Wyszukiwarka
Zaloguj się
Świat według Mellera
Książkę dostaliśmy z komentarzem, że jest to rzecz niezwykle cenna dla zajmujących się historią PRL-u i jego przepoczwarzania w "wolną Polskę", bo bez ogródek pokazuje "republikę kolesiów" w działaniu (i jednocześnie stanowi krótki kurs "jak zakochać się w sobie z wzajemnością"; jak mówił pan Piecyk: "jak się człowiek nie pochwali, to siedzi jak opluty"). Książka jest paradoksalnie (bo przecież nie było to wolą kolegów zaangażowanych w jej wydanie) przygnębiającym dowodem na to, że nepotyzm, kumoterstwo, klikowość, układy, korupcja i agenturalność są fundamentami i filarami "III Rzeczypospolitej". Celebryci PRL-u celebrytami III Rzeczypospolitej. Socjalizm jako religia, a z niej wynikające rodzinne, środowiskowe i agenturalne powiązania, które decydują o awansowaniu na stanowiska kierownicze nie tylko w państwie, ale również w środkach masowego przekazu, w biznesie, w kulturze. I organy państwa wykorzystywane do zaspokajania własnych, doraźnych, potrzeb. Ślepota kabotyńskiego samozadowolenia i socjalistyczno-komunistyczne przesądy każą widzieć w pogrążającym się w nędzy długów bantustanie cudowne miejsce do budowania swojego (swojej rodziny i swojego środowiska) dobrobytu. Po nas choćby potop. A zresztą zawsze można dać dyla do "europejskich instytucji". Tak, jak po 1968 roku dawało się dyla z "socjalistycznego raju", który budowało się z zaangażowaniem i bezwzględnością sowieckich agentów w latach powojennych. Oczywiście żaden ze "zmuszonych" wówczas do wyjazdu stalinowskich bezpieczniaków nie prezentował się na świecie jako stalinowski oprawca i ideolog. Skąd znowu, każdy był rzecz jasna "ofiarą polskiego antysemityzmu". Dziwnym trafem woleli kraje europejskie, a nie Izrael, czy socjalistyczną Kubę. Wielkie słowa: wolność, sprawiedliwość, demokracja, itp. są jedynie zasłoną dla maluczkich. Zaś przekonanie o "elitarności" środowiska, które wydało książkę, jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla utrzymywania kastowości i pogardy dla "kast niższych". A "klasa wyższa"? Oto post PRL-owska arystokracja, o stalinowskich korzeniach, co nie przeszkadza jej pudrować się na awangardę walki o wolność (wolność dla wybranych i oświeconych, broń Boże nie dla "ciemnogrodu", "nacjonalistów" i "antysemitów", czyli "faszystów"). Oto "elitarna elita": "Władek", "Rysiek", "Mietek", "Jasiu", "Adaś", "Hela", "Ziuta", "Józek", "Kazik", "Bronek", "Basia", "Wacek", itd. - "raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy". I historia zatacza koło: demokracja dla wybranych, kolejny etap w walce o "demokrację socjalistyczną". Socjalizm wszak to obietnica raju na ziemi. A miliony ofiar, których był przyczyną? No, cóż, to tylko wypaczenia słusznej idei. Ciekawe, że w tym przesądzie nawet akty niewyobrażalnego okrucieństwa i ludobójstwa są usprawiedliwiane "wzniosłością idei" (co w wypadku historyka jest szczytem ideologizacji nauki). Np. wandejska hekatomba, holocaust, w którym unicestwiano z nadzwyczajnym okrucieństwem katolików, całe osady, bez względu na wiek, płeć, jest usprawiedliwiany i pobłażliwie tłumaczony, a "inkwizycja", której nie sposób przypisać nawet ułamka okrucieństw wandejskich, podawana jest za przykład zwyrodnienia. Och, gdybyż wandejskie ofiary mogły liczyć choćby na skromną część procedur sądowych wprowadzonych do feudalnej "sprawiedliwości" przez inkwizycję! Socjalistyczne przesądy: rewolucja jest dobra, bo jest owocem oświeconego umysłu, inkwizycja jest zła, bo jest owocem "ciemnoty". A niewspółmierność ofiar i cierpienia? Cel wszystko usprawiedliwia: jest nim "wyzwolenie człowieka". Nawet jeśli w walce o wolność najlepszym środkiem "wyzwolenia" milionów okazuje się obóz koncentracyjny, gilotyna, masowe rozstrzeliwanie armatami, to i tak lepsze to, niż "stosy inkwizycji" (przez kilkaset lat można przypisać inkwizycji tyle ofiar ile w jeden dzień unicestwiał światowy socjalizm!). Ot, historia w służbie socjalistycznej ideologii i oświeceniowe kryterium prawdy (prawdziwe jest to, co służy "postępowi dziejowemu"). Zaiste: "życie ku wolności"...
Święci na każdy dzień
Księgę (razem z etui waży 4,5 kg!) wyprodukowała "Jedność", niemieckie wydawnictwo dla polskich katolików. Jego misją jest przemienienie - zgodnie z duchem posoborowego ekumenizmu - katolicyzmu w protestantyzm. "Produkt" jest typowym przykładem współczesnej "sztuki edytorskiej": piękna forma, która skrywa pustkę treści. Dlaczego Kościół czcił świętych i stawiał ich jako wzór do naśladowania? Dlaczego byli pomocą dla wiernych w ich zmaganiach doczesnych? Jak Kościół Tryumfujący wspomagał walkę o zbawienie dusz toczoną na ziemskim padole? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi, bo książka przedstawia nam świętych na sposób całkowicie świecki, tak jak przedstawia się polityków, czy działaczy społecznych: trochę faktów historycznych, trochę tła historycznego, czasem jakaś legenda i następny proszę. Spis świętych, który unika jak ognia nawiązywania do nadprzyrodzonego charakteru świętości. Ale kim w takim razie jest święty? Tylko jeszcze jednym z wielu dobrych ludzi? Jeśli tak, jeśli istotą zjawiska jest "dobroludzizm", to jaki sens ma mówienie o czymś takim, jak świętość? Protestantyzm obywa się bez świętych (no, może nie licząc Lutra i jemu podobnych "świętych heretyków"), to dlaczego sekta posoborowa nie może? Jak widać może.
75,31 zł
Tadeusz Breza, Spiżowa brama. Seria Głowy Wawelskie
Autor - równie sprawny pracownik dyplomacji II Rzeczypospolitej jak i stalinowskiego PRL-u. Jaką książkę może napisać o Watykanie i Kościele PRL-owski funkcjonariusz przydzielony w latach 50-tych XX wieku do "ambasady" w Rzymie? Jaka książkę o wierze może napisać człowiek, który pracując w dyplomacji Polski przedwojennej "odnalazł się" w dyplomacji stalinowskiej "Polski Ludowej"? Jaką książkę o religii może napisać człowiek, który dla kariery utrzymywał romans ze stalinowską, zwyrodniałą prokurator, odpowiedzialną za niezliczone zbrodnie na polskich patriotach? Jaki wymiar moralny i estetyczny może mieć twórczość człowieka, który literaturę podporządkował wytycznym cenzury i "wykreślonej przez partię linii politycznej"?
6,66 zł
Tadeusz Konwicki, Mała apokalipsa
Wydanie niezależne z 1985 roku z dodatkowymi tekstami, których autorami byli: L. Kołakowski, S. Kurowski i J. Korwin-Mikke. Powieść jak powieść, ale ten wstęp do "Drogich Czytelników", którym Wydawnictwo otwiera książkę! Niezwykłe świadectwo tarć ideologicznych w "środowiskach niezależnych". Nieocenione źródło informacji dla historyka chcącego dać prawdziwy obraz przepoczwarzającego się PRL-u. Duchy (może upiory?) przeszłości wiecznie żywe.
8,89 zł
Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących. Wiesław Romanowski (red.)
Wschodnie praktyki cielesne (dieta, higiena i ćwiczenia - joga, zen, etc.) w służbie dobrostanu fizycznego i psychicznego. Co trzeba zrobić z własnym ciałem (przepisy kulinarne, zdjęcia i opisy pozycji w ćwiczeniach, itp.), by doznać ukojenia i uszczęśliwienia. Autorzy przestrzegają jednakże przed ślepą wiarą, że joga jest panaceum na dolegliwości ciała i ducha. Co więcej: niefachowe podejście do diety i ćwiczeń może wręcz stworzyć zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia. I panaceum stanie się pacaneum. Jak powiadał pewien zawodowy polski joga: "trzeba wiedzieć jak się skręcić, żeby się nie przekręcić". Eh, wszędzie te niespodzianki, nawet wspaniała joga ma swoje "plusy dodatnie i plusy ujemne"...
11,45 zł
Teresa Torańska. Są. Rozmowy o dobrych uczuciach
Książka pisana wazeliną. Hagiografia, "żywoty świętych czerskich". Pieczeniarze i celebryci przepoczwarzającego się PRL-u w autoadoracji. Tacy jesteśmy cudowni i tyle dobra na świat sprowadzamy, ale niestety, są jeszcze źli ludzie, którzy nie doceniają, jakim jesteśmy błogosławieństwem dla "tego kraju". Tyle się wycierpieliśmy na niwie i w służbie, a tu źli ludzie robią nam wbrew. Nie szczędziliśmy trudu i ofiar, lecz nasze "dobre uczucia" okazały się zbyt słabe wobec zła właściwego tubylcom (wiadomo: ciemnogród, nacjonalizm, antysemityzm - cóż, nie wszyscy mieli tak wysublimowanego ducha, by dostąpić wyróżnienia i zostać "TW"). Prolegomena kultu gazetowej - jedynej słusznej, poprawnej politycznie - historii (klęcznik - do czytania - powinien być dodawany w gratisie). Bałwochwalstwo, kłamstwa i obrzydliwość moralna (według autorki i jej "bohaterów" agent obcego państwa, współpracownik okupanta i szpicel tajnej policji politycznej "góruje moralnie" nad swoimi ofiarami, bo ofiary chcą... ujawnić prawdę o swoich oprawcach i ich pomagierach!). Rycynus.
Terry Deary, Straszna historia świata
Na okładce recenzentka z "The Times" zdaje pytanie "Dlaczego nie była takich książek o historii, kiedy byliśmy mali?". Odpowiedź jest prosta: dlatego, że kiedyś próbowano dzieci uczyć i wychowywać, a nie podlizywać się im i ze wszystkiego robić idiotyczną zabawę. Książka wyjątkowo głupia i zła. Infantylni autorzy zdaja się mieć jedną receptę na wzbudzenie zainteresowania: szokować rzeczami obrzydliwymi. Zakładają, że dzieci normalnych już nie ma, że nauczanie ma polegać na dostosowaniu poziomu przekazu do najgłupszych i najgorszych w klasie. Całkowite odwrócenie porządku: normy wyznaczają nie najlepsi i najbardziej pracowici, tylko najgorsi i najbardziej leniwi. Wydawnictwo specjalizuje się w wydawaniu komiksów, więc nic dziwnego, że "normalne" książki wydaje też w komiksowym stylu. Dużo rysunków, krótkie historyjki obrazkowe, lakoniczne teksty. I - jakby tego było mało - autor, dostosowując opowiadanie historii do wymogów politycznej poprawności, kłamie, zastępując prawdę ideologicznymi fałszerstwami, albo wręcz kompletnymi idiotyzmami (np. na liście największych zbrodniarzy w historii, "potworów", obok Heroda, Hitlera, Stalina pojawia się... Kolumb! - m.in. za "zabójczy tytoń" - brak natomiast na niej Pol Pota, Mao, itd.). Książka jest żenująca pod względem merytorycznym i kulturowym. Między innymi również dlatego, że napisana i narysowana z denerwującą, kabotyńską manierą naśladowania uczniowskich wygłupów na lekcji, kiedy to każdą wypowiedź nauczyciela trzeba skomentować "dowcipną", szyderczą uwagą mamrotaną do najbliższych kolegów. Obowiązkowe również drwiny ze szkoły. Autor przedstawia historię jako zbiór plotkarskich ciekawostek - całkiem jak memy, albo "sensacje" z pism i portali publikujących "rewelacje" z życia celebrytów. Żadnej analizy, żadnych związków między rozsypanymi "anegdotkami", żadnego rozumienia procesów historycznych. Za to autor jest "równiachą", czyli posługuje się "językiem młodzieżowym" - wyjątkowo żenująca próba pozyskania sympatii młodocianych czytelników, tym bardziej nieskuteczna, że gwara młodzieżowa podlega ciągłej i szybkiej ewolucji. Chaos i infantylizm - jakby głównym celem było zaprzeczenie prawdzie, że historia magistra vitae est. A może o to chodzi? Zamiast sensownej nauki bezsensowna zabawa? Zamiast rozwoju regres? Zamiast dojrzałości zdziecinnienie? Zamiast odpowiedzialnych, dorosłych ludzi duże, wieczne dzieci? Niewolnicy nieustającej zabawy. Chleba i igrzysk. I nic więcej.
29,90 zł
Thomas Merton OCSO, Modlitwa kontemplacyjna
Thomas Merton, niespełniony pisarz i amator filozofii, zakonnik-intelektualista, który uznał za swe powołanie modernizowanie zastanej tradycji, snuje dywagacje o modlitwie spełniającej subtelne oczekiwania "ludzi na pewnym poziomie". Jezus nakazywał "nauczać inne narody", ale przecież "świat idzie naprzód i trzeba być nowoczesnym", czyli zamiast głosić naukę Chrystusa i "nawracać chodzących w ciemności" należy być "postępowym" i brać z różnych herezji i z różnych kultów pogańskich to, co "jest w nich cenne". I tak "swąd szatana rozchodzi się po Kościele". Książka nie jest więc lekturą dla "ubogich w duchu", którzy troszcząc się o codzienne sprawy doczesne starają się, by "we wszystkim był Bóg uwielbiony" (nawet w najzwyklejszej pracy, wynikającej z ich prozaicznych obowiązków stanu) oraz by ich wysiłki miały - jako główny cel - zbawienie duszy (i łączą pracę z modlitwą, np. z odmawianiem różańca). To religia zbyt pospolita. Autor tęskni za rzeczami zgoła subtelniejszymi - wszak noblesse (ducha) oblige. Jakże odległa to droga od wykładanej w "Naśladowaniu Chrystusa" - nawet i w tym, że imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa w zasadzie w książce Mertona nie występuje. Występują za to różni myśliciele, dla których nakazem nie jest "wzięcie krzyża swego", ale "nieustająca troska o polepszenie bytu społeczno-ekonomicznego oraz powszechne braterstwo". Wiadomo: żebyśmy tylko zdrowi byli, bo zdrówko najważniejsze (a nic tak nie wzmacnia zdrówka jak "joga" i "medytacja", to przecież wie każdy wykształcony człowiek, nawet socjolog). Od dwóch tysięcy lat ta sama historia: uczeń Chrystusa, który jest przekonany, że wie lepiej od Niego na czym powinna polegać misja Mesjasza i - by zapewnić tej misji odpowiedni społeczny i polityczny cel i wydźwięk - gotów jest (za drobną opłatą rzecz jasna - nie musi być dużo, wystarczy jakieś honorarium, grant, nawet trzydzieści srebrników) sprzymierzyć się z przeciwnikami i wrogami Zbawiciela. Judasz był intelektualistą - wrażliwym intelektualistą. Przecież nie wziął dużo!
16,28 zł
Tim Healey, Najsłynniejsze na świecie zbrodnie w afekcie
Do czego może doprowadzić miłość. Ale, jeśli do tego doprowadza, to czy rzeczywiście była to miłość?
5,43 zł
Timothy Radcliffe, Siedem ostatnich słów
Tytuł "Siedem ostatnich słów" nie mówi, czyje to mają być owe "ostatnie słowa". Sugeruje rzecz znaną Chrześcijanom, ale tylko sugeruje. Oto w tytule "ostanie słowa", ale bez Chrystusa. Bardzo wiele mówiący tytuł przez swoje "milczenie", opuszczenie, przez brak Syna Człowieczego. Jak krzyż bez pasyjki. Autor - Timothy Radcliffe - dla jednych "nowe, otwarte chrześcijaństwo" dla innych "heretyk w sukience dominikanina". Książka nie ma imprimatur, co też wiele mówi. Wśród internetowych opinii krytycznych dominują dwie: jedna widzi w autorze pospolitego głupca (w sensie biblijnym: głupiec, to ktoś, kto nie wierzy Bogu, a wierzy w bożki), druga chytrego karierowicza, który rozpoznał doskonale skąd płyną "granty" i "apanaże" (autor propaguje sodomię w kościele i w Kościele, otwarcie krytykuje tradycję Kościoła, każe chrześcijanom przepraszać wszystkich i za wszystko, umizguje się do islamu i judaizmu, itp.). Głupek, czy karierowicz co to ma za znaczenie? Jeśli autor przekonuje, że za "holocaust" (rozumiany zgodnie z rozumieniem lansowanym przez "przedsiębiorstwo holocaust") odpowiadają... chrześcijanie, to jakie ma znaczenie z jakich powodów "zakonnik" utożsamia hitleryzm (ruch polityczny w warstwie duchowej okultystyczny i jawnie szatański, antychrześcijański) z chrześcijaństwem? Bez względu na powody taka "nauka" musi sprawiać ogromną radość w piekle. Jakże daleko odeszło "nowoczesne, otwarte chrześcijaństwo" od "Naśladowania Chrystusa". Oto współcześni dominikanie: zakon, który od obrony chrześcijaństwa przeszedł do jego negowania. I nie ma co przypominać autorowi słów Chrystusa, że "kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza", bo zgodnie z "otwartą i nowoczesną wiarą" Radcliffe'a Chrystus nie mógł powiedzieć czegoś "tak nietolerancyjnego". Autor - jak Judasz - wie lepiej od Chrystusa. Cóż, jeśli wśród Apostołów, wśród dwunastu wybranych przez Jezusa, wśród dwunastu, którzy żyli z Jezusem, których nauczał, i których przygotowywał do głoszenia Dobrej Nowiny, znalazł się jeden, który go sprzedał, to może nie jest dziwne, że i wśród innych chrześcijan jedna dwunasta (czyli około 8%) okaże się zdrajcami, przedkładającymi swoje mniemania i nędzne korzyści doczesne nad Słowo Boże? Wojna, która będzie się toczyć, aż do końca świata... . "Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie". (Mt 18).
24,00 zł
Tony Thorne, Słownik pojęć kultury postmodernistycznej
Tony Thorne zadedykował swój słownik "Rocznikowi '68". Symboliczne wskazanie na pochodzenie współczesnego śmietnika, jaki z rozpędu i zgodnie z "postmodernistycznym" nicowaniem pojęć nazywa się "kulturą". A przecież nie ma, bo nie może być, "kultury postmodernistycznej". Wszak istotą postmodernizmu jest właśnie jego antykulturowy, kontrkulturowy charakter. Oto jądro "postmodernizmu": wiedza i związana z nią prawda zastąpione ideologią i różnymi prymitywnymi wierzeniami, dobro zastąpione jawnie głoszonym i praktykowanym złem, piękno i harmonia świadomie gwałcone brzydotą i obrzydliwością, szacunek dla ludzkiego życia zastąpiony histerią ekologiczną wspartą zmuszaniem do aborcji, eutanazji i kultem dla eugeniki, półanalfabeci i półgłówki czczeni jak bogowie i przedstawiani jako geniusze. A wszystko w chaosie pojęć, gdzie celowo niszczy się znaczenia słów: dyktaturę zdeprawowanej mniejszości nazywa się demokracją, totalitarną wszechwładzę państwa i totalną kontrolę rodziny sprawowaną przez państwowe organy nazywa się wolnością, zniewolenie i przymus nazywa się krzewieniem tolerancji, agresywną cenzurę światopoglądową nazywa się dialogiem społecznym, bluźnierstwo nazywa się religią, atak na chrześcijaństwo i chrześcijan nazywa się tolerancją religijną, ludzkim działaniem nazywa się działanie powodowane instynktami i elementarnymi, fizjologicznymi podnietami i pobudkami, życie na kredyt nazywa się działaniem gospodarczym, gospodarkę sparaliżowaną setkami urzędniczych regulacji i "drukowanie" pieniędzy nazywa się wolnym rynkiem, itd, itd, itd. W miejsce sensownego trudu, systematycznej i celowej pracy i wypoczynku po trudzie wprowadza się "zabawę" pojmowaną jako nieustanną utratę świadomości w obłąkanym, fizycznym odurzeniu. Zebrane w jednym tomie "mody, kulty, fascynacje" (taki podtytuł) właśnie przez to, że zebrane razem porażają swoją gigantyczną głupotą. Aż trudno uwierzyć, że ludzie mówią, piszą, robią i wierzą w takie brednie. Bo najkrótszą definicją postmodernizmu będzie określenie go jako światopoglądu, który zbiera w sobie wszystkie zabobony (by użyć określenia O. Bocheńskiego), w jakie wierzył człowiek od zarania dziejów i na całym świecie. Zbiór wewnętrznie sprzeczny, w którym np. wiara w różne pogańskie gusła sąsiaduje z wiarą w "naukę". Oto świat duchowy współczesnego "człowieka prymitywnego" - zapoznany i odrzucony dorobek duchowy cywilizacji europejskiej. Po raz pierwszy w dziejach nieokrzesani i agresywni barbarzyńcy, groźni dla kultury i cywilizacji, nie przybyli z zewnątrz, " spoza gór i rzek". Zostali wyhodowani przez tę cywilizację: w "oświeconym" systemie edukacyjnym. W szkołach, w których z założenia jajo mądrzejsze jest od kury (jeden z fundamentalnych absurdów postmodernizmu: dorośli mają uczyć się od dzieci). Książka uzmysławia jeszcze jedną, przerażającą prawdę, choć może to uzmysłowienie nie jest zgodne z intencją autora: otóż logiczną konsekwencją "kultury postmodernistycznej" będzie rzeź prawdziwa. Po zabiciu ducha (czyli człowieczeństwa) przyjdzie kolej na ciała (czyli na ludzi). Armagedon ante portas. ©Antykwariat Domowy™
14,32 zł
Tore Zetterholm, Ilustrowany Przewodnik Literatura Świata
Idealny zbiór wiadomości dla salonowych omnibusów. Człowiek światowy, obywatel jeśli nie świata, to przynajmniej Europy, znajdzie w tej książce przede wszystkim moc ilustracji (wiadomo: zobaczyć, to nawet więcej niż wiedzieć) oraz wystarczającą dawkę opinii i ocen (zgrabnie zmieszanych z informacjami), by mógł błyszczeć w towarzystwie jako człowiek oczytany. Oczywiście, taki "człowiek kulturalny" nie musi czytać oryginałów (zresztą prawdę powiedziawszy dużo literackiej twórczości to tylko słoma i strata czasu), wystarczy, że przejrzy (w dosłownym sensie) niniejszy "Przewodnik", a może śmiało prezentować się salonowemu towarzystwu "wyciętemu z gazet" i "ulepionemu z telewizji" jako znawca literatury światowej, a nawet rodzimej (rzecz jasna z odpowiednim dystansem do polskiej zaściankowości). Ogólna zasada jest prosta: pisarze "nowocześni", "postępowi", "odważni", itp. są przedstawiani w samych superlatywach, natomiast pisarze, którzy traktują pisarstwo jako sztukę, więc starają się, by ich twórczość służyła pięknu, prawdzie i dobru są przedstawiani zawsze z uwagami krytycznymi. Można odnieść wrażenie, że nic tak nie dyskwalifikuje pisarza, jak "konserwatyzm", czyli właśnie zdrowe odróżnianie piękna, dobra i prawdy od głupoty, obrzydliwości, fałszu, brzydoty i dewiacji. Kwintesencja "salonowego wychowania" (Wiech): można prawie nic nie wiedzieć - wystarczy znać "postępowe" oceny. I temu służy ta książka: wbiciu do światowych głów "postępowych" ocen. "Tak hartuje się stal", czyli młotkowanie w imię postępu.
12,51 zł
Tove Jansson, Lato
Babka, czyli kres życia i sześcioletnia dziewczynka, czyli jego początek. I wspólne wakacje na osamotnionej wyspie, a zatem nie ma wyboru: trzeba ze sobą rozmawiać. Żeby rozmowa się kleiła, oczywiście trzeba rozmawiać o rzeczach interesujących obie bohaterki. Jednym słowem książka bardziej dla dorosłych, niż dla dzieci. Ktoś, kto pokochał Muminki za młodu na pewno zachwyci się w wieku dojrzałym (czy dojrzewającym) "Latem".
5,43 zł
Trzy stylistyki greckie. Arystoteles, Demetriusz, Dionizjusz
W tomie: Arystoteles - Retoryka (Księga III), Demetriusz - O wyrażaniu się i Dionizjusz - O zestawianiu wyrazów. (Starożytni musieli uczyć się tych rzeczy, ale w czasach internetu "wyrażanie się" jest umiejętnością pospolitą i naturalną...).
5,43 zł
Umberto Eco, Diariusz najmniejszy
Bardzo nas ciekawi, co napisałby Eco o tej książce, gdyby potraktował ją tak samo błyskotliwie, jak "bezkompromisowo" traktował rzeczy cudze. Jeśli podszedłby do niej z równą "przenikliwością spojrzenia" czy też "obnażyłby" jej "paradoksy i uzurpacje (...), miałkość i umysłową tandetność", której świadectwa odnajdywał wszędzie i we wszystkim naokoło siebie? (cytaty za wydawcą).
4,53 zł
Vittorio Possenti, Rewolucja ducha. Doktryna społeczna Kościoła widziana oczyma kard. Karola Wojtyły
Posoborowa sekta Młodszych Braci w Wierze i wywiad z jej przyszłym przywódcą duchowym na temat dlaczego "kościół nowego adwentu" zastąpił katolicką naukę o zbawieniu nauką o "prymacie osoby", czyli dlaczego zastąpił głoszenie Ewangelii "zainteresowaniem osobą ludzką i jej rozwojem". Klasyczna pozycja nowomowy ekumenicznej.
W. Konrad Osterloff, Synowie Kuguara i Lisicy
Opowieści z historii Chile pisane dla PRL-owskiej młodzieży.
4,53 zł
Wacław Kubacki, Smutna Wenecja, Seria Głowy Wawelskie
Jeszcze jedna książka - tym razem PRL-owskiego pochodzenia - dla miłośników Wenecji, miasta, którego nie zburzy żaden barbarzyński najeźdźca, bo gdzie by przyjeżdżał na "romantyczne wakacje"? Ach! Wenecja! Nie to, co Warszawa, albo... , a zresztą: czy zmieściłaby się na naszej stronie pełna lista polskich miast zrujnowanych przez oszalałych sąsiadów, którzy w Wenecji pojawiają się jedynie jako romantyczni turyści? Czy do pomyślenia byłyby łapanki nad kanałami? Gondole wypełnione ciałami rozstrzelanych na Placu św. Marka? Obóz koncentracyjny na Murano? Ach! Wenecja! Nikt jej nie zagrozi. Chyba, że któregoś dnia pochłonie ją morze, ale to już zupełnie inna historia...
4,53 zł
Koszyk
49,31 zł