Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Rozkosze ciała
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
O. Leon Knabit OSB, Nie samą pracą żyje człowiek
0
Opis
O. Leon Knabit OSB, Nie samą pracą żyje człowiek.
Zapis rekolekcji adwentowych z początku XXI wieku. Sędziwy mnich w roli religijnego celebryty, doskonale dopasowującego się do oczekiwań współczesnego, zmaterializowanego i zlaicyzowanego świata, a więc spełniający gorliwie rolę kapłana sekty ekumenicznej. Z wiarą katolicką mają dywagacje benedyktyna mało wspólnego, natomiast są doskonałym przykładem nowomowy posoborowej, której głównym celem jest protestantyzacja nauki Kościoła Katolickiego. Aż dziw bierze, że ten obdarzony niewątpliwym czarem osobistym mnich zapomniał prawie wszystko, czego był uczony za młodu i całkowicie jawnie unika przekazywania podstawowych prawd wiary, zastępując nawet elementarne nauki katechizmu własnymi, boleśnie publicystycznymi opiniami. Zapomniał, a może...? Tak czy inaczej, zawarte w książce elementy nauki katolickiej zestawione z ekumenicznymi z ducha komunałami i przypadkowymi cytatami biblijnymi czynią całe dziełko chaotycznym i smutnym przykładem pomieszania posoborowego. Zamiast z dumą przekazać bogactwo dwóch tysięcy lat nauki Kościoła Katolickiego (a jest z czego wybierać, bo o pracy mówili chyba wszyscy święci) sekta ekumeniczna odwraca się od tradycji i chce sprawiać wrażenie, że przed "drugim watykańskim" nie było nic, a jeśli nawet coś było, to "dla współczesnego człowieka" nie ma wartości, co jest oczywistym obłędem. Świat nadprzyrodzony wyparował, albo został sprowadzony do obrzędowego ornamentu świata doczesnego. Naturalizm zdaje się być jedyną "religią oświeconych". Gazetowe psychologizowanie i fantazjowanie społeczno-polityczne mają zagubionym duszom współczesnym zastąpić "mądrość przedwieczną"? Publicystyczne utyskiwania nad wadami mają zastąpić naukę o grzechach, a więc niestety również - co o wile bardziej dewastujące - o cnotach? Zamiast zachęty do heroicznego "naśladowania Chrystusa" jakieś banalne pocieszenia o tym, że "Chrystus każdego kocha", co jest rozumiane jako bezwarunkowa akceptacja każdego takim, jaki jest, oczywiście razem z jego wszystkim "wadami" (pojęcie grzechu wyparowało z tej "religii dobrego samopoczucia"). Zamiast tradycji Kościoła jakieś mgliste odwoływanie się do... "starszych braci z Izraela". Zamiast, zamiast, zamiast. Wszystko jest "zamiast". Zamiast zatem trawić czas na śledzenie "katolicko-podobnych" refleksji O. Leona należy działać po katolicku, czyli kierować się rozumem: a mówi on, że wiarę poznaje się przez czytanie katechizmu i poznawanie tradycji katolickiej (modlitwa, sakramenty, pokuta, uczynki miłosierdzia, itd.- bez nich oczywiście nie ma wiary, ale nie o nie chodzi w tym kontekście) a nie przez towarzyskie pogaduchy o wszystkim, nawet jeśli gawędzi mnich-celebryta (a może właśnie pomimo?).
Wydawnictwo eSPe, Kraków 2007. Wydanie drugie. Stron 122. Okładka twarda, wszyta zakładka. Książka jak nowa.
Produkty powiązane
o. Leon Knabit OSB, Alfabet
Ciekawe i wyjątkowe spojrzenie na codzienność, która staje się historią (warto porównać z podobnymi spojrzeniami Kisiela. Lema, Mrożka), lub na historię która wciąż żyje w codzienności (np. hasło "Żydzi siedleccy"). Przy okazji alfabetyczny spis myśli na tematy najważniejsze.
Leon Knabit OSB, O radości
Kawiarniana pogaducha (książka jest zapisem rozmowy z Wojciechem Bonowiczem) z czarującym guru-celebrytą sekty posoborowych ekumenistów. Sekta ta, popadająca w coraz większą schizmę z Kościołem Katolickim, bazując jednakże - przynajmniej językowo - na wierze katolickiej (w książce są elementy katolickie), lansuje jednak "dostosowaną do wymogów współczesności" nową religię człowieka i ubóstwienia doczesności. Światem ludzkim, celem ludzkich zabiegów, ma być to, co naturalne, przyrodzone, świat nadprzyrodzony natomiast ma być dodatkiem, uzupełnieniem i wzmocnieniem całkiem potocznych starań o dobre, miłe i przyjemne życie w "powszechnym braterstwie". Temu ma służyć religia. Religia ma przemienić się w pociechę psychologiczną. Ciekawe, że postępowi ekumeniści, przyznający się do katolicyzmu, z uporem maniaka lansują teorię "dostosowania Kościoła do świata" jako... panaceum na chaos i bezsens tego świata! Czyli świat zwija się w chaotycznym danse macabre, bałagan i bezsens osiągają coraz wyższy poziom, a Kościół, który przez dwa tysiące lat w swojej stałej i niezmiennej prawdzie, w bezkompromisowym głoszeniu niezmiennej Dobrej Nowiny, widział jedyny ratunek dla ogłupiałej ludzkości drgającej w konwulsyjnych skurczach ma teraz, "w imię postępu", sam zastąpić swój katolicki porządek posoborowym nieporządkiem! Zamiast jednej Ofiary i jednego uświęconego języka i jednej nauki Kościoła Katolickiego cały wachlarz posoborowych "form uczestnictwa i sprawowania uczty eucharystycznej", poplątanie języków i nieskończona mnogość indywidualnych interpretacji, doktryn, nauczań, wystąpień, etc. Zaprawdę: zamiast panaceum wychodzi pacaneum. Jak można w ogóle nie dostrzegać, że dodawanie do istniejącego bałaganu następnego bałaganu i chaosu (ekumenicznego i synodalnego rzecz jasna) jest jak dolewanie oliwy do ognia? A może o to chodzi - powiedzą niektórzy... . Kto szuka prawdziwej, czystej wiary katolickiej, prawdziwej, niezmiennej nauki Kościoła, "Mądrości Przedwiecznej", kto chce poznać prawdę głoszonego i przechowywanego przezeń depozytu wiary, temu lepiej sięgnąć po mądrość prawdziwą, nauki głoszone przez niezliczonych świętych przedsoborowych oraz po Magisterium Kościoła (chociażby encykliki przesoborowyuch papieży) oraz po Różaniec. Kto natomiast przywiązany jest do gazetowo-telewizyjnej rzeczywistości i w kreowanym tam świecie znajduje swoje miejsce niech nie łudzi się, że w czas kryzysu pouczenia Mnicha-Celebryty sprowadzą nań tytułową "radość". Lektura niewątpliwie sprawi przyjemność zadowolonym z siebie "kulturalnym ludziom wykształconym", czerpiącym w czasie prosperity radość z naturalnych, popularnych i powszechnych aktywności oraz rzeczy. Natomiast w czasie trwogi prawdziwej książka - poprzez swój naturalizm - nie przyda się raczej na nic.
Modlitewnik Ojca Leona Knabita
Modlitewnik, to modlitewnik. A zatem jest zakładka, a oprócz tego są rozważania Ojca Leona na cały rok liturgiczny, nawiązujące do dobranego na każdy dzień cytatu z Ewangelii. W drugiej części modlitewnika Ojciec Leon snuje rozważania w związku z przypadającymi w ciągu roku wspomnieniami, świętami i uroczystościami. W części trzeciej Ojciec Leon zawarł wybór z tradycyjnych modlitw: modlitwy codzienne, modlitwy okolicznościowe, "modlitwy świętych i nieświętych". W tej części zawarte są też litanie, Koronka i Różaniec. A na zakończenie wydawcy umieścili rozmowę z Ojcem Leonem, a w zasadzie rozmowę - laurkę, bo książkę wydano z okazji osiemdziesięciu lat Ojca Leona i pięćdziesięciu sześciu lat jego kapłaństwa.
O. Leon Knabit OSB, Wojciech Stan. Benedyktyni Tynieccy
Jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce - klasztor benedyktynów w Tyńcu. Album, w którym historii zakonu towarzyszy współczesność uchwycona na przeszło setce malowniczych zdjęć z codzienności mnichów. Najlepszym komentarzem do zdjęć okazują się być fragmenty i cytaty z Reguły św. Benedykta. Całość w czterech językach: po polsku, angielsku, francusku i niemiecku.
Tyniec w legendzie, literaturze i na starej fotografii
Niezwykła i piękna książka o niezwykłym i pięknym miejscu. Historia na różne sposoby opowiedziana: jak w tytule.
Anselm Grun OSB, Fidelis Ruppert, Módl się i pracuj
Anselm Grun OSB, Fidelis Ruppert i ich książeczka o sensie i pełni życia. To takie proste. Modlitwa i praca. Jeśli tylko harmonijnie budują każdy dzień trudu. Jednym z największych oszustw pana tego świata jest złuda, że praca ma sens bez modlitwy. Nie ma. Bo "taka jest życia droga: praca, co gnie - ku ziemi, modlitwa, co wznosi - do Boga".
Anselm Grun OSB, Bierzmowanie
Ojciec Anselm Grun OSB napisał krótkie książeczki poświęcone siedmiu sakramentom. Drugi sakrament - po chrzcie - bierzmowanie: czy skłania, tak jak powinien, do "przyjęcia odpowiedzialności za własne życie"? Czy "daje siłę"?
Anselm Grun OSB, Doświadczyć Boga całym sobą
Doświadczyć Boga całym sobą, czyli jak poczuć i czuć Jego obecność. Dla poszukujących duchowych uniesień (kontemplacja, medytacja, mistycyzm), które można zdobyć i praktykować w codzienności.
Anselm Grun OSB, Eucharystia. Przemiana
Psycholog, występujący również jako "mnich benedyktyński", wyznawca C.G.Junga, kapłan religii dobrego samopoczucia. W wydanych pod jego nazwiskiem prawie 300 (!) książkach współczesny miłośnik dobrego życia doczesnego znajdzie standardowe nauki, typowe dla XX-wiecznej psychologii. Ubrane w szatę "porad religijnych" i "duchowych" stawiają znak równości między psychologicznym samozadowoleniem, a życiem duchowym. Znika zbawienie duszy i współpraca z łaską Bożą - pojawia się dążenie do samozadowolenia zdobywanego na drodze samodzielnych wysiłków (samodzielnych, ale pod kierownictwem, rzecz jasna, wszystkowiedzących psychologów, którzy są co najmniej sceptyczni wobec nauczania Jezusa Chrystusa). Znika ofiara i pokuta, modlitwa, pojawia się "medytacja" i wszechmocne "ćwiczenia oddechu". Znika Zbawiciel, pojawiają się bogowie filozofów. Matka Boska i święci? Ani słowa - za to Jung, Buber, Teilhard de Chardin, Durckheim, itd, itd. We współczesnym "nauczaniu duchowym" to, co nadprzyrodzone wypierane jest przez to, co przyrodzone, doczesne. Znika rzeczywistość nadprzyrodzona, a jedyna rzeczywistość jaka istnieje dla ekumenicznych guru, to rzeczywistość doczesna. Znika Bóg jako Ojciec i Stwórca, jako dawca talentów, którymi zostaliśmy obdarzeni, abyśmy - z dziękczynieniem dla Boga - służyli innym, a pojawia się bożek pogan, który ma służyć nam, w naszych wysiłkach zdobywania prozaicznej, doczesnej, całkowicie ziemskiej "satysfakcji z życia". "Przemiana" obiecywana przez tytuł nie polega na doskonaleniu się w cnotach, ale na zaakceptowaniu i pokochaniu swoich wad. Jednym słowem "przemiana" nie polega na walce ze złem i na dążeniu do dobra, ale sprowadza się do zabawy, do kuglarstwa czysto językowego: wystarczy zło nazwać dobrem i po sprawie. Wystarczy? "Kochaj (Boga) i rób, co chcesz" - nauczał św. Augustyn. "Kochaj (siebie) i rób co chcesz" - uczą z kolei szamani "nowego adwentu". Miłość Boga oznacza życie według Bożych przykazań. Miłość siebie oznacza życie wbrew tym przykazaniom. Jeśli ktoś jeszcze nie widzi różnicy, to przypomnijmy czym skusił w Raju wąż Adama i Ewę: zajmijcie się sobą - radził z troską - Bóg wam nie jest do niczego potrzebny, "na pewno nie umrzecie" bez Boga (Księga Rodzaju 3:1-4). Tak, szatan jest ojcem kłamstwa, tego najważniejszego kłamstwa, które rodzi śmierć i "płacz i zgrzytanie zębów". Tym kłamstwem fundamentalnym, kłamstwem, którym tumani ludzkość od zarania jest przekonanie, że istnieje świat poza Bogiem, świat bez Boga, świat bezstresowy, w którym można dobrze żyć, dobrze się urządzić, dobrze zabawiać i "się nie pomrze". Przy tym kłamstwie nie trzeba już niczego więcej. Ono jest najpewniejszym przewodnikiem do piekła. Takim oto darem dla zagubionych dusz jest "przemiana przez samorealizację".
Anselm Grun OSB, Wiara zmianą wizji Boga, ludzi i świata
Gulasz modernistyczny: trochę okrawków z różnych religii i filozofii zanurzonych w sosie z psychologicznym, a wszystko doprawione ogólną teorią dobrego samopoczucia. Tak rozumie religię posoborowa sekta ekumeniczna: jako jedną z teorii spokojnego życia. Równie dobrą jak każda inna - ostatecznie nie ma braterstwa bez równości. Tylko dlaczego miałoby się wierzyć akurat Anselmowi Grunowi? A skoro wszystkie "religie" są siebie warte, to nie ma prawdy. Jest tylko fałsz i kłamstwo. Kłamstwo drogą życia?! A przecież wystarczyłoby chwilę zastanowić się nad tym, czego naucza Kościół, a co "Jezus odpowiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem". (Jan 14).
Anselm Grun, Autosugestia. Jak myśleć pozytywnie
Tytuły rozdziałów w sposób oczywisty ujawniają treść książeczki: poznamy zatem znaczenie myśli w starożytnym monastycyzmie, istotę i działanie negatywnych i pozytywnych autosugestii, dowiemy się o autosugestiach w psychologii, by - poprzez metody obchodzenia się z myślami - dojść do wiary, czyli do czynienia tak, jakby...
Anselm Grun, Eucharystia. Przemiana i zjednoczenie
Anselm Grun, schizmatyk - jeden z piewców posoborowej schizmy w kościele katolickim i guru posoborowej sekty, terroryzującej od przeszło pół wieku wiernych. Autor - jak Koziołek Matołek, który "po calutkim szukał świecie tego, co jest całkiem blisko" - też podróżuje "szeroką i wygodną drogą", z kim się da i dokąd się da (byle tylko nie do zbawienia duszy i byle nie z Ojcami Kościoła!). Za przewodników - jako człowiek nowoczesny - obiera sobie psychologów. Przez grzeczność wspomina nawet czasem Jezusa Chrystusa, ale delikatnie i tak, by nie psuć przyjemnego nastroju biesiady. Ostatecznie msza to przecież taka grupa terapeutyczna. Wszak w życiu mamy tyle kłopotów i problemów. Musimy gdzieś "podładować akumulatory". Uprawiana przez schizmatyków "uczta", "biesiada terapeutyczna", ma zastąpić Ofiarę Mszy Świętej - Mszę Wszechczasów. A dlaczego? Bo podobno tak nakazuje "miłosierdzie" - byśmy sobie miło poucztowali. Ważny też jest wystrój "sali biesiadnej" - stół pośrodku, a naokoło dobrzy ludzie, którzy się sympatycznie do siebie uśmiechają. A jak im przyjdzie ochota, to niech sobie nawet potańczą (tak, w kościele! Mogą "wzbogacić eucharystię medytacyjnym tańcem" - s.55)!. I ważne, żeby dekoracje były też takie jakieś budujące: coś odpowiedniego dla osób troszczących się o "rozwój duchowy", jakieś duchowe figurki, oczywiście z całego świata. Może budda? Albo paciamama? Mogą też pobełkotać "w duchu", niby "jak Apostołowie w Dniu Zesłania Ducha Świętego". A, że Apostołowie nie bełkotali bez sensu, tylko po zesłaniu Ducha Świętego jak najbardziej z sensem i zrozumiale głosili w różnych językach Dobrą Nowinę, to tym schizmatycy posoborowi się nie przejmują. Niech sobie "wierni" pobełkoczą i myślą, że tak przemawia przez nich duch (że przemawia jakiś "duch" to pewne, tak jak pewne jest, że to nie Duch Święty, który - będąc Osobą Trójcy Świętej - nie pozbawia ludzi rozumu). Byle było miło i sympatycznie. Bo chodzi o nasze zdrowie, bo przecież "najważniejsze jest zdrówko". Ekumeniczna nowomowa w psychologicznym sosie. Grun, osoba duchowna nie zdaje sobie sprawy, że Kościół i Msza to nie jest intelektualna zabawa, tylko sprawa wieczności, sprawa życia i śmierci: życia z Bogiem lub śmierci - potępienia? Nie zdaje sobie sprawy, że niszcząc Mszę uderza w powszechność Kościoła, tym samym w Samego Zbawiciela, w Jego Ofiarę? Nie zdaje sobie sprawy, że centralne miejsce w życiu Chrystusa zajmuje męka, a w życiu człowieka krzyż, czego nieustannym wspomnieniem i obrzędem jest Msza Święta? Nie zdaje sobie sprawy, że głosi herezje, bałwochwalstwo, bluźnierstwo, propaguje pogańskie obrzędy i zaleca bezczeszczenie świątyni? "Napisane jest: 'Mój dom będzie domem modlitwy', a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców' " (Łk 19, 45-48). A zbójca to nie dobroczyńca - to niszczyciel. Choć przedstawia się jako pełen troski nauczyciel to jest przecież "wilkiem w owczej skórze". Niszczyciel z premedytacją uderzający w Kościół Katolicki. Wszak "katolicki" znaczy "powszechny": na całym świecie, o tej samej porze dnia i nocy, w tym samym języku składana jest Ofiara i głoszona jest taka sama nauka. Czy dziwne, że "bramy piekielne" nie ustają w wysiłku, by tę powszechność zniszczyć? By zastąpić ją "kościołami narodowymi", czyli kościołem chaosu z "mszą nowego porządku", wszędzie inną, zależną od chwilowych nastrojów, emocji, pełną - zamiast nauki o Zbawieniu - bełkotu i histerii? Bez krzyża, cierpienia, ofiary, czyli bez Jezusa. Kościół katolicki, Kościół wierny tradycji jest Kościołem walczącym na Ziemi w obronie nauki Pana naszego Jezusa Chrystusa. Stąd też główne uderzenie przeciwnika wiary prawdziwej skierowane jest przeciwko Kościołowi powszechnemu, czyli Katolickiemu. Posoborowi schizmatycy, modernistyczni sekciarze wymagają, by dwa tysiące lat tradycji i nauczania zostało odrzucone, zapomniane i potępione - wszystkie sobory mają być zapomniane. Ma zostać tylko "ekumeniczny watykański drugi". Kościół ma zatem przestać być katolicki - a to oznacza, że go po prostu ma nie być. Czy szatan mógłby chcieć czegoś więcej?
Anselm Grun, Jezus, nauczyciel zbawienia. Ewangelia Św. Mateusza
Znany autor analizuje "ulubioną Ewangelię wczesnego kościoła".
Anselm Grun, Ludzi prowadzić - budzić życie
Patchwork idei i pomysłów w służbie teorii zarzadzania. "Reguła św. Benedykta" w nowoczesnej, czyli modernistycznej interpretacji. Jak to, co duchowe i nadprzyrodzone przemienić w całkiem świeckie i przyrodzone. O ile tradycyjna duchowość wykorzystywała naturalne środki do osiągania celów "nie z tego świata", o tyle współcześnie pojmowane i interpretowane dzieła duchowe wieków minionych mają prowadzić do celów całkiem prozaicznych. Jeszcze jedna droga do zdobycia i utrzymania dobrostanu doczesnego. Stąd podtytuł: "Co ma do powiedzenia Reguła św. Benedykta tym, którzy zajmują kierownicze stanowiska".
Anselm Grun, O duchowości inaczej
"Pojąć, to, co nas spotyka, będziemy mogli dopiero wtedy gdy wyczerpią się wszystkie nasze możliwości i gdy zrezygnujemy z prób ulepszania siebie samego o własnych siłach. Dopiero wówczas wraz ze świętym Pawłem będziemy mogli rozpoznać, czym tak na prawdę jest łaska Boga, która w naszej słabości osiąga swoja pełnię". Tak kończy się książka - a zaczyna mądrość życia. Kto ma oczy, niechaj czyta. Kto ma serce, niechaj rozumie.
Anselm Grun, Walczyć i kochać
Byle było nowocześnie: jak najmniej tradycji Kościoła, jak najwięcej mądrości tego świata. Nowocześnie, postępowo, więc zapomnijmy o grzechu (zwłaszcza pierworodnym), o pokucie, umartwieniu, modlitwie, o zbawieniu i o potępieniu, a słuchajmy "uczonych w pismach", "mędrców tego świata", filozofów, psychologów, itp. nawet, jeśli otwarcie bluźnią bądź głoszą czyste herezje. Zapomnijmy o rzeczywistości nadprzyrodzonej, zatraćmy się w w tym, co przyrodzone (nawet dosłownie - w przyrodzeniu). Nowoczesny chrześcijanin idealny, to chrześcijanin akceptujący wszystko, czym świat się zachwyca i wstydzący się wszystkiego, czego nauczał Kościół od zarania. Nie wznosi oczu ku niebu - kontempluje własny pępek (i to, co poniżej). Z nieznajomości prawd wiary, z głupoty, przyjmie każde twierdzenie, byle się zaprzeć własnej tradycji. Celem człowieka przestaje być zbawienie duszy, a staje się wygodne, "bezstresowe" życie, "realizacja siebie", "poszukiwanie tożsamości". Tylko co to ma wspólnego z nauką Pana Naszego Jezusa Chrystusa o konieczności zaparcia się siebie i wzięcia krzyża? Jak to pogodzić, z nauką, że "Królestwo Moje nie jest z tego świata"? Dlaczego "posoborowa" ideologia nakazuje, by o Jezusie Chrystusie pouczali wiernych poganie, heretycy, bałwochwalcy, bluźniercy? Przecież to tak, jakby czerpać nauki o Dobrej Nowinie nie z Ewangelii, ale z tego, co mają do powiedzenia o Zbawieniu Herod, Piłat, Judasz! Dlaczego "posoborowa sekta" nakazuje, by wierni, zamiast czytać pisma Świętych Kościoła Katolickiego czytali i czerpali nauki z pism mędrków całkiem nie świętych i całkiem z tego świata? Przecież ktoś, kto uznaje mądrość większą ponad naukę Jezusa Chrystusa sam wyklucza się ze wspólnoty Kościoła Powszechnego. Nowoczesność w domu i w zagrodzie i hulaj dusza, piekła nie ma (albo jeśli jest, to jest puste), a wszystko, czego nauczał Kościół przez dwa tysiące lat należy - w imię oświeconego postępu - zniszczyć, zakazać i zapomnieć. Chesterton radził, aby zanim zacznie się usuwać dawne rozwiązania, sprawdzić, dlaczego nasi przodkowie je wprowadzili. Może był jakiś powód? Ale "nowoczesny chrześcijanin" gardzi przeszłością i odwraca nakaz posłuszeństwa nakazując Kościołowi dostosowywać się do świata. Kocha "demokrację" i gardzi hierarchicznością Kościoła. Ale czym jest "demokracja" bez poszanowania tradycji? "Demokracja to przekonanie, że nie można nikogo wykluczyć ze względu na urodzenie. Tradycja, natomiast mówi, że nie można nikogo wykluczyć ze względu na śmierć" (znowu Chesterton). Demokracja bez tradycji staje się tyranią i dyktaturą ignorantów i dewiacyjnych mniejszości. Ciekawe, że wielu krytyków własnej, katolickiej tradycji rozczula się i wzrusza hymnem na cześć tradycji wyśpiewanym na początku "Skrzypka na dachu". A może to nie jest ciekawe, tylko oczywiste? Bezstresowa wiara dla bezstresowo wychowanych pokoleń. Ludzie bez tradycji, to ludzie znikąd, więc i donikąd zmierzają. Z pustki w pustkę. Z nicości w otchłań... . Ale za to jak higienicznie!
Anselm Grun. Sercem i wszystkimi zmysłami
Podtytuł: "Refleksje na każdy dzień roku". Bestseller. Książkę napisał słynny mnich benedyktyński, ale jego refleksje - choć przypisane konkretnym datom - nie są związane z czytaniami przewidzianymi na owe dni. Może dlatego książka nie ma imprimatur?
Lolek. Dzieciństwo i młodość Karola Wojtyły. Film DVD
O "Lolku", młodym Karolu Wojtyle, opowiadają jego najbliżsi. Jan Paweł II - jedyny Papież, przy imieniu którego wspomina się jego narodowość. Mówi się: Papież-Polak. A dlaczego nikt nie mówi "Papież-Niemiec", albo "Papież-Argentyńczyk"? Czy narodowość ma znaczenie dla chrześcijanina? "Skoro jeden mówi: ja jestem Pawła, a drugi: ja jestem Apollosa, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku?" (Św. Paweł, 1 Kor. 3,4)
Marek Lasota, Donos na Wojtyłę
PRL przeciwko Wojtyle. To niesamowite, jaką armię kreatur i ile instytucji zaangażowało państwo przeciwko jednemu człowiekowi. Podłość jako fundament PRL-u. Biorąc pod uwagę liczebność, zaangażowanie i poświęcenie tej armii - bardzo solidny i -jak pokazała przyszłość - trwały fundament. I wszystko w dokumentach.
Vittorio Possenti, Rewolucja ducha. Doktryna społeczna Kościoła widziana oczyma kard. Karola Wojtyły
Posoborowa sekta Młodszych Braci w Wierze i wywiad z jej przyszłym przywódcą duchowym na temat dlaczego "kościół nowego adwentu" zastąpił katolicką naukę o zbawieniu nauką o "prymacie osoby", czyli dlaczego zastąpił głoszenie Ewangelii "zainteresowaniem osobą ludzką i jej rozwojem". Klasyczna pozycja nowomowy ekumenicznej.
Cuda. Z archiwum Procesu Beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Książka z filmem DVD "Cud"
Święty. Dlaczego? Może największym cudem była kanonizacja JPII? Zwłaszcza na tle świętych męczenników, którzy cierpieli prześladowania, tortury i oddawali życie za wiarę. Wszak "Jan Paweł Wielki" głosił mi.in., że w każdej religii były "ziarna prawdy", co w istocie było zanegowaniem sensu ofiary męczenników. Dlaczego bronili się przed oddaniem czci bożkom pogańskim? Wystarczyło, na żądanie cesarskich urzędników, zapalić kadzidełko rzymskim bożkom (wszak w tych kultach też, jak we wszystkich innych, musiały być "ziarna prawdy") i po sprawie, można było wrócić do swojej religii. Jacy fanatyczni, nietolerancyjni fundamentaliści byli ci pierwsi chrześcijanie! Może trzeba za to przeprosić wszystkich pogan? Może to było powodem "świętości" JPII - to przepraszanie "w imieniu kościoła" wszystkich i za wszystko? Bo najważniejsze, by było braterstwo: by było miło i żeby był święty spokój. Taki święty od świętego spokoju?
Dekalog. Przemówienia Jana Pawła II z objazdu Polski w czerwcu 1991 roku, 3 płyty CD
"Papież-Polak" dla wielu rodaków największy święty Kościoła, bo po pierwsze "nasz ci on", a po drugie wiadomo - kremówki. A, że jego słowa i czyny sprzeciwiały się często nauczaniu Jezusa Chrystusa i tradycji Kościoła, to co z tego? Przecież on wielki jest, bo po pierwsze nasz ci on, a po drugie - kremówki. I tak dookoła Wojtek. Tak pojmują katolicyzm zakochani w Wojtyle Karolu. Tymczasem dla wielu katolików ten niespełniony aktor i literat, który przyjął na siebie rolę papieża, utwierdził proces odłączania się od Kościoła ekumenicznej sekty posoborowej. Podróżując po świecie niszczył świadomie powszechny i apostolski charakter Kościoła poprzez podporządkowywanie się i schlebianie lokalnym tradycjom, a poprzez uczynienie z uczuć i emocji osnowy swych występów mącił racjonalny charakter wiary, co na potrzeby marketingu religijnego nazwano "nową ewangelizacją". Dobitnym świadectwem tej nowej - de facto - religii są prezentowane nagrania. "Niech wasza mowa będzie tak-tak, nie-nie. A co nadto jest..." (Mt 5,37). A no właśnie. Aż nadto tego jest: trzy płyty występów oratorskich "papieża Polaka". Kwintesencja posoborowej nowomowy. "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami” (Mt 7, 15). [Fałszywych proroków] poznacie po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7, 15-17). Jakie - po 30 latach - są owoce "nauczania Papieża-Polaka"? Jak wygląda Kościół na początku XXI wieku - "ekumeniczna wspólnota pielgrzymująca"? Dokąd dopielgrzymowali słuchacze nowomowy ekumenicznej? Dokąd zawędrowała posoborowa sekta ekumeniczna, która otwarcie wyparła się katolickiej wiary? Oto owoce: chaos doktrynalny, walka z tradycją, deptanie Ofiary Chrystusa i wyparcie się Jego nauczania, zastąpienie nadprzyrodzonego powołania człowieka naturalistyczną, doczesną ideologią globalnego szczęścia doczesnego, porzucenie działania ku Chwale Bożej na rzecz budowania doczesnego "braterstwa", praktykowanie i promocja grzechów, a szczególnie tych wołających o pomstę do nieba - przeciwnych naturze, pochwała herezji, masowe apostazje, zanik powołań, celebracja zabobonów i oddawanie hołdów innym religiom i bożkom, bluźnierstwa, bałwochwalstwo i bezczeszczenie świątyń, plaga "rozwodów" kościelnych, rzeź nienarodzonych, eugeniczna selekcja "wadliwych płodów", powszechna i porażająca nieznajomość podstawowych prawd wiary i elementarnego katechizmu, współpraca hierarchii z wielkimi korporacjami we wmuszaniu wiernym niebezpiecznych dla ciała i ducha "produktów" tych korporacji,... Litości! Kto ma czas, niech słucha. Natomiast wiernym Kościoła Katolickiego, pozostającym przy Jego nauczaniu i tradycji, niniejsze wydawnictwo stworzy niewątpliwie doskonałą okazję do modlitwy o nawrócenie błądzących - tym bardziej, że do takiej modlitwy nie jest konieczne wysłuchanie nagranych przemówień.
Drogi Krzyżowe w Koloseum z Janem Pawłem II
Rozważania i teksty modlitw z Wielkich Piątków: 20 kwietnia 1984, 22 marca 1991, 21 kwietnia 2000, 18 kwietnia 2003 - Jan Paweł II. Wielki Piątek 29 marca 2002: rozważania przygotowane przez czternastu świeckich dziennikarzy, kobiet i mężczyzn, akredytowanych przy biurze prasowym Stolicy Apostolskiej. Wielki Piątek 9 kwietnia 2004 rozważania i teksty modlitw przygotował O. Andre Louf, trapista. Rozważania i teksty modlitw z Wielkiego Piątku 25 marca 2005: kard. Joseph Ratzinger.
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II
Redemptor Hominis, Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki
Kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki Redemptor Hominis. Oprócz niej tom zawiera zatem: Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
Jan Kanty Pawluśkiewicz, Leszek Aleksander Moczulski, Radość miłosierdzia, płyta CD
Patetyczna i głośna (czasem nawet bardzo głośna) akademia na cześć. Podniosły temat ma przysłonić gorzką i wstydliwą prawdę o bezwstydnej wręcz komercjalizacji "Papieża Polaka" (jedyny papież, przy którym wymienia się jego narodowość). Cudowna okazja do zarabiania pieniędzy - kult JP II. Bo oto (jak pisze na okładce wydawca) mamy "utwór zamówiony przez Filharmonię Poznańską z okazji 30.rocznicy wyboru Kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową". Przeszło setka wykonawców (ich lista, tzn. lista płac, robi wrażenie), kilkudziesięciu sponsorów. Jest bardzo górnie i podniośle. Przesłanie twórców otwierające album też jest ponadczasowe (tzn. można zastąpić podmiot panegiryku dowolnym innym adresatem, nawet Leninem, i będzie równie pięknie i podniośle). The show must go on...
Jan Paweł II w Szczecinie
Podtytuł: Meldunki operacyjne Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych z 1987 roku. A tak o książce pisze Wydawca: "W czerwcu 2007 r. minęło dwadzieścia lat od wizyty w Szczecinie Ojca Świętego Jana Pawła II. Jubileusz stał się okazją do wspomnień oraz przyczynkiem do tego, aby wydać materiały źródłowe nawiązujące do pamiętnych dla miasta wydarzeń. Publikowane dokumenty – meldunki operacyjne, które naczelnicy Wydziałów IV i V Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Szczecinie kierowali do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie – zawierają informacje o sytuacji w relacjach państwo–Kościół na Pomorzu Zachodnim, przygotowaniach, przebiegu i echach papieskiej wizyty."
Jan Paweł II, Dzieje Polski
Każdemu przywołanemu wydarzeniu towarzyszy fragment związanego z nim dokumentu historycznego oraz - jako komentarz - odpowiedni cytat z pism, wystąpień i homilii Jana Pawła II.
Jan Paweł II, Encyklopedia Nauczania Moralnego
Około 300 haseł: od "Aborcja" do "Żal za grzechy" i "Życie - wartość życia". Spisane alfabetycznie.
Jan Paweł II, Encyklopedia Nauczania Społecznego
Od "Agresja" do "Związki zawodowe". Przeszło sto haseł.
Jan Paweł II, Homilie na Boże Narodzenie
Pięknie wydane z adekwatnymi reprodukcjami dzieł sztuki sakralnej. Jest co oglądać.
Jan Paweł II, O życiu. Aborcja, eutanazja, wojna
Odwieczna walka, która toczy się tu, na Ziemi: dobra (życia) ze złem (śmiercią). Dlaczego wciąż tak wielu obdarzonych darem niezwykłym - cudem życia - oddaje swoje zdolności na służbę zła, śmierci? Nie wiedzą co czynią? Jeśli służba złu jest wynikiem niewiedzy niniejsza książka pozwoli rozświetlić jej mroki. Problem w tym, że życie w mroku, choć budzi tęsknotę za światłem, może budzić też lęk. Wszak wyjście z jaskini musi być boleśnie oślepiające. A lęk może być silniejszy od naturalnej i wrodzonej tęsknoty każdego bijącego serca...
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość
Jan Paweł II, ogłoszony "świętym", o nieświętym świecie przełomu tysiącleci. Świat nie jest święty, ale dlaczego "świętym" został Karol Wojtyła? No, wiadomo, bo Polak! Ale dlaczego jeszcze? Czy dlatego, że "ekumenicznie" wprowadzając do Kościoła herezje i bezbożność, walczył (z zapałem inkwizytora) jedynie z tradycją katolicką? Czy dlatego może, że nie wiedział (bo jeśli wiedział, to akceptował!) o pleniących się w Kościele grzechach wołających o pomstę do nieba? A może dlatego, że przez ostatnie lata życia był najprawdopodobniej jedynie parawanem dla "posoborowych reformatorów" walczących z wiarą prawdziwą? Słynne zdanie z pierwszej "pielgrzymki do ojczyzny": "niech zstąpi duch Twój i odmieni oblicze ziemi, tej ziemi" budzi - w kontekście przemian, które zaszły w kościele i w Polsce w następnych latach - obawę o to, jakiego "ducha" wzywał Wojtyła. Bo jeśli po owocach mamy poznawać to czy boskiemu działaniu można przypisać plagę rozwodów, powszechne życie w grzechu, mordowanie dzieci w majestacie prawa państwowego, zapaść demograficzną, powszechne wśród hierarchów bezbożne i obrzydliwe praktyki, wulgarność i powszechne zdziczenie obyczajów pospolitych, kierowanie wszystkich wysiłków jedynie na zapewnienie materialnego dobrobytu, nieczystość jako zabawę, itd. Czyj to zatem "duch" zstąpił na "tę ziemię" na wezwanie Karola Wojtyły? Duch Boży?! Wolne żarty! Książka napisana "stylem Wojtyły", czyli w sposób całkiem przeciwny zaleceniu Pana Naszego Jezusa Chrystusa, by nasza "mowa była tak - tak, nie - nie, bo wszystko, co ponad to od złego pochodzi". Język Wojtyły to gwara filozoficzna pełna wieloznaczności i rozmywająca każdą kwestię, nużąca i jakże daleka od języka Ewangelii. Jan Paweł II: niespełniony filozof, aktor, poeta... . Ale w Polsce, dla wielu, bardziej święty od Boga. Wszak wielu, czcząc i celebrując Wojtyłę, zdaje się w tym kulcie widzieć spełnienie wszystkich nakazów katechizmu.
Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny. Przemówienia, homilie.
Pielgrzymki z lat: 1979, 1983, 1987, 1991, 1995, 1997, 1999, 2002.
Janusz Poniewierski, Gesty Jana Pawła II
Próba odczytania znaczeń i sensów tego, co robił, a nie tego, co mówił, Jan Paweł II. Mniemanologia stosowana - wersja apologetyczna.
Maciej Zięba OP, Epoka Jana Pawła II. Zrozumieć niezwykły pontyfikat.
Tytuł jest mylący: nie chodzi o zrozumienie, ale o laurkę.
Niestrudzony pielgrzym miłości, 104 podróże papieża Jana Pawła II
Propagandowa agitka nowej, "światowej religii". Album, w którym zdjęciom towarzyszą streszczenia politycznych przemówień (polityczny wymiar "homilii" najlepiej podkreślało ich częste przerywanie oklaskami) wygłaszanych w ewangelicznej nowomowie. Jan Paweł II - wielu Polakom zastąpił Boga, a "opowieść o kremówkach" wyrosła ponad przypowieści ewangeliczne. Dlaczego został świętym i to w trybie ekspresowym? Bo był Polakiem, przed którym cały świat padł na kolana z podziwu i z uwielbienia - takie jest powszechne przekonanie, a jakakolwiek próba nawet lekkiej krytyki "Papieża Polaka" (ciekawe, że w Polsce przy żadnym innym papieżu nie wymienia się jego narodowości) jest aktem samobójczym. Tymczasem, jeśli JP II jest świętym, to świętym nie może być np. święty Andrzej Bobola. Wszak jeśli posoborowi ideolodzy mają rację, to cała historia Kościoła okazuje się jedną wielką pomyłką: dwa tysiące lat błędów w liturgii i w wierze. Niezliczone zastępy świętych i męczenników, których "krew była nasieniem wiary", którzy znosili niewyobrażalne kaźnie za głoszenie swej wiary i oddawali w męczarniach życie za głoszenie nauczania Jezusa Chrystusa i odprawianie Mszy Wszechczasów okazały się - według nauk posoborowych - rzeszami religijnych fanatyków, którzy cierpieli i ginęli bez sensu: wystarczyło przecież tylko zapalić kadzidełko przed jakimś bożkiem, oddać pokłon jakiemuś idolowi, wspólnie odprawić modły w pogańskiej, czy heretyckiej świątyni i zakwitło by "królestwo miłości". Oto "nowa ewangelizacja". Dlaczego zatem ani Jezus Chrystus, ani Apostołowie nie modlili się w pogańskich świątyniach? Czyżby nie pojęli chrześcijaństwa? Dlaczego Apostołowie obalali idole zamiast modlić się przed nimi? Nie rozumieli ekumenizmu chrześcijańskiego? Dlaczego Jezus Chrystus i Apostołowie nie przepraszali wszystkich za wszystko, a szczególnie żydów za swoją wiarę? Dlaczego nie całowali z szacunkiem pogańskich "świętych ksiąg"? Nawet Jan Chrzciciel straszliwie się mylił: przecież każde małżeństwo można "unieważnić" (w imię "miłości"). Przez dwa tysiące lat celem chrześcijaństwa była walka o zbawienie dusz, a papieże byli stróżami depozytu wiary. Posoborowi papieże uznali, że są nie strażnikami tradycji, ale twórcami nowego kultu, z nową liturgią, obrzędami i nowymi prawdami wiary. "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata...". Zamiast być znakiem sprzeciwu stali się celebrytami tego świata, stali się ikonami pop kultury. W zabiegach o poklask tłumu wyznawcy posoborowej ideologii poczęli głosić i wspierać herezje, oddawać się bluźnierstwom i bałwochwalstwu. To "odwrócenie się do ludzi" odbyło się nawet symbolicznie, w "nowej mszy", przez stanięcie plecami do Boga (zresztą kto tam wierzy, że w tabernakulum jest Bóg? - "opłatek" przecież można wziąć na rękę). Kościół, według soborowych reformatorów, przestał być Kościołem walczącym, cierpiącym i tryumfującym, a stał się budowniczym, wespół z możnymi tego świata, "nowej cywilizacji - cywilizacji miłości". "Trzeba walczyć o demokrację, tolerancją i różnorodność" (rzecz jasna postulat tolerancji i różnorodności obejmuje wszystko, z wyjątkiem tradycji Kościoła). I o ten "nowy, wspaniały świat" trzeba walczyć całkiem ziemskimi środkami. Zanegowano nadprzyrodzony charakter religii sprowadzając ją do ideologii "solidaryzmu społecznego". Zamiast wezwania do pokuty posoborowa sekta głosi nakaz dążenia do spokojnego dobrobytu. Dobro, które ma zwalczać zło, to już nie modlitwa, post i jałmużna, to nie uczynki miłosierne wobec duszy i ciała, tylko "miłość" rozumiana tak, jak rozumie ją nastolatek, czyli jako popęd, jako sentyment, jako uczucie (podjęta przez Benedykta XVI próba przypomnienia przynajmniej pewnego zarysu nauki Kościoła o miłości przeminęła "jak sen jaki złoty"). Świat nie chciał dotychczas słuchać nauki Kościoła, więc posoborowi ideolodzy kościelni postanowili, że skoro ludzie nie żyją tak, jak naucza Kościół, to Kościół powinien nauczać tak, jak żyją ludzie. Skoro pijak nie przestaje pić i nie słucha przestróg trzeźwego, to niech trzeźwy też zacznie pić - w ramach walki z pijaństwem. Niech abstynent uczy się abstynencji od pijaka i niech go naśladuje, a na pewno zwalczy pijaństwo. Zgodnie z takim tokiem myślenia wywrócono nauczanie kościoła do góry nogami: cisi i pokorni mają uczyć się pokory i ćwiczyć w tej cnocie od pysznego i próżnego świata, cnotę czystości najlepiej posiąść przez naśladowanie wyuzdania, rozwiązłości i zboczeń światowych, wstrzemięźliwość hartuje się najlepiej poprzez dogadzanie swoim impulsom i instynktom, a człowiek myślący, homo sapiens, "obraz i podobieństwo Boże", najbardziej potwierdza swoją rozumność rezygnując z rozumu i woli na rzecz nieopanowanych niczym uczuć i emocji. Hulaj dusza, grzechu i piekła nie ma, a Bóg jest miłosierny, więc wszystko wybaczy. Oto nowa religia tej "cywilizacji miłości": "róbta co chceta, tylko chodźta (czasem) do kościoła (wszystko jedno jakiego)". Ba, ale po co? Wszak nowa "religia człowieka i miłości" nie potrzebuje świątyń: "kochać się" można przecież wszędzie. Tylko skoro jest tak pięknie, to dlaczego już słychać tętent Czterech Jeźdźców Apokalipsy? Na ostatnich zdjęciach w książce widać starca z pustymi oczami, zgarbionego na tronie. Kto - i jak długo - skrywał się za "Papieżem Polakiem" wykorzystując, jako zasłonę i tarczę, jego "publiczny wizerunek pielgrzyma miłości"? Wielki szyderca - pan tego świata? Modernizm puszy się i pyszni, ale wszystko do czasu, bowiem powiedziane jest, że "pośle Syn człowieczy Anioły swoje, a zbiorą z królestwa jego wszystkie pogorszenia i te, którzy czynią nieprawość i wrzucą je w piec ognisty; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tedy sprawiedliwi świecić będą jako słońce w królestwie Ojca ich. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha." (Mat.13, 41-43)
Operacja „Zorza II”. Służba Bezpieczeństwa i Komitet Wojewódzki PZPR wobec wizyty Jana Pawła II w Trójmieście (czerwiec 1987)
Książki takie jak ta pokazują w sposób niezwykle bolesny jak zbrodniczą organizacją była PZPR i jej szefostwo. Sposobem sprawowania władzy była prowokacja, manipulacja, kłamstwo, zdrada, terror, pogarda wobec ludzi, zwykłych ludzi i zbrodnia. A jedynym celem sprawowania władzy było zachowanie pozycji poza i ponad prawem oraz wyjątkowo uprzywilejowanej pozycji ekonomicznej. Nie zaskakuje traktowanie państwa jako narzędzia służącemu tylko jednej "grupie" społecznej i wykorzystywanie jego instytucji do realizacji zbrodniczych celów tej grupy i do zwykłego bogacenia się. Trudno po lekturze nie mieć wrażenia, że "teorie spiskowe" mają jednak swoje uzasadnienie. System manipulacji i oszustwa, w którym bardzo szybko znalazło swoje miejsce wielu "opozycjonistów". I towarzyszący temu system nieustannego finansowego i materialnego nagradzania za służenie partii. W tym kontekście nie może dziwić nazwanie jednego z głównych zbrodniarzy komunistycznych - Kiszczaka - "człowiekiem honoru". I nie zaskakują honory, jakie świadczono po zgonie sowieckiemu agentowi Jaruzelskiemu. Bezkarność państwowych przestępców i zbrodniarzy. Po lekturze tej książki trudno podważyć opinie, że III Rzeczpospolita powinna być nazwana PRL-bis. "Nasz naród jak lawa" - dzisiaj to opis czy życzenie?
bp Grzegorz Ryś, Błogosławiona między niewiastami. Księga Judyty
Pozdrowienie, jakim wierni - naśladując Elżbietę - czczą Maryję: "błogosławionaś Ty miedzy niewiastami". Katechizm Kościoła Katolickiego tak uczy: ""Posłanie Marii zostało przygotowane w Starym Przymierzu przez posłanie wielu świętych kobiet. Mimo swego nieposłuszeństwa, Ewa już na początku otrzymuje obietnicę potomstwa, która odniesie zwycięstwo nad złym oraz obietnicę, że będzie matką wszystkich żyjących. Na mocy tej obietnicy Sara poczęła syna mimo swego podeszłego wieku. Wbrew wszelkim ludzkim oczekiwaniom Bóg wybiera to, co było uważane za niemocne i słabe, by pokazać wierność swojej obietnicy: Annę, matkę Samuela, Deborę, Rut, Judytę i Esterę oraz wiele innych kobiet. Maryja zajmuje pierwsze miejsce wśród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia (...) po długim oczekiwaniu spełnienia obietnicy, przychodzi pełnia czasu i nastaje nowa ekonomia zbawienia" (pkt. 489). Bp Kazimierz Romaniuk dodaje: "Z konieczności niejako [Elżbieta] porównywała się z nimi, nie wyłączając z tych zestawień Matki Syna Człowieczego. Otóż ta ostatnia, na tle wszystkich pozostałych, okazała się szczególnie błogosławiona między niewiastami." Dla bp Grzegorza Rysia błogosławioną niewiastą jest Judyta.
Bp Grzegorz Ryś, Ecce Homo
Luźne fantazje protestanckiego celebryty - występującego publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego - o Bracie Albercie. Święty ma służyć autorowi jako zasłona dla protestanckiego nauczania i modernistycznej nowomowy.
Bp Grzegorz Ryś, Mandatum. To czyńcie na moją pamiątkę
Protestancki celebryta występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego (zawsze w nowych strojach - miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych). W tym dziele spragniony odnowienia ducha czytelnik znajdzie ekumeniczne rozważania na temat miłości bliźniego tak jak je rozumie "kościół nowego adwentu". Dla szukających nauki Kościoła Katolickiego książka będzie stratą czasu.
bp Grzegorz Ryś, Pierwsze jest pierwsze
bp Grzegorz Ryś w kolejnej odsłonie ewangelicznej nowomowy. Już sam tytuł poraża głębią: jest absolutnie prawdziwy - jak każda tautologia. Tylko nic z niej - jak to z tautologii - nie wynika. Coś jakby elitarna, XXI-wieczna, wersja "koń, jaki jest, każdy widzi". Grzegorz Ryś powtarza ciągle, że Bóg nas kocha. Ale, nie wspomina - pewnie przez delikatność - że ta miłość jest wymagająca, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia, odwrócenia się od grzechu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. I, że jeśli grzechu nie porzucimy, to jednocześnie odrzucimy Jego Miłość. Że oprócz Bożej Miłości istnieje również Boża Sprawiedliwość, a czym ona jest, o tym poucza tradycja Kościoła. Niestety, tradycyjna nauka Kościoła zdaje się kłócić z religią dobrego samopoczucia, którą lansuje hierarcha. Czy bp Ryś czytał "Dzienniczek" św. Faustyny? Że Bóg mnie kocha - to oczywiste, ale czy ja kocham Boga? Kocham, to znaczy czy przestrzegam jego przykazań? Nie to, czy odczuwam rozkoszne, "mistyczne uniesienia", ale czy w codziennym życiu przestrzegam jego przykazań? Zbawienie nie jest automatyczne i bezwarunkowe. To zależy tylko od nas, od naszej woli i rozumu, czy czeka nas życie wieczne, czy wieczne potępienie. Z dwóch łotrów tylko jeden trafi z Jezusem Chrystusem do raju. Ale w towarzystwie kulturalnych ludzi o takich rzeczach - jak piekło - się nie wspomina. Jak w domu powieszonego nie mówi się o sznurze, tak w domu idących na zatracenie nie wspomina się o grzechu. Chrześcijaństwo bez krzyża. Taka ma być religia kościoła ekumeniczno-ekologicznego. Nowa ewangelizacja z nową "ewangelią". Wygodna, sympatyczna i szeroka jest droga, która prowadzi do zatracania i większość tą drogą kroczy, a raczej mknie, "posuwa suvami". W pogańskim świecie bożkowie są czczeni, bo mają służyć do polepszenia życia: do pomnożenia majątku, do życia w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Chrześcijanin natomiast ma naśladować Chrystusa, a więc służyć Bogu i służyć ludziom, bo to jest istota miłości chrześcijańskiej. Chrześcijanin żyje nie po to, aby mu służono, ale po to, aby on - w posłuszeństwie nakazom Bożym - służył swoimi talentami innym. A więc nie tylko głodnych karmił i przyodziewał nagich, ale i po to, by wątpiącym dobrze radził, strapionych pocieszał, nieumiejętnych pouczał, a grzeszących upominał. Nie zwodził oszukanym miłosierdziem, ale okazał im miłość prawdziwą, miłość Chrystusową poprzez troskę o zbawienie ich dusz. Bo nikt, kto nie wyrzeknie się grzechu, zbawienia nie dostąpi. Miłosierdzie Boże każdemu daje szansę, ale tak niewielu z tej szansy skorzysta. Może przez zwodzących na manowce nauczycieli?
Bp Grzegorz Ryś, Rut Moabitka krewna Boga
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. Miłośnik kolorowych wdzianek w stylu szat liturgicznych. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie "zapis konferencji wygłoszonych podczas XXXII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej 6-11 VIII 2013".
bp Grzegorz Ryś, Skandal miłosierdzia
Sprawa jest ważna, więc wydawca na okładce pisze, że trzeba ją "wykrzyczeć". "Wykrzyczeć sprawę", a najlepiej "całemu światu". Gazetowe, powtarzane bezmyślnie i przy lada okazji, sformułowanie, które ma dowodzić, że ktoś ma rację w jakiejś sprawie. Sprawę "trzeba wykrzyczeć" i dowód zamknięty. Jakże to dalekie od nakazu, by być "cichym i pokornego serca". Ale książkę (jeszcze jedną?! co za witalność literacka!) napisał bp Grzegorz Ryś, który ma swoją wizję nauczania chrześcijańskiego. Skoro - jak twierdzi - "wszyscy ludzie wierzą w jednego boga" również nauka o miłosierdziu musi być dopasowana do takiej wiary. A zatem miłosierdzie - wg tej religii równości wszystkich religii - jest bezwarunkowe, przebaczenie i nawrócenie nie stawia warunków. Szczery żal za grzechy jest zbędny, wystarczy uznać swoją niedoskonałość. Miłosierdzie jest darmowe. Wygląda na to, że z dwóch łotrów obaj, i ten żałujący za grzechy i ten bluźniący pychą, "jeszcze dziś będą w niebie"?! A zatem hulaj dusza, piekła nie ma. I śmiało, bo "ile razy rezygnujemy z własnej wolności, tyle razy oddalamy się od Boga" (jak przekonuje bp Ryś na str.72). Ciekawa interpretacja wezwania do zaparcia się siebie. I co zrobić w tej sytuacji z "bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na Ziemi"? I jak rozumieć wyznanie św. Pawła z "Listu do Galatów": "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego" (Ga 2,20). Czyżby też oddalił się od Boga? Uczony w Piśmie bp Ryś, celebryta ekumenizmu, pisze nowy katechizm? Pamiętajmy zatem, że "nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). "Rzekł znowu do swoich uczniów: «Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!" (Łk 17,1). Książka, rzecz jasna, bez Imprimatur.
bp Grzegorz Ryś, Wiara z lewej, prawej i bożej strony
Biskup Grzegorz Ryś wybrał przeszło pięćdziesiąt cytatów z Ewangelii i opatrzył je swoim komentarzem. Jak bardzo swoim? Jeśli książkę wydaje wydawnictwo Księży Jezuitów i nie ma w niej "Imprimatur", to jest pewne, że będzie to wykład "ekumeniczny", a nie katolicki.
bp Grzegorz Ryś. Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna
Biskup naucza o "trzech filarach chrześcijańskiego życia", ale książka bez imprimatur, więc gdyby nie literki "bp" mógłby ktoś pomyśleć, że są to prywatne refleksje "pana Grzegorza Rysia". I takie one w zasadzie są - bo z nauczaniem Kościoła Katolickiego wydrukowane dywagacje nie mają wiele wspólnego.
Czy wiara ma sens? Na pytania młodych odpowiada Bp Grzegorz Ryś
Książka wydana w roku 2014, w szczycie "posoborowej" propagandy sukcesu. Ekumenizm ideologiczny, czyli zamiast wzywania do posłuszeństwa woli Bożej i zamiast walki o zbawienie dusz rojenia, że "wszyscy ludzie będą braćmi", a zamiast walki z grzechem działalność "społecznie użyteczna". Zadowolony z siebie i z życia celebryta religijny przekonuje, że wiara ma sens, bo dzięki niej żyje się nam lepiej. Ludzie są życzliwi, troszczą się o naturę, lepiej się czują i mogą się realizować, a przed nami tylko świetlana przyszłość, bo jest "pokolenie JP II". "Wiara" jako dodatek do wygodnego życia. W ekumenicznej nowomowie unika się się spraw nieprzyjemnych, więc kulturalny hierarcha nie wspomina o zaparciu się siebie, o wzięciu krzyża i naśladowaniu Jezusa Chrystusa - o jedynej drodze zbawienia, jedynym celu życia na tym świecie. Fundamentalizm posoborowy zakazuje zatem nie tylko "nawracania" ale i wzywania, by z grzechem "walczyć aż do krwi", bo, co prawda, Chrystus nakazał, by grzeszące oko wyłupać, ale przecież każdy wie, że nie należy rozumieć tego dosłownie, a poza tym wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (jakiegoś "jednego boga"). I oczywiście nie należy wspominać o śmierci, która przyjdzie jak złodziej i o tym, że oprócz Nieba czeka też Piekło. Że prócz miłosierdzia jest też Boża sprawiedliwość, a Bóg - jako sędzia sprawiedliwy - za dobro nagrodzi, ale za zło ukarze. Nie, ludzie kulturalni w XXI wieku nie straszą przecież takimi "średniowiecznymi zabobonami". I pysznił się posoborowy fundamentalizm, kwitła religijna cepelia, aż nagle bach, babę w piach. Nagle przerwało się pasmo sukcesów nowoewangelizacyjnych, a "kulturalny dyskurs" zabrzmiał jak cymbał brzmiący. Rząd ogłosił epidemię, sparaliżował państwo, a posoborowi księża gorliwie przyjęli na siebie rolę wolontariuszy państwowego systemu sanitarnego i ze strachu nie tylko przegonili ludzi z kościołów (!), ale zakazali im używania święconej wody i ogłosili, że Ciało Pańskie może zarażać. Zapomnieli o "nie lękajcie się", zapomnieli, że mają być sprzeciwem wobec świata i zajęli się kowidowymi strachami, tak, jakby do tej pory nie było groźniejszych chorób. Każdego miesiąca przybywały dziesiątki tysięcy (!) ludzi zmarłych na inne choroby, a których się nie leczyło, bo rząd uznał, że jest tylko jedna choroba - kowid, a zastraszeni księża nawet o innych chorobach i chorych nie wspominali modląc się do szczepionki "przeciwko groźnemu wirusowi". Oto wiara posoborowych celebrytów w działaniu. W godzinie próby okazali jej prawdziwy sens: STRACH. Strach o życie doczesne. A zatem czy wiara, która jest strachem ma sens? Albo Dobra Nowina, albo strach o utratę majątku, zdrowia, życia. Nie ma "trzeciej drogi". Jest albo droga z Chrystusem, albo przeciw Bogu. "Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." (Łk 9, 23-27). Ciekawe, czy Bp Grzegorz Ryś umie pogodzić te słowa ze szczepionką robioną z zabitych dzieci i jak będzie w tej sytuacji przekonywał "pokolenie JP II", które wyszło na ulice krzycząc wulgarne obelgi w obronie "prawa do aborcji", że nie należy mordować nienarodzonych. Pewnie napisze nową książkę. Może teraz dostrzeże nadzieję w pacziamamie? "Nowa ewangelizacja" nie powiedziała przecież jeszcze ostatniego słowa... Tak oto Kościół który był i jest wojujący, cierpiący i tryumfujący, a który miał stać się - według ideologii ekumenizmu - jedynie pielgrzymujący, gdy przyszła godzina próby, czyli czas, który z woli Bożej ma "ujawniać zamysły serc wielu", stanął w prawdzie. I okazało się, że posoborowa część Kościoła, tak elokwentna i celebrycka, w praktyce nawet nie jest "pielgrzymująca". Jest "bojąca" i "czmychająca ze świątyń". "Po owocach poznacie ich". (Mt. 7, 15-20). "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." (Mt. 23, 27-28)
Grzegorz Ryś, Bogaci Jego ubóstwem
Niezmordowany w pisarstwie i w występach publicznych Grzegorz Ryś (bez dodatku "bp", a książka bez "imprimatur", więc można założyć, że publikacja zawiera "cywilne" dywagacje autora) w swoim klasycznym stylu ekumenicznej nowomowy rozważa kwestię ubóstwa. Filozofowie wiedzą, że najlepiej takie problemy, podobnie jak i temat ascezy, rozważa się w miłym towarzystwie, w czasie sympatycznej biesiady. Na stronie 41 znajdujemy jednak przypomnienie dawnej, tradycyjnej nauki Kościoła: "To jest nauka o tak zwanym superflua: jeśli mamy coś ponad godziwy stan posiadania, to nie jest nasze. Gdy się tym dzielimy, dzielimy się więc ze sprawiedliwości, a nie z jałmużny, a nie z miłosierdzia. O jałmużnie czy miłosierdziu możemy mówić tylko wtedy, gdy się dzielimy tym, czego nie mamy, gdy dajemy, choć sami cierpimy biedę". No właśnie: w roku 2014 jeszcze coś z tradycji warte było przypomnienia...
Grzegorz Ryś, Dzieci królestwa
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie zapis rekolekcji prowadzonych w 2013 roku, we Wrocławiu. Nauczanie biskupa-celebryty wydrukowane, ale książka - co oczywiste - bez imprimatur.
Grzegorz Ryś, Stało się słowo
Grzegorz Ryś (tym razem bez tytułu "bp") i zapis jego adwentowych rekolekcji z 2009 roku. Wydali dominikanie, ale niezobowiązująco, bez imprimatur, ot tak, żeby sobie poczytać jakby co, w wolnej chwili, czy coś. Ekumeniczna nowomowa "pleni się w podniosłej atmosferze".
Koszyk