Wyszukiwarka
Zaloguj się
Stanisław Zasada, Niewyjaśnione fakty II wojny światowej
Podtytuł: "Zbrodnie, tajemnice, akcje wywiadu", a na tylnej okładce wydawca zachęca: "zagadki historii, które wciąż czekają ma rozwiązanie". Książkę napisał reporter, więc notatkom z przeszłości towarzyszą relacje osobiste, krótkie wspomnienia uczestników opisywanych "tajemnic i zagadek".
Stanisław Zieliński, Kiełbie we łbie
"Kiełbie we łbie", czyli "masz pan małe rybki w głowie" (jak to brzmi w żydowskiej wersji filmowego Grunspana, wściekającego się na Moryca Welta), czyli wspominkowy groch z kapustą. Dzieciństwo, dwudziestolecie międzywojenne, kresy i Warszawa w sielankowych obrazach z przeszłości.
Stanisława Fleszarowa - Muskat, Czterech mężczyzn na brzegu lasu
Oferowana książka to jedna z 4 w naszym Antykwariacie (przy każdej zamieszczamy w zasadzie ten sam opis) i jedna z 700 (!) rzeczy napisanych przez pisarkę, działaczkę PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej, odznaczoną m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, wydawaną w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, czytaną w zasadzie tylko przez kobiety (ale za to liczne), "Rodziewiczównę PRL-u". Świat pięknych kobiet i podziwiających je mężczyzn, których głównym zadaniem jest spełnianie kaprysów "płci pięknej", "słabej płci" (jak zwano w XX wieku kobiety, które wcześniej zwano niewiastami, białogłowami - wszak słowo "kobieta" pierwotnie miało znaczenie pejoratywne).
Stanisława Fleszarowa - Muskat, Most nad rwącą rzeką
Oferowana książka to jedna z 4 w naszym Antykwariacie (przy każdej zamieszczamy w zasadzie ten sam opis) i jedna z 700 (!) rzeczy napisanych przez pisarkę, działaczkę PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej, odznaczoną m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, wydawaną w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, czytaną w zasadzie tylko przez kobiety (ale za to liczne), "Rodziewiczównę PRL-u". Świat pięknych kobiet i podziwiających je mężczyzn, których głównym zadaniem jest spełnianie kaprysów "płci pięknej", "słabej płci" (jak zwano w XX wieku kobiety, które wcześniej zwano niewiastami, białogłowami - wszak słowo "kobieta" pierwotnie miało znaczenie pejoratywne).
Stanisława Fleszarowa - Muskat, Pod jednym dachem pod jednym niebem
Oferowana książka to jedna z 4 w naszym Antykwariacie (przy każdej zamieszczamy w zasadzie ten sam opis) i jedna z 700 (!) rzeczy napisanych przez pisarkę, działaczkę PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej, odznaczoną m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, wydawaną w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, czytaną w zasadzie tylko przez kobiety (ale za to liczne), "Rodziewiczównę PRL-u". Świat pięknych kobiet i podziwiających je mężczyzn, których głównym zadaniem jest spełnianie kaprysów "płci pięknej", "słabej płci" (jak zwano w XX wieku kobiety, które wcześniej zwano niewiastami, białogłowami - wszak słowo "kobieta" pierwotnie miało znaczenie pejoratywne).
Stanisława Fleszarowa - Muskat, Zatoka śpiewających traw
Oferowana książka to jedna z 700 (!) rzeczy napisanych przez pisarkę, działaczkę PZPR i Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej, odznaczoną m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, wydawaną w dziesiątkach tysiący egzemplarzy "Rodziewiczównę PRL-u".
Stanisława Przybyszewska, Listy, tom I
Pierwszy z trzech tomów listów (prawie siedemset stron!), które powstały w czasach przed przejęciem poczty przez sztuczną inteligencję. Pytanie, czy dzisiaj, w dobie "poczty elektronicznej", "edytorów tekstów" i "translatorów" tomów tych byłoby kilkadziesiąt? Czy współczesna łatwość wymiany "poczty" oraz możliwość pisania bez oglądania się na poprawność językową, niezliczona ilość "maili", przekłada się na jakość literacką? Czy upowszechniona poczty mieści się jeszcze w dziale "literatura"? Jednym słowem, czy komputeryzacja, czyli ułatwienie techniczne, a więc obniżenie wymagań czasowych i technicznych dotyczących samego aktu pisania oraz wysyłania korespondencji, nie zaowocowało obniżeniem wszystkich standardów, w tym intelektualnych, jednocześnie pozbawiając pisanie listów waloru literackiego? Wszak łatwość komunikacji nie musi oznaczać, że komunikuje się treści istotne. Czy technika nie zabiła ducha? Jest to jedno z pytań, które stawiali sobie "ludzie ducha" z początków XX wieku, które pojawia się też w listach Przybyszewskiej. Korespondencja z lat 1913 - 1929. Nie ma życia poza literaturą - duchy wyższe spełniają się w niej: to, czego nie mogą przelać na papier, nie istnieje. Ba, a ile rzeczy zaistniało tylko dlatego, że zostały opisane/zapisane? Listy przemieniają błahą codzienność w ponadczasową doniosłość lub stwarzają z niczego, wywołują z niebytu, powołują do istnienia - poprzez zapisanie - rzeczy, które stają się bardziej realne niż te, które zaszły rzeczywiście, a które nie zasłużyły na zanotowanie. Zapisanie daje życie (wieczne?), przemilczenie uśmierca (na zawsze?). O ile w powieści autor tworzy fikcję - życie bohaterom, o tyle w listach przemienia swoje życie, koryguje, szlifuje i poddaje obróbce by uczynić siebie bohaterem. A jeśli jeszcze uznaje się, że duch twórczy jest solą istnienia, a codzienność i potoczność jest niemal tego istnienia zaprzeczeniem, to - czy oprócz pogardy dla codziennej krzątaniny "zwykłych ludzi" (tych, skoro nie służą postępowi i żyją prozaiczną codziennością, można przecież zamienić w nawóz historii) - nie popadnie się w rozpacz, że będąc duchem wybranym, jest się jednocześnie tak mocno związanym, a więc spospolitowanym, koniecznymi ramami egzystencji biologicznej? I tak, jak dziennik/pamiętnik może stać się listem do nieznanego, przyszłego czytelnika, tak listy stać się mogą dziennikiem osobistej podróży w szaleństwo. Tom pierwszy - dokument podróży z czasów, gdy w epistolografię (duchów wyższych) pojmowano jako część literatury.
Stanisława Przybyszewska, Sprawa Dantona
Stanisława Przybyszewska, przedwcześnie i tragicznie zmarła pisarka, zmaga się z dramatem francuskiej krwawej dyktatury, terroru po 1789 roku. Sprawa Dantona - "kronika sceniczna", jak ją nazwała autorka - została sfilmowana przez polskiego reżysera i z udziałem polskich aktorów, ale we Francji, bo PRL-u, w owym czasie, dogorywał "sowiecki realny socjalizm" przybierając jawną postać dyktatury - "stanu wojennego".
23,76 zł
Stary Testament, Historia Zbawienia i Ewangelia Jezusa
Stary Testament, Historia Zbawienia i Ewangelia Jezusa w wydaniu, którego głównym założeniem było przedstawienie historycznego i społecznego tła oraz kontekstu biblijnych zdarzeń. Ilustracje towarzyszą tekstowi i stanowią istotny element całości: mapy, wykresy, plany, zdjęcia, tablice chronologiczne. Teksty Pisma Świętego według wydania Pallottinum, Poznań 1978 i 1980.
15,04 zł
Stefan Amsterdamski, Między historią a metodą
"Między historią a metodą" nosi podtytuł "spory o racjonalność nauki". A to dopiero! Irracjonalna nauka, nauka, która może nie być królestwem rozumu! Jeśli już i nauka budzi uzasadnione wątpliwości co do rozumności człowieka, to co oznacza dumna nazwa "homo sapiens"? I miało być tak pięknie: oto "człowiek" (co brzmiało tak dumnie) ogłosił śmierć Boga (co brzmiało tak odważnie). Miał być dzwon potężny rozumu, a tu zabrzmiał jeno cymbał. Ba! Wszystko zabrzmiało i głupio i pusto. Chciało się pokazać (Bogu, którego rzecz jasna zupełnie, ale to zupełnie nie ma), że można zbudować raj na ziemi. I wyszło piekło - za to bardzo naukowo wymyślone i zbudowane. Paradoks: jeśli wszystko jest irracjonalne to i sąd o irracjonalności racjonalnie wywiedziony być nie może... Cóż za bełkot... Miałyby rację Luter pisząc, że nauka jest ladacznicą i to najgorszego rodzaju?
27,99 zł
Stefan Amsterdamski, Nauka a porządek świata
Rozważania o istocie fenomenu, jakim jest nauka, prowadzone w PRL-u, ale pod wpływem dokonań T.S. Kuhna. "Nauka" i "porządek świata". "Nauka" - wyjątkowe osiągnięcie kultury i cywilizacji, które zawdzięczamy chrześcijaństwu: to wiara, która mówi, że świat jest "porządkiem" właśnie, a nie chaosem, bo jest celowym, rozumnym ("matematycznym") i dobrym dziełem Boga, darem dla człowieka, ukochanego dziecka. Po drugie: obowiązkiem człowieka jest dziękczynienie Bogu za jego dary, a najlepiej można wyrazić wdzięczność pełnym zachwytu poznaniem dzieła Bożego. Po to, prócz ducha, dany został człowiekowi rozum. Po trzecie świat materialny, jako dzieło dobrego Boga, jest darem bezcennym i ma służyć człowiekowi, należy więc go poznawać, by mądrze czynić "Ziemię sobie poddaną". Oto owoc chrześcijaństwa: bez chrześcijaństwa nie byłoby naszej "nauki", bez Kościoła nie byłoby uniwersytetów (Lewis, Russo, ...). Trudno w to uwierzyć w czasach, gdy "naukę" zniewoliły pieniądze ("naukowcy" jako niewolnicy wielkich korporacji, nie chodzi o prawdę, ale o zysk), a oświeceniowe pyszne odwrócenie się od Boga otworzyło drogę do gwałtu na naturze i jej wyniszczającej eksploatacji. Wszak "jeśli Boga nie ma, więc wszystko wolno" jak zauważył Dostojewski. Bardzo ciekawe, jak te sprawy próbowano badać w PRL-u, pod władzą "marksistowskiego paradygmatu" i stanu wojennego.
7,91 zł
Stefan Bratkowski, Nieco inna historia cywilizacji
Dzieje banków, bankierów i obrotu pieniężnego. Taki podtytuł.
5,43 zł
Stefan Chwin, Złoty pelikan
Próba zapełnienia pustki życia nowymi pustymi gestami, zdarzeniami, co nazywa się potocznie "zmianą życia". Niby wszystko się w życiu bohatera zmienia, ale czy rzeczywiście? Juk w "Układzie" Kazana: zmiana jest zmianą pozorną, jeśli ogranicza się tylko do zmiany układu, a nie jest podstawową przemianą życia, jego fundamentów. Czyli: na czym, na kim, opierasz swoje życie? Słoma jest tylko słomą. Tyle tych zmian... Jak u Barei: "zmiany, zmiany, zmiany" - "zmiana partnera", "zmiana pracy". Ale jeśli "zmiana" oznacza zmianę miejsca pracy, przejście do innej firmy i robienie tego samego, tylko z innymi ludźmi, to w istocie jest to tylko zmianą miejsca, niczym więcej. Dalej jest się najemnikiem, popychlem, czasem bardzo dobrze opłacanym, ale jednak popychlem - niewolnikiem. Prawda, dzięki kredytom można mieć złote łańcuchy...
Stefan Kieniewicz, Warszawa w Powstaniu Styczniowym
Czyta się jak dobrą powieść. Niestety, to nie wymyślona z talentem "wciągająca fabuła", to prawdziwe, tragiczne losy miasta i mieszkańców: czas walki, zdrady, konspiracji, nadziei, straconych złudzeń...
4,54 zł
Stefan Kisielewski, Abecadło Kisiela
Gdyby w książce było hasło "Kisiel", to pewnie byłoby jakoś tak: "Kisiel... ciekawa postać... uznawany za strasznego krytyka komuny, ale z komunistami umiał jakoś żyć, zawsze jakoś umiał się ustawić... nawet mieszkał w najlepszej dzielnicy, na najlepszej ulicy, takie przedwojenne kamienice z ogromnymi mieszkaniami tylko dla władzy. Zawsze umiał tak powiedzieć, by było ciekawie i błyskotliwie, ale żeby nie przekroczyć pewnych granic... Bywało, że dostawał w kość, że go nie drukowali, nawet swoi, ale zawsze jakoś stawał na nogi... Widać, że oni wszyscy się jakoś znali i choć czasem jeden drugiemu przysolił, to nie bardzo mogli bez siebie żyć... Taki klincz absolutny... Lubił pokazywać język jak go fotografowali... Wydał "Alfabet", Waldorff napisał, że to książeczka pełna dziur, a nawet fałszywek, ale "Dzienniki" są całkiem, całkiem... ". Abecadło z pieca spadło.
4,53 zł
Stefan Kisielewski, Dzienniki
Widział więcej, rozumiał lepiej, pisał ciekawiej. PRL od środka w relacji uczestnika i krytyka. Opisy zdarzeń i portrety polityków PRL, z których wielu przemienionych w "budowniczych III RP", chętnie zapomniałoby o tym, co pisał o nich "Kisiel".
7,89 zł
Stefan Kisielewski, Powieści sensacyjne
Cztery powieści sensacyjne z lat powojennych, z początków PRL-u: Miałem tylko jedno życie, Kobiety i telefon, Przygoda w Warszawie, Zbrodnia w dzielnicy północnej. Miało być ich dwanaście, ale jakoś "Kisielowi" nie wyszło. Może dlatego, że nie są to "czyste" kryminały, tylko "kryminały społeczne", dla których wątek kryminalny jest tylko pretekstem, a istotę stanowią dywagacje społeczno-ideologiczne? Coś na kształt dokonań łysenkowskiej, sowieckiej genetyki, np. jak skrzyżowanie pomidora z kartoflem: z niemałym trudem prawie się udało, niemal pełen sukces. Co prawda otrzymana krzyżówka była połączeniem liści ziemniaka z korzeniami pomidora, ale nikt nie tracił nadziei, że odwrotnie też się uda. Niestety, nie udało się...
22,21 zł
Stefan Kisielewski, Romans Zimowy
Stefan Kisielewski, ukryty przed PRL-owską cenzurą pod pseudonimem Tomasz Staliński, popełnił (bo inaczej chyba nie można tego nazwać) powieść - socrealistyczny produkcyjniak z wątkiem romansowym. Wydał to pisarstwo Instytut Literacki w Paryżu. Dzisiaj powieść ma w zasadzie jedynie walor poznawczy dla poszukujących odpowiedzi na pytanie czym było i jak wyglądało życie w PRL-u i jakie problemy codzienne gnębiły warszawską "inteligencję techniczną" oraz co doskwierało socjalistycznemu przemysłowi ciężkiemu. Walor literacki blednie wobec waloru poznawczego - historycznego. A nawet i to "świadectwo historyczne" jest bardzo specyficznym, bardzo indywidualnym raportem z życia w "socjalistycznej stolicy", w końcu rządów towarzysza Władysława Gomułki (dla przyjaciół - sowieckich agentów - "towarzysza Wiesława"). Sama książka - jako przedmiot - też jest świadectwem historycznym: choć była kopią wydania "paryskiej Kultury" miała akcept - chyba już jeden z ostatnich! - "cenzury" (A-74/271) i była sprzedawana w "normalnej" księgarni (na dowód paragon na 5000 złotych - tyle kosztowała na przełomie lat 1989/1990).
4,53 zł
Stefan Morawski, Wybór pism estetycznych
"Nauki społeczne". Najpierw tą "nauką" był marksizm, a potem (wraz z uwiądem "realnego socjalizmu") inne ideologie - zależnie od mody, koniunktury politycznej, czy wreszcie zależnie tylko do pieniędzy, czyli od grantów i stypendiów. Teraz jest "dżender", bo na nim najwięcej się zarabia. Ciekawe, co będzie następne? Bez względu jednak na to, co to będzie, to na pewno to "coś" będzie jeszcze bardziej "naukowe". Możliwe, że nawet tak, jak naukowy był marksizm: do bólu. Prawdziwego.
Koszyk
29,00 zł
19,04 zł