Menu
- COMMODORE 64
- Książki
- Rozkosze ciała
- Literatura zagraniczna
- Audiobooki
- Literatura polska
- Varsaviana
- Filozofia, socjologia, psychologia, religia...
- Kryminał, sensacja, groza,...
- Obcojęzyczne
- Podręczniki i pomoce naukowe
- Świat i przyroda
- Słowniki i encyklopedie
- Sztuka
- Outlet intelektualisty
- Biznes
- Historia
- Militaria
- Literatura dziecięca i młodzieżowa
- Komiksy
- Pocztówki, plakaty
- Płyty winylowe i CD
- Kasety magnetofonowe
- Muzyka DVD
- Filmy
- VHS
- Audio Hi Fi
- Modele, modelarstwo i zabawki
- Elektronika sentymentalna
- Różne sprzęty i zegary
- Grafiki, obrazy, rysunki, numizmaty
- Ręczne hafty i zabawki naturalne
- Zamówienia Specjalne
Nowości
Promocje
Wyszukiwarka
Zaloguj się
Orlando Figes, Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji
0
Opis
Orlando Figes, Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji. Przekład Władysław Jeżewski.
Wydawnictwo Magnum, Warszawa 2008. Stron 608. Okładka twarda. Książka nowa.
Produkty powiązane
Richard Pipes, Rosja bolszewików
Trzeci tom historii państwa, które bez względu na to, jak się nazywa i kto w nim rządzi oparte jest na niewoli, korupcji, zbrodni i bezprawiu. Monumentalne dzieło Richarda Pipsa.
Robert Service, Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii.
Historia komunizmu "od początku do upadku". Upadł, chociaż tak namiętnie całowali się jego "przywódcy"? Przecież teraz takie pieszczoty stają się niemal modne. Więc niektórzy pytają: czy komunizm rzeczywiście upadł? Czy upadła "zbrodnicza ideologia"? Jeśli była zbrodnicza, to jest zakazana? To jego funkcjonariusze i ideolodzy ponieśli lub ponoszą karę? Tyle pytań. Co więcej, oprócz stawiania pytań dowodzą, że ideologia ma się świetnie (bo czym jest klejona współczesna, "genderowa", "laicka" Europa, lub co z Chinami wyrastającymi na pierwszą światową potęgę?), że jej wyznawcy i funkcjonariusze opanowali centra polityczne, decyzyjne i biznesowe, że komunizm się przepoczwarzył i dostosował do stylu XXI wieku... . Jedno jest pewne: komunizm to nie tylko zbrodnicza ideologia, ale najbardziej zbrodnicza. I - o zgrozo - wciąż wyznawana przez miliony, a przynosząca wielkie profity nielicznym wybrańcom (komunizm to opium dla mas?). A więc upadł, czy ewoluował - jednym słowem zapraszamy do lektury.
„Jesteście naszą wielką szansą”. Młodzież na rozstajach komunizmu 1944–1989, red. Paweł Ceranka i Sławomir Stępień
Tak książkę opisuje wydawca: zbiór referatów wygłoszonych podczas konferencji naukowej „»Jesteście nasza wielką szansą«. Młodzież na rozstajach komunizmu 1944–1989”, zorganizowanej przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Warszawie. Przedstawiono w nich różne przejawy aktywności młodzieży polskiej po 1944 r., zarówno w organizacjach związanych z Polską Partią Robotniczą i Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą, niezależnych organizacjach starających się jednak działać legalnie, jak i formacjach nastawionych na opór wobec systemu komunistycznego.
Tom dopełniają artykuły autorów zewnętrznych, wspomnienia osób będących młodymi ludźmi w latach pięćdziesiątych oraz wybór dokumentów z Archiwum IPN.
Alan Bullock, Hitler i Stalin, tomy 1 i 2
Podtytuł: "Żywoty równoległe". Dwaj bogowie socjalizmu - narodowego i międzynarodowego - w walce o wyłączność w panowaniu nad światem, za którą zapłaciły miliony zwykłych ludzi. I miliony zwykłych ludzi, którzy bogom swoim gotowi byli oddać życie. Niemcy i Rosja, i ich najlepsi synowie z piekła rodem. Obu łączyła jedna rzecz: umiłowanie pokoju. "Walka o pokój", "obrona pokoju", "utrwalanie pokoju" były "główną nutą propagandy" hitlerowskiej i stalinowskiej (s.5). Książka pokazuje jak ten pokój budowano - najpierw równolegle: w Niemczech i w Rosji Sowieckiej, a potem na świecie.
R. A. Miedwiediew, Ludzie Stalina
Sześć biografii ludzi z najbliższego otoczenia Stalina. Sześciu typowych przedstawicieli stalinowskiego reżimu.
Teczka specjalna J. W. Stalina, Raporty NKWD z Polski 1944 - 1946
Tytuł mówi wszystko: dokumenty pokazujące czym w istocie było "wyzwolenie" Polski przez sowietów w 1944 - 1945 roku. Metody niszczenia odradzającej się państwowości polskiej, likwidowania polskiej armii, podporządkowania sowietom (i współpracującym z nimi zdrajcom) życia politycznego i społecznego, instalowania sowieckiego reżimu okupacyjnego... I pomyśleć, że to tylko drobna cząstka ujawnionych archiwów.
Władimir Bieszanow, Latające trumny Stalina
Jak pisze Wydawca: "obalając stalinowskie mity, autor ujawnia prawdę o naukowo-technicznej nieefektywności systemu, za którą zapłacono dziesiątkami milionów istnień ludzkich". W tej książce mowa o lotnictwie. Ale przecież prawie wszystko w Związku Sowieckim potrzebowało dziesięcioleci, by osiągnąć stan sprzed rewolucji. Z wyjątkiem głodu i nędzy - tu "Kraj Rad" okazał swe "wyjątkowe możliwości" bardzo szybko.
Wielki Głód na Ukrainie 1932-1933
Związek Sowiecki jako okupant i zbrodnia ludobójstwa na ludności Ukrainy. W imię kolektywizacji celowo i z premedytacją zagłodzono państwowo 7 milionów ludzi. Oto "ustrój sprawiedliwości społecznej" w działaniu i socjalizm/komunizm w najczystszej postaci. Państwo i ideologia, które "wyzwoliły człowieka" mordując i zamęczając miliony własnych obywateli. A w czasie, gdy ludzkie cierpienie stało się fundamentem, na którym wznoszono gmach "pierwszego państwa socjalistycznego na Ziemi" tysiące zidiociałych "intelektualistów", celebrytów świata wolnego, zakochanych we własnej genialności "pożytecznych idiotów" (Lenin) wspierało z całych sił najbardziej nieludzki system państwowy świata nowożytnego. A ich dzieci (duchowe, niekoniecznie faktyczne) nadal wierzą w sens i piękno socjalizmu/komunizmu w XXI wieku - tłumaczą swój fanatyzm "prawdą" idei, której nie mogą przyćmić "wypaczenia oraz błędy" popełniane przez jednostki. Wszystkim współczesnym socjalistom/komunistom lektura książki wydanej przez IPN powinna być zalecana jako lektura obowiązkowa. Choć z drugiej strony... i tak nie uwierzą. Wszak wierzą w to, w co wierzą - nie po to, by przestać wierzyć, ale by innych do swojej wiary przymusić. I koło (historii) się zamyka.
Wielki Terror: operacja polska 1937–1938, dodatek płyta DVD, tom I i II
Z opisu wydawcy: "szalejący w ZSRS w drugiej połowie lat trzydziestych Wielki Terror przyniósł ze sobą zagładę wielu istnień ludzkich. Rozpętana i kierowana przez Józefa Stalina fala represji dotknęła nie tylko „elementy kontrrewolucyjne”, „antysowieckie”, ale także członków partii komunistycznej, aparat bezpieczeństwa i wreszcie mniejszości narodowe "Kraju Rad". Szczególny cios Stalin wymierzył w Polaków zamieszkujących Białoruś, Ukrainę, liczne miasta w Rosji, a także Syberię. W wyniku zastosowanych represji ponad sto tysięcy osób narodowości polskiej utraciło życie." Dokumentalny, wstrząsający zapis czystki etnicznej na ludności polskiej. A czego można oczekiwać od "największego przyjaciela Polski"? Rosjanie mają pretensje, że w Polsce demontuje się pomniki poświęcone "wyzwolicielom". Znajomy historyk sugerował, ze powinniśmy otoczyć te pomniki specjalną troską: pomniki zostawić, tylko opatrzyć tablicami mówiącym prawdę...
Wrzesień 1939 radzieckie zagrożenie Rzeczypospolitej w dokumentach, relacjach i wspomnieniach, Wybór i opracowanie Wojciech Włodarkiewicz
Tytuł bardzo długi, mówi wiele, ale nie wszystko. Otóż przywoływane (i często reprodukowane) dokumenty, relacje i wspomnienia są materiałami, które po raz pierwszy zostały opracowane i opublikowane. A źródłem ich byli ludzie z centrów decyzyjnych II Rzeczpospolitej - śledzimy więc relacje z pierwszej ręki, które ukazują poziom wiedzy i decyzji niedostępny zwykłym uczestnikom wydarzeń. Bezpośrednie świadectwo i świadomość, a czasem porażająca nieświadomość, fatalnego i ostatecznego końca pewnego świata - końca wolnej Polski.
Orlando Figes, Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924
Tragedia, ale i koszmar, narodu - ale i narodów. Rewolucja w Rosji, którą komuniści nazwali "rewolucją październikową" (bo była w listopadzie), kojarzona jest z rokiem 1917. Autor tej monumentalnej książki rewolucji rosyjskiej nadaje znacznie bardziej rozległe ramy: szuka jej początków w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku, a zakończenia w połowie lat 30-tych XX wieku. Książka imponuje wielością omawianego historycznego materiału i przytłacza bezmiarem zła uwolnionego w chaosie wojny domowej, a następnie kultywowanego przez "państwo robotników i chłopów". Jak łatwo jest przemienić ludzi w bestie. I jak łatwo zbudować państwo na najczarniejszych cechach ludzkiej duszy (może dlatego tak łatwo poszło, że istnieć duszy państwowo zakazano). Sowiecki komunizm - najbardziej zakłamany (państwo totalne, które ogłosiło się pierwszym królestwem wolności, a bezprawie nazwało prawem) i najbardziej morderczy i bestialski system w dziejach ludzkości (państwowy przymus znoszący wartość ludzkiego życia jako fundament wszystkich więzi społecznych). Uwaga! Książka zawiera nie tylko wstrząsające opisy zbrodni komunizmu sowieckiego, ale również koszmarne zdjęcia (kanibale z czasów głodu na Ukrainie, torturowany polski oficer z wojny w roku 1920,...). Książka powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy czują jakąkolwiek sympatię dla socjalizmu i komunizmu. Niestety, tego rodzaju ciągoty są zawsze wynikiem ignorancji bądź wyrachowania (lub ich mieszanki). Ot, i sprzeczność, która jest przeszkodą nie do pokonania: żywić nadzieję na wysiłek poznawczy tam, gdzie króluje lenistwo intelektualne i moralne. A rewolucja, zanim utopi państwo we krwi, zaczyna się w samym centrum samouwielbiającej się władzy - co potwierdza tylko myśl Alexis'a de Tocquevill'a, że wybuch rewolucji jest zwieńczeniem procesów społecznych i historycznych, a nie ich zapoczątkowaniem. Tak jak socjalizm i demokracja to dwa nie dające się pogodzić systemy. Dlatego rewolucja pożera własne dzieci.
Richard Pipes, Rewolucja rosyjska
Richard Pipes opisuje w drugim tomie trylogii upadek Rosji i powstanie najbardziej zbrodniczego i zaborczego państwa ery nowożytnej. Ten proces nazwano "rewolucją".
Markiz de Custine, Listy z Rosji
Listy z Rosji Astolphe'a Louis'a Leonor'a markiza de Custine (ufff...), choć opisują Rosję w 1839 roku (taki podtytuł) to w 1988 roku, w PRL-u, mogły ukazać się tylko w wydaniu "podziemnym" (to wydanie oferujemy). Niby carskiej Rosji już nie było, niby na straży światowego pokoju i dobrobytu stało państwo, które szczyciło się swoją "władzą robotników i chłopów", czyli najwspanialszą z demokracji, bo "demokracją ludową", zbudowaną na gruzach obalonego rewolucyjnie caratu, a tu proszę, zakaz socjalistycznej cenzury! Propaganda sowiecka nie tylko, że nie korzystała z historycznego opisu caratu, ale nawet zakazywała o tym opisie wspominać! Co sprawiło, że za wydrukowanie pod koniec XX wieku obrazu zaborcy z pierwszej połowy XIX wieku groziła "kara więzienia i przepadek mienia służącego do popełnienia przestępstwa"? Jeszcze jeden z dowodów na ciągłość charakteru i polityki Rosji bez względu na panujący w niej "ustrój": despotyzm, tyrania, przemoc, agresja to środki, którymi od wieków realizuje swoją zaborczą politykę i krucjatę przeciw wolności. Rosja to tyrania - niezmienny wróg wolności (politycznej, społecznej, ekonomicznej, duchowej) i niezmienny wróg prawdy. Jej jedynym celem istnienia jest zdobycie i utrzymanie panowania nad czym się da i jak się da: panowania dla samego panowania i bez względu na środki temu służące. Kwintesencja okrutnego mongolskiego ducha azjatyckiego - konsekwencja średniowiecznej klęski słowiańskich księstw ruskich, konsekwencja zwycięstwa i panowania Tatarów. Azja w najczystszej, przerażającej postaci. Jednym słowem - Rosja.
Wiktor Suworow, GRU
Wiktor Suworow, tym razem o GRU, czyli - jak głosi podtytuł - o radzieckim wywiadzie wojskowym. Nie ma już ZSRR, KGB zmieniło nazwę, a GRU wciąż pod dawnym szyldem i w Rosji robi to samo, co robiło w ZSRR, tylko... lepiej! Manipulacja, zastraszanie i terror jako jedyne więzi międzyludzkie, uruchomienie najciemniejszych stron ludzkiego ducha jako głównych sił działania i życie człowieka bez jakiegokolwiek znaczenia samo w sobie, a nabierające znaczenia jedynie w zakresie podporządkowania aktualnej, państwowej ideologii... . Jednym słowem sowieci, komuniści, moskiewscy socjaliści, Rosja. Nie ma wątpliwości, kto jest panem tego świata - ich świata. I nie ma wątpliwości, że najlepszym sprawdzianem zaprzaństwa lub zidiociałej naiwności jest aprioryczny, lekceważący stosunek do "spiskowych teorii", zwłaszcza tych, gdzie Rosja gra jedną z głównych ról. Duch mongolski w praktyce. Dodajmy, że w bardzo skutecznej praktyce. Ilość funkcjonariuszy, bezwzględność, brak jakichkolwiek ludzkich wartości, norm i zasad postępowania oraz tępy upór dają jednak przewagę. Obeliks mówił "ale głupi ci Rzymianie". Rzym upadł... Ale głupi ci Europejczycy...
Michał Heller, Maszyna i śrubki. Jak hartował się człowiek sowiecki
Jedna z klasycznych i podstawowych lektur na temat dewastującej człowieczeństwo ideologii totalitarnej głoszącej "wyzwolenie człowieka". Zdawało się, że wraz z "upadkiem Związku Sowieckiego" tego typu analizy staną się jedynie rozprawami historycznymi. Tymczasem socjalizm wiecznie żywy - ideologia postępu w natarciu: "przymus we wszystkich formach, poczynając od eliminowania fizycznego... jest metodą kształtowania nowego człowieka z materiału ludzkiego epoki państw narodowych, epoki rodziny rozumianej jako związek kobiety i mężczyzny, epoki dwóch płci..." "Róbta co chceta" (jak głosi jedno z błyskotliwych haseł sił postępu), ale pod warunkiem, że ciemnej masie wtłoczy się w ich zakute łby, co mają chcieć, bo nie daj Boże (oj, oj, tylko nie z dużej litery!) będą chcieli czegoś innego niż powinni? "Dialektyka rewolucyjna" jako zaprzeczenie logiki i nienawiść do Boga jako uczucie najważniejsze są tak przeciwne najgłębszej naturze ludzkiej, że bez totalnego przymusu i prania mózgu mogą być głoszone i wprowadzane tylko przez socjopatów i psychopatów. "Człowiek sowiecki" staje się prototypem człowieka "postępowego", a zatem książka wykracza - o zgrozo - poza epokę istnienia "Związku Sowieckiego".
Szeptane procesy
Komisja Specjalna wysłała w latach 1945 - 1954 na śmierć i do obozów pracy niezliczone niewinne ofiary. Niewinne, bo jedyną ich "zbrodnią" było opowiedzenie dowcipu o sowietach w PRL-u, dorysowanie wąsów Bierutowi, zamalowanie na czarno okien w "Pałacu im. Stalina", ... . Wyroki odbierające lub niszczące życie za opowiedzenie "kawału o żydokomunie", za śmiech w czasie audycji radiowej, za krzywe spojrzenie na portret "Wodza Światowego Proletariatu". Książkę powinni obowiązkowo przejrzeć (wydanie poraża naturalistycznymi reprodukcjami donosów, materiałów bezpieki, wyroków, materiałów propagandowych) i przeczytać "zduraczeni" (St. Michalkiewicz) homo sovieticus, którzy do dzisiaj podziwiają "Pałac Kultury i Nauki". Może wtedy zrozumieją, że jego rozbiórka jest kwestią honoru obywatelskiego i narodowego oraz czci dla milionów niewinnych ofiar sowieckiego okupanta. Może wtedy zrozumieją, że pozostawienie "PeKiNu" w centrum stolicy jest porównywalne z wystawieniem w centrum własnego mieszkania ołtarza z fotografią ojcobójcy - gwałciciela matki i oddawanie mu czci. Książki takie, jak prezentowana dowodzą, że nie ma czegoś pośredniego między prawdą a kłamstwem, między bohaterstwem a zdradą, między godnością a spodleniem i skundleniem. Jak długo stoi ów "pałac" tak długo to jest wciąż PRL, nie Polska, w umysłach i w sercach. Kto nie rozumie, że ten "pałac" to nie zabytek, tylko pozostałość, ten ciągle żyje w PRL-u.
Teresa Kaczorowska, Dzieci Katynia
"Losy dzieci zgładzonej polskiej inteligencji"... proste zdanie dla historii, których opis sprawia, że pęka serce. Nie da się czytać tej książki bez bólu, bez łez, bez modlitwy. Cierpienie niewinnych, gehenna Kresów Rzeczypospolitej po 1939 roku: zdrada, zbrodnie i bestialstwo Rosjan, Żydów, Niemców, Ukraińców wobec Polaków. Jedyny powód nienawiści i oszalałego okrucieństwa: polskość ofiar...Ludobójstwo nieukarane, niezadośćuczynione, niepojęte,... O Matko!
Aleksander Sołżenicyn, Krąg pierwszy, tomy I i II
Więźniowie polityczni w służbie systemu, który ich zamknął w łagrze - czyste szataństwo: doskonalą metody i narzędzia inwigilacji. Ale opowieść zatacza znacznie szerszy - by tak rzec - krąg, nie zamyka się w murach jednego więzienia. Sołżenicyn maluje wstrząsający portret stalinowskiego raju robotników i chłopów. Bogactwo obrazów, wątków, losów, myśli, zdarzeń. Lektura obowiązkowa dla zarażonych socjalizmem. Lektura wyleczy. A jeśli nie? Jeśli dalej będą wierzyć w "postęp rozumu"? Aż strach się bać...
Stalin i stalinizm. Rozmowy George'a Urbana
Rozmówcami autora są byli stalinowcy oczarowani (do czasu?) dyktatorem-bogiem oraz jego ofiary. Obłęd, który, jeśli nie był śmiertelną chorobą to zawsze zostawiał ślad - blizny na duszy, rany w sercu i pomieszanie rozumu.
Michał Bułhakow, Mistrz i Małgorzta
Diabeł u Homo Sovieticus. Już początek jest obiecujący: "Butelkę mineralnej - poprosił Berlioz. Mineralnej nie ma - odpowiedziała kobieta z budki i z niejasnych powodów obraziła się". Ustrój obrażonych ludzi i jego zasada nr 1, czyli szatański zastępnik: zamiast dziękować cały czas i ufać całkowicie ludzie sowieccy nie "dziękują cały czas" i nie proszą o nic "najwyższej instancji". To co pozostaje? Obrazić się. Wiosna w Moskwie z szaleństwami siły nieczystej (która czytelników bawi) i tołstojowska opowieść o Poncjuszu, całkowicie dowolna fantazja na temat Ewangelii (którą, jak pokazały badania, powszechnie się omija, choć wstyd się do tego przyznać) i która nie spłonęła, bo była w rękopisie. Pan kłamstwa oczywiście oszukuje: rękopisy płoną, a "siła zła" żadnego "dobra nie czyni". Przekonać, że zło jest dobrem - cały czas to samo zwodzenie, od zarania, od rajskich początków...
Lucjan Szenwald. Seria miniatur Poeci Polscy
Zbiór utworów rymowanych towarzysza Szenwalda Lucjana został wydany w serii miniatur "Poeci Polscy". A gdzie miał być wydany członek partii bolszewickiej i żołnierz Armii Czerwonej? Gdzie miał być wydrukowany wiersz "Czerwona Armia", zaczynający się wiernopoddańczym aktem strzelistym: "Wyzwolicielko ludów! o, lawino chwały (...)" (nie cytujemy całości, ale przecież każdy szczery komunista zna ten wiersz na pamięć, a jak nie zna, to służymy, kilka złotych i można cieszyć się tym i innymi rymami do woli). Tak, seria "Poeci Polscy" to doskonałe miejsce na druk rymującego komunisty, zwłaszcza, że książka ukazała się w 1970 roku - w roku, w którym komuniści (sprowadzeni do Polski właśnie przez ową uwielbioną Armię Czerwoną) strzelali do idących do pracy bezbronnych robotników. Szenwald Lucjan zginął (?) w 1944 roku - literatura poniosła wielką stratę: przecież mógł dostać Nobla, jak piewczyni "malinowych" uroków "stalinowskich ust" Szymborska Wisława. No szkoda, słusznie przyznanych Nobli nigdy dosyć przecież.
Dorota Sula, Powrót ludności polskiej z byłego Imperium Rosyjskiego w latach 1918-1937
Solidna praca historyczna. Choć słowo "powrót", użyte w tytule, trochę mylące: wraca się z wakacji, z wyjazdu. W istocie Polacy opuszczali swoje "małe ojczyzny", wydostawali się i byli wyrywani spod władzy zbrodniczego systemu. Ci, których wydostano i przyjechali do Polski byli ratowani przed cierpieniem, męką, a nawet śmiercią. Jednym bowiem z celów polityki rosyjskiej, a zwłaszcza sowieckiej, była fizyczne ograniczenie populacji wielu narodów, w tym Polaków, a następnie ich eksterminacja. Holocaust, zagłada - w XX wieku był niestety koszmarem wielu narodów czy grup etnicznych, a nie wyłącznie Żydów. Ale to już zupełnie inna kwestia.
Leszek Kołakowski, Szkice o filozofii katolickiej
Marksistowska "nauka", marksistowska filozofia i socjalistyczna ideologia socjalistycznej, postępowej uczelni w kondensacie. Rozprawy pisał Kołakowski w latach pięćdziesiątych i są przerażającym świadectwem do jakiego stopnia można gwałcić wolność, ogłaszając jednocześnie wyznawaną ideologię za jedyną obrończynię wolności - do jakiego stopnia późniejsze bożyszcze filozoficzne polskiej inteligencji było zaangażowane w podniecaniu nienawiści do wierzących w co innego niż oczarowany stalinizmem uniwersytecki karierowicz. Książka jest paraliżująca poziomem pogardy i nienawiści, dla których uzasadnienia Kołakowski nie cofa się przed najpodlejszymi pomówieniami i przed najbardziej nieuczciwymi "chwytami" polemicznymi. Oto "socjalistyczne nauki społeczne" w działaniu. Ciekawe, czy Kołakowski miał świadomość ile jego podłe teksty sprowadziły prawdziwego, ludzkiego cierpienia? Czy miał świadomość ilu sadystów uzasadniało swoje okrucieństwo i zbrodnie ideologicznymi potworami powołanymi do życia przez "profesora"? Książka wstrętna, podła, a do tego popychająca do zła czystego, bo czynionego z czystej, niepohamowanej nienawiści. A czymże na Boga jest marksistowski socjalizm, jak nie uzasadnieniem zbrodniczej nienawiści? "Mein Kampf" powojennej PRL-owskiej "filozofii". Ostrzeżenie, dla wszystkich, którzy traktują marksizm jako "normalną" filozofię. Kołakowski popełnił nie tylko zdradę intelektualną, ale swoim pisaniem uczynił rzecz znacznie gorszą: oto dawał intelektualne uzasadnienie i usprawiedliwienie sowieckiemu okupantowi w jego eksterminacji ocalałej inteligencji polskiej.
G. Rodari, Najmniejsza historia ludzkości
Eksponat do muzeum upadku kultury i schyłku cywilizacji. Włoski komunista, piszący książki dla dzieci, napisał w latach 50-tych XX wieku historię ludzkości i zmieścił ją na 179 stronach! Jak to możliwe, że aż tak się rozpisał? No cóż, właściwie mógłby zamknąć opowieść na jednej kartce. Bo i o czym tu pisać? Wszystko, co nie było socjalizmem i komunizmem jest ciemnotą i zabobonem, nie ma co o tym pisać. A o komunizmie i socjalizmie też nie ma co się rozpisywać, bo wiadomo, że to szczyt rozwoju ludzkości i koniec historii. A szczytem szczytów jest oczywiście ZSRR. Przeciwnicy socjalistów/komunistów to faszyści i mordercy, którzy nie mają prawa do życia. Zresztą komunizm i socjalizm musi dokonać "eliminacji" swoich przeciwników, bo w ten sposób przyspieszy budowę raju na ziemi. Tak jest od rewolucji francuskiej, która musiała terrorem zburzyć dawny świat. Więc co tu więcej pisać? Książka jest doskonałym przykładem "socjalistycznego, naukowego światopoglądu", który tym się różni od zwykłej "nauki", że bez osłonek nagina wszystkie twierdzenia do ideologii socjalistycznej / komunistycznej. Komunista / socjalista nie uznaje prawdy za wartość - jeśli prawda nie zgadza się z ideologią tym gorzej dla prawdy. Socjaliści / komuniści szczycą się swoim "naukowym światopoglądem". I wcale im nie przeszkadza, że ze swoja "wiedzą" i "nauką" nie zdaliby nie tylko matury, ale nawet do szkoły średniej. Książka jest niewyobrażalnie zła i głupia sama z siebie, ale PRL-owski wydawca dodał fragmenty dotyczące "historii" Polski, które swoim fałszem przebiły dyrdymały i brednie włoskiego piewcy stalinizmu. Całość zilustrował Antoni Uniechowski - wiadomo, bajki się ilustruje.
Tony Thorne, Słownik pojęć kultury postmodernistycznej
Tony Thorne zadedykował swój słownik "Rocznikowi '68". Symboliczne wskazanie na pochodzenie współczesnego śmietnika, jaki z rozpędu i zgodnie z "postmodernistycznym" nicowaniem pojęć nazywa się "kulturą". A przecież nie ma, bo nie może być, "kultury postmodernistycznej". Wszak istotą postmodernizmu jest właśnie jego antykulturowy, kontrkulturowy charakter. Oto jądro "postmodernizmu": wiedza i związana z nią prawda zastąpione ideologią i różnymi prymitywnymi wierzeniami, dobro zastąpione jawnie głoszonym i praktykowanym złem, piękno i harmonia świadomie gwałcone brzydotą i obrzydliwością, szacunek dla ludzkiego życia zastąpiony histerią ekologiczną wspartą zmuszaniem do aborcji, eutanazji i kultem dla eugeniki, półanalfabeci i półgłówki czczeni jak bogowie i przedstawiani jako geniusze. A wszystko w chaosie pojęć, gdzie celowo niszczy się znaczenia słów: dyktaturę zdeprawowanej mniejszości nazywa się demokracją, totalitarną wszechwładzę państwa i totalną kontrolę rodziny sprawowaną przez państwowe organy nazywa się wolnością, zniewolenie i przymus nazywa się krzewieniem tolerancji, agresywną cenzurę światopoglądową nazywa się dialogiem społecznym, bluźnierstwo nazywa się religią, atak na chrześcijaństwo i chrześcijan nazywa się tolerancją religijną, ludzkim działaniem nazywa się działanie powodowane instynktami i elementarnymi, fizjologicznymi podnietami i pobudkami, życie na kredyt nazywa się działaniem gospodarczym, gospodarkę sparaliżowaną setkami urzędniczych regulacji i "drukowanie" pieniędzy nazywa się wolnym rynkiem, itd, itd, itd. W miejsce sensownego trudu, systematycznej i celowej pracy i wypoczynku po trudzie wprowadza się "zabawę" pojmowaną jako nieustanną utratę świadomości w obłąkanym, fizycznym odurzeniu. Zebrane w jednym tomie "mody, kulty, fascynacje" (taki podtytuł) właśnie przez to, że zebrane razem porażają swoją gigantyczną głupotą. Aż trudno uwierzyć, że ludzie mówią, piszą, robią i wierzą w takie brednie. Bo najkrótszą definicją postmodernizmu będzie określenie go jako światopoglądu, który zbiera w sobie wszystkie zabobony (by użyć określenia O. Bocheńskiego), w jakie wierzył człowiek od zarania dziejów i na całym świecie. Zbiór wewnętrznie sprzeczny, w którym np. wiara w różne pogańskie gusła sąsiaduje z wiarą w "naukę". Oto świat duchowy współczesnego "człowieka prymitywnego" - zapoznany i odrzucony dorobek duchowy cywilizacji europejskiej. Po raz pierwszy w dziejach nieokrzesani i agresywni barbarzyńcy, groźni dla kultury i cywilizacji, nie przybyli z zewnątrz, " spoza gór i rzek". Zostali wyhodowani przez tę cywilizację: w "oświeconym" systemie edukacyjnym. W szkołach, w których z założenia jajo mądrzejsze jest od kury (jeden z fundamentalnych absurdów postmodernizmu: dorośli mają uczyć się od dzieci). Książka uzmysławia jeszcze jedną, przerażającą prawdę, choć może to uzmysłowienie nie jest zgodne z intencją autora: otóż logiczną konsekwencją "kultury postmodernistycznej" będzie rzeź prawdziwa. Po zabiciu ducha (czyli człowieczeństwa) przyjdzie kolej na ciała (czyli na ludzi). Armagedon ante portas. ©Antykwariat Domowy™
Bruno Jasieński, Słowo o Jakubie Szeli
Co o Szeli mógł napisać Bruno Jasieński, komunista zakochany w Związku Sowieckim i w Stalinie? Jeśli wielbi się tyrana-psychopatę i mordercę, to jak opisze się innego mordercę-psychopatę? Jeśli nienawiść do własnego kraju i państwa uzasadnia się miłością do sowieckiego komunizmu, jeśli wielbi się zbrodniczy system i usprawiedliwia się zbrodnie przeciw ludzkości, to jak opisze się jeden z najtragiczniejszych momentów w historii rozbiorowej Polski - rabację galicyjską? Jeśli religią jest wiara w leninowsko-stalinowską wersję marksizmu, to jak opisze się rzeź polskiego ziemiaństwa i kleru dokonaną przez zdziczałych chłopów, kierowaną przez austriaków? Jeśli jest się komunistą, to jak opisze się bestialstwo i mordy, których ofiarą nie padli jedynie żydzi (oczywiście oprócz urzędników austriackich)? I na koniec: jeśli tworzy się apologię mordu służącego "słusznej sprawie", to czy dla pisarza było zaskoczeniem, kiedy sowiecki sąd skazał go na śmierć, którą wykonano natychmiast, a ciało "słusznie skazanego wroga klasowego" (do procesu: "wybitnego i zasłużonego pisarza komunistycznego") wrzucono do jakiegoś dołu z ciałami innych pomordowanych, pardon, nie "pomordowanych", tylko "sprawiedliwie osądzonych zdemaskowanych wrogów ludu"? Czy Bruno Jasiński, jako wierny wyznawca "konieczności dziejowej", której absolutnym wyrazicielem była "partia bolszewicka", oskarżał się na procesie sam, skoro partia dostrzegła w nim wroga klasowego? Bruno Jasieński i Jakub Szela: obaj po spełnieniu nieludzkiej roli, jaką naznaczyli im manipulujący nimi prowodyrzy i politycy, stali się - dla swoich mocodawców - jedynie "nawozem historii": nie zasłużyli nawet na własny grób. Bo tak - od początku świata - działa Zły: najpierw kusi i zwodzi (że jest jedynym dobrem), a potem (gdy na świat sprowadziło się, sprowokowanymi przez niego czynami, zło) płaci nicością, porzuceniem w otchłani. Bezsens świata bezbożnego: kłamstwo na początku, nicość na końcu. A wciąż tylu skuszonych... "Mają oczy, a nie widzą".
Aleksander Kamiński (Juliusz Górecki), Kamienie na szaniec. Wydanie Stalinogród 1956
Wydanie historyczne, ze Stalinogrodu (jak przez chwilę kompletnego socjalistycznego amoku nazywano Katowice). Zabytek. Z Uwagami wyjaśniającymi fikcyjne imiona używane w poprzednich wydaniach.
Kai Nielsen, Moralność i wiara
Boga nie ma i co mi pan zrobisz? (by sparafrazować słynną, szatniową scenkę z "Misia"). Jeszcze jedna próba okazania, że Dostojewski nie miał racji twierdząc, że "jeśli Boga nie ma to wszystko wolno". Autor ogłaszając detronizację Boga powołał nowego władcę: "rozum". To, że ów "rozum" jest bytem czysto abstrakcyjnym oraz, że zostały przypisane owemu "rozumowi" wszystkie cechy absolutne, które czynią z niego czysty absolut - jednym słowem boga - umyka błyskotliwym i elokwentnym dywagacjom kolejnego apostoła "rozumu". Rozum pojmowany tak, jak na kartach tej książki, nie różni się niczym - w sferze etycznej - od boga deistów. "Świecki racjonalizm" różni się zatem od deizmu jedynie operacją językową: boga nazywamy "rozumem" i jesteśmy wolni od religijnych uprzedzeń, bo przecież nie mówimy o "bogu" tylko o "rozumie". Więc jesteśmy "racjonalistami", a postęp to nasze drugie imię. Pojawia się tu ciekawa definicja racjonalizmu, zresztą będąca oczywistą konsekwencją pojmowania go jako wyznania, a nie jako sposobu myślenia. Jest się zatem "racjonalistą" nie dlatego, że przestrzega się zasad logicznego myślenia, tylko dlatego, że wierzy się w "rozum". Najprościej rzecz ujmując: oto taki "racjonalista wyznawca" powiada, że "wierzy w rozum, więc jest racjonalistą, bo nie kieruje się wiarą". Oczywiście na gruncie "racjonalizmu wyznawanego" tak irracjonalne zdanie jest prawdziwe, choć tradycyjny racjonalizm odrzuciłby je jako całkowicie nielogiczne, irracjonalne właśnie. Tymczasem "racjonalista wyznaniowy" uznaje je za sensowne, bo stoi za nim przekonanie o absolutnej słuszności własnej myśli, przecież jest ona myślą "racjonalisty". No i oczywiście nikt nie może stać na drodze "rozumu" i postępu. A gdy ktoś oskarżony zostanie przez "racjonalistę", że jednak stanął, to od czego jest gilotyna, od czego są obozy reedukacyjne? Dostojewski nie miał racji - powiada "racjonalista wyznawca" - ale nam wszystko wolno, bo przecież my kierujemy się "rozumem". Wierz w "rozum" i rób co chcesz (jak brzmiałaby "racjonalna" modyfikacja słynnego powiedzenia św. Augustyna). No dobrze - powie ktoś - ale w czyj rozum? Odpowiedź jest prosta: albo umiłowanego przywódcy, albo klasy uprzywilejowanej przez "rozum", albo narodu wybranego przez "rozum"... . O tym, co ma "rozum" na myśli decydują przecież zawsze jacyś zawodowi racjonaliści. Czyli ostatecznie politycy o ciągotach dyktatorskich. Zaiste: jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno, nawet pisać takie książki jak niniejsza. Wartość ma ona jedynie dla badaczy zainteresowanych zwodzącymi możliwościami umysłu, który w bezradności intelektualnej wobec prawdy (i Prawdy, której z ideologicznych powodów przyjąć nie chce) gotów jest pogwałcić wszystkie zasady logiki. Bo jak można, krytykując deistycznego boga, nie przenieść owej krytyki w całości na hipostazowany, ubóstwiany "rozum"? Ale czy to dziwne? Książkę wydało wydawnictwo, które w PRL-u miało za zadanie masową produkcją drukarską przywalić Słowo Prawdy. Nie udało się i nie dlatego, żeby autorzy, tacy jak Nielsen, nie robili wszystkiego, co w ich mocy. Starali się bardzo, ale - jak się kiedyś mówiło - "oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa". Co się doskonale wyraziło w napisanej na murze odpowiedzi na hasło, że "Bóg umarł" z podpisem "Nietzsche". Oto w odpowiedzi ktoś dopisał: "Nietzsche umarł" podpisując: "Bóg".
Teresa Torańska. Są. Rozmowy o dobrych uczuciach
Książka pisana wazeliną. Hagiografia, "żywoty świętych czerskich". Pieczeniarze i celebryci przepoczwarzającego się PRL-u w autoadoracji. Tacy jesteśmy cudowni i tyle dobra na świat sprowadzamy, ale niestety, są jeszcze źli ludzie, którzy nie doceniają, jakim jesteśmy błogosławieństwem dla "tego kraju". Tyle się wycierpieliśmy na niwie i w służbie, a tu źli ludzie robią nam wbrew. Nie szczędziliśmy trudu i ofiar, lecz nasze "dobre uczucia" okazały się zbyt słabe wobec zła właściwego tubylcom (wiadomo: ciemnogród, nacjonalizm, antysemityzm - cóż, nie wszyscy mieli tak wysublimowanego ducha, by dostąpić wyróżnienia i zostać "TW"). Prolegomena kultu gazetowej - jedynej słusznej, poprawnej politycznie - historii (klęcznik - do czytania - powinien być dodawany w gratisie). Bałwochwalstwo, kłamstwa i obrzydliwość moralna (według autorki i jej "bohaterów" agent obcego państwa, współpracownik okupanta i szpicel tajnej policji politycznej "góruje moralnie" nad swoimi ofiarami, bo ofiary chcą... ujawnić prawdę o swoich oprawcach i ich pomagierach!). Rycynus.
Leszek Kołakowski, Rozkład marksizmu
Socjalizm/komunizm to teoria. Praktyką, czyli urzeczywistnieniem tej teorii, jest państwo totalitarne i obozy koncentracyjne. Metodą wcielania teorii w życie jest terror, przemoc, cenzura oraz zbrodnicza i bezwzględna eliminacja przeciwników. Religią socjalizmu/komunizmu jest nienawiść do Boga, paradoksalnie nazywanego "bytem nieistniejącym". "Byt nieistniejący", a mimo to zażarcie zwalczany. Takie głoszenie wewnętrznie sprzecznych poglądów jest filozofią socjalizmu, a jej fundamentem jest gwałt na zasadzie sprzeczności, co nazwane jest "dialektyką". Szataństwo i szaleństwo, którego ofiarami były i są - w ciągu zaledwie dwóch wieków! - setki milionów ludzi na całym świecie. Najbardziej krwawy "wynalazek" w historii. Książkę wydało wydawnictwo "podziemne" w 1987 roku (kopia wydania paryskiej "Kultury"). Jest ona wyborem z III-go tomu "Głównych nurtów marksizmu..." tych fragmentów, które z perspektywy rozkładającego się PRL-u zdawały się być aktualne i ważne. Nic dziwnego zatem, że polityczny, historyczny i społeczny kontekst kazał wydawcy skupić się na marksizmie sowieckim. ZSRR przeżywał polityczne zasłabnięcie, stąd błędnie założono - co widać doskonale z dzisiejszej perspektywy - że agonia ZSRR pociągnie za sobą agonię marksizmu/komunizmu. A nawet jeśli nie agonię to starczy uwiąd, który z marksizmu uczyni geriatryczny i sklerotyczny światopogląd, skazany na żałosny koniec w Muzeum Zapomnianych Światłych Idei. Tymczasem oprócz marksizmu sowieckiego żył i "maszerował przez instytucje" syty dobrobytem rozwijającego się wolnego rynku marksizm świata zachodniego. Któż mógł w PRL-u przypuszczać, że w "wolnym świecie" znajdą się zwolennicy komunizmu? Któż mógł przypuszczać, że niezliczone miliony niewinnych ofiar komunizmu "państw socjalistycznych" i ich nędza ekonomiczna nie otworzą oczu "elitom zachodniego wolnego świata" na upiorne konsekwencje marksizmu? Wydawało się wówczas "obywatelom krajów socjalistycznych", wychodzącym z mroków zbrodniczej religii marksistowskiej, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie z własnej woli wyznawał i propagował światopoglądu, który realizowany w praktyce udowodnił, że jest zdolny jedynie do sprowadzenia na świat najbardziej krwawego systemu zniewolenia i eksterminacji/holocaustu w dziejach ludzkich. A tymczasem... Komunizm wiecznie żywy! "Marsz przez instytucje" doprowadził do rządów "nomenklatury europejskiej" (jak bardzo marksistowskiej niech świadczą niedawne huczne obchody ku czci Marksa celebrowane przez brukselskich aparatczyków pod jego monstrualnym pomnikiem). Oto nowa siła przewodnia marksistowskiej rewolucji, czyli kadry nomenklatury-urzędasów i ich działanie: stosując przymus organów państwowych realizują podstawowe cele komunizmu/marksizmu: zlikwidowanie wyznawanych religii i zastąpienie ich religią komunistyczną (ekologizm itp. mutacje marksizmu jako 'opium dla mas'), zlikwidowanie tradycyjnych więzi społecznych (rodzina, wspólnoty regionalne, zawodowe, itp.) oraz zlikwidowanie własności prywatnej i wolnego rynku ("nie posiadać, tylko używać", planowana centralnie gospodarka). Jednym słowem odebranie jednostce wolności duchowej, społecznej oraz ekonomicznej i podporządkowanie całej egzystencji tak ogołoconego człowieka kontroli i sterowaniu przez administrację - urzędników. Wobec opornych stosuje się represje i przymus, poczynając od odbierania "niewłaściwie wychowywanych" dzieci po fizyczna eliminację całych grup społecznych - "depopulacja". Cel komunizmu: dyktatura mniejszości i powszechne niewolnictwo mas nigdy nie był skrywany i nigdy nie był zanegowany. Nic dziwnego, że wizja elitarnej władzy totalnej nad całym światem pociąga możnych tego świata. Nie dość im posiadać prawie cały świat: trzeba jeszcze nad nim panować i mieć nad nim władzę. A marksizm zdaje się być doskonałym narzędziem do zaczadzenia mózgów bezmyślnych wykonawców bajki o "marksistowskim raju". Masy w nędzy walczyły o marksizm, przywódcy pławili się niewyobrażalnym luksusie. Tu nędza i zniewolenie, tam szaleństwo bezkarnych psychopatów i socjopatów, skupionych na syceniu swoich dewiacji i szalonych pomysłów. Współczesny marksizm staje się totalitaryzmem idealnym, bowiem wspomagany i wspierany jest niespotykanym dotychczas rozwojem techniki i elektroniki, umożliwiającym po raz pierwszy w historii rzeczywiście totalną kontrolę każdego. Ani jedna sekunda życia, ani najmniejszy skrawek świata nie pozostają poza kontrolą "24/7/365" tych, których nikt nie kontroluje. Książkę kończy zdanie: "samoubóstwienie człowieka, któremu marksizm dał filozoficzny wyraz, kończy tak samo, jak wszystkie, indywidualnie i zbiorowe, próby samoubóstwienia: ukazuje się jako farsowa strona ludzkiej niedoli". Jakże łagodny osąd, jakże łaskawy wyrok, jakże zaskakujący dobór słów. Ile trzeba mieć pobłażliwości dla sensu słów i śmiałości semantycznej, by dostrzec "farsę" w - wyrosłej z paranoicznej doktryny - totalnej maszynie, która przemieliła miliony istnień ludzkich. Może nie bez znaczenia dla takiej konstatacji był fakt, że Kołakowski położył ogromne zasługi w instalowaniu w okupowanej przez sowietów Polsce marksistowskiego systemu, że sam był bezwzględnym, wojującym filozofem marksistowskim (dzięki niemu wyrzucono z uczelni Wł. Tatarkiewicza), jednym z ideologicznych, fanatycznych kapłanów nowej religii: marksizmu-leninizmu-stalinizmu?
Nina Berberowa. Podkreślenia moje. Autobiografia
Rosyjska, porewolucyjna emigracja wobec zachodniego świata, który ją przyjął fizycznie, ale psychicznie i duchowo sprzyjał sowieckiemu komunizmowi. Zachodni intelektualiści padli na kolana przed Marksem, Leninem, Stalinem. Socjalizm, komunizm stał się ich religią, a Stalin bogiem, przed którym klęczeli, do którego się modlili, i na którego cześć tworzyli i wznosili hymny. Z głupoty użyźnianej chciwością zamknęli uszy, serca i rozum przed świadkami, którym udało się umknąć z piekła na ziemi. Wszak dla "postępowych, lewicowych intelektualistów" socjalizm i komunizm są rajem, albo zapowiedzią raju na ziemi. Są oni tak głupi i jednocześnie - jak wszyscy durnie - zakochani w swojej głupocie, że nie ma żadnych argumentów, które mogłyby osłabić ich kult. A jeśli pojawia się świadek, który mógłby świadczyć przeciw ich "postępowej religii", przeciw "realnemu socjalizmowi"/komunizmowi tym gorzej dla świadka. Taki nietaktowny jest ów świadek: uciekł i uchronił głowę przed zagładą, przed holocaustem, jaki zwykłym ludziom zgotował komunistyczny psychopata, "słońce narodów", "przywódca całej postępowej ludzkości", ten, który "usta ma słodsze od malin" (Szymborska Wisława). Lewicowi intelektualiści "wolnego świata" - de facto współwinni zbrodni ludobójstwa. Rolland, Aragon, Russell, Shaw, Mann,..., cały korowód "wielkich umysłów", a w istocie pysznych i próżnych doktrynerów, ideologicznych pięknoduchów, którzy zapatrzeni z rozdziawionymi gębami w miraż socjalizmu/komunizmu nie chcieli słyszeć, ani wiedzieć jaka jest prawda, czym rzeczywiście jest najbardziej zbrodnicza ideologia w dziejach świata: socjalizm. Mają uszy, a nie słyszą, mają oczy, a nie widzą... Może dlatego, że nie mają ani serc, ani rozumu. Czysta pycha i próżność. Kapłani samouwielbienia i klanowej autoadoracji, otumanieni tytułami i nagrodami, jakie sami sobie nadają i wręczają. Są przecież tacy światli i postępowi. Ślepi prowadzą ślepych. Czymże są piękne wyczyny literackie, podniosłe słowa, jeśli ich autor swoim usprawiedliwianiem zbrodniczego systemu przyczynił się do ludzkiego realnego cierpienia, do prawdziwej śmierci niewinnych? Jaką wartość ma nagroda Nobla, jeśli jej posiadacz przyczynił się do realnego ludzkiego cierpienia, do hekatomby milionów? "Temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza"... Książka jest przygnębiającym świadectwem jakim "opium dla ludu" jest socjalizm i komunizm.
Manfred Griehl, Myśliwce nad Rosją, Luftwaffe 1939-1945
Książka jest w zasadzie albumem: na 72 stronach prawie 150 unikalnych, archiwalnych zdjęć (są też kolorowe!). Oprócz kilku stron wstępu tekst ogranicza się do kilkuzdaniowych podpisów pod zdjęciami. Na stronie 8 tabelka zatytułowana "Czołowi niemieccy piloci myśliwscy walczący na froncie wschodnim 1941-1945". Jak przekonuje zaprzyjaźniony z Antykwariatem historyk książka jest białym krukiem, ze względu na używaną terminologię. Otóż autorzy - jak widać po tytule tabelki - piszą o "niemieckich" pilotach, a nie, zgodnie z najnowszym politycznym nakazem, o "nazistowskich". Wszak od czasu gdy jeden z wyższych biurokratów europejskich (cóż dziwnego - ostatecznie na stanowisko wytypowany przez Niemców) napisał, że Rotterdam zbombardowali "naziści", należy się spodziewać, że wszystkie opracowania naukowe piszące o "Niemcach", a nie o "nazistach", będą odpowiednio korygowane (tak jak to się dzieje np. ze swastyką na modelach). Problem jednak pozostaje: jakiej narodowości byli ci "straszni naziści"? "Nazi" to skrót "od narodowy socjalizm". Byli więc socjalistami. Narodowymi. Tylko jakiego narodu!? Zdjęcia zamieszczone w książce pokazują dobitnie jak ciężkie warunki stwarza przyroda na wschodzie Europy. Np. lotniska, na których samoloty grzęzną po osie w błocie. Bezsens wojny w detalach.
Andrzej Nowak, Polska i trzy Rosje. Studium polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego (do kwietnia 1920 roku)
Słynna i pasjonująca książka (nie tylko dla miłośników historii), choć rzeczywistość opisywana przygnębia swoim fatalizmem. Oto czas narodzin świata, który ledwie ocalały po "Wielkiej Wojnie" rozpoczyna przygotowania do znacznie, znacznie większej. Niemcy i Rosja/Związek Radziecki oraz ich nieustające, zbrodnicze próby zawładnięcia Europą. Profesor Andrzej Nowak wykazuje się niezwykłą naukową determinacją, szukając prawdy ze świadomością, że wiele z ocalałych przed zniszczeniem przez niemiecko-sowieckich agresorów i okupantów polskich świadectw historycznych ukrytych jest w - zagrabionych z Polski - "archiwach" sowiecko-rosyjskich czy niemieckich.
Ryszard Kapuściński, Imperium
Od tajnych współpracowników tajnych służb oczekuje się, że ich doniesienia będą wiarygodne, zgodne ze stanem faktycznym. Raporty zmyślone są traktowane jako podejrzane próby manipulacji, jako niewybaczalne oszustwo, ba! jako niesubordynacja ocierająca się o zdradę. W wypadku Ryszarda Kapuś cińskiego zaszła zatem rzecz niewiarygodna: nie tylko nie był przywoływany do porządku za swoje konfabulacje, ale nawet był za nie pochwalany i nagradzany. Rodzi się zatem pytanie: jak to możliwe? Jaki był cel takich publikacji? Oczywiście można przyjąć, że artyzm autora zniewalał jego przełożonych i obezwładnieni pięknem i literackim walorem opisu złożyli prawdę i karność na ołtarzu wzruszeń estetycznych i literackich. Znaczyłoby to, że Kapuściński "wielkim pisarzem był" aż tak bardzo, że w objęciach jego prozy miękły nawet najtwardsze ubeckie serca i bezdusznych funkcjonariuszy, zjadaczy resortowego chleba przemieniał w anioły, że tacy subtelni esteci byli PRL-owscy funkcjonariusze resortu, a PRL-owskie służby były imperium duchów oświeconych. Można, bo papier cierpliwy. Ale jeśli założenie - aż strach pomyśleć! - jest błędne, to powraca pytanie: za co brał pobory wybitny pisarz?
Dmitrij Wołkogonow. Stalin. Wirtuoz kłamstwa, dyktator myśli
Z cyklu Wielkie Miłości Noblistek: Stalin - ukochany Wisławy Szymborskiej. Swoją drogą biedaczka się nacierpiała - wszak musiała dzielić swoje uwielbienie z dziesiątkami innych "autorytetów moralnych", zakochanych w "Chorążym pokoju, co usta słodsze miał od malin".
Iwona Kienzler, Bitwa pod Moskwą
Publikacja zgodna z wymogami poprawności politycznej, więc nie jest zaskoczeniem, że napisana jest też w duchu sowieckiej propagandy wojennej. Związek Sowiecki: agresywne państwo totalne, wojenna maszyna nastawiona na eksterminację podbitych narodów, najlepszy sojusznik Hitlera, dzielący z Niemcami Europę do 1941 roku (wszak wspólnie rozpoczęli II wojnę światową w Europie i sojusz utrzymali do 22 czerwca 1941 roku - w tym dniu zaczęła się II wojna dla historyków sowieckich i rosyjskich!). Po ataku Niemiec na Związek Sowiecki staje się "aliantem", ale i wtedy, po zmianie sojuszników z Niemiec na Anglię i USA, nie zmienia celów swojej agresywnej i ludobójczej polityki, czyli podbicia części Europy. Wejście do Europy Związku Sowieckiego nie było dla zagarniętych przez sowietów państw żadnym "wyzwoleniem", a jedynie zamianą okupanta. Mordercy i agresorzy nazwali się "wyzwolicielami". Czyste szataństwo. Autorka powtarza apologię "bohaterskiej armii radzieckiej" nie dostrzegając, że nazywanie ich "wyzwolicielami" było niczym innym, jak powielaniem sowieckiej propagandy (pisanie o "wyzwoleniu" w kontekście walk niemiecko-sowieckich jest po prostu powielaniem sowieckich kłamstw) oraz nie dostrzegając ciągłości polityki "Związku Radzieckiego", której istotą było realizowanie imperialnych celów mocarstwa, zaś sojusze były jedynie narzędziem realizacji tej polityki. Rozrost imperium był niezmiennym, strategicznym celem; drogą prowadzącą do celu były taktycznie zmieniające się sojusze. Raz z Niemcami, raz z USA, co za różnica, byle przesunąć granice. Atak Niemiec na Związek Sowiecki nie był tym samym, co atak na Polskę: atak we wrześniu 1939 roku był kontynuacją dokonanych wcześniej "przesunięć granic" III Rzeszy. Atak na Związek Sowiecki w 1941 roku był natomiast uderzeniem wyprzedzającym: był zwarciem między dwoma dyktatorami, z których każdy śnił o podbiciu Europy. Nie była to wojna obronna, ale pierwszy etap wojny zaborczej, do której zmierzali obaj dyktatorzy z piekła rodem. Hitler zaczął pierwszy i tym samym umożliwił sowietom przybranie roli "wyzwolicieli". Ale wilk, który wdziewa owczą skórę, nie przestaje być wilkiem. Głupotą jest dać się nabrać na takie przebranie.
Koszyk