Wyszukiwarka
Zaloguj się
Zbigniew Galiński, Wda z dopływami
PRL-owski sposób na wakacje i na spędzanie wolnego czasu (ale nie weekendów, bo czegoś takiego wówczas nie było: w PRL-u wolne były tylko niedziele i święta, w soboty trwała normalna nauka i praca - choć w trochę krótszym czasie). Książka powstała w świecie całkiem minionym, bo w PRL-u aktywne spędzanie wolnego czasu oznaczało prawdziwy, aktywny i naturalny wypoczynek (a nawiązując do samej książki: po całym dniu spływu czekał nocleg w namiocie rozbitym gdzieś, na krzywym brzegu, posiłek ze złowionych ryb, usmażonych na ognisku i orzeźwiająca mięta zaparzona z liści zerwanych nad wodą), a nie parkowanie kampera i popisywanie się modnymi zajęciami, przerabianymi ku zadowoleniu dziesiątek, całkiem zbędnych aplikacji i ku żenującej, kabotyńskiej autoprezentacji "na forach". Książka natomiast jest owocem, a jednocześnie poradnikiem, prawdziwej turystyki oraz rzeczywistym świadectwem i wzorem do naśladowania w umiłowaniu pięknego kraju. Kraju też minionego, bo jeszcze nie zniszczonego przez fantazmaty ekologiczne, kraju naturalnego, prawdziwego, gdzie dzikość współistniała z polami, łąkami, stawami, lasami... . Czego chcieć więcej? Czy jednak dzisiaj taki rodzaj wypoczynku - by tak rzec: "wypoczynku vintage" - znajdzie naśladowców? Wówczas, gdy powstawała książka, nikt nie mówił o "ekologii", a wszyscy (normalni, nie patologie) żyli i działali normalnie i zdrowo. Dzisiaj dziki ranią i mordują ludzi w miastach, a wbity w obcisłe trykoty i obwieszony miernikami spocony biegacz (wielu płci) przekonany jest, że ćwiczy "prozdrowotnie", bo przebiegł dookoła bloków ileś tam tysięcy kroków (o czym oczywiście niezwłocznie zamieścił relację w sieci). Książka warta zainteresowania, bo jeśli nawet złoty wiek prawdziwej turystyki już nie wróci, to sama lektura może być miłym relaksem i wypoczynkiem.
Kabaret Dudek, 2 płyty DVD
PRL-owski typ humoru: najwyższej klasy aktorstwo, choć często na granicy przesady, komediowego szarżowania, ale nigdy - ale to nigdy! - nie przekraczające granic dobrego gustu, smaku, kultury i jak najdalsze od wulgarności i prostactwa, które zdają się być czasem głównym powodem współczesnych "popisów" estradowych. I klasyczne teksty, których humor był wypadkową nie tylko niezwykłego zmysłu satyrycznego autorów, ale również ich błyskotliwej gry z cenzurą, co czyniło z najbardziej nawet prostych występów, poprzez inteligentne aluzje, zaskakującą okazję dla sprawdzania z kolei inteligencji widzów. I właśnie ten element, a więc stawianie widzom wysokich wymagań, był - o dziwo! - jedną z głównych przyczyn sukcesów Dudka. Widzowie wiedzieli, że autorzy i aktorzy oczekują od publiczności nie tylko gotowości do zabawy, ale przede wszystkim do inteligentnej zabawy i starali się tym oczekiwaniom sprostać. Ot, normalna rzecz: zawsze ceni się bardziej to wszystko, do osiągnięcia czego potrzeba włożyć - nawet dużo - własnego wysiłku, zaś to, co "samo przychodzi/przyszło", to, co nic nie kosztowało, bardzo szybko traci swoją wartość. Bo wartość nie oznacza ceny, ale przede wszystkim jest miarą ludzkiego rozumnego wysiłku, stąd jedną z metod degeneracji społecznej i przemieniania ludzi w niewolników jest obdarowywanie ich tym, co powinno być efektem ich pracy, a darmowe studia w dziedzinach, gdzie dodatkowo nie ma żadnej nauki, ani wiedzy są najlepszą wylęgarnią bezmyślnych, ale zarozumiałych i bezwolnych oraz skrajnie egoistycznych, konsumentów korporacyjnego globalizmu (i nie mówimy tu tylko o socjologii - naszej ulubionej dziedzinie planowego niwelowania rozumu pod pozorem "uprawiania nauki").
Bajki dla dorosłych, część pierwsza. Płyta DVD
Żart PRL-owskiej telewizji, która po 'Dobranocce' i (obowiązkowym) 'Dzienniku Telewizyjnym' raczyła, oczekujących na niedzielny film, krotochwilami w tekturowych dekoracjach. Takie telewizyjne, XX-wieczne Intermezzo, z ducha zgodne ze swym klasycznym pierwowzorem, komiczną włoską wstawką muzyczną czy małą formą dramatyczną, graną między aktami poważnej opery. Z tą różnicą, że PRL-owska "poważna opera" często przemieniała się w operetkę, stąd "Bajki dla dorosłych" różniły się od rzeczywistości poza-telewizyjnej jedynie właśnie dekoracjami i baśniowymi fabułami - morały były z reguły bardzo realistyczne. PRL-owskim, literackim wynalazkiem, jedną z form obchodzenia państwowej cenzury, były właśnie takie niby-bajkowe opowieści, których istotą były zawsze - mniej lub bardziej udane - satyryczne aluzje do socjalistycznej rzeczywistości.
Jiri Malasek. Nostalgicky klavir, Piano In Nostalgia. Płyta winylowa
Oto różnica między pop-kulturą europejską, a "kulturą" amerykańską/usraelską. W Czechach Jiri Malasek, gdzieś w Europie Richard Clayderman, czy Ennio Morricone, a w USraelu kwintesencja złego smaku, upierścieniony i obwieszony niemęską biżuterią Liberace, kapłan kiczu i braku gustu. Niby instrument ten sam, ale jakże inne rozumienie muzyki lekkiej. Liberace był jeszcze jednym dowodem, że mocarstwo za Wielką Wodą nigdy nie miało kultury, tylko pretensjonalny i niesmaczny, a często wulgarny i odrażający show-bussines. Nagrania Malaska to doskonała muzyka do sentymentalnej "prywatki w stylu vintage", jako podkład do najbardziej "uczuciowych" tanecznych "momentów". A jeśli ktoś unika tego rodzaju rozrywek, to przecież zawsze można wykorzystać nagrania z płyty jako "elevator music" (oczywiście to jest propozycja dla tych, którzy mają w swojej willi lub bliźniaku windę).
Nemezis, Agatha Christie Marple, film DVD
Anglia, kraj, który swoją imperialną potęgę zbudował na finansowych spekulacjach, zdradzie, popychaniu innych do wojen i ludobójstwie, a gospodarczą siłę na niewolniczej eksploatacji własnych obywateli. Państwo, którego królowie swym szaleństwem i bestialstwem zadziwiliby nawet najbardziej opętanych satrapów starożytnych. Kultura, która z nietolerancji i bezwzględnej eliminacji tych, których mianowała swymi wrogami, uczyniła zasadę konstytutywną i ustrojową - "wspaniała" angielska tolerancja, z której wyłączeni, czyli bestialsko wymordowani, zostali katolicy. I wreszcie kraj, który tracąc imperium, a przez to tracąc możliwość pasożytowania na innych, swoje wampirze apetyty skierował ku samemu sobie, dewastując emigrancko swój naród i poprawno-politycznie swoją kulturę. Film jest tego doskonałym przykładem: z powieścią Agaty Christie ma wspólny tylko tytuł i nazwiska kilku bohaterów. Reszta jest symfonią chaosu, absurdu i całkiem jawnego idiotyzmu. Film trwa przeszło półtorej godziny i zdaje się, że jedynym powodem jego powstania była kolejna, jakże typowa dla angielskich kompleksów i małostkowej pyszałkowatości, próba oczernienia katolicyzmu, oczywiście poprzez uczynienie z zakonnic bezwzględnych morderczyń. Od wieków angielskim "życiem intelektualnym" rządzi nakaz budowania czarnej legendy katolicyzmu (i jako wyznania w ogóle i jako religii monarchii hiszpańskiej). A, że twórcy angielscy z reguły są "dumnymi synami i córkami Albionu", więc bez skrępowania obnażają swoją żenującą ignorancję budując opowieści z niewiarygodnie prostackich i prymitywnych uczuciowo schematów. Sposób pokazywania zakonnic, oświetlanie, kadrowanie i wreszcie miny strojone przez aktorki są klasycznymi chwytami propagandowymi mającymi zobrzydzić negatywną postać, a w wykonaniu "twórców" filmu osiągają poziom teatrzyku dla dzieci straszącego bardzo, bardzo złą wiedźmą. Dlaczego nakręcono zatem taki bezsensowny film, który z pierwowzorem nie ma nic wspólnego? Właśnie dlatego: bez podszywania się pod autorytet Agaty Christie opowiadanie o "straszliwej zakonnicy" byłoby jawnym, bezsensownym błazeństwem. Agata Christie jednak niczego nie uratowała: brednia jest brednią, głupota jest głupotą. W czasach filmów tworzonych przez sztuczną inteligencję pojawił się film stworzony przez naturalną głupotę.
Robert Louis Stevenson, Kidnapped
Robert Louis Stevenson, Kidnapped. Complete and Unabridged.
Bajki dla dorosłych, część III. Płyta DVD
Żart PRL-owskiej telewizji, która po 'Dobranocce' i (obowiązkowym) 'Dzienniku Telewizyjnym' raczyła, oczekujących na niedzielny film, krotochwilami w tekturowych dekoracjach. Takie telewizyjne, XX-wieczne Intermezzo, z ducha zgodne ze swym klasycznym pierwowzorem, komiczną włoską wstawką muzyczną czy małą formą dramatyczną, graną między aktami poważnej opery. Z tą różnicą, że PRL-owska "poważna opera" często przemieniała się w operetkę, stąd "Bajki dla dorosłych" różniły się od rzeczywistości poza-telewizyjnej jedynie właśnie dekoracjami i baśniowymi fabułami - morały były z reguły bardzo realistyczne. PRL-owskim, literackim wynalazkiem, jedną z form obchodzenia państwowej cenzury, były właśnie takie niby-bajkowe opowieści, których istotą były zawsze - mniej lub bardziej udane - satyryczne aluzje do socjalistycznej rzeczywistości.
O. Jacek Salij, Szukającym drogi
Zbiór artykułów z czasopisma "W drodze" - odpowiedzi na listy czytelników. Tak rodziła się nowa religia. Protestantyzacja katolicyzmu rozpoczyna swą "wędrówkę przez serca". Już nie hartowała się stal w walce o cnoty, ale kształtował się miękki wosk pobłażliwości - tak kształcił się narybek wyznawców dostosowującej się do świata religii "dobroludzizmu". Rodzi się "nauczanie" posoborowej sekty ekumenicznej: karkołomna mieszanina elementów tradycyjnego nauczania Kościoła (autor pamięta jeszcze wiele z tego nauczania) i modernizmu w służbie dobrego samopoczucia wiernych, "towarzyszenia" i "pochylania się". Najważniejsze, żeby nikogo nie urazić, nie straszyć, bo przestaną przychodzić do kościoła - a nikt nie może czuć się odrzuconym. "Pokój, jaki daje świat" - zdaje się być główną troską ekumenicznej religii. Więc zamiast nauczać tego, czego nauczał Kościół zawsze, zamiast wymagać - od pogrążonych w grzechach - zmiany życia, nawracania się, czytelnik otrzyma współczujące psychologizowanie, bardzo oszczędne, subtelne, wielce "kulturalne", nauczanie o grzechu oraz o wieczności. "Nowoczesny" Kościół zamiast być znakiem sprzeciwu wobec świata, zgodził się żeby to świat był znakiem sprzeciwu wobec Kościoła i uniżenie prosi, by świat wybaczył mu, że tak nieporadnie się do świata dostosowuje. Sprawy ostateczne, które powinny być podstawowym życiowym drogowskazem, czyli śmierć, Sąd Boży, Niebo, albo Piekło, gubią się w naturalistycznych "pełnych zrozumienia dla skomplikowanej sytuacji współczesnego człowieka" dywagacjach. Smutne świadectwo kształtowania się "religii człowieka". Wierny posoborowej sekty zamiast mobilizowania do walki o zbawienie duszy nauczany jest o "samorealizacji" jako... efekcie "dźwigania krzyża"! Szukającym drogi posoborowie wskazuje bezdroża i manowce. Tylko, że to nie jest zabawa, a zwiedzenie może mieć tragiczne konsekwencje zarówno dla zwiedzionego, jak i dla zwodzącego: wszak stawką jest życie wieczne, czyli zbawienie, albo potępienie.
Ludwig van Beethoven, 9. Symphonie ("Choral"), płyta CD
Jeden z absolutnych przebojów muzyki klasycznej, a dzięki niezliczonym przeróbkom, również popularnej. Nawet politycy nie dali mu spokoju i przysposobili sobie dzieło głuchego jak pień kompozytora do swoich ideologicznych i finansowych matactw. Utwór jest bowiem przedstawiany jako "hymn Unii Europejskiej", co jest bzdurą, bo "hymn europejski" (tak oficjalnie jest nazwany) nie może zastąpić hymnów państwowych, nie ma słów (bo oryginał jest wyśpiewywany po niemiecku, co byłoby już zbytnim objawem pruskiego imperializmu kulturowego) i ma rzekomo jednoczyć cały kontynent, a nie tylko zadekretowany eurokołchoz - Unię.
Dzieje Literatur Europejskich, tom II, część 1 i 2
W części I: literatura niemieckiego obszaru językowego oraz holenderska i flamandzka, angielska, amerykańska (USA). W części II: "bałtycka", czyli: staroskandynawska, islandzka, norweska, duńska, szwedzka, fińska, estońska, łotewska i litewska.
Koszyk
54,10 zł
34,19 zł
32,88 zł
19,08 zł