało, trzeba jeszcze wytłumaczyć co zostało przetłumaczone, dlatego objaśnienia tekstów Ewangelii zajmują więcej miejsca, niż sam tekst podstawowy. Taktyka stosowana przez "reformatorów religijnych" sprowadza się do niszczenia wiary katolickiej poprzez systematyczne, choć powolne i ostrożne, zastępowanie jej elementów elementami wierze tej przeciwnymi. A to zmieni się dotychczasowe tłumaczenie "by lepiej oddawało ducha współczesności", a to w komentarzu podsunie się interpretację "ekumeniczną", czyli w zasadzie protestancką, heretycką i rabiniczną, a wszystko będzie się wprowadzać delikatnie, powoli, ale wytrwale i uparcie, dzięki czemu coraz mniej będzie i jest "katolicyzmu" w religii kościelnych reformatorów. Ekumenizm synodalny okazuje swoją prawdziwą, antykatolicką naturę - wszak jako jedyną drogę realizacja nakazu Naszego Pana Jezusa Chrystusa, by nauczać inne narody, wymusza na swoich wyznawcach anihilację katolicyzmu i rozpuszczenie go w protestantyzmie i rabinizmie. Zaiste, niszczenie własnej tradycji i podlizywanie się herezji - bardzo to "katolickie". Kapitulacja, zdrada i zaprzaństwo w imię "bezkonfliktowego współistnienia" na czas budowy "duchowości nowego człowieka", zanim ogólnoświatowa namiastka religii nie stanie się "duchowym elementem" życia - czyli w istocie niewolniczej wegetacji. Oto nowy święty ekumeniczny na czas przebudowy, nowy święty posoborowej sekty ekumenicznej: Święty Spokój (no i Zdrówko, bo Zdrówko jest najważniejsze).
Koszyk
Nowości
34,92 zł