Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Rozkosze ciała
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
Bp Grzegorz Ryś, Rut Moabitka krewna Boga
0
Opis
Bp Grzegorz Ryś, Rut Moabitka krewna Boga. zapis konferencji wygłoszonych podczas XXXII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej 6-11 VIII 2013.
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. Miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie "zapis konferencji wygłoszonych podczas XXXII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej 6-11 VIII 2013".
ESPE, Kraków 2013. Stron 132. Okładka miękka. Książka nowa.
Produkty powiązane
bp Grzegorz Ryś, Wiara z lewej, prawej i bożej strony
Biskup Grzegorz Ryś wybrał przeszło pięćdziesiąt cytatów z Ewangelii i opatrzył je swoim komentarzem. Jak bardzo swoim? Jeśli książkę wydaje wydawnictwo Księży Jezuitów i nie ma w niej "Imprimatur", to jest pewne, że będzie to wykład "ekumeniczny", a nie katolicki.
Grzegorz Ryś, Dzieci królestwa
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie zapis rekolekcji prowadzonych w 2013 roku, we Wrocławiu. Nauczanie biskupa-celebryty wydrukowane, ale książka - co oczywiste - bez imprimatur.
Bp Grzegorz Ryś, Ecce Homo
Luźne fantazje protestanckiego celebryty - występującego publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego - o Bracie Albercie. Święty ma służyć autorowi jako zasłona dla protestanckiego nauczania i modernistycznej nowomowy.
Ryszard Kotarba, Niemiecki Obóz w Płaszowie 1942 - 1945
Niemiecki obóz pracy przymusowej w Płaszowie (Zwangsarbeitslager Plaszow des SS- Und Polizeiführers im Distrikt Krakau) niemcy zaczęli budować w listopadzie 1942 r. Miał on tymczasowo służyć wykorzystaniu żydowskiej siły roboczej z getta oraz rozwiązać „kwestię żydowską” w Krakowie. Przekształcony 10 stycznia 1944 r. w niemiecki obóz koncentracyjny (Konzentrationslager Plaszow bei Krakau) istniał niemal do końca wojny, zajęty 18 stycznia 1945 r. przez Armię Czerwoną. Początkowo umieszczano w nim ludność żydowską z krakowskiego getta, z czasem trafiali do niego mieszkańcy okolic Krakowa, więźniowie podobozów Płaszowa, aresztowani przez Gestapo. Dla Polaków niemcy wydzielili odrębny obóz. Przez cały okres funkcjonowania, w wyniku wyniszczającej pracy i systematycznej eksterminacji fizycznej, niemiecki obóz płaszowski pochłonął tysiące ofiar, głównie krakowian: Żydów i Polaków. Za jego drutami niemcy zamordowali też przedstawicieli innych narodowości, m.in. Węgrów i Cyganów. Publikacja łączy w sobie bogaty i unikalny materiał ikonograficzny z obszernym rysem historycznym niemieckiego obozu. Praca składa się zatem z dwóch – wzajemnie się uzupełniających – części: monograficznej i albumowej, zawierającej 60 zdjęć archiwalnych uzupełnionych fotografiami współczesnymi.
Andrzej Dąbrówka, Ewa Geller, Ryszard Turczyn, Słownik synonimów
Słownik czyli glosariusz, synonimów czyli bliskoznaczników. Tak to działa.
Ryszard Bugajski, Jak powstało "Przesłuchanie"
Jak w tytule. Reżyser opowiada o historii i okolicznościach powstania filmu.
Ryszard Legutko, Esej o duszy polskiej
O duszy polskiej... Czy naród może mieć duszę? Polska: naród, który był i jest, a miało go nie być, z historią, której - pod karą więzienia i śmierci - nie wolno było nawet opowiadać, a wciąż jest żywa i obecna, z wiarą, której ma nie być ("bo to takie nienowoczesne i nieeuropejskie"), z rzeczywistością, która tym bardziej realna, im bardziej ukryta, gdzie śmierć zadawana za bycie częścią tego narodu - od pokoleń - jest najważniejszym członkiem każdej rodziny... Jaka jest jego dusza zatem? Czy w ogóle naród ma duszę? A może tylko niektóre narody mają duszę, bo okupiły ją zbiorowym i dziedzicznym cierpieniem?
Ryszard Kapuściński, Rwący nurt historii. Zapiski o XX i XXI wieku
A miało być tak pięknie... XX i XXI wiek. Postęp i dobrobyt. A wyszło, eh, gadać szkoda a pisać ciężko. "Muzyka, muzyka, góralska muzyka... cały świat łobejdziesz, ni ma takiej nika". Zresztą, co tam góry. Nawet jak z Polesia zacznie się podróż to efekt będzie taki sam. Bo co się znajdzie na świecie? Cesarza? Imperium? Wszędzie tylko wojna i bieda, coraz więcej wojny i biedy. Jak nie wojna, to tak, jak pisał Aleksander hr. Fredro: "gdzie nie spojrzeć na świecie tylko błoto albo śmiecie". Ryszard-obieżyświat-z-nominacji-partyjnej dużo się tego naoglądał. I tak fajnie pisał - bo "wszystkie Ryśki to fajne chłopaki".
Marek Ryś, Dornier Do 335 Pfeil, Monografie Lotnicze 67
Chyba wszystko, co można wiedzieć o tym niezwykłym samolocie (i jego licznych wersjach). Monografia niemal idealna: opracowanie historyczne i techniczne. Niezliczone zdjęcia (nawet najdrobniejszych szczegółów), schematy, plany, kolorowe tablice. Doskonała jakość edytorska.
Thomas Merton, Rozmowy z milczeniem. Modlitwy i rysunki.
W podtytule zawiera się treść cała: Thomas Merton zwraca się do Boga - modli się, a swoje osobiste modlitwy ozdabia własnymi grafikami. Jest to zbiór kilkudziesięciu krótkich cytatów, zaczerpniętych z 20 książek napisanych przez Mertona.
Człowiek według Mrożka. Rysunki 1950-2000
Mrożek oraz jego nieporadne w formie i szydercze w treści rysowanie. I zagadka: kto jest autorem tekstu w rysunku na stronie 277?
Andrzej Mleczko, Rysunki znalezione pod szafą
Cały Mleczko, cały on! Czyli - zgodnie z obwijką reklamową - ukochany rysownik post-PRLowskiej, lewicowej "Polityki".
Stanisław Lem, Dzienniki gwiazdowe. Rysunki autora
W jednym tomie zebrane opowiadania pisane przez trzydzieści lat, można więc podróżować - wraz z Lemem - w czasie. Co prawda jest to czas nieskończenie krótki wobec istnienia Kosmosu, bo tylko owe trzydzieści lat, ale zawsze. Jak zmieniała się twórczość pisarza tworzącego programowo dla pieniędzy i rozrywki? Okazuje się, że podróż w czasie to zarazem podróż w przestrzeni: nieskończonej - bo przestrzeni ducha...
Jose M. Parramon, Jak rysować i malować kredkami
Tak mało potrzeba by mieć w życiu dużo uciechy. Wystarczy kartka papieru i kilka kredek. No i oczywiście przyda się jeszcze niniejsza książka: zawiera bowiem tak wiele praktycznych rad oraz pomysłów, że każdy artysta-amator będzie czerpał ze swego hobby możliwie jak najwięcej przyjemności. Propozycja dla wszystkich, którym do przeżywania frajdy z życia nie wystarcza ślepienie się w telewizor, w komputer czy mizianie smartfona.
Anselm Grun. Sercem i wszystkimi zmysłami
Podtytuł: "Refleksje na każdy dzień roku". Bestseller. Książkę napisał słynny mnich benedyktyński, ale jego refleksje - choć przypisane konkretnym datom - nie są związane z czytaniami przewidzianymi na owe dni. Może dlatego książka nie ma imprimatur?
Bp Grzegorz Ryś, Mandatum. To czyńcie na moją pamiątkę
Protestancki celebryta występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego (zawsze w nowych strojach - miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych). W tym dziele spragniony odnowienia ducha czytelnik znajdzie ekumeniczne rozważania na temat miłości bliźniego tak jak je rozumie "kościół nowego adwentu". Dla szukających nauki Kościoła Katolickiego książka będzie stratą czasu.
Ryszard Kapuściński, Cesarz
Dla wielu autor jest mistrzem pióra i geniuszem reportażu. Tak, Ryszard Kapuściński to bez wątpienia duma PRL-owskiego reportażu. W poszukiwaniu absurdalnej i zbrodniczej dyktatury, którą mógłby pokonać swoim talentem... wyjeżdża z PRL-u, ba nawet z Europy. Jego determinacja zostaje nagrodzona. W Afryce. Jak Koziołek Matołek, który "po calutkim szukał świecie, tego, co miał bardzo blisko". Ale tajny współpracownik służby bezpieczeństwa PRL-u zrobił to, czego oczekiwało dowództwo i postąpił zgodnie z sowieckim zaleceniem propagandowym: na froncie walki ideologicznej z wrogami komunizmu prawda jest zbędnym balastem. A jaka była prawda? Jedno jest pewne - dzięki Kapuścińskiemu nie wystarczy w jej poszukiwaniu dotrzeć do faktów historycznych. By dotrzeć do prawdy trzeba jeszcze przebić się przez obraz stworzony przez Kapuścińskiego. Ileż to sławnych książek i filmów swoją siłą oddziaływania i staraniem marketingowym oraz propagandowym stworzyło obraz "bardziej prawdziwy" niż rzeczywistość? Andrzejewski i Wajda z popiołem, Kosiński z pomalowanym ptakiem,... Wielki podróżnik z nadania partyjnego, więc czego się spodziewać?
bp Grzegorz Ryś. Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna
Biskup naucza o "trzech filarach chrześcijańskiego życia", ale książka bez imprimatur, więc gdyby nie literki "bp" mógłby ktoś pomyśleć, że są to prywatne refleksje "pana Grzegorza Rysia". I takie one w zasadzie są - bo z nauczaniem Kościoła Katolickiego wydrukowane dywagacje nie mają wiele wspólnego.
Grzegorz Ryś, Stało się słowo
Grzegorz Ryś (tym razem bez tytułu "bp") i zapis jego adwentowych rekolekcji z 2009 roku. Wydali dominikanie, ale niezobowiązująco, bez imprimatur, ot tak, żeby sobie poczytać jakby co, w wolnej chwili, czy coś. Ekumeniczna nowomowa "pleni się w podniosłej atmosferze".
bp Grzegorz Ryś, Błogosławiona między niewiastami. Księga Judyty
Pozdrowienie, jakim wierni - naśladując Elżbietę - czczą Maryję: "błogosławionaś Ty miedzy niewiastami". Katechizm Kościoła Katolickiego tak uczy: ""Posłanie Marii zostało przygotowane w Starym Przymierzu przez posłanie wielu świętych kobiet. Mimo swego nieposłuszeństwa, Ewa już na początku otrzymuje obietnicę potomstwa, która odniesie zwycięstwo nad złym oraz obietnicę, że będzie matką wszystkich żyjących. Na mocy tej obietnicy Sara poczęła syna mimo swego podeszłego wieku. Wbrew wszelkim ludzkim oczekiwaniom Bóg wybiera to, co było uważane za niemocne i słabe, by pokazać wierność swojej obietnicy: Annę, matkę Samuela, Deborę, Rut, Judytę i Esterę oraz wiele innych kobiet. Maryja zajmuje pierwsze miejsce wśród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia (...) po długim oczekiwaniu spełnienia obietnicy, przychodzi pełnia czasu i nastaje nowa ekonomia zbawienia" (pkt. 489). Bp Kazimierz Romaniuk dodaje: "Z konieczności niejako [Elżbieta] porównywała się z nimi, nie wyłączając z tych zestawień Matki Syna Człowieczego. Otóż ta ostatnia, na tle wszystkich pozostałych, okazała się szczególnie błogosławiona między niewiastami." Dla bp Grzegorza Rysia błogosławioną niewiastą jest Judyta.
Tomasz a Kempis, Naśladowanie Chrystusa
Można nic w życiu nie przeczytać i można jakoś żyć. Ale, jeśli "jakoś" nie wystarcza, to trzeba tę książkę przeczytać, a nawet więcej: trzeba ją czytać. Bo bez czytania, a nie tylko przeczytania, nie ma co marzyć o sensownym życiu.
Cuda. Z archiwum Procesu Beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Książka z filmem DVD "Cud"
Święty. Dlaczego? Może największym cudem była kanonizacja JPII? Zwłaszcza na tle świętych męczenników, którzy cierpieli prześladowania, tortury i oddawali życie za wiarę. Wszak "Jan Paweł Wielki" głosił mi.in., że w każdej religii były "ziarna prawdy", co w istocie było zanegowaniem sensu ofiary męczenników. Dlaczego bronili się przed oddaniem czci bożkom pogańskim? Wystarczyło, na żądanie cesarskich urzędników, zapalić kadzidełko rzymskim bożkom (wszak w tych kultach też, jak we wszystkich innych, musiały być "ziarna prawdy") i po sprawie, można było wrócić do swojej religii. Jacy fanatyczni, nietolerancyjni fundamentaliści byli ci pierwsi chrześcijanie! Może trzeba za to przeprosić wszystkich pogan? Może to było powodem "świętości" JPII - to przepraszanie "w imieniu kościoła" wszystkich i za wszystko? Bo najważniejsze, by było braterstwo: by było miło i żeby był święty spokój. Taki święty od świętego spokoju?
Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle, Ludzie Wielkiej Nocy
Jeden z bardzo popularnych hierarchów Kościoła - kardynał Luis Antonio Gokim Tagle. Dla wielu nadzieja, że chorego i osłabłego ducha Europy ozdrowi wschodnia kuracja. Azja - dla jednych największe zagrożenie dla Europy, dla innych największa nadzieja dla europejskiej gospodarki i kultury. Czy również dla chrześcijaństwa?
Brian Davies, Wprowadzenie do filozofii religii
Brian Davies, „Wprowadzenie do filozofii religii”. Znana książka przetłumaczona na wiele języków. Jak myśleć filozoficznie o Bogu, jak filozofować o wierze. Jak to robili najwięksi filozofowie w historii: poczynając od św. Anzelma i Arystotelesa a kończąc na Wittgensteinie.
bp Andrzej Siemieniewski, Ścieżką nauki do Boga
Nauki przyrodnicze i duchowość w starożytności i w średniowieczu. Zostawmy nieprawdziwe, ale wciąż popularne, wyobrażenia na temat wojny nauki z wiarą i "ciemnego średniowiecza". A jaka jest prawda? Zapraszamy do lektury...
Błażej Matusiak OP, Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki. Książka z płytą CD
Muzyka w stwórczym zamyśle Boga, piękno niebiańskie oraz piękno i harmonia świata materialnego. Piękno człowieka jako mikrokosmosu. I znaczenie muzyki w dziele zbawienia: od pierwotnego piękna i upadku pierwszych ludzi do odnowionej harmonii - pieśni Kościoła i do ostatecznego przywrócenia harmonii - pieśni zbawionych. Oto treść zawarta w tytułach rozdziałów. Książka o świętej z XII wieku, której wiek XXI przyniósł sławę, a nawet uczynił modną. Wiek XXI "mistycyzuje bowiem nieco", a jeśli jeszcze do tego mistyczką okazuje się kobieta - popularność potoczna jest nieunikniona.
Pseudo-Dionizy Areopagita, Pisma teologiczne
Pseudo-Dionizy Areopagita, "Pisma teologiczne", czyli: "Hierarchia niebiańska", "Hierarchia kościelna", "Imiona Boskie", "Teologia mistyczna" oraz "Listy". Jako komentarz nasunęły nam się takie słowa Tomasza a Kempis: "Na cóż ci rozprawiać o Trójcy Świętej, jeśli brak ci pokory (...)? Bez wątpienia to nie wzniosłe rozmowy czynią człowieka prawym i świętym, lecz życie cnotliwe czyni go miłym Bogu. Wolę odczuwać skruchę, niż znać jej definicję.(...) Każdy człowiek z natury pragnie zdobyć jak największą wiedzę, lecz cóż warta jest nauka bez bojaźni Bożej? Pokorny wieśniak, który służy Bogu, jest bez wątpienia lepszy od pełnego pychy filozofa, co zaniedbując siebie, śledzi bieg gwiazd. Kto dobrze zna siebie - gardzi sobą, i nie ma upodobania w ludzkich pochwałach. Choćbym posiadł wszelką wiedzę, ale nie miał miłości, na cóż mi się to przyda przed Bogiem, który osądzi mnie z moich uczynków. Powściągnij zbyt żywe pragnienie wiedzy, znajdziesz tam tylko wielkie rozproszenie i wielkie złudzenie. (...) Wielość słów nie pokrzepia duszy, lecz święte życie orzeźwia ducha (...). Jeśli ci się zdaje, że dużo wiesz i dość dobrze rozumiesz, pamiętaj przecież, że to niewiele wobec tego, o czym nie wiesz. (...) Iluż gubi na świecie próżna nauka i zaniedbywanie służby Bożej... A ponieważ wolą być wielcy, niż pokorni, znikczemnieli w swych myślach (Rz 1,21). W dniu sądu nie spytają cię z pewnością, co czytałeś, ale co uczyniłeś (...)." Tak nam się nasunęło...
Jezus jest moim Panem. Ewangelizacja na Barce
Biskupi, księża, zakonnicy, wierni o życiu bogobojnym. Zapis konferencji z pierwszego roku "Ewangelizacji na Barce". Był rok 2013 / 2014. A więc książka z czasów, kiedy Kościół nie bał się Ciała Chrystusa, wody święconej, a biskupi nie nakazywali wiernym by "szanowali mieszkańców Sodomy i Gomory".
Izabela Broszkowska. Szczęśliwe życie. Opowieść o księdzu Tadeuszu Fedorowiczu
Wspomnienie o polskim ziemiaństwie i o jego wygasaniu w PRL-u. Bohater rodzinnych wspominków (autorka pisze o wuju) to kapelan armii Andersa, armii Berlinga, Zakładu dla Niewidomych w Laskach, spowiednik KIK-owskich tuzów ("PRL-owskich katolików światopoglądowych"), wreszcie spowiednik Jana Pawła II. Inna strona PRL-owskich elit.
Modlitewnik Ojca Leona Knabita
Modlitewnik, to modlitewnik. A zatem jest zakładka, a oprócz tego są rozważania Ojca Leona na cały rok liturgiczny, nawiązujące do dobranego na każdy dzień cytatu z Ewangelii. W drugiej części modlitewnika Ojciec Leon snuje rozważania w związku z przypadającymi w ciągu roku wspomnieniami, świętami i uroczystościami. W części trzeciej Ojciec Leon zawarł wybór z tradycyjnych modlitw: modlitwy codzienne, modlitwy okolicznościowe, "modlitwy świętych i nieświętych". W tej części zawarte są też litanie, Koronka i Różaniec. A na zakończenie wydawcy umieścili rozmowę z Ojcem Leonem, a w zasadzie rozmowę - laurkę, bo książkę wydano z okazji osiemdziesięciu lat Ojca Leona i pięćdziesięciu sześciu lat jego kapłaństwa.
Cezary Sękalski. Różaniec medytacje biblijne. Synteza Ćwiczeń duchowych
Próba zmodernizowania modlitwy różańcowej oraz skojarzenia jej z Ćwiczeniami duchowymi św. Ignacego Loyoli. Bardzo delikatna sprawa owa, odczuwana przez pewne środowiska, potrzeba modernizowania wielowiekowej tradycji i praktyki, potrzeba jakiejś rewolucji. Przecież nauka Pana Naszego Jezusa Chrystusa jest rewolucją z istoty swojej. Skąd zatem potrzeba i gdzie sens rewolucji w rewolucji? "Rodzi się nowa tradycja"? "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata"? "Żeby było nowocześnie"? Nowoczesność jako kryterium ważności religii? Nowoczesna religia zamiast "przesądów naszych dziadków"? Rewolucja, czyli "współczesność stawia przed nami nowe wyznania"? Nie jedna wiara prawdziwa tylko "jedność w wielości"? Religia "nowoczesnego człowieka" ma być mieszaniną różnych praktyk i wierzeń? Byle - dla zasady - nie kontynuować tradycji Kościoła? Czy ideałem będzie zmiksowanie różnych religii w jedną? Ale jak pogodzić wiarę w Boga W Trójcy Jedynego z wiarą w boga innej religii? "Nowoczesność w domu i zagrodzie" rozciągnięta na religię? To ma wzmocnić religię? To dlaczego nie wzmacnia? Dlaczego im więcej "otwierającej Kościół nowoczesności" i synkretyzmu tym coraz mniej wiernych? A może właśnie dlatego. Może dlatego, że "unowocześnieni" kapłani modernistyczni wstydzą się swojego kapłaństwa? Może dlatego, że ofiarę zastąpiono "samorozwojem"? Może należy się zatem nawrócić? "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Lekarzu, lecz się sam. Może czas nawrócić do tradycji, zamiast szukać poprawiania tradycyjnych praktyk i czas najwyższy zawrócić z drogi, która, choć coraz bardziej nowoczesna, modernistyczna, jednocześnie coraz bardziej prowadzi na manowce? Czy zadaniem religii prawdziwej jest naśladowanie pogańskich wierzeń, których głównym celem było polepszanie wygód i uciech doczesnych, a jedyną troską było "zdrówko" i "by żyło się lepiej"? Czy taki ma być "nowoczesny" sens Dobrej Nowiny? Wygoda tu i teraz, i dobre samopoczucie, przyjemna doczesność? Dodatek do wygodnego, "zdrowego" i "ekologicznego" życia? Jeśli tak, to gdzie tu "zaparcie się siebie i przyjęcie krzyża"? Jednym słowem: gdzie tu Dobra Nowina? (Uwaga! Informacja dla socjologów: w cudzysłowach są cytaty z Biblii, z pism Kościoła oraz z filmów Barei. O cytacie z 'Międzynarodówki' nie musimy wspominać, bo ten na pewno socjolodzy znają na pamięć i rozpoznali go od razu).
Czy wiara ma sens? Na pytania młodych odpowiada Bp Grzegorz Ryś
Książka wydana w roku 2014, w szczycie "posoborowej" propagandy sukcesu. Ekumenizm ideologiczny, czyli zamiast wzywania do posłuszeństwa woli Bożej i zamiast walki o zbawienie dusz rojenia, że "wszyscy ludzie będą braćmi", a zamiast walki z grzechem działalność "społecznie użyteczna". Zadowolony z siebie i z życia celebryta religijny przekonuje, że wiara ma sens, bo dzięki niej żyje się nam lepiej. Ludzie są życzliwi, troszczą się o naturę, lepiej się czują i mogą się realizować, a przed nami tylko świetlana przyszłość, bo jest "pokolenie JP II". "Wiara" jako dodatek do wygodnego życia. W ekumenicznej nowomowie unika się się spraw nieprzyjemnych, więc kulturalny hierarcha nie wspomina o zaparciu się siebie, o wzięciu krzyża i naśladowaniu Jezusa Chrystusa - o jedynej drodze zbawienia, jedynym celu życia na tym świecie. Fundamentalizm posoborowy zakazuje zatem nie tylko "nawracania" ale i wzywania, by z grzechem "walczyć aż do krwi", bo, co prawda, Chrystus nakazał, by grzeszące oko wyłupać, ale przecież każdy wie, że nie należy rozumieć tego dosłownie, a poza tym wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (jakiegoś "jednego boga"). I oczywiście nie należy wspominać o śmierci, która przyjdzie jak złodziej i o tym, że oprócz Nieba czeka też Piekło. Że prócz miłosierdzia jest też Boża sprawiedliwość, a Bóg - jako sędzia sprawiedliwy - za dobro nagrodzi, ale za zło ukarze. Nie, ludzie kulturalni w XXI wieku nie straszą przecież takimi "średniowiecznymi zabobonami". I pysznił się posoborowy fundamentalizm, kwitła religijna cepelia, aż nagle bach, babę w piach. Nagle przerwało się pasmo sukcesów nowoewangelizacyjnych, a "kulturalny dyskurs" zabrzmiał jak cymbał brzmiący. Rząd ogłosił epidemię, sparaliżował państwo, a posoborowi księża gorliwie przyjęli na siebie rolę wolontariuszy państwowego systemu sanitarnego i ze strachu nie tylko przegonili ludzi z kościołów (!), ale zakazali im używania święconej wody i ogłosili, że Ciało Pańskie może zarażać. Zapomnieli o "nie lękajcie się", zapomnieli, że mają być sprzeciwem wobec świata i zajęli się kowidowymi strachami, tak, jakby do tej pory nie było groźniejszych chorób. Każdego miesiąca przybywały dziesiątki tysięcy (!) ludzi zmarłych na inne choroby, a których się nie leczyło, bo rząd uznał, że jest tylko jedna choroba - kowid, a zastraszeni księża nawet o innych chorobach i chorych nie wspominali modląc się do szczepionki "przeciwko groźnemu wirusowi". Oto wiara posoborowych celebrytów w działaniu. W godzinie próby okazali jej prawdziwy sens: STRACH. Strach o życie doczesne. A zatem czy wiara, która jest strachem ma sens? Albo Dobra Nowina, albo strach o utratę majątku, zdrowia, życia. Nie ma "trzeciej drogi". Jest albo droga z Chrystusem, albo przeciw Bogu. "Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." (Łk 9, 23-27). Ciekawe, czy Bp Grzegorz Ryś umie pogodzić te słowa ze szczepionką robioną z zabitych dzieci i jak będzie w tej sytuacji przekonywał "pokolenie JP II", które wyszło na ulice krzycząc wulgarne obelgi w obronie "prawa do aborcji", że nie należy mordować nienarodzonych. Pewnie napisze nową książkę. Może teraz dostrzeże nadzieję w pacziamamie? "Nowa ewangelizacja" nie powiedziała przecież jeszcze ostatniego słowa... Tak oto Kościół który był i jest wojujący, cierpiący i tryumfujący, a który miał stać się - według ideologii ekumenizmu - jedynie pielgrzymujący, gdy przyszła godzina próby, czyli czas, który z woli Bożej ma "ujawniać zamysły serc wielu", stanął w prawdzie. I okazało się, że posoborowa część Kościoła, tak elokwentna i celebrycka, w praktyce nawet nie jest "pielgrzymująca". Jest "bojąca" i "czmychająca ze świątyń". "Po owocach poznacie ich". (Mt. 7, 15-20). "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." (Mt. 23, 27-28)
Ojciec Święty Benedykt XVI. Encyklika Spe Salvi
Rzecz tę roku Pańskiego 2007 drukiem ogłosił Joseph Aloisius Ratzinger, jeszcze na pełnym etacie jako Benedykt XVI, czyli sześć lat przed przejściem na emeryturę papieską. Encyklika jest "O nadziei chrześcijańskiej", którą to nadzieję wiązał wówczas Kościół z wiarą w życie wieczne, z modlitwą, z cierpieniem, z Sądem Ostatecznym i z Maryją - "gwiazdą nadziei". Kościół nauczał o rzeczywistości nadprzyrodzonej. Bóg dopuszcza doświadczenia na ludzi, by stanęli w prawdzie i by wyszły na jaw zamysły ich serc. Ogłoszenie pandemii w 2020 roku było takim doświadczeniem. Oto Kościół stanął w prawdzie i okazało się, jak wielu nadzieję pokłada nie w nauczaniu Jezusa Chrystusa, ale w rzeczywistości "bardzo przyrodzonej": w "maseczkach", w zakazie wody święconej, w "szczepionkach" (z ludzi nienarodzonych), w "dystansie", w "higienicznej Komunii Świętej", czyli na rękę albo nawet przez telewizor/komputer. Struchlałe serca stworzyły nową sektę - kowidian: "posoborowa reforma" okazała swoją prawdziwą moc. Oto zamiast "nie lękajcie się" ujawniła się wiara ulepiona ze strachu o utratę doczesności, chrześcijaństwo bez cierpienia, bez Krzyża. Jak boleśnie brzmią wobec tego strachu - okazanego w godzinę próby przez część Kościoła - zamieszczone na końcu Encykliki dwa ewangeliczne wezwania: "Odwagi! Jam zwyciężył świat!" (J 16,33) i "Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka" (J 14,27). Na szczęście nie wszyscy ludzie Kościoła przemienili się w funkcjonariuszy państwowej służby sanitarnej, tylko stanęli przed Bogiem z odkrytymi twarzami, pokropieni wodą święconą, z Komunią Świętą udzielaną i przyjmowaną w jedyny godny sposób. Tak, czas próby jest zawsze czasem oczyszczenia. Oby - wszak trzeba mieć... nadzieję.
bp Grzegorz Ryś, Skandal miłosierdzia
Sprawa jest ważna, więc wydawca na okładce pisze, że trzeba ją "wykrzyczeć". "Wykrzyczeć sprawę", a najlepiej "całemu światu". Gazetowe, powtarzane bezmyślnie i przy lada okazji, sformułowanie, które ma dowodzić, że ktoś ma rację w jakiejś sprawie. Sprawę "trzeba wykrzyczeć" i dowód zamknięty. Jakże to dalekie od nakazu, by być "cichym i pokornego serca". Ale książkę (jeszcze jedną?! co za witalność literacka!) napisał bp Grzegorz Ryś, który ma swoją wizję nauczania chrześcijańskiego. Skoro - jak twierdzi - "wszyscy ludzie wierzą w jednego boga" również nauka o miłosierdziu musi być dopasowana do takiej wiary. A zatem miłosierdzie - wg tej religii równości wszystkich religii - jest bezwarunkowe, przebaczenie i nawrócenie nie stawia warunków. Szczery żal za grzechy jest zbędny, wystarczy uznać swoją niedoskonałość. Miłosierdzie jest darmowe. Wygląda na to, że z dwóch łotrów obaj, i ten żałujący za grzechy i ten bluźniący pychą, "jeszcze dziś będą w niebie"?! A zatem hulaj dusza, piekła nie ma. I śmiało, bo "ile razy rezygnujemy z własnej wolności, tyle razy oddalamy się od Boga" (jak przekonuje bp Ryś na str.72). Ciekawa interpretacja wezwania do zaparcia się siebie. I co zrobić w tej sytuacji z "bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na Ziemi"? I jak rozumieć wyznanie św. Pawła z "Listu do Galatów": "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego" (Ga 2,20). Czyżby też oddalił się od Boga? Uczony w Piśmie bp Ryś, celebryta ekumenizmu, pisze nowy katechizm? Pamiętajmy zatem, że "nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). "Rzekł znowu do swoich uczniów: «Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!" (Łk 17,1). Książka, rzecz jasna, bez Imprimatur.
Grzegorz Ryś, Bogaci Jego ubóstwem
Niezmordowany w pisarstwie i w występach publicznych Grzegorz Ryś (bez dodatku "bp", a książka bez "imprimatur", więc można założyć, że publikacja zawiera "cywilne" dywagacje autora) w swoim klasycznym stylu ekumenicznej nowomowy rozważa kwestię ubóstwa. Filozofowie wiedzą, że najlepiej takie problemy, podobnie jak i temat ascezy, rozważa się w miłym towarzystwie, w czasie sympatycznej biesiady. Na stronie 41 znajdujemy jednak przypomnienie dawnej, tradycyjnej nauki Kościoła: "To jest nauka o tak zwanym superflua: jeśli mamy coś ponad godziwy stan posiadania, to nie jest nasze. Gdy się tym dzielimy, dzielimy się więc ze sprawiedliwości, a nie z jałmużny, a nie z miłosierdzia. O jałmużnie czy miłosierdziu możemy mówić tylko wtedy, gdy się dzielimy tym, czego nie mamy, gdy dajemy, choć sami cierpimy biedę". No właśnie: w roku 2014 jeszcze coś z tradycji warte było przypomnienia...
bp Grzegorz Ryś, Pierwsze jest pierwsze
bp Grzegorz Ryś w kolejnej odsłonie ewangelicznej nowomowy. Już sam tytuł poraża głębią: jest absolutnie prawdziwy - jak każda tautologia. Tylko nic z niej - jak to z tautologii - nie wynika. Coś jakby elitarna, XXI-wieczna, wersja "koń, jaki jest, każdy widzi". Grzegorz Ryś powtarza ciągle, że Bóg nas kocha. Ale, nie wspomina - pewnie przez delikatność - że ta miłość jest wymagająca, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia, odwrócenia się od grzechu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. I, że jeśli grzechu nie porzucimy, to jednocześnie odrzucimy Jego Miłość. Że oprócz Bożej Miłości istnieje również Boża Sprawiedliwość, a czym ona jest, o tym poucza tradycja Kościoła. Niestety, tradycyjna nauka Kościoła zdaje się kłócić z religią dobrego samopoczucia, którą lansuje hierarcha. Czy bp Ryś czytał "Dzienniczek" św. Faustyny? Że Bóg mnie kocha - to oczywiste, ale czy ja kocham Boga? Kocham, to znaczy czy przestrzegam jego przykazań? Nie to, czy odczuwam rozkoszne, "mistyczne uniesienia", ale czy w codziennym życiu przestrzegam jego przykazań? Zbawienie nie jest automatyczne i bezwarunkowe. To zależy tylko od nas, od naszej woli i rozumu, czy czeka nas życie wieczne, czy wieczne potępienie. Z dwóch łotrów tylko jeden trafi z Jezusem Chrystusem do raju. Ale w towarzystwie kulturalnych ludzi o takich rzeczach - jak piekło - się nie wspomina. Jak w domu powieszonego nie mówi się o sznurze, tak w domu idących na zatracenie nie wspomina się o grzechu. Chrześcijaństwo bez krzyża. Taka ma być religia kościoła ekumeniczno-ekologicznego. Nowa ewangelizacja z nową "ewangelią". Wygodna, sympatyczna i szeroka jest droga, która prowadzi do zatracania i większość tą drogą kroczy, a raczej mknie, "posuwa suvami". W pogańskim świecie bożkowie są czczeni, bo mają służyć do polepszenia życia: do pomnożenia majątku, do życia w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Chrześcijanin natomiast ma naśladować Chrystusa, a więc służyć Bogu i służyć ludziom, bo to jest istota miłości chrześcijańskiej. Chrześcijanin żyje nie po to, aby mu służono, ale po to, aby on - w posłuszeństwie nakazom Bożym - służył swoimi talentami innym. A więc nie tylko głodnych karmił i przyodziewał nagich, ale i po to, by wątpiącym dobrze radził, strapionych pocieszał, nieumiejętnych pouczał, a grzeszących upominał. Nie zwodził oszukanym miłosierdziem, ale okazał im miłość prawdziwą, miłość Chrystusową poprzez troskę o zbawienie ich dusz. Bo nikt, kto nie wyrzeknie się grzechu, zbawienia nie dostąpi. Miłosierdzie Boże każdemu daje szansę, ale tak niewielu z tej szansy skorzysta. Może przez zwodzących na manowce nauczycieli?
Adam Szustak OP, Nocny Złodziej. Książka + 2 płyty (CD mp3 i DVD)
Ekumeniczny biznes i celebryta-influencer w dominikańskim habicie (od czasu do czasu). Krótki, ale sugestywny, kurs religii dobrego samopoczucia. Dla zakochanego (z wzajemnością) w swoim głosie i we własnej mądrości "religijnego coach'a" wszystko jest dozwolone i wszystko obejmuje ekumeniczna tolerancja, z wyjątkiem tradycji Kościoła Katolickiego. Cóż, "kasa, misiu, kasa", albo "sorry Panie Boże, ale biznes is biznes". Zakonnik, który zapomniał, albo nie wierzy, że "nikt nie może dwom panom służyć".
Charles Delhez SJ. 120 prostych pytań i odpowiedzi. Bóg - Kościół - Wiara
Książka idealna nie tylko dla "wierzących - niepraktykujących", ale również dla wyższego poziomu duchowego, czyli dla "praktykujących - niewierzących". Jeszcze jedna ekumeniczna karykatura słynnego wezwania św. Augustyna, który uczył: "kochaj i rób co chcesz". Oto dla zaspokojenia bożka nowoczesności przemieniono myśl Świętego w: "Bóg cię kocha, więc rób, co chcesz". "Róbta co chceta" w wersji dla "nowoczesnych chrześcijan". Autor przekonuje bowiem, że Bóg cię kocha, więc się nie martw, bo wszystko co zrobisz Kochający Bóg przebaczy, a ty będziesz się cieszył wiecznym życiem, pojmowanym na wzór muzułmanów - jako wieczna uciecha z przyjemności doczesnych, przeflancowanych w wieczność. "Zbawienie gwarantowane", bo duch postępu każe wykreślić drugą prawdę wiary głoszącą, że "Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro nagradza, a za zło karze". Nie, nowoczesnym wierzącym Bóg przebaczy wszystko, bo Miłosierdzie Boże pojęli jako wszechogarniającą pobłażliwość. Nowoczesność wyznaniowa głosi zatem, że nie ma ofiary (jakoś nie dostrzega się, że bluźni się tym samym przeciw Bogu i Ofierze Chrystusa), nie ma grzechu (zwłaszcza jednego, wołającego o pomstę do nieba), nie ma żalu za grzechy, nie ma spowiedzi, pokuty, postu, jałmużny, ale - co najważniejsze - nie ma piekła. "Hulaj dusza, piekła nie ma!". Aż dziw bierze, jak zakon, który powstał, by bronić Wiarę Prawdziwą przed herezją protestancką, przemienił się w zgromadzenie bezbożników i heretyków, jawnie wyrzekających się nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa i całej tradycji Kościoła. Ofiara Mszy Świętej zastąpiona jakąś "ucztą", Katechizm, który głoszony był przez XX wieków jest zakazywany, natomiast każda religia i każdy zabobon jest pochwalany, bo "nosi w sobie ziarno prawdy" - jedynie Tradycja Kościoła Katolickiego zasługuje na zwalczanie. "Mają oczy, a nie widzą", że porzucając Ofiarę Mszy Świętej i porzucając Święte Prawdy Wiary porzucają tym samym Kościół Chrystusowy?! "Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha." (1J2,18-19)
Paweł Lisicki, Czy Jezus jest Bogiem?
Zły ma jedną odpowiedź na pytanie postawione w tytule: nie był. Chwała Bogu wiemy, że Zły jest królem kłamstwa, więc wniosek jest oczywisty, by mu nie wierzyć. A mimo to, przez dwa tysiące lat zwiódł niezliczone rzesze nieszczęśników. Sprawa nie jest błaha - wszak chodzi o ostateczne sprawy każdego człowieka: o śmierć i życie wieczne z Bogiem lub tam, gdzie jest "tylko płacz i zgrzytanie zębów". Książka jest wstrząsającą relacją z kłamstw, które mają oderwać człowieka od Boga. Tym bardziej wstrząsającą, że przeciw Bogu stają też "ludzie wykształceni", "profesorowie". A przecież "komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą" (Łk 12, 48) i "kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6) oraz „do każdego, kto przyzna się do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; a każdego, kto mnie się wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”
(Mt 10, 32–33). No tak, ale jak się nie wierzy, że Jezus jest Bogiem, to i nie uwierzy się w jego słowa. Uwierzy się w byle co i byle komu, ale nie Bogu. Czy jest większy ból dla Ojca niż niewdzięczność dzieci? Czy jest większa tragedia niż zbrodnia popełniana przez dzieci na kochającym Ojcu? To bardzo wygodne: liczyć na miłosierdzie i zaprzeczać Bożej sprawiedliwości. Tymczasem miłosierdzie bez sprawiedliwości, bez kary i zadośćuczynienia za zło popełnione i bez nagrody za dobro, staje się karykaturą porządku rządzącego światem, jest chaosem zamiast kosmosu, jest piekłem samowoli i bezkarności - jest największym oszustwem Złego. Nic zatem dziwnego, że najzacieklej walczą z chrześcijaństwem (oprócz "religii walczących") religie socjalistyczne: brunatna, czerwona, zielona - faszyzm, komunizm, pogański naturalizm. Zły obiecuje, że - bez Boga-Jezusa - człowieka czeka tylko szczęście i wolność - tak samo obiecywał w Raju. Ot, tyle warte jego obietnice.
Thomas Merton, Aby odnaleźć Boga. Antologia
"Kto ma Boga, temu sam Bóg wystarcza". A jeśli nie ma, to czy braki uzupełni albo wypełni Merton? W jakim stopniu Dobra Nowina jest "niekompletna"? W jakim stopniu potrzebuje "uzupełnienia" z buddyzmu, z Freuda i z tysięcy innych idei, ruchów, nurtów przewalających się po świecie? A może jednak jest kompletna? Może jednak Chrystus powiedział wszystko, co miał powiedzieć, nauczył wszystkiego, co miał nauczyć i zamiast tracić czas na czytanie różnych bardzo ciekawych i bardzo ważnych rzeczy wystarczy otworzyć Biblię? Kto z poszukujących Boga przeczytał całą Biblię? Kto z poszukujących Boga sięga po Biblię codziennie? Kto z poszukujących Boga szuka Boga w Biblii? Kto ucieka się do Biblii w chwilach, gdy gubi sens życia? Kto z czytających Mertona przeczytał całą Biblię? Czy można być zakochanym w Mertonie bardziej niż w Zbawicielu? "Kto nie ma w nienawiści...".
Anselm Grun OSB, Doświadczyć Boga całym sobą
Doświadczyć Boga całym sobą, czyli jak poczuć i czuć Jego obecność. Dla poszukujących duchowych uniesień (kontemplacja, medytacja, mistycyzm), które można zdobyć i praktykować w codzienności.
Św. Teofan Rekluz, Droga do zbawienia
Dla posoborowego "Kościoła Nowego Adwentu" każda ideologia jest "ekumenicznie" pociągająca i to tym bardziej, im bardziej przeciwstawia się tradycji katolickiej. Część kleru odwrócona od tradycji, pogrążona w kryzysie niewiary i grzechów wołających o pomstę do nieba, tumaniona przez tych hierarchów, dla których główną troską jest "zabieganie o pierwsze miejsca w zgromadzeniach", za główny cel obrała sobie nie grzechy prowadzące ku potępieniu wiecznemu, ale... jądro wiary prawdziwej: Mszę Wszechczasów i odwieczne dogmaty wiary. Coraz powszechniejszy u posoborowego kleru i hierarchów brak znajomości podstawowych prawd katechizmu, nauk wielkich świętych oraz tradycji Kościoła zaowocował przekonaniem, że prawdy należy szukać w prawosławiu, w judaizmie rabinicznym, w herezjach protestanckich, u mahometan, u buddystów, ba! nawet wśród pogańskich zabobonów (np. wprowadzając do kościoła bałwana "pacziamamy")! Prawda - ich zdaniem - jest wszędzie, tylko nie we własnej, katolickiej tradycji. Stąd absurdalnie narzucane wiernym "dni judaizmu", "dni islamu", stąd wydawnictwa katolickie drukujące dzieła heretyckie. Pisma Św. Tomasza z Akwinu są nie do zdobycia, zupełnie inaczej niż świętych prawosławnych. Tymczasem wiara katolicka była i jest absolutnym wyjątkiem pośród innych religii, bowiem - jako jedyna! - jest religią racjonalną. To rozum - jako najwspanialszy dar Boga - ma do Boga prowadzić i to rozumowi mają być podporządkowane wola i "zwierzęca" część ludzkiej istoty - instynkty, uczucia. Antykatolickie, wymuszane odejście od tradycji owocuje coraz większym uleganiem impulsom emocjonalnym, a więc czyni z homo sapiens w istocie tylko jedno ze zwierząt, co musi prowadzić do "zezwierzęcenia kultury". Najlepszym tego dowodem jest sprowadzenie miłości, istoty działania Bożego, do biologicznego, seksualnego impulsu, do przelotnego uczucia, do pożądliwości. Zanika więc moralność, zanika racjonalny porządek, pojawia się irracjonalna natura, w której człowiek stawiany jest niżej nie tylko od najprostszych organizmów żywych, ale nawet od roślin! Rzecz jasna głosiciele takich mądrości sami okazują, że nie traktują ich poważnie, i że to jest bałwaństwo na użytek grantów, bo o sobie samych wszak mają przekonanie zgoła odmienne i bez ogródek twierdzą, że sami są jednak elitą elit i 'creme de la creme' intelektualistów, a nie roślin jednak. Za sprawą herezji protestanckiej (wzmocnionej wyrosłą na niej filozofią i socjologią, głównie niemiecką - por. głupstwa, jakie o kapitalizmie i katolicyzmie wypisywał Max Weber) emocjonalne szaleństwo stało się współczesną normą kulturową. W tym "zbydlęceniu" (Witkacy) człowiek stał się materialnym zlepkiem impulsów energetycznych i procesów chemicznych. Nic dziwnego, że w XXI wieku "kochać", to znaczy "kopulować" (z czymkolwiek, jakkolwiek i gdziekolwiek). I nic ponadto. Ale jeśli emocje i chaos są głównym prawem natury to dlaczego piewcy takiej wizji świata zakładają, że ich własne poglądy nie są chaotyczne i nie są irracjonalne? "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata" ("Międzynarodówka" mogłaby być idealnym hymnem "nowej, ekumenicznej reformacji"). Tylko co zrobić z nieprzeliczonymi rzeszami męczenników, którzy, broniąc nauki Jezusa Chrystusa, cierpieli i cierpią prześladowania, tortury oraz ponieśli i nadal ponoszą śmierć z rąk wyznawców innych religii i ideologii, tak teraz "ekumenicznie" adorowanych? Ich cierpienie było i jest bez sensu? A może doskonale naśladują Chrystusa: Ofiara odrzucona przez sytych kapłanów?
Co powinieneś wiedzieć o Biblii, Jezusie, Ziemi Świętej
Pięknie, kolorowo i starannie wydawane książki "Wydawnictwa Jedność", choć sprzedawane w księgarniach nominalnie katolickich, są - jak przystało na wydawnictwo niemieckie - potężnym orężem w walce o protestantyzację nauki i obrzędów Kościoła Świętego. Trzy tomy, które rzekomo mają przekazać prawdę o Biblii, Jezusie i Ziemi Świętej są w istocie wykładem apostazji, narzucanej odgórnie przez posoborową sektę ekumenistów, a nazywanej przewrotnie "kościołem nowego adwentu". Niezliczone, kolorowe ilustracje, cytaty z Pisma Świętego, mają tylko jeden cel: zmusić do przyjęcia heretyckiej religijności, mają przekonać, że bluźniercze i bałwochwalcze kulty, gusła, zabobony są równoprawnymi postawami religijnymi, współgrającymi i współpracującymi z nauką Jezusa Chrystusa o zbawieniu. Trzy tomy są w zasadzie niczym innym, jak tylko barwnym, kolorowym i zgodnym ze współczesną modą dydaktyczną nauczania przez oglądanie raczej, a nie przez rozumne czytanie, rozwinięciem herezji napiętnowanych w Encyklice "Pascendi Dominici Gregis". Jeśli - jak nauczają ideolodzy ekumenizmu - nie ma znaczenia w co się wierzy, byle tylko w coś wierzyć, to powstaje pytanie po co w ogóle zawracać sobie głowę jakimiś publicznymi obrzędami? Niech każdy "wchodzi w relację" ze swoim "bogiem" jak mu się podoba, jak mu wygodnie, gdzie chce i kiedy chce. Po co w ogóle kapłani? Po co marnować wolny czas w niedzielę na jakieś "spotkanie ekumeniczne" z obcymi ludźmi (tym bardziej, że jeszcze mogą zarazić jakimś paskudztwem)? Po co studiować nauki świętych, skoro można obejrzeć kolorowe obrazki? A książki mienią się kolorami jak tęcza: jak paciorki za które tubylcy oddawali sprytnym kolonizatorom swoje dziedzictwo.
Ks. Jerzy Misiurek, Polscy święci i błogosławieni
Historia kościoła rzeźbiona na nowo, "po ekumenicznemu", zgodnie z posoborową ideologią apostatów - propagandzistów "kościoła nowego adwentu". Nauczanie Kościoła pisane na nowo, ważne, by zawsze wbrew tradycji. Oto według "dostosowanej do wymagań współczesności religii" drugie, najważniejsze przykazanie, przykazanie miłości bliźniego, już nie ma oznaczać troski o jego dobro, już nie ma być staraniem, walką o zbawienie duszy bliźniego, ale ma się przemienić "po ekumenicznemu", czyli ma się stać troską o doczesne, dobre samopoczucie bliźniego - przede wszystkim materialne, ale też i, niejako przy okazji, "duchowe", co się sprowadza do troski o to, by bliźniego niczym nie urazić. Dobre samopoczucie bliźniego zastąpiło walkę o zbawienie jego duszy. Autor - ks. Misiurek - ubóstwiający "całym sercem i całą duszą" "Papieża-Polaka" stworzył swoją książkę w zasadzie z kompilacji cytatów swojego idola, czym po mistrzowsku spełnia zadania narzucone przez posoborową sektę i jest do tego stopnia posłuszny obowiązującej linii ideologicznej, że męczenników, którzy byli mordowani bestialsko na Ukrainie, w Prusach, w Rosji, przez protestantów, kalwinów, innowierców, itd., uznaje za prekursorów... "pojednania" i ekumenizmu! Ale przecież skoro ekumenizm, tj. tworzenie nowej, globalnej religii, skoro "pojednanie" oznacza rezygnację z dogmatów świętej wiary katolickiej, by zadowolić różnych bluźnierców i bałwochwalców, to męczeństwo świętych staje się czymś bezsensownym, czego autor zdaje się w swoim ideologicznym zapale w ogóle nie dostrzegać. Wszak święci - od początku chrześcijaństwa - zostawali męczennikami i świętymi właśnie dlatego, że ginęli za obronę dogmatów wiary: nie zostawało się świętym, za zaparcie się wiary. Ginęli i byli męczeni, bo chcieli nawracać, chcieli głosić Słowo Boże, a nie dlatego, że chcieli uczyć się od pogan i bezbożników zasad ich bałwochwalczych kultów. A tak właśnie pojmuje nową świętość posoborowy ekumenizm: nie jako heroizm wiary, ale jako zaparcie się wiary, jako przyjęcie innych religii za równie prawdziwe jak religia katolicka. Krew męczenników została przelana na próżno? Posoborowy cel, nowoczesna, ekumeniczna "jedność religijna", ma być osiągnięta przez zaakceptowanie i przyjęcie przez Kościół herezji, bluźnierstw i bałwochwalstwa. Ciekawe, dlaczego autor - przecież kapłan! - nie dostrzega, że tak pojmowana "nowoczesna świętość" jest niczym innym jak najczystszą apostazją. By osiągnąć propagandowy cel ekumenizmu autor nie cofa się nawet przed haniebnym fałszowaniem historii. Opisani przez ks. Misiurka święci "giną" w zasadzie z niejasnych powodów, jakby przez sprowokowanie swoją dziwną nieustępliwością przyjacielsko i pokojowo nastawionych kalwinów, luteranów, prawosławnych, itd. Na str. 66 czytamy np. o św. Melchiorze Grodzieckim (+ 1619), że "przed śmiercią był namawiany do porzucenia wiary katolickiej i przyjęcia kalwinizmu. Niezachwiana postawa (...) wzbudziła wściekłość oprawców: Melchiorowi i jego towarzyszom odcięto toporem głowy". Doprawdy, jak zgrabnie autor dobiera słowa: "namawiano". Tak sobie kulturalnie usiedli łagodni kalwini i proponowali ewentualną zmianę wiary. Tymczasem w Koszycach - miejscu kaźni - kalwini urządzili polowanie na katolików, a schwytanych w sposób najbardziej bestialski torturowali i mordowali. Zestaw cierpień jakie zadano św. Melchiorowi jest wprost niewyobrażalny, a opis tortur jakim był poddany św. Melchior paraliżuje szatańskim wręcz sadyzmem oprawców. Rzeczywiście: "namawiano". Ale mord to nie koniec kalwińskich "namawiań". Po zakatowaniu św. Melchiora Jego umęczone i okaleczone ciało wrzucono do kloaki... . Oto propaganda ekumenizmu i "pojednania" w działaniu: ekumeniczna nowomowa, która ma narzucić protestantyzację katolicyzmu. Oto cel: jedna, światowa religia człowieczego samouwielbienia i dobrego samopoczucia. Globalna religia w budowie; a w istocie karmiona pychą budowa religijnej wieży Babel.
ks. Józef Tischner, Nieszczęsny dar wolności
Ksiądz celebryta, salonowy lew gazetowego chrześcijaństwa w klasycznych, napuszonych dywagacjach. Ekumeniczna nowomowa pełna troski o "wolność" i o "przyszłość", w której głównym zagrożeniem dla postępu będzie oczywiście... wiara katolicka. Przestrzeganie przykazań - tych dziesięciu i tych kościelnych - oto, zdaniem autora, fundamentalizm zagrażający budowniczym raju na ziemi. Zamiast "średniowiecznych zabobonów", czyli modlitwy, postu, jałmużny i pełnego pokory pełnienia obowiązków stanu gazetowy katecheta zaleca "nową ewangelizację", czyli egzegezy artykułów z "gazety Adasia", kult Maxa Schelera, katechezy z fenomenologii, nabożeństwa do marksistowskiej szkoły frankfurckiej, itp. Cóż, jak na księdza całkiem nieźle... .„Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi”(Mt 5, 13-16).
Leon Knabit OSB, O radości
Kawiarniana pogaducha (książka jest zapisem rozmowy z Wojciechem Bonowiczem) z czarującym guru-celebrytą sekty posoborowych ekumenistów. Sekta ta, popadająca w coraz większą schizmę z Kościołem Katolickim, bazując jednakże - przynajmniej językowo - na wierze katolickiej (w książce są elementy katolickie), lansuje jednak "dostosowaną do wymogów współczesności" nową religię człowieka i ubóstwienia doczesności. Światem ludzkim, celem ludzkich zabiegów, ma być to, co naturalne, przyrodzone, świat nadprzyrodzony natomiast ma być dodatkiem, uzupełnieniem i wzmocnieniem całkiem potocznych starań o dobre, miłe i przyjemne życie w "powszechnym braterstwie". Temu ma służyć religia. Religia ma przemienić się w pociechę psychologiczną. Ciekawe, że postępowi ekumeniści, przyznający się do katolicyzmu, z uporem maniaka lansują teorię "dostosowania Kościoła do świata" jako... panaceum na chaos i bezsens tego świata! Czyli świat zwija się w chaotycznym danse macabre, bałagan i bezsens osiągają coraz wyższy poziom, a Kościół, który przez dwa tysiące lat w swojej stałej i niezmiennej prawdzie, w bezkompromisowym głoszeniu niezmiennej Dobrej Nowiny, widział jedyny ratunek dla ogłupiałej ludzkości drgającej w konwulsyjnych skurczach ma teraz, "w imię postępu", sam zastąpić swój katolicki porządek posoborowym nieporządkiem! Zamiast jednej Ofiary i jednego uświęconego języka i jednej nauki Kościoła Katolickiego cały wachlarz posoborowych "form uczestnictwa i sprawowania uczty eucharystycznej", poplątanie języków i nieskończona mnogość indywidualnych interpretacji, doktryn, nauczań, wystąpień, etc. Zaprawdę: zamiast panaceum wychodzi pacaneum. Jak można w ogóle nie dostrzegać, że dodawanie do istniejącego bałaganu następnego bałaganu i chaosu (ekumenicznego i synodalnego rzecz jasna) jest jak dolewanie oliwy do ognia? A może o to chodzi - powiedzą niektórzy... . Kto szuka prawdziwej, czystej wiary katolickiej, prawdziwej, niezmiennej nauki Kościoła, "Mądrości Przedwiecznej", kto chce poznać prawdę głoszonego i przechowywanego przezeń depozytu wiary, temu lepiej sięgnąć po mądrość prawdziwą, nauki głoszone przez niezliczonych świętych przedsoborowych oraz po Magisterium Kościoła (chociażby encykliki przesoborowyuch papieży) oraz po Różaniec. Kto natomiast przywiązany jest do gazetowo-telewizyjnej rzeczywistości i w kreowanym tam świecie znajduje swoje miejsce niech nie łudzi się, że w czas kryzysu pouczenia Mnicha-Celebryty sprowadzą nań tytułową "radość". Lektura niewątpliwie sprawi przyjemność zadowolonym z siebie "kulturalnym ludziom wykształconym", czerpiącym w czasie prosperity radość z naturalnych, popularnych i powszechnych aktywności oraz rzeczy. Natomiast w czasie trwogi prawdziwej książka - poprzez swój naturalizm - nie przyda się raczej na nic.
O. Leon Knabit OSB, Nie samą pracą żyje człowiek
Zapis rekolekcji adwentowych z początku XXI wieku. Sędziwy mnich w roli religijnego celebryty, doskonale dopasowującego się do oczekiwań współczesnego, zmaterializowanego i zlaicyzowanego świata, a więc spełniający gorliwie rolę kapłana sekty ekumenicznej. Z wiarą katolicką mają dywagacje benedyktyna mało wspólnego, natomiast są doskonałym przykładem nowomowy posoborowej, której głównym celem jest protestantyzacja nauki Kościoła Katolickiego. Aż dziw bierze, że ten obdarzony niewątpliwym czarem osobistym mnich zapomniał prawie wszystko, czego był uczony za młodu i całkowicie jawnie unika przekazywania podstawowych prawd wiary, zastępując nawet elementarne nauki katechizmu własnymi, boleśnie publicystycznymi opiniami. Zapomniał, a może...? Tak czy inaczej, zawarte w książce elementy nauki katolickiej zestawione z ekumenicznymi z ducha komunałami i przypadkowymi cytatami biblijnymi czynią całe dziełko chaotycznym i smutnym przykładem pomieszania posoborowego. Zamiast z dumą przekazać bogactwo dwóch tysięcy lat nauki Kościoła Katolickiego (a jest z czego wybierać, bo o pracy mówili chyba wszyscy święci) sekta ekumeniczna odwraca się od tradycji i chce sprawiać wrażenie, że przed "drugim watykańskim" nie było nic, a jeśli nawet coś było, to "dla współczesnego człowieka" nie ma wartości, co jest oczywistym obłędem. Świat nadprzyrodzony wyparował, albo został sprowadzony do obrzędowego ornamentu świata doczesnego. Naturalizm zdaje się być jedyną "religią oświeconych". Gazetowe psychologizowanie i fantazjowanie społeczno-polityczne mają zagubionym duszom współczesnym zastąpić "mądrość przedwieczną"? Publicystyczne utyskiwania nad wadami mają zastąpić naukę o grzechach, a więc niestety również - co o wile bardziej dewastujące - o cnotach? Zamiast zachęty do heroicznego "naśladowania Chrystusa" jakieś banalne pocieszenia o tym, że "Chrystus każdego kocha", co jest rozumiane jako bezwarunkowa akceptacja każdego takim, jaki jest, oczywiście razem z jego wszystkim "wadami" (pojęcie grzechu wyparowało z tej "religii dobrego samopoczucia"). Zamiast tradycji Kościoła jakieś mgliste odwoływanie się do... "starszych braci z Izraela". Zamiast, zamiast, zamiast. Wszystko jest "zamiast". Zamiast zatem trawić czas na śledzenie "katolicko-podobnych" refleksji O. Leona należy działać po katolicku, czyli kierować się rozumem: a mówi on, że wiarę poznaje się przez czytanie katechizmu i poznawanie tradycji katolickiej (modlitwa, sakramenty, pokuta, uczynki miłosierdzia, itd.- bez nich oczywiście nie ma wiary, ale nie o nie chodzi w tym kontekście) a nie przez towarzyskie pogaduchy o wszystkim, nawet jeśli gawędzi mnich-celebryta (a może właśnie pomimo?).
Projekt Jonasz, Adam Szustak OP, 2 płyty CD
Przecież to wszystko jest takie proste: przecież nie nazwiemy chemikiem kogoś, kto od czasu do czasu robi zakupy w sklepie chemicznym. Nie jest chemikiem ktoś, kto używa proszków, itp. Może i zna wszystkie sprzedawane proszki, pasty do zębów, szampony, itd., może je wykorzystuje, ale nie ma żadnej wiedzy chemicznej. Chemik natomiast ma wiedzę: wie wszystko o chemicznych właściwościach, składach, procesach, reakcjach. Podobnie z katolikiem: żeby być katolikiem nie wystarczy "chodzić do kościoła", ba! nie wystarczy nawet przystępować do komunii. Żeby być katolikiem trzeba przyjąć rozumem i uwierzyć we wszystko, co Bóg nam objawił, czego Pan Nasz Jezus Chrystus nauczał, a Kościół zachowuje i podaje do wierzenia. Wybieranie sobie z tej Wiary Świętej pewnych, odpowiadających fragmentów, niektórych tylko prawd i nauk, a odrzucanie i ignorowanie w życiu innych, tych wszystkich, które z jakiegoś powodu uznaje się za "nieżyciowe, bo czasy się zmieniły" jest czystym albo bluźnierstwem, albo herezją, albo pogaństwem (może wszystkim naraz). Taki "wierzący" w coś oczywiście wierzy, bo każdy w coś wierzy, ale nie jest to na pewno wiara katolicka. Taka wiara ma oczywiście swoich "kapłanów", bo każda religia ma kapłanów, ale nie są to kapłani katoliccy. Jednym z najbardziej znanych youtuberów parareligijnych, właśnie takich patoreligijnych celebrytów i showmanów jest Szustak Adam, występujący publicznie jako OP. Słuchacz poszukujący prawdy katolickiej będzie zawiedziony i zwiedziony, a nawet zażenowany ignorancją i tupetem A. Szustaka, ale słuchacz poszukujący guru do zakochania będzie urzeczony. Oto kwintesencja "nowej ewangelizacji", kwintesencja zabobonu głoszonego przez propagandzistów schizmy ekumenicznej: w centrum nauczania człowiek (w tym wypadku sam mistrz ceremonii autoadoracji Szustak Adam), dla którego Bóg, Pismo Święte i nauczanie Kościoła stanowią jedynie tło autoprezentacji. Wybiórcze żonglowanie cytatami z całkowitym pominięciem tradycji i nauczania Kościoła, które zastępuje się swoimi "przemyśleniami" (z naciskiem na "swoimi") - oto recepta na powodzenie tej zgubnej nauki. Religia schizmy posoborowej to religia o ograniczonych horyzontach. Zamiast świata nadprzyrodzonego, nadnaturalnego i nieskończoności proponuje swoim wyznawcom jedynie świat przyrodzony, naturalny, nadzieję nie życia wiecznego, ale nadzieję życia doczesnego wygodnego, spokojnego i zdrowego, czego bolesnym przykładem było zaangażowanie się hierarchów kościoła nowego adwentu jako funkcjonariuszy państwowych służb sanitarnych w czasie jedynej choroby, zwanej "Katarem 19". Jak na mistrza ceremonii samouwielbienia przystało Szustak Adam stanął w pierwszym szeregu akwizytorów produktów koncernów farmaceutycznych, bo wiadomo, że "zdrówko najważniejsze". Ojciec Pio powiadał, że szatan ma na imię "Ja" - zawsze odrzucenie Bożego porządku polega na zastąpieniu Boga swoim "Ja". Szatan już w Raju przekonywał i przekonał, że Bóg jest do niczego nie potrzebny, że człowiek sam da sobie radę ze wszystkim. "Na pewno nie umrzecie". Że takie porzucenie służby Bogu i zastąpienie pokory gniewnym żądaniem i oczekiwaniem "samorealizacji" i "spełnienia", że taka detronizacja Boga, jest efektem szatańskiej pychy o tym wiedział kiedyś każdy katolik. Dzisiaj, dzięki "posoborowemu nauczaniu" takich parareligijnych celebrytów jak Szustak Adam, każdy zagubiony grzesznik znajduje swoje miejsce w tłumie zamaszyście i ze śpiewem na ustach (najlepiej, żeby to była "Barka") maszerującym szeroką i wygodną drogą do... nie, nie, piekła nie ma (według postępowego, anty-Chrystusowego nauczania) więc dokąd? Nicość - tak się nazywa nieistnienie? I rzecz ostatnia: cena za ten parareligijny show podana jest w złotówkach, bo program nie przyjmuje innej waluty niż złotówki, ale założyliśmy, że podana kwota chyba najbardziej oddaje wartość trzydziestu srebrników.
Koszyk
Nowości
13,31 zł