Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Rozkosze ciała
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
Elementarz Benedykta XVI Josepha Ratzingera
0
Opis
Elementarz Benedykta XVI Josepha Ratzingera. Wybrał i opracował Marian Zawada OCD.
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008. Stron 248. Okładka twarda. Książka nowa.
Produkty powiązane
Kardynał Joseph Ratzinger, Duch liturgii
Książka napisana i wydana jeszcze przed przemianą z kardynała w papieża. Bardzo dokładnie i szczegółowo - historycznie, kulturowo, teologicznie, lingwistycznie o modlitwie, czyli o tych wszystkich sytuacjach, kiedy człowiek w zgromadzeniu (ale i nie tylko ) zwraca się do Stwórcy, kiedy szuka więzi z Bogiem - Ojcem, kiedy sprawuje liturgię Kościoła Jezusa Chrystusa. Ciekawostka: książka bez "imprimatur"...
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki
Kompletne wydanie w 30. rocznicę ogłoszenia pierwszej encykliki Redemptor Hominis. Oprócz niej tom zawiera zatem: Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
Jan Paweł II, Homilie na Boże Narodzenie
Pięknie wydane z adekwatnymi reprodukcjami dzieł sztuki sakralnej. Jest co oglądać.
C. S. Lewis, Cztery miłości
Jedno słowo "miłość", a tak naprawdę cztery "miłości": przywiązanie, przyjaźń, miłość erotyczna i Caritas. Całe bogactwo ludzkiego życia, piękno ducha i sens istnienia.
Janusz Poniewierski, Gesty Jana Pawła II
Próba odczytania znaczeń i sensów tego, co robił, a nie tego, co mówił, Jan Paweł II. Mniemanologia stosowana - wersja apologetyczna.
Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II
Redemptor Hominis, Dives in Misericordia, Laborem Exercens, Slavorum Apostoli, Dominum et Vivificantem, Redemptoris Mater, Sollicitudo Rei Socials, Redemptoris Missio, Centesimus Annus, Veritatis Splendor, Evangelium Vitae, Ut Unum Sint, Fides et Ratio, Ecclesia de Eucharystia.
Instrukcja Dignitas Personae
Czy ludzie naprawdę robią takie rzeczy?! Sobie?! Dobrowolnie?! Tak wrażliwi "ekologicznie"?! Matko! Mordowanie nienarodzonych jako przemysł, jako przyjemność i jako wygoda?! Hodowanie ludzi na "części zamienne"?! Homo sapiens?! Prawodawca rozumny, który więcej "praw" przyznaje maszynom, roślinom i zwierzętom niż bliźnim, niż ludziom?! Oto "oświecony postęp" w całej swej morderczej okazałości: kontynuatorzy i duchowi spadkobiercy "doktora" Mengele, już pewni siebie i pełni chciwej pychy jako "dobroczyńcy rodzaju ludzkiego". Pięćdziesiąt stron wstrząsającego oskarżenia do czego może doprowadzić owa pycha, chciwość i próżność kiedy wesprze ją niepohamowana żądza "przyjemności" i przekonanie, że Boga nie ma. A nie ma? Skąd to przekonanie, skoro nie istnieje na nie nawet cień dowodu? "Człowiek to brzmi dumnie"?! Rację miał O. Bocheński pisząc, że rozumne i dobre są jednostki, człowiek - jako gatunek - jest szalonym, złym i niebezpiecznym stworzeniem. Człowiek to brzmi przerażająco. Boże, zmiłuj się nad nami...
E. Fuller Torrey, Czarownicy i psychiatrzy
Czyli, jednym słowem, psychoterapeuci. Oraz ich metody.
Edgar Morin, Zagubiony paradygmat natura ludzka
Filozofująca próba nowego rozumienia "człowieczeństwa" w duchu francuskiej socjologii XX wieku. Autor swego czasu bardzo poczytny.
John Naisbitt, Nana Naisbitt, Douglas Philips, High Tech - high touch
Podtytuł : "Technologia a poszukiwanie sensu". Na początku był bezsens, był Chaos. Potem powstał Kosmos. Ale chaos, bałagan, pozostał na części Kosmosu: na Ziemi i w sercach jej mieszkańców. Ciekawe, że wzrost technicznych możliwości, jakimi dysponuje człowiek, nie zmniejsza, tylko przeciwnie - zwiększa bałagan i bezsens. To się nazywa postępem. Coraz lepsza technika i... coraz lepsze narzędzia wojny, coraz więcej biedy, coraz więcej przelanej krwi, coraz więcej rozpaczy i zagubienia... . A miało być tak pięknie bez Boga. No właśnie - kto pamięta dziś Wieżę Babel? Kto pamięta, że efektem nieograniczonych możliwości, które służą tylko zaspokojeniu pychy, jest pomieszanie języków - czyli chaos właśnie? Jakim trzeba być głupcem, by ignorować taką oczywistą naukę płynącą z przeszłości. Człowiek jest zbyt dumny, by budować ku chwale Boga i zbyt pyszny, by widzieć, że budując ku swojej chwale, produkuje tylko chaos, bezsens, rozpacz. Ani prozac, ani viagra, ani ciekłokrystaliczne wyświetlacze, ani diody, ani botox, ani odsysaniu tłuszczu, ani rzeź niewiniątek, ani "czysta energia", ani chłop z chłopem, ani baba z babą, ani "planeta singli", ani "róbta co chceta", ani inżynieria genetyczna, ani sztuczna inteligencja, ani tysiące innych modnych gadżetów - jednym słowem nic nie czyni człowieka szczęśliwym. Daje czasem komuś zadowolenie, daje czasem komuś przyjemność, ten ktoś mówi wtedy "jestem szczęśliwy", ale przebudzenie jest zawsze takie samo: łeb pęka i rzygać się chce. Aż któregoś dnia nie ma już przebudzenia, tylko płacz i zgrzytanie zębów. I czy przyniesie ulgę świadomość, że zgrzyta się implantami?
Grzegorz Ryś, Dzieci królestwa
Protestancki celebryta, aktywista ideologiczny, jawny wyznawca rabinizmu oraz propagator kultów i wyznań arabskich, pogańskich i heretyckich, występujący publicznie jako hierarcha kościoła katolickiego. W tym "dziele" (honorarium autorskie wyniosło trzydzieści srebrników) czytelnik spragnionym gazetowych mądrości, przedstawianych jako "rozwój duchowy", znajdzie zapis rekolekcji prowadzonych w 2013 roku, we Wrocławiu. Nauczanie biskupa-celebryty wydrukowane, ale książka - co oczywiste - bez imprimatur.
Joseph kardynał Ratzinger, Eucharystia. Bóg blisko nas
Ojciec Święty Benedykt XVI. Zapis kazań i rozważań wygłoszonych przy różnych okazjach, a dotyczące jednego tematu: Eucharystii.
Benedykt XVI, Encyklika Caritas in veritate
Encyklika Caritas in veritate Ojca Świętego Benedykta XVI do biskupów, prezbiterów i diakonów do osób konsekrowanych i wszystkich wiernych świeckich o integralnym rozwoju ludzkim w miłości i prawdzie. Oto cały tytuł.
Anselm Grun OSB, Bierzmowanie
Ojciec Anselm Grun OSB napisał krótkie książeczki poświęcone siedmiu sakramentom. Drugi sakrament - po chrzcie - bierzmowanie: czy skłania, tak jak powinien, do "przyjęcia odpowiedzialności za własne życie"? Czy "daje siłę"?
Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo
Joseph Ratzinger, jak jeszcze nie był Papieżem, a nawet biskupem, napisał książkę, którą wydano po polsku, kiedy był już Papieżem, a my oferujemy w czasie, gdy znowu nie jest Papieżem, bo "dobrowolnie zrzekł się urzędu". Pewnie z powodu tej całej kołomyi zapomniano wydrukować "Imprimatur", no bo z jakiego innego powodu?
Georg Ratzinger, Michael Hesemann, Mój brat Papież
Papież w oczach swego brata i w oczach najbliższych.
Kardynał Joseph Ratzinger. Wiara, prawda, tolerancja
Kardynał Joseph Ratzinger zebrał swoje teksty z wielu lat na temat wiary, prawdy, tolerancji, kultury i nadał im - oprócz tytułu głównego - podtytuł "Chrześcijaństwo a religie świata". Ale co znaczy dzisiaj "chrześcijaństwo"? Czy chrześcijaństwo jest religią, czy też pod tym nazwaniem kryją się dzisiaj różne religie? A może już nie tylko religie, ale różne religie i światopoglądy? Chrześcijaństwo - co oznacza to pojęcie? Kiedyś oznaczało wiarę w Jezusa, a dzisiaj? W czasach, kiedy bogiem staje się "tolerancja" (która została sprowadzona do instytucjonalnego wymuszania akceptacji dla niepospolitych zachowań seksualnych i do nietolerancyjnego gwałtu na pojęciu "norma"), a wiele kościołów protestanckich otwarcie przyznaje, że ich Bóg to jednie metafora, że Boga nie ma? Co znaczy "chrześcijaństwo" w czasach, w których wiara w życie wieczne została zastąpiona zabieganiem o "życie jak najdłuższe"? Czy słowo "chrześcijaństwo" ma jakikolwiek sens, skoro zatracono poczucie herezji? Zaprawdę, spustoszona winnica... Ciekawostka: książkę wydano, kiedy Joseph Ratzinger był już Ojcem Świętym Benedyktem XVI, a mimo to książka nie ma "Imprimatur"... Bardzo ciekawa ciekawostka, czyż nie?
bp Grzegorz Ryś. Rekolekcje. Modlitwa, post, jałmużna
Biskup naucza o "trzech filarach chrześcijańskiego życia", ale książka bez imprimatur, więc gdyby nie literki "bp" mógłby ktoś pomyśleć, że są to prywatne refleksje "pana Grzegorza Rysia". I takie one w zasadzie są - bo z nauczaniem Kościoła Katolickiego wydrukowane dywagacje nie mają wiele wspólnego.
Grzegorz Ryś, Stało się słowo
Grzegorz Ryś (tym razem bez tytułu "bp") i zapis jego adwentowych rekolekcji z 2009 roku. Wydali dominikanie, ale niezobowiązująco, bez imprimatur, ot tak, żeby sobie poczytać jakby co, w wolnej chwili, czy coś. Ekumeniczna nowomowa "pleni się w podniosłej atmosferze".
Gabriel Bunge OSB, Modlitwa ducha
Podtytuł "Studia o traktacie De oratione Ewagriusza z Pontu". Ewagriusz z Pontu stał się w ostatnich latach, razem z Hildegardą z Bingen, kimś w rodzaju "celebryty chrześcijańskiego". Książka G. Bunge pozwoli zrozumieć, czy niewątpliwa moda, jak zapanowała na obie postacie, jest tylko chwilowym zaspokajaniem potrzeby nowości, czy też prowadzić może do odkrycia zapoznanych i zapomnianych wartości ich pism. Pokazuje jednocześnie, jak wielkie dziedzictwo starożytności i średniowiecza zostało zmarnowane przez kult "postępu", również w religii.
Tomasz a Kempis, Naśladowanie Chrystusa
Można nic w życiu nie przeczytać i można jakoś żyć. Ale, jeśli "jakoś" nie wystarcza, to trzeba tę książkę przeczytać, a nawet więcej: trzeba ją czytać. Bo bez czytania, a nie tylko przeczytania, nie ma co marzyć o sensownym życiu.
Cuda. Z archiwum Procesu Beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Książka z filmem DVD "Cud"
Święty. Dlaczego? Może największym cudem była kanonizacja JPII? Zwłaszcza na tle świętych męczenników, którzy cierpieli prześladowania, tortury i oddawali życie za wiarę. Wszak "Jan Paweł Wielki" głosił mi.in., że w każdej religii były "ziarna prawdy", co w istocie było zanegowaniem sensu ofiary męczenników. Dlaczego bronili się przed oddaniem czci bożkom pogańskim? Wystarczyło, na żądanie cesarskich urzędników, zapalić kadzidełko rzymskim bożkom (wszak w tych kultach też, jak we wszystkich innych, musiały być "ziarna prawdy") i po sprawie, można było wrócić do swojej religii. Jacy fanatyczni, nietolerancyjni fundamentaliści byli ci pierwsi chrześcijanie! Może trzeba za to przeprosić wszystkich pogan? Może to było powodem "świętości" JPII - to przepraszanie "w imieniu kościoła" wszystkich i za wszystko? Bo najważniejsze, by było braterstwo: by było miło i żeby był święty spokój. Taki święty od świętego spokoju?
Joseph kardynał Ratzinger, Czas przemian w Europie. Miejsce kościoła i świata
Jaka będzie (jaka może być) Europa po przemianie ZSRR w Rosję, a "bloku państw socjalistycznych" w "państwa europejskie"? Warto poznać wizję "świata po zimnej wojnie" Benedykta XVI-ego. Jak interpretuje zwycięstwo "laicyzmu państwowego" i "państw świeckich" nad "państwami ateistycznymi"? A skoro jedni i drudzy walczyli i walczą z Chrystusem, to jakie to ma znaczenie, jak się nazywają i jak tę walkę uzasadniają? I jakie to ma znaczenie czy są "liberałami" czy "komunistami"? Skoro jedni i drudzy chcą "wygnać Chrystusa" (tak głosił tytuł słynnej książki), to jakie znaczenie mają inne różnice między nimi?
Ojciec Święty Benedykt XVI, U progu pontyfikatu
"Ojciec Święty Benedykt XVI, U progu pontyfikatu", czyli trzy teksty kardynała Józefa Ratzingera wydane z okazji jego wyboru na Papieża: "Droga krzyżowa w Koloseum", "Homilia wygłoszona podczas pogrzebu Jana Pawła II", "Homilia na rozpoczęcie konklawe". Był Papież, nie ma Papieża, a przecież jest. Czy wydano też zbiór "Na zakończenie pontyfikatu" z okazji "przestania bycia Papieżem"? Jeśli tak, nic o tym nie wiemy. Zresztą dla wielu kardynał Ratzinger jest dalej Papieżem - więc może dlatego nie ma takiego "pożegnalnego" zbioru?
Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle, Ludzie Wielkiej Nocy
Jeden z bardzo popularnych hierarchów Kościoła - kardynał Luis Antonio Gokim Tagle. Dla wielu nadzieja, że chorego i osłabłego ducha Europy ozdrowi wschodnia kuracja. Azja - dla jednych największe zagrożenie dla Europy, dla innych największa nadzieja dla europejskiej gospodarki i kultury. Czy również dla chrześcijaństwa?
James Martin SJ. Być sobą to być świętym. Rozmyślania wokół pism Thomasa Mertona i świętych Kościoła
W Ewangelii według świętego Mateusza (Mt 22,35-40) znajdujemy takie słowa: "Jeden z faryzeuszów, uczony w Prawie, zapytał Jezusa, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”
On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie.
Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.
W prezentowanej książce wezwanie do świętości rozumiane jest jako "poznanie naszego 'prawdziwego ja' (...) i kształtowanie naszej prawdziwej jaźni", czyli "jeśli chcemy osiągnąć świętość musimy być sobą".
Ostateczną sprawą człowieka jest śmierć i Sąd Boży, po którym czeka nas życie wieczne - albo piekło, albo niebo. Na Sądzie Bożym nie zostaniemy rozliczeni z troski "o bycie sobą", tylko z troski o bliźniego. Z miłości bliźniego, jako z przejawu miłości Boga. Gdzie tu miejsce na 'miłość siebie'? Ojciec Pio powiedział: "szatan ma imię 'ja'". A Tomasz a Kempis wskazywał jedyną drogę uświęcenia: naśladowanie Chrystusa. James Martin, nowoczesny jezuita, zaleca "kształtowanie naszej prawdziwej jaźni"... Czy dziwi zatem, że książka jest bez imprimatur?
Elred z Rievaulx, Przyjaźń duchowa
"W przeciwieństwie do miłości, która jest relacją wyłączności, przyjaźń otwiera się na innych, a przez to staje się bardziej wspólnototwórcza" (ze Wstępu), a na 44 czytamy, że "przyjaźni duchowej, którą nazywamy prawdziwą, pragniemy nie ze względu na korzyść doczesną (...) lecz (...) z potrzeby ludzkiego serca." Jeśli zatem jest to powszechna i naturalna potrzeba to jej niezaspokojenie musi rodzić życie nieszczęśliwe. Jak uniknąć tego "sercowego bólu" radzi mnich z XII wieku. Dobrze radzi - na pewno lepiej niż pisma ilustrowane z XX wieku.
Etienne Gilson, Chrystianizm a filozofia
Co tu pisać - tytuł mówi wszystko. Lubimy takie tytuły.
Eriugena, Komentarz do Ewangelii Jana
Średniowieczna filozofia - świat, w którego centrum jest Bóg. Przynajmniej myślenie o Nim. Ciągłe balansowanie na granicy niemożliwego i igranie wielkim niebezpieczeństwem - bo, jak to gdzieś wyczytaliśmy, tylko zapomnieliśmy gdzie i u kogo - jeśli filozofia łączy się z religią z takiego mariażu powstać może albo heretycka religia, albo dogmatyczna filozofia. Może, ale przecież nie musi.
Pseudo-Dionizy Areopagita, Pisma teologiczne
Pseudo-Dionizy Areopagita, "Pisma teologiczne", czyli: "Hierarchia niebiańska", "Hierarchia kościelna", "Imiona Boskie", "Teologia mistyczna" oraz "Listy". Jako komentarz nasunęły nam się takie słowa Tomasza a Kempis: "Na cóż ci rozprawiać o Trójcy Świętej, jeśli brak ci pokory (...)? Bez wątpienia to nie wzniosłe rozmowy czynią człowieka prawym i świętym, lecz życie cnotliwe czyni go miłym Bogu. Wolę odczuwać skruchę, niż znać jej definicję.(...) Każdy człowiek z natury pragnie zdobyć jak największą wiedzę, lecz cóż warta jest nauka bez bojaźni Bożej? Pokorny wieśniak, który służy Bogu, jest bez wątpienia lepszy od pełnego pychy filozofa, co zaniedbując siebie, śledzi bieg gwiazd. Kto dobrze zna siebie - gardzi sobą, i nie ma upodobania w ludzkich pochwałach. Choćbym posiadł wszelką wiedzę, ale nie miał miłości, na cóż mi się to przyda przed Bogiem, który osądzi mnie z moich uczynków. Powściągnij zbyt żywe pragnienie wiedzy, znajdziesz tam tylko wielkie rozproszenie i wielkie złudzenie. (...) Wielość słów nie pokrzepia duszy, lecz święte życie orzeźwia ducha (...). Jeśli ci się zdaje, że dużo wiesz i dość dobrze rozumiesz, pamiętaj przecież, że to niewiele wobec tego, o czym nie wiesz. (...) Iluż gubi na świecie próżna nauka i zaniedbywanie służby Bożej... A ponieważ wolą być wielcy, niż pokorni, znikczemnieli w swych myślach (Rz 1,21). W dniu sądu nie spytają cię z pewnością, co czytałeś, ale co uczyniłeś (...)." Tak nam się nasunęło...
Emerich Coreth, Peter Ehlen, Gerd Haeffner, Friedo Ricken, Filozofia XX wieku
Krótki kurs filozofii współczesnej przystępnym sposobem wyłożony.
Emile Brehier, Problemy filozoficzne XX wieku
"Problemy filozoficzne XX wieku" to mylący tytuł: książka miała swoje pierwsze, francuskie wydanie w 1951 roku, a zatem druga połowa szalonego wieku w ogóle nie jest w niej ujęta. Tym niemniej jest to niezwykle skondensowany wykład i każdy, kto chce poświęcić wieczór (książka ma niespełna sto stron) na przyjrzenie się, o co spierali się filozofowie w czasach zdominowanych przez dwie wielkie wojny będzie usatysfakcjonowany lekturą. A zresztą filozofowie od starożytności spierają się o to samo, więc ramy czasowe każdej syntezy ich poglądów zdają się mieć drugorzędne znaczenie.
Eric Lionel Mascall, Otwartość bytu
Podtytuł : Teologia naturalna dzisiaj. To "dzisiaj" to druga połowa XX wieku, czyli... pół wieku temu. Niezwykle solidna próba okazania racjonalności teizmu i prawdziwości tomizmu. Otwartość bytu, czyli zależność jego istnienia od Boga. Bóg filozofów i Bóg Objawienia: rozważania teologiczne o niedzisiejszej wadze i rzetelności.
Bernhard Haring, Moralność jest dla ludzi
Tytuł jest wspaniały: "Moralność jest dla ludzi". A dla kogo była? Dla sosen szumiących na gór szczycie? Dla "pieseczków i koteczków"? Dla "lwa ryczącego i patrzącego kogo pożreć"? Książka jest owocem "posoborowej odnowy", czyli - jak głosi podtytuł - zawarta jest w książce "etyka chrześcijańskiego personalizmu". Egzystencjalizm, personalizm i na okrasę "chrześcijaństwo". Tak rodziła się w Kościele "nowa tradycja": "stara etyka" była zła, bo "była oparta na sztywnych zasadach formalizmu i legalizmu". No to wreszcie będzie nowa, nowoczesna, i będzie dobra, bo nie będzie "oparta na sztywnych zasadach", tylko "będzie zgodna ze współczesną koncepcją człowieka jako osoby obdarzonej wolnością i godnością" (cytat sugeruje, że Bóg - dając przykazania - nie dostrzegał "wolności i godności człowieka", ale mniejsza z tym, na szczęście są na świecie nowocześni, światli filozofowie). A nie można by tak od razu: raz a dobrze, czyli w ogóle bez zasad, nawet "niesztywnych"? Po co "Nie będziesz miał...", itd. i po co "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", i po co "bądź miłościw mnie grzesznemu". Nowoczesnemu, wolnemu człowiekowi, niech wystarczy jedna zasada, jedno przykazanie: "róbta co chceta!". I wolność rządzi, kurde!
Cezary Sękalski. Różaniec medytacje biblijne. Synteza Ćwiczeń duchowych
Próba zmodernizowania modlitwy różańcowej oraz skojarzenia jej z Ćwiczeniami duchowymi św. Ignacego Loyoli. Bardzo delikatna sprawa owa, odczuwana przez pewne środowiska, potrzeba modernizowania wielowiekowej tradycji i praktyki, potrzeba jakiejś rewolucji. Przecież nauka Pana Naszego Jezusa Chrystusa jest rewolucją z istoty swojej. Skąd zatem potrzeba i gdzie sens rewolucji w rewolucji? "Rodzi się nowa tradycja"? "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata"? "Żeby było nowocześnie"? Nowoczesność jako kryterium ważności religii? Nowoczesna religia zamiast "przesądów naszych dziadków"? Rewolucja, czyli "współczesność stawia przed nami nowe wyznania"? Nie jedna wiara prawdziwa tylko "jedność w wielości"? Religia "nowoczesnego człowieka" ma być mieszaniną różnych praktyk i wierzeń? Byle - dla zasady - nie kontynuować tradycji Kościoła? Czy ideałem będzie zmiksowanie różnych religii w jedną? Ale jak pogodzić wiarę w Boga W Trójcy Jedynego z wiarą w boga innej religii? "Nowoczesność w domu i zagrodzie" rozciągnięta na religię? To ma wzmocnić religię? To dlaczego nie wzmacnia? Dlaczego im więcej "otwierającej Kościół nowoczesności" i synkretyzmu tym coraz mniej wiernych? A może właśnie dlatego. Może dlatego, że "unowocześnieni" kapłani modernistyczni wstydzą się swojego kapłaństwa? Może dlatego, że ofiarę zastąpiono "samorozwojem"? Może należy się zatem nawrócić? "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Lekarzu, lecz się sam. Może czas nawrócić do tradycji, zamiast szukać poprawiania tradycyjnych praktyk i czas najwyższy zawrócić z drogi, która, choć coraz bardziej nowoczesna, modernistyczna, jednocześnie coraz bardziej prowadzi na manowce? Czy zadaniem religii prawdziwej jest naśladowanie pogańskich wierzeń, których głównym celem było polepszanie wygód i uciech doczesnych, a jedyną troską było "zdrówko" i "by żyło się lepiej"? Czy taki ma być "nowoczesny" sens Dobrej Nowiny? Wygoda tu i teraz, i dobre samopoczucie, przyjemna doczesność? Dodatek do wygodnego, "zdrowego" i "ekologicznego" życia? Jeśli tak, to gdzie tu "zaparcie się siebie i przyjęcie krzyża"? Jednym słowem: gdzie tu Dobra Nowina? (Uwaga! Informacja dla socjologów: w cudzysłowach są cytaty z Biblii, z pism Kościoła oraz z filmów Barei. O cytacie z 'Międzynarodówki' nie musimy wspominać, bo ten na pewno socjolodzy znają na pamięć i rozpoznali go od razu).
Joseph Ratzinger, Benedykt XVI. Jezus z Nazaretu
Joseph Ratzinger, już (i jeszcze) jako Papież, Benedykt XVI, wydał książkę o życiu i nauczaniu 'Jezusa z Nazaretu'. Była to część pierwsza p.t. "Od Chrztu w Jordanie do Przemienienia". Książka nie ma "imprimatur", a za to ma "obwijkę" z logami głównych "patronów medialnych", wśród których z kolei główne pozycje zajmują niemieckie koncerny (wydawana po polsku, niemiecka gazeta codzienna, niemiecki portal internetowy). I nic dziwnego, przecież książkę napisał Papież-Niemiec (skoro Jan Paweł II zawsze był "Papieżem-Polakiem", to chyba Benedykt XVI powinien być nazywany "Papieżem-Niemcem", a ekolog/pacziamamista Franciszek "Papieżem-Argentyńczykiem"?).
Benedykt XVI, Myśli na każdy dzień
Cytaty zaczerpnięte z różnych tekstów i wypowiedzi "Papieża Emeryta" (ale pochodzące z czasów jeszcze przed-emerytalnych) i przypisane do każdego dnia roku. Książka bez imprimatur. No właśnie, dlaczego? Przecież chyba nie ze względu na "niekatechetyczność" owych myśli? Czy może dlatego, że się nie chciało o to starać? Ciekawa rzecz z tym odwracaniem się od tradycji, z tym zanikaniem imprimatur w części XXI-wiecznych religijnych publikacji i wydawnictw. Część Kościoła uznała, że istotą wiary jest tej wiary "nowoczesność" (?), czyli ufa bardziej jakiejś "reformie" (jakiej? czyjej? której?) niż własnej tradycji. Czy dziwne, zatem, że ta część Kościoła - usuwając swoją tradycję - sama również zanika?
Czy wiara ma sens? Na pytania młodych odpowiada Bp Grzegorz Ryś
Książka wydana w roku 2014, w szczycie "posoborowej" propagandy sukcesu. Ekumenizm ideologiczny, czyli zamiast wzywania do posłuszeństwa woli Bożej i zamiast walki o zbawienie dusz rojenia, że "wszyscy ludzie będą braćmi", a zamiast walki z grzechem działalność "społecznie użyteczna". Zadowolony z siebie i z życia celebryta religijny przekonuje, że wiara ma sens, bo dzięki niej żyje się nam lepiej. Ludzie są życzliwi, troszczą się o naturę, lepiej się czują i mogą się realizować, a przed nami tylko świetlana przyszłość, bo jest "pokolenie JP II". "Wiara" jako dodatek do wygodnego życia. W ekumenicznej nowomowie unika się się spraw nieprzyjemnych, więc kulturalny hierarcha nie wspomina o zaparciu się siebie, o wzięciu krzyża i naśladowaniu Jezusa Chrystusa - o jedynej drodze zbawienia, jedynym celu życia na tym świecie. Fundamentalizm posoborowy zakazuje zatem nie tylko "nawracania" ale i wzywania, by z grzechem "walczyć aż do krwi", bo, co prawda, Chrystus nakazał, by grzeszące oko wyłupać, ale przecież każdy wie, że nie należy rozumieć tego dosłownie, a poza tym wszyscy jesteśmy tylko ludźmi (jakiegoś "jednego boga"). I oczywiście nie należy wspominać o śmierci, która przyjdzie jak złodziej i o tym, że oprócz Nieba czeka też Piekło. Że prócz miłosierdzia jest też Boża sprawiedliwość, a Bóg - jako sędzia sprawiedliwy - za dobro nagrodzi, ale za zło ukarze. Nie, ludzie kulturalni w XXI wieku nie straszą przecież takimi "średniowiecznymi zabobonami". I pysznił się posoborowy fundamentalizm, kwitła religijna cepelia, aż nagle bach, babę w piach. Nagle przerwało się pasmo sukcesów nowoewangelizacyjnych, a "kulturalny dyskurs" zabrzmiał jak cymbał brzmiący. Rząd ogłosił epidemię, sparaliżował państwo, a posoborowi księża gorliwie przyjęli na siebie rolę wolontariuszy państwowego systemu sanitarnego i ze strachu nie tylko przegonili ludzi z kościołów (!), ale zakazali im używania święconej wody i ogłosili, że Ciało Pańskie może zarażać. Zapomnieli o "nie lękajcie się", zapomnieli, że mają być sprzeciwem wobec świata i zajęli się kowidowymi strachami, tak, jakby do tej pory nie było groźniejszych chorób. Każdego miesiąca przybywały dziesiątki tysięcy (!) ludzi zmarłych na inne choroby, a których się nie leczyło, bo rząd uznał, że jest tylko jedna choroba - kowid, a zastraszeni księża nawet o innych chorobach i chorych nie wspominali modląc się do szczepionki "przeciwko groźnemu wirusowi". Oto wiara posoborowych celebrytów w działaniu. W godzinie próby okazali jej prawdziwy sens: STRACH. Strach o życie doczesne. A zatem czy wiara, która jest strachem ma sens? Albo Dobra Nowina, albo strach o utratę majątku, zdrowia, życia. Nie ma "trzeciej drogi". Jest albo droga z Chrystusem, albo przeciw Bogu. "Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów." (Łk 9, 23-27). Ciekawe, czy Bp Grzegorz Ryś umie pogodzić te słowa ze szczepionką robioną z zabitych dzieci i jak będzie w tej sytuacji przekonywał "pokolenie JP II", które wyszło na ulice krzycząc wulgarne obelgi w obronie "prawa do aborcji", że nie należy mordować nienarodzonych. Pewnie napisze nową książkę. Może teraz dostrzeże nadzieję w pacziamamie? "Nowa ewangelizacja" nie powiedziała przecież jeszcze ostatniego słowa... Tak oto Kościół który był i jest wojujący, cierpiący i tryumfujący, a który miał stać się - według ideologii ekumenizmu - jedynie pielgrzymujący, gdy przyszła godzina próby, czyli czas, który z woli Bożej ma "ujawniać zamysły serc wielu", stanął w prawdzie. I okazało się, że posoborowa część Kościoła, tak elokwentna i celebrycka, w praktyce nawet nie jest "pielgrzymująca". Jest "bojąca" i "czmychająca ze świątyń". "Po owocach poznacie ich". (Mt. 7, 15-20). "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." (Mt. 23, 27-28)
Włodzimierz Zatorski OSB, Komentarz do Reguły św. Benedykta
Benedyktyn wyjaśnia sens życia według reguły swojego Mistrza. Droga duchowa, na którą wejść może każdy - nie tylko mnich - kto szczerze poszukuje prawdziwego szczęścia.
Ojciec Święty Benedykt XVI. Encyklika Spe Salvi
Rzecz tę roku Pańskiego 2007 drukiem ogłosił Joseph Aloisius Ratzinger, jeszcze na pełnym etacie jako Benedykt XVI, czyli sześć lat przed przejściem na emeryturę papieską. Encyklika jest "O nadziei chrześcijańskiej", którą to nadzieję wiązał wówczas Kościół z wiarą w życie wieczne, z modlitwą, z cierpieniem, z Sądem Ostatecznym i z Maryją - "gwiazdą nadziei". Kościół nauczał o rzeczywistości nadprzyrodzonej. Bóg dopuszcza doświadczenia na ludzi, by stanęli w prawdzie i by wyszły na jaw zamysły ich serc. Ogłoszenie pandemii w 2020 roku było takim doświadczeniem. Oto Kościół stanął w prawdzie i okazało się, jak wielu nadzieję pokłada nie w nauczaniu Jezusa Chrystusa, ale w rzeczywistości "bardzo przyrodzonej": w "maseczkach", w zakazie wody święconej, w "szczepionkach" (z ludzi nienarodzonych), w "dystansie", w "higienicznej Komunii Świętej", czyli na rękę albo nawet przez telewizor/komputer. Struchlałe serca stworzyły nową sektę - kowidian: "posoborowa reforma" okazała swoją prawdziwą moc. Oto zamiast "nie lękajcie się" ujawniła się wiara ulepiona ze strachu o utratę doczesności, chrześcijaństwo bez cierpienia, bez Krzyża. Jak boleśnie brzmią wobec tego strachu - okazanego w godzinę próby przez część Kościoła - zamieszczone na końcu Encykliki dwa ewangeliczne wezwania: "Odwagi! Jam zwyciężył świat!" (J 16,33) i "Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka" (J 14,27). Na szczęście nie wszyscy ludzie Kościoła przemienili się w funkcjonariuszy państwowej służby sanitarnej, tylko stanęli przed Bogiem z odkrytymi twarzami, pokropieni wodą święconą, z Komunią Świętą udzielaną i przyjmowaną w jedyny godny sposób. Tak, czas próby jest zawsze czasem oczyszczenia. Oby - wszak trzeba mieć... nadzieję.
Grzegorz Ryś, Bogaci Jego ubóstwem
Niezmordowany w pisarstwie i w występach publicznych Grzegorz Ryś (bez dodatku "bp", a książka bez "imprimatur", więc można założyć, że publikacja zawiera "cywilne" dywagacje autora) w swoim klasycznym stylu ekumenicznej nowomowy rozważa kwestię ubóstwa. Filozofowie wiedzą, że najlepiej takie problemy, podobnie jak i temat ascezy, rozważa się w miłym towarzystwie, w czasie sympatycznej biesiady. Na stronie 41 znajdujemy jednak przypomnienie dawnej, tradycyjnej nauki Kościoła: "To jest nauka o tak zwanym superflua: jeśli mamy coś ponad godziwy stan posiadania, to nie jest nasze. Gdy się tym dzielimy, dzielimy się więc ze sprawiedliwości, a nie z jałmużny, a nie z miłosierdzia. O jałmużnie czy miłosierdziu możemy mówić tylko wtedy, gdy się dzielimy tym, czego nie mamy, gdy dajemy, choć sami cierpimy biedę". No właśnie: w roku 2014 jeszcze coś z tradycji warte było przypomnienia...
bp Grzegorz Ryś, Pierwsze jest pierwsze
bp Grzegorz Ryś w kolejnej odsłonie ewangelicznej nowomowy. Już sam tytuł poraża głębią: jest absolutnie prawdziwy - jak każda tautologia. Tylko nic z niej - jak to z tautologii - nie wynika. Coś jakby elitarna, XXI-wieczna, wersja "koń, jaki jest, każdy widzi". Grzegorz Ryś powtarza ciągle, że Bóg nas kocha. Ale, nie wspomina - pewnie przez delikatność - że ta miłość jest wymagająca, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia, odwrócenia się od grzechu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. I, że jeśli grzechu nie porzucimy, to jednocześnie odrzucimy Jego Miłość. Że oprócz Bożej Miłości istnieje również Boża Sprawiedliwość, a czym ona jest, o tym poucza tradycja Kościoła. Niestety, tradycyjna nauka Kościoła zdaje się kłócić z religią dobrego samopoczucia, którą lansuje hierarcha. Czy bp Ryś czytał "Dzienniczek" św. Faustyny? Że Bóg mnie kocha - to oczywiste, ale czy ja kocham Boga? Kocham, to znaczy czy przestrzegam jego przykazań? Nie to, czy odczuwam rozkoszne, "mistyczne uniesienia", ale czy w codziennym życiu przestrzegam jego przykazań? Zbawienie nie jest automatyczne i bezwarunkowe. To zależy tylko od nas, od naszej woli i rozumu, czy czeka nas życie wieczne, czy wieczne potępienie. Z dwóch łotrów tylko jeden trafi z Jezusem Chrystusem do raju. Ale w towarzystwie kulturalnych ludzi o takich rzeczach - jak piekło - się nie wspomina. Jak w domu powieszonego nie mówi się o sznurze, tak w domu idących na zatracenie nie wspomina się o grzechu. Chrześcijaństwo bez krzyża. Taka ma być religia kościoła ekumeniczno-ekologicznego. Nowa ewangelizacja z nową "ewangelią". Wygodna, sympatyczna i szeroka jest droga, która prowadzi do zatracania i większość tą drogą kroczy, a raczej mknie, "posuwa suvami". W pogańskim świecie bożkowie są czczeni, bo mają służyć do polepszenia życia: do pomnożenia majątku, do życia w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Chrześcijanin natomiast ma naśladować Chrystusa, a więc służyć Bogu i służyć ludziom, bo to jest istota miłości chrześcijańskiej. Chrześcijanin żyje nie po to, aby mu służono, ale po to, aby on - w posłuszeństwie nakazom Bożym - służył swoimi talentami innym. A więc nie tylko głodnych karmił i przyodziewał nagich, ale i po to, by wątpiącym dobrze radził, strapionych pocieszał, nieumiejętnych pouczał, a grzeszących upominał. Nie zwodził oszukanym miłosierdziem, ale okazał im miłość prawdziwą, miłość Chrystusową poprzez troskę o zbawienie ich dusz. Bo nikt, kto nie wyrzeknie się grzechu, zbawienia nie dostąpi. Miłosierdzie Boże każdemu daje szansę, ale tak niewielu z tej szansy skorzysta. Może przez zwodzących na manowce nauczycieli?
Benedykt XVI, Wybór myśli
Wybór krótkich cytatów z tekstów, które wygłosił, bądź opublikował Benedykt XVI w pierwszym roku swojego pontyfikatu (kwiecień 2005 - marzec 2006). Książeczka jest spolszczeniem włoskiego wydawnictwa.
Drogi Krzyżowe w Koloseum z Janem Pawłem II
Rozważania i teksty modlitw z Wielkich Piątków: 20 kwietnia 1984, 22 marca 1991, 21 kwietnia 2000, 18 kwietnia 2003 - Jan Paweł II. Wielki Piątek 29 marca 2002: rozważania przygotowane przez czternastu świeckich dziennikarzy, kobiet i mężczyzn, akredytowanych przy biurze prasowym Stolicy Apostolskiej. Wielki Piątek 9 kwietnia 2004 rozważania i teksty modlitw przygotował O. Andre Louf, trapista. Rozważania i teksty modlitw z Wielkiego Piątku 25 marca 2005: kard. Joseph Ratzinger.
Renato Farina, Tajemnica Matki Teresy
Okładka "aż się ugina" od podtytułów: "Odpowiedź na kłamstwa o ateizmie Błogosławionej z Kalkuty", "Prawdziwa historia 'duchowej nocy'", "100 rocznica urodzin". Jedna z najsłynniejszych postaci XX wieku i jedna z najsłynniejszych "dziennikarskich sensacji" na temat Matki Teresy, która to "sensacja" jest - według autora książki - w istocie tylko kłamstwem o niewierze w Boga "drobnej ciałem, ale wielkiej duchem" zakonnicy.
Edouard Bone. Bóg niepotrzebna hipoteza? Wiara a nauki przyrodnicze
Bóg - niepotrzebna hipoteza? Skoro, jak sądzą dziennikarze (którzy przecież zawodowo znają się na wszystkim) oraz ludzie bardzo wykształceni i bardzo oświeceni, istnieje przeciwstawienie nauka - wiara (czyli, że w XXI wieku nauka oznacza postęp, a wiara w Boga oznacza ciemnotę i zabobon), to dlaczego trafiają się naukowcy wierzący w Boga? Gorzej: większość naukowców wierzy w Boga? Na Boga, dlaczego?! Nawet - o dziwo! - w "naukach społecznych" (które od zarania, a zwłaszcza w socjalizmie, prawdę mają za nic), nawet w tych "dyscyplinach twórczości ideologicznej" trafiają się naukowcy, którzy twierdzą, że jeśli zaneguje się istnienie Boga, to w istocie wtedy "niepotrzebną hipotezą" stanie się wszystko, a więc tym bardziej nauka. "I kto tu jest naiwny?" (jak Michel Corleone spytał Kay Adams, gdy ta oskarżyła go o naiwność, a jego ojca o robienie złych rzeczy, których nie robią "wielcy i porządni ludzie").
Stanisław Klimaszewski MIC, Bóg i wiara w przykładach i anegdotach
Słowa świętych, a obok cytaty z heretyków, bluźnierców, pogan, a nawet dewiantów. Coś jak szyderczy "Złoty łańcuch" św. Tomasza, bo upleciony zgodnie z "nakazami współczesności": by dostosować rzeczywistość nadprzyrodzoną do świata. Coraz słabiej brzmi u wyznawców posoborowej nauki, że "królestwo Moje nie z tego świata" - "Jam zwyciężył świat". W imię "ekumenizmu" zakrywana jest prawda, że "świat, to przestrzeń publiczna wroga Bogu". Książka może sprawić wrażenie chaotycznej zbieraniny, której jedynym celem jest uzasadnienie modernistycznego przymusu, by uznawać wszystkie poglądy religijne za równoważne (oczywiście z wyjątkiem tradycji katolickiej, która ma być zakazana). Każdy pogląd jest dopuszczalny, nie ma prawdy, nie ma fałszu. A zatem: co jest? Wygląda tak, jakby główną troską "kościoła nowego adwentu" było wykręcenie się od obowiązków, jakie nałożył na swych uczniów Jezus Chrystus. Oto bowiem ogromny wysiłek wkłada posoborowy Kościół w to, aby zapoznać i zakryć przed wiernymi Boże nakazy, które wymagają od nich jednoznacznego oddzielania prawdy od fałszu i wytrwałego służenia prawdzie - bezwzględnie i do końca ("niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie", "Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie"). Hierarchowie, którzy przyjęli posoborową doktrynę, jak kapłani oskarżani przez Jezusa Chrystusa, odwracają się od niego (czym innym jest stanięcie placami do tabernakulum?) i, aby zakryć swoje przejście na stronę "świata", zmuszają wiernych, by ci nabrali przekonania, że w zasadzie powinni, jeśli nie wstydzić się swej wiary, to przynajmniej "taktownie" zachować ją jako sprawę czysto prywatną - prywatne "uczucie". Tylko co począć z nakazem Zbawiciela, by jego uczniowie nawracali "błądzących w ciemności": pogan, żydów, heretyków,... ("Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody")? Oto religijny ewenement w dziejach świata: posoborowa religia, która uczy, że inne religie są równie dobre, a nawet czasem lepsze! Tylko po co komu taka religia? Jaki sens ma religia, która sama siebie neguje? A sprawa nie jest błaha, bo tu nie chodzi o te, czy inne poglądy, tylko o to - jak to ujął O. Bonawentura - "czy się będzie zbawionym, czy potępionym". Co prawda nowoczesna religia, ustami "kapłanów nowej ewangelizacji i miłosierdzia" naucza, że nikt nie będzie potępiony, bo "piekła nie ma", ale chyba roztropniej przyjąć jednak naukę, którą Kościół głosił przez dwa tysiące lat i przypomnieć słowa Syna Bożego, że "tego, kto się mnie wyprze przed ludźmi, i ja się wyprę przed moim Ojcem, który jest w niebie", szczególnie zwracając uwagę piewców "ekumenicznego" dogmatu o wszechogarniającym i bezwarunkowym miłosierdziu na następujące zaraz potem słowa Zbawiciela: "Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem i córkę z jej matką, a synową z teściową. I nieprzyjaciółmi człowieka będą jego domownicy. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godny. I kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godny. Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za mną, nie jest mnie godny. Kto znajdzie swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał." (Mat.10:32-42). Zaiste: to nie jest sprawa "poglądów" i "wolności sumienia" - tu chodzi o życie. Życie wieczne. Z Bogiem lub w potępieniu.
Niestrudzony pielgrzym miłości, 104 podróże papieża Jana Pawła II
Propagandowa agitka nowej, "światowej religii". Album, w którym zdjęciom towarzyszą streszczenia politycznych przemówień (polityczny wymiar "homilii" najlepiej podkreślało ich częste przerywanie oklaskami) wygłaszanych w ewangelicznej nowomowie. Jan Paweł II - wielu Polakom zastąpił Boga, a "opowieść o kremówkach" wyrosła ponad przypowieści ewangeliczne. Dlaczego został świętym i to w trybie ekspresowym? Bo był Polakiem, przed którym cały świat padł na kolana z podziwu i z uwielbienia - takie jest powszechne przekonanie, a jakakolwiek próba nawet lekkiej krytyki "Papieża Polaka" (ciekawe, że w Polsce przy żadnym innym papieżu nie wymienia się jego narodowości) jest aktem samobójczym. Tymczasem, jeśli JP II jest świętym, to świętym nie może być np. święty Andrzej Bobola. Wszak jeśli posoborowi ideolodzy mają rację, to cała historia Kościoła okazuje się jedną wielką pomyłką: dwa tysiące lat błędów w liturgii i w wierze. Niezliczone zastępy świętych i męczenników, których "krew była nasieniem wiary", którzy znosili niewyobrażalne kaźnie za głoszenie swej wiary i oddawali w męczarniach życie za głoszenie nauczania Jezusa Chrystusa i odprawianie Mszy Wszechczasów okazały się - według nauk posoborowych - rzeszami religijnych fanatyków, którzy cierpieli i ginęli bez sensu: wystarczyło przecież tylko zapalić kadzidełko przed jakimś bożkiem, oddać pokłon jakiemuś idolowi, wspólnie odprawić modły w pogańskiej, czy heretyckiej świątyni i zakwitło by "królestwo miłości". Oto "nowa ewangelizacja". Dlaczego zatem ani Jezus Chrystus, ani Apostołowie nie modlili się w pogańskich świątyniach? Czyżby nie pojęli chrześcijaństwa? Dlaczego Apostołowie obalali idole zamiast modlić się przed nimi? Nie rozumieli ekumenizmu chrześcijańskiego? Dlaczego Jezus Chrystus i Apostołowie nie przepraszali wszystkich za wszystko, a szczególnie żydów za swoją wiarę? Dlaczego nie całowali z szacunkiem pogańskich "świętych ksiąg"? Nawet Jan Chrzciciel straszliwie się mylił: przecież każde małżeństwo można "unieważnić" (w imię "miłości"). Przez dwa tysiące lat celem chrześcijaństwa była walka o zbawienie dusz, a papieże byli stróżami depozytu wiary. Posoborowi papieże uznali, że są nie strażnikami tradycji, ale twórcami nowego kultu, z nową liturgią, obrzędami i nowymi prawdami wiary. "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata...". Zamiast być znakiem sprzeciwu stali się celebrytami tego świata, stali się ikonami pop kultury. W zabiegach o poklask tłumu wyznawcy posoborowej ideologii poczęli głosić i wspierać herezje, oddawać się bluźnierstwom i bałwochwalstwu. To "odwrócenie się do ludzi" odbyło się nawet symbolicznie, w "nowej mszy", przez stanięcie plecami do Boga (zresztą kto tam wierzy, że w tabernakulum jest Bóg? - "opłatek" przecież można wziąć na rękę). Kościół, według soborowych reformatorów, przestał być Kościołem walczącym, cierpiącym i tryumfującym, a stał się budowniczym, wespół z możnymi tego świata, "nowej cywilizacji - cywilizacji miłości". "Trzeba walczyć o demokrację, tolerancją i różnorodność" (rzecz jasna postulat tolerancji i różnorodności obejmuje wszystko, z wyjątkiem tradycji Kościoła). I o ten "nowy, wspaniały świat" trzeba walczyć całkiem ziemskimi środkami. Zanegowano nadprzyrodzony charakter religii sprowadzając ją do ideologii "solidaryzmu społecznego". Zamiast wezwania do pokuty posoborowa sekta głosi nakaz dążenia do spokojnego dobrobytu. Dobro, które ma zwalczać zło, to już nie modlitwa, post i jałmużna, to nie uczynki miłosierne wobec duszy i ciała, tylko "miłość" rozumiana tak, jak rozumie ją nastolatek, czyli jako popęd, jako sentyment, jako uczucie (podjęta przez Benedykta XVI próba przypomnienia przynajmniej pewnego zarysu nauki Kościoła o miłości przeminęła "jak sen jaki złoty"). Świat nie chciał dotychczas słuchać nauki Kościoła, więc posoborowi ideolodzy kościelni postanowili, że skoro ludzie nie żyją tak, jak naucza Kościół, to Kościół powinien nauczać tak, jak żyją ludzie. Skoro pijak nie przestaje pić i nie słucha przestróg trzeźwego, to niech trzeźwy też zacznie pić - w ramach walki z pijaństwem. Niech abstynent uczy się abstynencji od pijaka i niech go naśladuje, a na pewno zwalczy pijaństwo. Zgodnie z takim tokiem myślenia wywrócono nauczanie kościoła do góry nogami: cisi i pokorni mają uczyć się pokory i ćwiczyć w tej cnocie od pysznego i próżnego świata, cnotę czystości najlepiej posiąść przez naśladowanie wyuzdania, rozwiązłości i zboczeń światowych, wstrzemięźliwość hartuje się najlepiej poprzez dogadzanie swoim impulsom i instynktom, a człowiek myślący, homo sapiens, "obraz i podobieństwo Boże", najbardziej potwierdza swoją rozumność rezygnując z rozumu i woli na rzecz nieopanowanych niczym uczuć i emocji. Hulaj dusza, grzechu i piekła nie ma, a Bóg jest miłosierny, więc wszystko wybaczy. Oto nowa religia tej "cywilizacji miłości": "róbta co chceta, tylko chodźta (czasem) do kościoła (wszystko jedno jakiego)". Ba, ale po co? Wszak nowa "religia człowieka i miłości" nie potrzebuje świątyń: "kochać się" można przecież wszędzie. Tylko skoro jest tak pięknie, to dlaczego już słychać tętent Czterech Jeźdźców Apokalipsy? Na ostatnich zdjęciach w książce widać starca z pustymi oczami, zgarbionego na tronie. Kto - i jak długo - skrywał się za "Papieżem Polakiem" wykorzystując, jako zasłonę i tarczę, jego "publiczny wizerunek pielgrzyma miłości"? Wielki szyderca - pan tego świata? Modernizm puszy się i pyszni, ale wszystko do czasu, bowiem powiedziane jest, że "pośle Syn człowieczy Anioły swoje, a zbiorą z królestwa jego wszystkie pogorszenia i te, którzy czynią nieprawość i wrzucą je w piec ognisty; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tedy sprawiedliwi świecić będą jako słońce w królestwie Ojca ich. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha." (Mat.13, 41-43)
Jan Wierusz Kowalski, Poczet papieży
Jan Wierusz Kowalski, benedyktyn, mieszkający w Tyńcu od 1937 roku. Materialista i komunista. W 1952 opuścił zakon, w 1959 opuścił stan kapłański. Od roku 1953 był agentem Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W latach 60-tych został pracownikiem Urzędu do spraw Wyznań. Propagator (a może i nie tylko?) Soboru Watykańskiego II (może ta informacja da trochę do myślenia sekciarzom z sekty uwielbienia II-go watykańskiego?). W latach 70-tych i 80-tych pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (habilitował się w 1975 roku). Od 1978 roku pracownik Departamentu IV MSW. Służbę zakończył w 1985 roku w stopniu majora. Zmarł w 2000 roku. Przynajmniej wystąpił ze stanu kapłańskiego. A ilu kapłanów, ba, autorytetów moralnych, nie stać na taką "uczciwość"? Książka jest typowym przykładem propagandy komunistycznej: "świadomy klasowo" (i resortowo) "historyk" manipuluje faktami i ocenami, które zawsze podawane są jako obiektywne oczywistości, a w rzeczywistości są ideologicznymi aksjomatami z komunistycznego, partyjnego elementarza "frontu walki ideologicznej". "Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca (...) prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa." (Jan.8:44)
Katechizm Kościoła Katolickiego, II wydanie poprawione
Już tytuł wprowadza w błąd, a potem jest jeszcze lepiej. Prezentowany "Katechizm" to w istocie Katechizm Kościoła Posoborowego - Sekty Ekumenicznej "Młodszych Braci W Wierze". Kościół Katolicki uczy od dwóch tysięcy lat, że "ostatecznymi sprawami człowieka są: śmierć, Sąd Boży i Niebo albo piekło". Posoborowy Katechizm Sekty Ekumenicznej przekonuje natomiast - we właściwej sobie bełkotliwej nowomowie ekumenicznej - że celem życia jest... "szczęście osoby ludzkiej". Nadprzyrodzone powołanie człowieka zastąpiono staraniem o dobrostan doczesny. Nasza mowa miała być "tak tak, nie nie". Prezentowany "Katechizm" zastąpił nakaz prostoty i jasności rozwlekłymi wywodami typu "w zasadzie tak, ale też i nie, a w ogóle, to...". Przeszło 700 stron takich pokrętnych wyjaśnień, a cel jest jeden: protestantyzacja katolicyzmu. Nie miejsce tu na dokładną, krytyczna analizę sprzedawanego "Katechizmu" - osoby zainteresowane tematem znajdą taką analizę np. w książce "Czy nowy Katechizm jest katolicki" (autorzy: Ks. Michel Simoulin, Ks. Alain Lorans, Ks. Philippe Marcille, Te Deum, Warszawa 2003). A osoby poszukujące prawdziwej nauki katolickiej znajdą taką bez trudu w prawdziwie katolickich katechizmach, jak np. św. Alfonsa Liguoriego, kard. Gasparriego, św. Piusa V, św. Piusa X, Katechizmie Apologetycznym Ks. Gadowskiego, katechizmie wg. Summy Teologicznej o. Tomasza Pegues'a OP, katechizmie Katolickim Dziecka Polskiego, itd., itd. - "szukajcie a znajdziecie".
Koszyk
Nowości
34,92 zł