Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Rozkosze ciała
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
George A. Mather, Larry A. Nichols, Słownik sekt, nowych ruchów religijnych i okultyzmu
0
Opis
George A. Mather, Larry A. Nichols, Słownik sekt, nowych ruchów religijnych i okultyzmu. Konsultacja dr Alvin J. Schmidt. Przekład uzupełnił oraz zaopatrzył w polski wstęp naukowy, aneksy i bibliografię Ireneusz Kamiński. Wstęp teologiczny ks. dr Aleksander Posacki SJ.
Wiek XX i XXI przyznają sobie tytuł "wieków racjonalnych", a jednocześnie są najbardziej zabobonnymi wiekami w dziejach nowożytnych. Ziemia zaorana przez niemiecki faszyzm, sowiecki komunizm i zmutowany marksizm chwaści się bujnie. Eksplozja sekt i ruchów religijnych doskonale obrazuje słowa, że "kto nie modli się do Boga, modli się do diabła". Zaskakujące i smutne jak wiele jest sekt, ruchów religijnych, które jawnie głoszą i praktykują zło. Szaleństwo i okrucieństwo nazywa się "poszukiwaniami duchowymi". Dewiacje i patologie mają być "poszukiwaniem wolności". Zaborczy egoizm prezentuje się jako "wyrażanie osobowości". I niestety - co najgorsze! - wiele dewiacji, patologii, herezji zaczyna być akceptowanych przez posoborowy Kościół. Dowództwo twierdzy, która miała bronić nauki Jezusa Chrystusa, najpierw otworzyło bramy dla wrogów, a potem wywiesiło białą flagę i liczy, że uległość wobec zdobywców spowoduje u nich przychylność wobec poddających się, wobec tych, którzy zamiast walczyć, nawracać, zaczęli "ekumenizować". Aż strach się pytać, czy to tylko głupota posoborowych hierarchów, czy też coś znacznie gorszego. Ciemność skrywa Ziemię. "Ciemność widzę, widzę ciemność!".
Niniejsza książka jest jedynym na rynku, tak obszernym i kompletnym opracowaniem tej tematyki.
Oficyna Wydawnicza "Vocatio", Warszawa 2006. Stron 784. Okładka twarda. Książka (jak) nowa.
Produkty powiązane
Mircea Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, tom I
Tom I, czyli od epoki kamiennej do misteriów eleuzyńskich. "Człowiek bez religii nie byłby już człowiekiem" twierdzi autor. A jeśli ktoś przekonuje, że jest "racjonalistą" odpornym na "opium dla ludu"? Cóż, wypada jedynie spytać komu wierzy i w co wierzy, by poznać jego religię i ujrzeć twarz jego boga. Historia uczy zatem, że są też i religie, których wyznawcy przestają być ludźmi...
Jerzy Gąssowski, Mitologia Celtów
W czasach, w których gazetowo-telewizyjne mody zachłystują się "duchowością" pogańską książka prezentowana może być próbą nieco bardziej pogłębionego przyjrzenia się celtyckiemu dziedzictwu w kulturze europejskiej. A tajemnica ginąca w mrokach przeszłości była zawsze pociągająca dla ideologów - stwarzała bowiem (i stwarza) nieomal nieograniczone możliwości do najbardziej fantastycznych pomysłów. Niestety, im bardziej fantazje takie oczarowują polityków, tym więcej rodzą realnego nieszczęścia, by wspomnieć tylko niemieckie zaczadzenie "mitologią germańską". "Tysiącletnia rzesza" minęła już po kilku latach, ale tęsknoty za pogańską mitologią wciąż są żywe w Europie, która przyzna się do wszystkiego, byle nie do chrześcijaństwa. "Ale głupi ci europejczycy" - można by sparafrazować Obeliksa (co chyba samo się narzuca w kontekście prezentowanej książki).
Gustav Davidson. Słownik aniołów w tym aniołów upadłych
Autor postawił sobie skromne zadanie: stworzyć leksykon wiedzy wszelkiej na temat aniołów. Jeśli zatem ktokolwiek i gdziekolwiek wspomniał jakiegoś anioła lub istotę "aniołopodobną", jeśli ktokolwiek, gdziekolwiek próbował anioła lub istotę "aniołopodobną" zobrazować to pan Davidson włączał taką informację lub ilustrację do swojego słownika. Źródłem informacji były więc religie, sztuki graficzne i literatura, zabobony, magia, mistyka, itp., jednym słowem wszystkie obszary kultury, w których pojawiały się lub zagościły istoty duchowe, zarówno te dobre, jak i te złe, nieczyste. A jeśli jakiś czytelnik nie chce się ograniczyć tylko do posiadania informacji, ale chciałby również wykorzystać pomoc różnych duchów do załatwienia swoich spraw, nawet najbardziej prozaicznych, to słownik kończy się "Apendyksem", w którym znaleźć można "pieczęcie, zaklęcia, modlitwy magiczne i egzorcyzmy". Dzięki słownikowi, czyli dzięki zawartemu w nim zaklęciu, można zatem na przykład "wzbudzić miłość w sercu ukochanej osoby", a jeśli "ukochana osoba" jest daleko można - też oczywiście dzięki odpowiedniemu zaklęciu - "sporządzić i użyć latający dywan". Dwa tysiące lat chrześcijaństwa, a różne bałwochwalcze zabobony wciąż zdobywają wyznawców i - co oczywiste - tym bardziej, im bardziej świat odwraca się od chrześcijaństwa. Czego najlepszym przykładem jest "czas rozumu", wiek XX i XXI, era eksplodującej wiary w pogańskie gusła i bałwany, w "mistykę" i w "magię". A zatem, by się utrzymać w duchu czasów i by zainteresować czytelniczki/czytelników pism (bogato) ilustrowanych powinniśmy napisać, że jest to "magiczna książka", "pełna mistyki i duchowości".
Juan Eduardo Cirlot, Słownik symboli
Książka wielbiona i otoczona kultem przez miłośników "magii", "tajemniczości" i "duchowości". Autorem jest poeta, więc i nic dziwnego, że słownik stworzony przez niego jest dziełem poetyckim, a nie naukowym. Zbiór Cirlot'a jest świadectwem fascynacji okultyzmem, magią, fantastyką i ludzką fantazją również i w tym sensie - co podkreślają krytycy książki - że sam zbiór jest przede wszystkim dziełem fantazji, zwłaszcza tam, gdzie autorowi brak wiedzy. A, że wiedzy tej autor - jako artysta, czyli z racji pełnionej "funkcji społecznej" - mieć nie może, przeto uczciwym tytułem byłby "Osobisty słownik...", albo lepiej: "Mój osobisty słownik... ", tak wiele w nim mniemań i bałaganu rzeczowego i intelektualnego. I - jak na przeciętnego, XX-wiecznego artystę z Barcelony przystało - symbolika związana z chrześcijaństwem opisana jest, w zasadzie, w sposób żenująco amatorski, w stylu popkulturowych klisz (tak piszą krytycy, ale dla wielu artystów akurat to będzie atutem, a nie wadą). Bardzo to też zabawne, bo książkę wydało Wydawnictwo Znak - powołane wszak do szerzenia innych treści niż okultyzm, wiedza tajemna i pogański zabobon. Pecunia non... ? Czyżby kolejny przykład ma ironiczne powiedzenie, że "erudycja to nie wiedza, a wiedza to nie erudycja"? Najlepiej sprawdzić samemu - jeśli wiedza pozwoli:)
Herezje, Sekty, Schizmy, Literatura na świecie
Czyli zbiór tekstów skoncentrowanych właśnie wokół herezji, ich źródeł, sekt i schizm.
Gnoza, Literatura na świecie
Numer 12 z serii Literatura na świecie, w całości poświęcony gnozie.
Malcolm Lambert, Średniowieczne herezje
Średniowieczne herezje, które omawia Malcolm Lambert to: waldensi, katarzy, spirytualni franciszkanie i heretyccy joachimici, John Wiklif, angielscy lollardzi, husytyzm. Jest też rozdział omawiający herezje średniowieczne w kontekście reformacji. Spory wokół zasad wiary, nawet bardzo gwałtowne - cóż w tym dziwnego? Przecież już uczniowie Chrystusa, ci, których sam wybrał, i którzy towarzyszyli mu na co dzień, byli przekonani, że w wielu sprawach wiedzą lepiej od niego. Ba, nawet jeden z dwunastu Apostołów - Judasz - tak był przekonany o swoich racjach, że dla dobra Jezusa wydał go Najwyższej Radzie Kapłanów, wydał na mękę i śmierć. Tak chce pan tego świata: byśmy się nienawidzili i przeklinali. Jakie to ludzkie: nie ma ani jednej rzeczy na tym świecie, która nie rodziłaby sporów, nie pchałaby ludzi do walki. Nawet jak usłyszą, że, zamiast przeklinać wrogów, powinni modlić się za nieprzyjaciół znajdą zawsze wytłumaczenie dlaczego to zalecenie, akurat w ich wypadku, nie ma zastosowania: przecież ogólnie, to racja, ale ich krzywda jest taka wielka...
Kardynał Joseph Ratzinger. Wiara, prawda, tolerancja
Kardynał Joseph Ratzinger zebrał swoje teksty z wielu lat na temat wiary, prawdy, tolerancji, kultury i nadał im - oprócz tytułu głównego - podtytuł "Chrześcijaństwo a religie świata". Ale co znaczy dzisiaj "chrześcijaństwo"? Czy chrześcijaństwo jest religią, czy też pod tym nazwaniem kryją się dzisiaj różne religie? A może już nie tylko religie, ale różne religie i światopoglądy? Chrześcijaństwo - co oznacza to pojęcie? Kiedyś oznaczało wiarę w Jezusa, a dzisiaj? W czasach, kiedy bogiem staje się "tolerancja" (która została sprowadzona do instytucjonalnego wymuszania akceptacji dla niepospolitych zachowań seksualnych i do nietolerancyjnego gwałtu na pojęciu "norma"), a wiele kościołów protestanckich otwarcie przyznaje, że ich Bóg to jednie metafora, że Boga nie ma? Co znaczy "chrześcijaństwo" w czasach, w których wiara w życie wieczne została zastąpiona zabieganiem o "życie jak najdłuższe"? Czy słowo "chrześcijaństwo" ma jakikolwiek sens, skoro zatracono poczucie herezji? Zaprawdę, spustoszona winnica... Ciekawostka: książkę wydano, kiedy Joseph Ratzinger był już Ojcem Świętym Benedyktem XVI, a mimo to książka nie ma "Imprimatur"... Bardzo ciekawa ciekawostka, czyż nie?
Religie świata. Tablice porównawcze
Religie świata, obecne i minione, przedstawione w formie adekwatnej do wrażliwości percepcyjnej współczesnego konsumenta wiedzy internetowej i komiksów, czyli ilustracje i rysunki w roli głównej.
Instrukcja Dignitas Personae
Czy ludzie naprawdę robią takie rzeczy?! Sobie?! Dobrowolnie?! Tak wrażliwi "ekologicznie"?! Matko! Mordowanie nienarodzonych jako przemysł, jako przyjemność i jako wygoda?! Hodowanie ludzi na "części zamienne"?! Homo sapiens?! Prawodawca rozumny, który więcej "praw" przyznaje maszynom, roślinom i zwierzętom niż bliźnim, niż ludziom?! Oto "oświecony postęp" w całej swej morderczej okazałości: kontynuatorzy i duchowi spadkobiercy "doktora" Mengele, już pewni siebie i pełni chciwej pychy jako "dobroczyńcy rodzaju ludzkiego". Pięćdziesiąt stron wstrząsającego oskarżenia do czego może doprowadzić owa pycha, chciwość i próżność kiedy wesprze ją niepohamowana żądza "przyjemności" i przekonanie, że Boga nie ma. A nie ma? Skąd to przekonanie, skoro nie istnieje na nie nawet cień dowodu? "Człowiek to brzmi dumnie"?! Rację miał O. Bocheński pisząc, że rozumne i dobre są jednostki, człowiek - jako gatunek - jest szalonym, złym i niebezpiecznym stworzeniem. Człowiek to brzmi przerażająco. Boże, zmiłuj się nad nami...
John Naisbitt, Nana Naisbitt, Douglas Philips, High Tech - high touch
Podtytuł : "Technologia a poszukiwanie sensu". Na początku był bezsens, był Chaos. Potem powstał Kosmos. Ale chaos, bałagan, pozostał na części Kosmosu: na Ziemi i w sercach jej mieszkańców. Ciekawe, że wzrost technicznych możliwości, jakimi dysponuje człowiek, nie zmniejsza, tylko przeciwnie - zwiększa bałagan i bezsens. To się nazywa postępem. Coraz lepsza technika i... coraz lepsze narzędzia wojny, coraz więcej biedy, coraz więcej przelanej krwi, coraz więcej rozpaczy i zagubienia... . A miało być tak pięknie bez Boga. No właśnie - kto pamięta dziś Wieżę Babel? Kto pamięta, że efektem nieograniczonych możliwości, które służą tylko zaspokojeniu pychy, jest pomieszanie języków - czyli chaos właśnie? Jakim trzeba być głupcem, by ignorować taką oczywistą naukę płynącą z przeszłości. Człowiek jest zbyt dumny, by budować ku chwale Boga i zbyt pyszny, by widzieć, że budując ku swojej chwale, produkuje tylko chaos, bezsens, rozpacz. Ani prozac, ani viagra, ani ciekłokrystaliczne wyświetlacze, ani diody, ani botox, ani odsysaniu tłuszczu, ani rzeź niewiniątek, ani "czysta energia", ani chłop z chłopem, ani baba z babą, ani "planeta singli", ani "róbta co chceta", ani inżynieria genetyczna, ani sztuczna inteligencja, ani tysiące innych modnych gadżetów - jednym słowem nic nie czyni człowieka szczęśliwym. Daje czasem komuś zadowolenie, daje czasem komuś przyjemność, ten ktoś mówi wtedy "jestem szczęśliwy", ale przebudzenie jest zawsze takie samo: łeb pęka i rzygać się chce. Aż któregoś dnia nie ma już przebudzenia, tylko płacz i zgrzytanie zębów. I czy przyniesie ulgę świadomość, że zgrzyta się implantami?
J. Duvernoy, Religia katarów
Kompendium wiedzy o religii katarów i ich wpływie na kulturę.
Wyrok na Galileusza i inne mity o nauce i religii
Zbiór tekstów odczarowujący mity zagnieżdżone w świadomości społecznej na temat słynnych postaci „prześladowanych” przez Kościół.
Giovanni Odasso, Biblia i religie
Dokładnie o tym, co w tytule: jaki stosunek do innych religii wynika z Biblii.
Pięć wielkich religii świata
Książka przedstawia buddyzm, chrześcijaństwo, hinduizm, islam i judaizm. Zawiera również zapisy dyskusji, jakie toczyły się, po omówieniu każdej z religii, między osobami, które przygotowały prezentacje. Dodatkowo porównawcze tablice chronologiczne i słowniczki ważniejszych terminów.
Artur Wójtowicz SAC, Bóg Mormonów, Mała Biblioteka Religii
Mała Biblioteka "Uczonych W Piśmie". Artur Wójtowicz SAC jest specjalistą od religii i dziejów mormonów. Czy mormoni są religią chrześcijańską? Czy mormoni rzeczywiście zrezygnowali z wielożeństwa? Jak połączyć przekonanie, że wszyscy ludzie są braćmi z przekonaniem, że czarny kolor skóry jest karą za grzechy? Jak to jest z końcem świata, który był już kilkakrotnie zapowiadany, a według niektórych już faktycznie nastąpił? Jak... Z książkami tej serii jest pewien problem: otóż wszystkie muszą być zgodne z posoborową ideologią (tzn. ideologią Soboru Watykańskiego II: trwa usilna praca, by narzucić przekonanie, że inne sobory są martwą przeszłością, podobnie jak dwa tysiące lat tradycji Kościoła), a zwłaszcza z doktryną o wielości i równoważności religii, muszą dowodzić rzekomej jedności chrześcijaństwa, a przede wszystkim muszą unikać jak ognia tradycyjnego, zgodnego z nauką Jezusa Chrystusa, katolickiego stosunku do pogaństwa, bałwochwalstwa i bluźnierstwa. Ach, jakie nieekumeniczne pojęcia - jak tak można w ogóle pisać o naszych "braciach z ludu bożego"! A już niech Bóg broni przed używaniem słowa "herezja"! Zdecydowany nakaz Jezusa Chrystusa, by jego uczniowie szli "na cały świat i nauczali inne narody" został zastąpiony przez ideologiczne polecenie "nowej ewangelizacji": "idźcie na cały świat i przepraszajcie wszystkie narody". Doktrynalna, sekciarska, posoborowa ideologia rodzi w związku z tym przedziwne, schizofreniczne wręcz postawy badawcze, charakterystyczne dla zideologizowanej "nauki": otóż badacz tak musi manipulować danymi historycznymi i ich interpretacjami (bywa, że wbrew wewnętrznemu przekonaniu i sumieniu - co bardzo smutne), by pasowały do wytycznych obowiązujących na danym etapie posoborowej walki ideologicznej, w tym wypadku do "ekumenicznego" dyktatu "szacunku do innych religii". "Prawda czasu, prawda ekranu" - Miś Ekumeniczny.
Natale Benazzi, 1001 faktów z historii Kościoła
"1001 faktów z historii Kościoła", czyli - w istocie - z historii Europy. Bo jak wyglądałaby książka opisująca historię Europy i unikająca jakichkolwiek odniesień do chrześcijaństwa i do historii Kościoła? Miałaby czyste kartki. Marzenie nieuków. I eurokratów. Zresztą, co za różnica?
Steve Fuller, Nauka vs religia?
"Może przyszedł czas, aby zastąpić mglistą koncepcję doboru naturalnego (...) taką wizją inteligentnego projektu, w której weźmiemy pełną odpowiedzialność za naszą planetę" fragm. książki
Joseph Pearce. Pisarze nawróceni. Inspiracja duchowa w epoce niewiary
Książka (a właściwie księga) próbuje opisać zjawisko niezwykłe i cudowne: nawrócenie. Oto twórcy, plejada pisarzy i poetów anglojęzycznych, antychrześcijańskich i antykatolickich, którzy przeszli radykalną i głęboką przemianę duchową, przemianę, jaka w sposób zasadniczy odmieniła także ich twórczość. Zestaw nazwisk wprawia w osłupienie: T. S. Eliot, C. S. Lewis, G. K. Chesterton, J. R. Tolkien, Graham Green, Dorothy Sayers,... . Kilkadziesiąt nazwisk, bez których nie sposób wyobrazić sobie kultury współczesnej. Ktoś może spytać, że skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego popularna kultura współczesna jest tak niechrześcijańska? Ba, więcej: dlaczego świat cały przytłacza bezbożnym egoizmem i zrodzonym z niego bezmiarem cierpienia? Może dlatego, że czytanie - z różnych powodów - jest jednak zajęciem coraz bardziej elitarnym?
Leszek Kołakowski, Świadomość religijna i więź kościelna
Podtytuł: studia nad chrześcijaństwem bezwyznaniowym XVII wieku. Wydanie drugie.
Paweł Lisicki, Czy Jezus jest Bogiem?
Zły ma jedną odpowiedź na pytanie postawione w tytule: nie był. Chwała Bogu wiemy, że Zły jest królem kłamstwa, więc wniosek jest oczywisty, by mu nie wierzyć. A mimo to, przez dwa tysiące lat zwiódł niezliczone rzesze nieszczęśników. Sprawa nie jest błaha - wszak chodzi o ostateczne sprawy każdego człowieka: o śmierć i życie wieczne z Bogiem lub tam, gdzie jest "tylko płacz i zgrzytanie zębów". Książka jest wstrząsającą relacją z kłamstw, które mają oderwać człowieka od Boga. Tym bardziej wstrząsającą, że przeciw Bogu stają też "ludzie wykształceni", "profesorowie". A przecież "komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą" (Łk 12, 48) i "kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6) oraz „do każdego, kto przyzna się do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie; a każdego, kto mnie się wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”
(Mt 10, 32–33). No tak, ale jak się nie wierzy, że Jezus jest Bogiem, to i nie uwierzy się w jego słowa. Uwierzy się w byle co i byle komu, ale nie Bogu. Czy jest większy ból dla Ojca niż niewdzięczność dzieci? Czy jest większa tragedia niż zbrodnia popełniana przez dzieci na kochającym Ojcu? To bardzo wygodne: liczyć na miłosierdzie i zaprzeczać Bożej sprawiedliwości. Tymczasem miłosierdzie bez sprawiedliwości, bez kary i zadośćuczynienia za zło popełnione i bez nagrody za dobro, staje się karykaturą porządku rządzącego światem, jest chaosem zamiast kosmosu, jest piekłem samowoli i bezkarności - jest największym oszustwem Złego. Nic zatem dziwnego, że najzacieklej walczą z chrześcijaństwem (oprócz "religii walczących") religie socjalistyczne: brunatna, czerwona, zielona - faszyzm, komunizm, pogański naturalizm. Zły obiecuje, że - bez Boga-Jezusa - człowieka czeka tylko szczęście i wolność - tak samo obiecywał w Raju. Ot, tyle warte jego obietnice.
George V. Coyne, Michał Heller, Pojmowalny wszechświat
Księża fizycy i filozofowie, i tajemnice stworzenia, które próbuje odkryć fizyka.
George Weigel, Katolicyzm ewangeliczny
Dla chrześcijanina, katolika, miłującego Boga i bliźniego, troska o zbawienie duszy winna być głównym zadaniem życiowym. Winien zatem naśladować Chrystusa i głosić Ewangelię: katolicy - jako kościół i jako Kościół - mają zadanie misyjne. Autor próbuje przekonać, jak zadanie takie powinno wyglądać w XXI wieku i jak powinien je wykonywać kościół/Kościół, który będzie "gruntownie zreformowany". Czy Weigel stanie na półce obok Ewangelii, św. Augustyna, Tomasza a Kempis, św. Teresy,... ? Czy będzie tam stał po kilku wiekach, wraz z Ewangelią, tak, jak stoją od wieków św. Augustyn, Tomasz a Kempis, ... ?
Gabriel Bunge OSB, Modlitwa ducha
Podtytuł "Studia o traktacie De oratione Ewagriusza z Pontu". Ewagriusz z Pontu stał się w ostatnich latach, razem z Hildegardą z Bingen, kimś w rodzaju "celebryty chrześcijańskiego". Książka G. Bunge pozwoli zrozumieć, czy niewątpliwa moda, jak zapanowała na obie postacie, jest tylko chwilowym zaspokajaniem potrzeby nowości, czy też prowadzić może do odkrycia zapoznanych i zapomnianych wartości ich pism. Pokazuje jednocześnie, jak wielkie dziedzictwo starożytności i średniowiecza zostało zmarnowane przez kult "postępu", również w religii.
Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle, Ludzie Wielkiej Nocy
Jeden z bardzo popularnych hierarchów Kościoła - kardynał Luis Antonio Gokim Tagle. Dla wielu nadzieja, że chorego i osłabłego ducha Europy ozdrowi wschodnia kuracja. Azja - dla jednych największe zagrożenie dla Europy, dla innych największa nadzieja dla europejskiej gospodarki i kultury. Czy również dla chrześcijaństwa?
Pseudo-Dionizy Areopagita, Pisma teologiczne
Pseudo-Dionizy Areopagita, "Pisma teologiczne", czyli: "Hierarchia niebiańska", "Hierarchia kościelna", "Imiona Boskie", "Teologia mistyczna" oraz "Listy". Jako komentarz nasunęły nam się takie słowa Tomasza a Kempis: "Na cóż ci rozprawiać o Trójcy Świętej, jeśli brak ci pokory (...)? Bez wątpienia to nie wzniosłe rozmowy czynią człowieka prawym i świętym, lecz życie cnotliwe czyni go miłym Bogu. Wolę odczuwać skruchę, niż znać jej definicję.(...) Każdy człowiek z natury pragnie zdobyć jak największą wiedzę, lecz cóż warta jest nauka bez bojaźni Bożej? Pokorny wieśniak, który służy Bogu, jest bez wątpienia lepszy od pełnego pychy filozofa, co zaniedbując siebie, śledzi bieg gwiazd. Kto dobrze zna siebie - gardzi sobą, i nie ma upodobania w ludzkich pochwałach. Choćbym posiadł wszelką wiedzę, ale nie miał miłości, na cóż mi się to przyda przed Bogiem, który osądzi mnie z moich uczynków. Powściągnij zbyt żywe pragnienie wiedzy, znajdziesz tam tylko wielkie rozproszenie i wielkie złudzenie. (...) Wielość słów nie pokrzepia duszy, lecz święte życie orzeźwia ducha (...). Jeśli ci się zdaje, że dużo wiesz i dość dobrze rozumiesz, pamiętaj przecież, że to niewiele wobec tego, o czym nie wiesz. (...) Iluż gubi na świecie próżna nauka i zaniedbywanie służby Bożej... A ponieważ wolą być wielcy, niż pokorni, znikczemnieli w swych myślach (Rz 1,21). W dniu sądu nie spytają cię z pewnością, co czytałeś, ale co uczyniłeś (...)." Tak nam się nasunęło...
Bernhard Haring, Moralność jest dla ludzi
Tytuł jest wspaniały: "Moralność jest dla ludzi". A dla kogo była? Dla sosen szumiących na gór szczycie? Dla "pieseczków i koteczków"? Dla "lwa ryczącego i patrzącego kogo pożreć"? Książka jest owocem "posoborowej odnowy", czyli - jak głosi podtytuł - zawarta jest w książce "etyka chrześcijańskiego personalizmu". Egzystencjalizm, personalizm i na okrasę "chrześcijaństwo". Tak rodziła się w Kościele "nowa tradycja": "stara etyka" była zła, bo "była oparta na sztywnych zasadach formalizmu i legalizmu". No to wreszcie będzie nowa, nowoczesna, i będzie dobra, bo nie będzie "oparta na sztywnych zasadach", tylko "będzie zgodna ze współczesną koncepcją człowieka jako osoby obdarzonej wolnością i godnością" (cytat sugeruje, że Bóg - dając przykazania - nie dostrzegał "wolności i godności człowieka", ale mniejsza z tym, na szczęście są na świecie nowocześni, światli filozofowie). A nie można by tak od razu: raz a dobrze, czyli w ogóle bez zasad, nawet "niesztywnych"? Po co "Nie będziesz miał...", itd. i po co "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", i po co "bądź miłościw mnie grzesznemu". Nowoczesnemu, wolnemu człowiekowi, niech wystarczy jedna zasada, jedno przykazanie: "róbta co chceta!". I wolność rządzi, kurde!
Brian Davies, Wprowadzenie do filozofii religii
Brian Davies, „Wprowadzenie do filozofii religii”. Znana książka przetłumaczona na wiele języków. Jak myśleć filozoficznie o Bogu, jak filozofować o wierze. Jak to robili najwięksi filozofowie w historii: poczynając od św. Anzelma i Arystotelesa a kończąc na Wittgensteinie.
Józef M. Bocheński, Logika religii
Logiczna analiza języka religii - formalne zasady dyskursu religijnego. Zakonnik i filozof analityczny w jednej osobie na tropie racjonalności religii. Analityczna filozofia chrześcijańska. Jeden z najwybitniejszych polskich filozofów i patriotów, żołnierz w sensie dosłownym i w sensie przenośnym - bojownik prawdy. Znienawidzony przez lewicę bezkompromisowy krytyk ich zaczadzenia intelektualnego i ich intelektualnej miernoty ("zgniłki" - przedstawiciele rozkładającego się społeczeństwa). Bezlitosny w obnażania antyintelektualnego, irracjonalnego i zbrodniczego charakteru ideologii (i filozofii) wyrosłych z filozofii Marksa. Dziełko - "Logika religii" - małe, ale wiele ważące intelektualnie i duchowo. Każdy, kto ma pretensje do racjonalizmu powinien znać pisma O. Bocheńskiego. Racjonalizm w służbie religii: katolicyzm jest racjonalnością. Prawda objawiona jest prawdą. Ludzki rozum poznający Boga jest rozumem. Reszta nie jest (niestety) milczeniem - jest czymś znacznie gorszym: jest "zabobonem" (por. "Sto zabobonów" tegoż autora).
ks. Józef Gaweł SCJ. 365 biblijnych recept na dobre życie. Z nadzieją na każdy dzień
Książka z 2007 roku. Wtedy wszystko wydawało się iść "szeroką drogą" ku świetlanej przyszłości. "Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej", coraz bardziej po "europejsku". Polscy, posoborowi księża przygotowywali się do kanonizacji Jana Pawła II i sycili się "małą stabilizacją". Co prawda ze świata, czyli tam, gdzie dobrobyt był jeszcze większy niż w "dynamicznie rozwijającej się Polsce", napływały niepokojące wieści o spadku powołań, o ubywaniu wiernych, o rosnącym zamieszaniu doktrynalnym, o wstrząsających aferach obyczajowych, o burzeniu kościołów, ale "nasza wieś zaciszna, nasza wieś spokojna". Dominujący Kościół posoborowy zdawał się być opoką. Wydawnictwa religijne puchły od ekumenicznej nowomowy, a w tym nauczaniu Kościół przestał jakoby być cierpiący, walczący i tryumfujący, a zaczął być "pielgrzymujący" i "ekumeniczny". Dobre życie na Ziemi miało znaleźć swoje przedłużenie w Niebie, gdzie mamy się spotkać wszyscy, bo Bóg jest miłością i jest miłosierny, więc wszystko wybacza (jakoś przemilczano fakt, że odmówienie istnienia Piekłu anihiluje jednocześnie Niebo, ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi). Dla posoborowej części Kościoła w miłosierdziu pojmowanym jako nieograniczona pobłażliwość dla wszelkiej ludzkiej słabości (pojęcie grzechu też usunięto w trosce o postępowość doktryny) rozpuściła się całkowicie Boża sprawiedliwość. Nauczanie o Bogu karzącym zaczęto uznawać za nietakt i za dowód ciemnoty. Szczęście człowieka miało się realizować tu i teraz, na tej Ziemi, która przestała być "padołem łez i rozpaczy". "Dobre życie" oznaczało wygodne i spokojne życie doczesne. Posoborowa część Kościoła poczęła tworzyć religię "dobrego samopoczucia" - "dobrych relacji z Bogiem". No, skoro "piekła nie ma, to hulaj dusza". Zbudujemy raj na ziemi - ekologiczny raj na ziemi. I wszystkie elementy tradycji, które mogłyby psuć taki obraz, zaczęto - w trosce o nowoczesność i "dostosowanie do wymogów dnia dzisiejszego" - powoli usuwać. Z tradycyjnego nauczania Kościoła zaczęto wybierać tylko to, co byłoby do przyjęcia dla innych religii i światopoglądów. Głównym przykazaniem "ekumenizmu" stało się bowiem: "nie będziesz drażnił innych religii i światopoglądów". Zaczęto głosić ogólnoludzką wiarę w jakiegoś jednego boga, wspólnego dla wszystkich wyznań i religii, a pytanie o to jak można pogodzić wiarę w Boga W Trójcy Jedynego, w Ojca i Syna i Ducha Świętego np. z religią żydowską zaczęto traktować jako... źle postawione, ba! niestosowne pytanie! Zmieniono znaczenie "tolerancji" ze "znoszenia kogoś/czegoś" na "akceptację bez względu na charakter osoby/rzeczy/zjawiska". Tworzono religię "świętego spokoju" i dobrostanu doczesnego. Aż nagle przyszedł czas próby, "by się ujawniły zamysły serc wielu". Oto... ogłoszono "pandemię" i fałsz wielu sytych funkcjonariuszy "wiary" wyszedł na jaw spod zasłony (maseczki). Jakże wielu "światłych księży" - w owym czasie próby - zapomniało o "nie lękajcie się"! Zaczęto straszyć wiernych "jedyną chorobą" - "śmiertelną (bezobjawową) chorobą", tak, jakby do tej pory nie było znacznie groźniejszych i bardziej śmiertelnych chorób (chodzi o procent przypadków śmiertelnych wobec liczby zachorowań). Bolesny czas próby ujawnił też niszczący charakter soborowej zamiany Ofiary w "ucztę" i odwrócenia się plecami do Boga: skoro nie ma Ofiary, a jest ucztowanie, to każde zagrożenie fizyczne jest jedynie zakłóceniem uczty. Coś przerywa uciechę. Co więcej: zagrożenie, które przerywa "ucztowanie", kiedy jest postrzegane jako zagrożenie śmiertelne, staje się bezsensowne. Skoro posoborowa część Kościoła zrezygnowała z przewodzenia wiernym w drodze do życia wiecznego i przestała traktować Kościół jako znak nadziei na zbawienie duszy, to nic dziwnego, że ową utraconą nadzieję zaczęta pokładać w ziemskich środkach (maseczka, płyn odkażający, ba, nawet szczepionka, która jest produkowana z... nienarodzonych!...). Posoborowi kapłani, bez względu na miejsce w hierarchii, przemienili się w reprezentantów urzędu sanitarno-epidemiologicznego. Strach o "przerwaną ucztę" opanował do tego stopnia posoborową część Kościoła, że nawet przestraszono się święconej wody. Do tej pory to diabeł bał się święconej wody, ale "kowidianie" zaczęli straszyć nią wiernych. Zamaskowany kapłan tego nowego wyznania, dezynfekujący ręce przy ołtarzu-stole, udzielający komunii w gumowych rękawiczkach - na rękę... Czy może być bardziej dobitny dowód niewiary w głoszoną religię? Cóż, że ustami śpiewają: "Kto się w opiekę odda Panu swemu - A całym sercem szczerze ufa Jemu - Śmiele rzec może: Mam obrońcę Boga - Nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga. - Ciebie On z łowczych obieży wyzuje - I w zaraźliwym powietrzu ratuje; - W cieniu swych skrzydeł zachowa cię wiecznie - Pod Jego pióry uleżysz bezpiecznie" (Psalm 90 w tłumaczeniu J. Kochanowskiego), jeżeli serca mają struchlałe ze strachu. To do nich, do tej części Kościoła, która zaczęła budować "nową tradycję" dostosowaną do "współczesnego świata" odnoszą się wszystkie groźne słowa Jezusa Chrystusa o "grobach pobielanych", o kapłanach, którzy zapomnieli, że mają służyć Bogu, a nie ludzkim słabościom. Dzięki Bogu bramy piekielne nie przemogą Kościoła i są kapłani, i są też wierni, którzy nie przelękli się "jedynej obowiązującej choroby" i oddają chwałę Bogu w sposób właściwy i godny. "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." (św. Łukasz 9,23-26). Bo celem człowieka bożego jest wielbienie Boga i troska o zbawienie duszy, a nie zabieganie o ziemskie uciechy. Tym katolicy różnią się od pogan, że nie przedkładają szczęścia doczesnego nad wieczne (które wszak dla pogan nawet nie istnieje: przecież "nasza wiara jest głupstwem dla Greków"). Czy 365 recept na dobre życie jest też zbiorem recept za zbawienie duszy? Jednym słowem czy recepty na "dobre życie" są receptami na dobre życie wieczne? Jeśli nie, to jaki mają sens, skoro nie dotyczą Królestwa Prawdziwego? "Bo królestwo moje nie jest z tego świata". I w tym związaniu z doczesnością posoborowa część Kościoła zdaje się również sprzeciwiać Swojemu Nauczycielowi. A dla "doczesnego człowieka" jeśli Kościół ma być jeszcze jedną częścią tego świata, to po co komu jeszcze jeden doczesny problem? Kościół ma sens tylko wtedy, kiedy jest "znakiem niezgody". A ci wszyscy, którzy chcą z Kościoła zrobić goniącego za nowinkami oportunistycznego i konformistycznego adoratora doraźnej doczesności i wykonawcę urzędniczych zarządzeń może wspomną na uczynione przez Stefana Kisielewskiego podsumowanie istoty zniewolenia: "problem nie w tym, że jest się w du..ie, ale w ty, że się w niej urządza."
Stanisław Klimaszewski MIC, Bóg i wiara w przykładach i anegdotach
Słowa świętych, a obok cytaty z heretyków, bluźnierców, pogan, a nawet dewiantów. Coś jak szyderczy "Złoty łańcuch" św. Tomasza, bo upleciony zgodnie z "nakazami współczesności": by dostosować rzeczywistość nadprzyrodzoną do świata. Coraz słabiej brzmi u wyznawców posoborowej nauki, że "królestwo Moje nie z tego świata" - "Jam zwyciężył świat". W imię "ekumenizmu" zakrywana jest prawda, że "świat, to przestrzeń publiczna wroga Bogu". Książka może sprawić wrażenie chaotycznej zbieraniny, której jedynym celem jest uzasadnienie modernistycznego przymusu, by uznawać wszystkie poglądy religijne za równoważne (oczywiście z wyjątkiem tradycji katolickiej, która ma być zakazana). Każdy pogląd jest dopuszczalny, nie ma prawdy, nie ma fałszu. A zatem: co jest? Wygląda tak, jakby główną troską "kościoła nowego adwentu" było wykręcenie się od obowiązków, jakie nałożył na swych uczniów Jezus Chrystus. Oto bowiem ogromny wysiłek wkłada posoborowy Kościół w to, aby zapoznać i zakryć przed wiernymi Boże nakazy, które wymagają od nich jednoznacznego oddzielania prawdy od fałszu i wytrwałego służenia prawdzie - bezwzględnie i do końca ("niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie", "Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie"). Hierarchowie, którzy przyjęli posoborową doktrynę, jak kapłani oskarżani przez Jezusa Chrystusa, odwracają się od niego (czym innym jest stanięcie placami do tabernakulum?) i, aby zakryć swoje przejście na stronę "świata", zmuszają wiernych, by ci nabrali przekonania, że w zasadzie powinni, jeśli nie wstydzić się swej wiary, to przynajmniej "taktownie" zachować ją jako sprawę czysto prywatną - prywatne "uczucie". Tylko co począć z nakazem Zbawiciela, by jego uczniowie nawracali "błądzących w ciemności": pogan, żydów, heretyków,... ("Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody")? Oto religijny ewenement w dziejach świata: posoborowa religia, która uczy, że inne religie są równie dobre, a nawet czasem lepsze! Tylko po co komu taka religia? Jaki sens ma religia, która sama siebie neguje? A sprawa nie jest błaha, bo tu nie chodzi o te, czy inne poglądy, tylko o to - jak to ujął O. Bonawentura - "czy się będzie zbawionym, czy potępionym". Co prawda nowoczesna religia, ustami "kapłanów nowej ewangelizacji i miłosierdzia" naucza, że nikt nie będzie potępiony, bo "piekła nie ma", ale chyba roztropniej przyjąć jednak naukę, którą Kościół głosił przez dwa tysiące lat i przypomnieć słowa Syna Bożego, że "tego, kto się mnie wyprze przed ludźmi, i ja się wyprę przed moim Ojcem, który jest w niebie", szczególnie zwracając uwagę piewców "ekumenicznego" dogmatu o wszechogarniającym i bezwarunkowym miłosierdziu na następujące zaraz potem słowa Zbawiciela: "Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem i córkę z jej matką, a synową z teściową. I nieprzyjaciółmi człowieka będą jego domownicy. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godny. I kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godny. Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za mną, nie jest mnie godny. Kto znajdzie swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał." (Mat.10:32-42). Zaiste: to nie jest sprawa "poglądów" i "wolności sumienia" - tu chodzi o życie. Życie wieczne. Z Bogiem lub w potępieniu.
Mircea Eliade, Okultyzm, czary, mody kulturalne
Eseje: "Mody kulturalne i religioznawstwo", "Świat, miasto, dom", "Wprowadzenie do mitologii śmierci", "Okultyzm a świat współczesny", "Kilka uwag o czarach w Europie", "Duch, światło i nasienie".
Andrzej Szyjewski, Szamanizm. Mała Biblioteka Religii
Mała Biblioteka "Uczonych W Piśmie". Z książkami tej serii jest pewien problem: otóż wszystkie muszą być zgodne z posoborową ideologią (tzn. ideologią Soboru Watykańskiego II: trwa usilna praca, by narzucić przekonanie, że inne sobory są martwą przeszłością, podobnie jak dwa tysiące lat tradycji Kościoła), a zwłaszcza z doktryną o wielości i równoważności religii, muszą dowodzić rzekomej jedności chrześcijaństwa, a przede wszystkim muszą unikać jak ognia tradycyjnego, zgodnego z nauką Jezusa Chrystusa, katolickiego stosunku do pogaństwa, bałwochwalstwa i bluźnierstwa. Ach, jakie nieekumeniczne pojęcia - jak tak można w ogóle pisać o naszych "braciach z ludu bożego"! A już niech Bóg broni przed używaniem słowa "herezja"! Zdecydowany nakaz Jezusa Chrystusa, by jego uczniowie szli "na cały świat i nauczali inne narody" został zastąpiony przez ideologiczne polecenie "nowej ewangelizacji": "idźcie na cały świat i przepraszajcie wszystkie narody". Doktrynalna, sekciarska, posoborowa ideologia rodzi w związku z tym przedziwne, schizofreniczne wręcz postawy badawcze, charakterystyczne dla zideologizowanej "nauki": otóż badacz tak musi manipulować danymi historycznymi i ich interpretacjami (bywa, że wbrew wewnętrznemu przekonaniu i sumieniu - co bardzo smutne), by pasowały do wytycznych obowiązujących na danym etapie posoborowej walki ideologicznej, w tym wypadku do "ekumenicznego" dyktatu "szacunku do innych religii". Zawsze zgodnie z "prawdą etapu". "Prawda czasu, prawda ekranu" - Miś Ekumeniczny.
ks. Andrzej Zwoliński, Scjentologia. Mała Biblioteka Religii
Wstrząsająca relacja o zniszczeniu duchowym i fizycznym, jakie niesie ze sobą scjentologia. Czyste szataństwo. Wiara katolicka jest wiarą rozumną, a walka z wiarą prawdziwą była zawsze odwróceniem się od rozumu w stronę uczuć i emocji. Czy to będzie protestantyzm, czy inna herezja. Wszystkie sekty bałwochwalcze, bluźniercze i heretyckie budowały swój kult na emocjach, uczuciach, na irracjonalnych popędach, na "przeżyciach". Taki kurs przyjęła też posoborowa sekta, która wszystkimi siłami dąży do protestantyzacji religii katolickiej, do zniszczenia jej racjonalnego charakteru, do jej "poganizacji". Według posoborowej ideologii budowania "ogólnoświatowej ekumenicznej religii jednego boga wszystkich ludzi-braci" rozum ma ustąpić subiektywnym uczuciom, wrażeniom, emocjom. W miejsce racjonalnej wiary prowadzącej do zbawienia duszy próbuje się, stosując wszelkie socjotechniczne środki manipulacji, wstawić religię pogańską, której celem będzie zastąpienie pełnienia woli Bożej "niosącą samozadowolenie osobistą relacją z Bogiem", czyli zamiana racjonalnej wiary w irracjonalną, emocjonalną i histeryczną "relację osobistą" bezgranicznej tolerancji, czyli pobłażliwości dla zła. Tymczasem Bóg obdarzył człowieka rozumem nie dla ozdoby, ale by robił z rozumu użytek. Homo sapiens to stworzenie, które nie działa pod wpływem instynktów, impulsów, emocji, ale stara się poddać je kontrolnej władzy rozumu. Człowiek rozumny nigdy nie będzie niewolnikiem, tymczasem człowiek uczuciowy, emocjonalny jest nieustannie poddawany różnym zniewalającym manipulacjom. Niewolnik doskonały to niewolnik instynktów i emocji. Idealny obywatel nowego porządku świata, w którym masy, oddzielone od elity i poddane totalnej kontroli "sztucznej inteligencji", będą sterowane strachem i pożądaniem. Wiara katolicka jest oczywiście główną przeszkodą takiego pan-zniewolenia. Nic dziwnego, że posoborowa sekta z ataku na racjonalność wiary katolickiej, a więc z ataku na tradycję, uczyniła główny cel swojej "reformy liturgicznej" i "ekumenizmu". Czym się różni posoborowy ekumenizm od różnych sekt? Na stronie 110 czytamy: W oferowanych praktykach 'religijnych' nie chodzi już o wiarę, lecz o przeżycie. Duchowość staje się poszukiwaniem doświadczeń ulepszających i zmieniających życie. (...) 'Kultura konsumpcyjna nadaje priorytet wartości przeżywania - nowego i przyjemnego - i to dotyczy także religii. Dlatego ludzie będą mówić, że to nie ma znaczenia, czy wierzy się w Boga, ważne jest to, czy doświadcza się wewnętrznego spokoju. Kryterium stanowi jakość doświadczenia, a nie prawdziwość doktryny'. I to, żeby być "dobrym człowiekiem". Oto jedna z cech religijności sekciarskiej, "religii z supermarketu" - ciekawe, że opis jak ulał pasuje również do posoborowego "dostosowania wiary do potrzeb współczesnego człowieka". Czyż nie taka jest koncepcja ekumenicznej religii, oferowana w ramach "synodalnego modernizowania i unowocześniania kościoła"? Bezstresowa religia dla bezstresowo wychowanych konsumentów? Każdy człowiek jest dobry (bez względu na to, co robi), piekła nie ma (nawet nie należy wymawiać tego słowa!), a "zdrówko jest najważniejsze". Ale jeśli tak, to dlaczego w ogóle zajmować się "chodzeniem do kościoła"? Może scjentologia jest "fajniejsza"? Dla władców marionetek nie ma znaczenia do jakiej sekty należy niewolnik. Byle tylko nie przyjął nauki Jezusa Chrystusa, przekazywanej przez Kościół od dwóch tysięcy lat (sól w oku reformatorów ekumenicznych), bowiem jest to jedyna wyzwalająca religia, której tak, jak nie oparło się Cesarstwo Rzymskie, tak i nie oprze się żadne inne imperium niewolnicze, nawet najbardziej technologicznie zaawansowane. Reszta to tylko sekty dla histeryków - niewolników doskonałych.
Andrzej Zwoliński, Leksykon współczesnych zagrożeń duchowych
Autor napracował się solidnie. Przeszło sto haseł: od "Agitacja do sekt i nowych ruchów religijnych" do "Zabobon". A po drodze są też m.in: "Charyzmatyczne sekty", "Ekologizm", ""Joga", "Tarot",... nie ma tylko "Dialogizmu". Czyli nie ma w "Leksykonie..." sekty chyba najważniejszej, z punktu widzenia tworzonych przez nią "zagrożeń duchowych". Oto bowiem sekta wewnętrzna, której wyznawcy opanowali nauczanie "soborowe", stopniowo prowadząc do destrukcji katolicyzmu. Jej główne przykazanie można wyrazić słowami autora, który pisząc o ateizmie tak podsumował poświęcony mu rozdział: "Kościół zaleca postawę dialogu, odrzucając zarówno postawę potępienia, jak i obojętności". Majstersztyk nowomowy ekumenicznej: nie wolno potępić, nie wolno być obojętnym. Czyli co pozostaje? Akceptacja. Oto owoc, po którym można poznać posoborową sektę ekumeniczną, sektę "diaologistów". Nie liczy się prawda i dobro: liczy się "dialog", czyli zgoda na fałsz, kłamstwo i zło. Według "dialogistów" Kościół nie powinien nauczać, tylko "dialogować". A zatem rodzic też nie powinien nauczać, karć i nagradzać, tylko "dialogować" (bo dziecku "należy się szacunek", nawet jak zrobi coś złego, niebezpiecznego). Nauczyciel też nie powinien uczyć, pouczać, wymagać i oceniać, tylko "dialogować", (bo uczniowi "należy się szacunek" dla jego lenistwa i głupoty)... "Dialogizm" - herezja, która otwarcie przeciwstawia się przykazaniu Pana Naszego Jezusa Chrystusa, by "wasza mowa była tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi." Jezus Chrystus stworzył Kościół, by ten zachował, bronił i przekazywał nauczanie Boga po odejściu Zbawiciela z tego świata. Nie stworzył Kawiarnianego Klubu Dyskusyjnego, którego członkowie miło mają sobie dyskutować o "sensie życia" na Ziemi. Św. Piotr miał "łowić ludzi", a nie miło z nimi "gawędzić o urokach i pożytkach rybołówstwa śródlądowego". "Łowić", czyli chwytać w sieci. Nie ma mowy o łagodnej perswazji. Chodzi wszak o działanie w sytuacji wyższej konieczności - chodzi o życie lub śmierć. Stawką jest życie wieczne, albo wieczne potępienie, a nie miłe spędzanie czasu, "by nikogo nie urazić". Nie o "dialog" chodzi Bogu, ale o naukę o zbawczej drodze cierpienia. Krzyż jest tą drogą, jedyną drogą, krzyż boleści i zbawienia, a nie dobre samopoczucie sytych, kawiarnianych rozmówców. "Dialog" - XX-wieczny, uniwersytecki bożek. "Dialogizm" - Judasz tryumfujący, Judasz: "święty nowej, globalnej, światowej religii". Apostoł "dialogu międzyreligijnego". A, że oznacza to biczowanie, poniżanie, koronowanie cierniem i wreszcie ukrzyżowanie Zbawiciela? Doprawdy, kulturalni i dobrze wychowani ludzie nie mówią o takich drastycznych rzeczach, trzeba mieć trochę taktu, ważne, że dialogując uczymy się "pięknie różnić". "Różnić się bez różnic" - niby idiotyzm według zasad logiki, ale według logiki szatańskiej, według zasad logiki nauczanej przez "pana kłamstwa" to "prawda". Fałsz przedstawiany jest jako prawda: to oczywiste w świecie, gdzie "wolność to niewola", w którym "ignorancja to siła". "Ekumenizm" - "próba generalna przed piekłem". "Kościół nowego adwentu". "Plemię żmijowe". "Groby pobielane". Kościół Judasza.
Bhagawadgita czyli Pieśń Pana
Fundament etyczny, filozoficzny i mitologiczny literatury indyjskiej. Na stronie 65 czytamy, że "radości, które płyną z obcowania [ze światem zewnętrznym], stają się przyczyną cierpienia, [ponieważ] mają początek i koniec (...), [więc] człowiek przebudzony ich nie ceni.". Wszystko pięknie, ale co zrobić, jeśli ta ascetyczna lektura dostarczy nam - co nie daj boże!, ale jednak - przyjemności? Na szczęście da się osiągnąć owo "przebudzenie" bez studiowania oferowanej książki.
Andrzej Tokarczyk, Hinduizm
Wszystko przypomina senny majak: w kraju ustrojowo ateistycznym książkę z serii "Religie Świata" wydrukowała na ulicy Armii Czerwonej Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza w heroicznym nakładzie 50 000 egzemplarzy. Hinduizm masowego rażenia. Wiadomo: hinduizm jakoś najlepiej pasował do obowiązkowej wizji religii jako opium dla mas. Z naciskiem na opium rzecz jasna. A dodatkowo przecież każdy postępowy intelektualista wie, że katolicyzm to zabobon dla ciemnoty i że nic tak nie podnosi duchowo jak elitarna religia dla wybrańców, czyli wschodnie oświecenie: joga, wege, kamasutra. O kulcie Kali, paleniu wdów, pariasach i innych hinduskich uciechach cielesno-duchowych rzecz jasna ludzie kulturalni taktownie milczą. Tacy są subtelni - dzięki staniu na głowie.
Andrzej Jakimowicz. Sztuka Indii. Szkice
Jak w tytule. Od starożytności do współczesności (choć z tą współczesnością to nie przesadzajmy, wszak książkę wydano w 1967 roku).
Władimir Erman, Eduard Tiomkin, Mity starożytnych Indii
PRL-owskie wydanie przetłumaczonej z rosyjskiego, a wydanej w Związku Sowieckim i napisanej przez autorów o "yevreyskiej" tradycji, rozprawy o indyjskich mitach. To się nazywa multi-kulti!
Aśwaghosza, Wybrane pieśni epiczne
Aśwaghosza (po polsku: Koniogłosy), żyjący w II wieku indyjski filozof-poeta, uznawany za dwunastego patriarchę medytacyjnej linii buddyzmu. Tłumaczenie jego poezji pochodzi z początku XX wieku, czyli z czasów, kiedy podziw dla wschodnich duchowości przybrał rygor salonowego obowiązku. Z sanskrytu przełożył Andrzej Gawroński, a do wydania obecnego (drugiego) przyczynił się Eugeniusz Słuszkiewicz, który pierwsze wydanie przejrzał, uzupełnił, opracował i opatrzył posłowiem.
Tadeusz i Jerzy Piątek, Starokatolicyzm
A to dopiero! Propagandowe PRL-owskie wydawnictwo w służbie "posoborowego ekumenizmu". Komunistom bardzo były na rękę "posoborowe zmiany". Front "ekumeniczny" tworzyli sojusznicy na pozór egzotyczni; ideologicznie - by tak rzec - z "różnych parafii". Ale przecież cel był wspólny: osłabienie katolicyzmu. A taki cel pokazuje, że różnice światopoglądowe nie mają w istocie żadnego znaczenia. Że prawdziwy bój toczy się miedzy dwoma państwami - jak to opisał św. Augustyn: między państwem ziemskim i państwem Bożym. Wszystkie inne podziały to tylko dym, to w istocie tylko kłótnia o słowa, albo mydlenie oczu. Front jest tylko jeden i przebiega nie tylko między instytucjami, organizacjami, ale też przez instytucje, organizacje. I cel jeden: zniszczyć Kościół, jedyną siłę na Ziemi, która jest zdolna przeciwstawić się "siłom postępu" i "nowemu porządkowi świata".
Andrzej Tokarczyk, Trzydzieści wyznań
Księga bałwochwalcza. Spis kultów (i ich ocena) zarejestrowanych w PRL-u.
Koszyk