Wyszukiwarka
Zaloguj się
...to miejsce nie z tego świata, jak mały sklepik na cichej, staromiejskiej uliczce, z dala od drgającego i wirującego (za swoim ogonem:), pełnego huku centrum miasta. Tam hałas i gwałt, tu kot drzemie, wygrzewając się na słonecznej wystawie i nie otwiera nawet oczu, kiedy zadźwięczy dzwonek nad drzwiami. Tu nie ma pośpiechu, gonitwy, nie robimy nic „na wczoraj”. To miejsce, w którym można znaleźć (oprócz ciszy i spokoju) stare książki, filmy, płyty, ręczne hafty, obrazy, zabawki i Bóg wie co jeszcze - sprzęty, o jakich nie śniło się filozofom (choć Antykwariat jest, w rzeczywistości, domem filozofa). Jest to zatem jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe miejsce w całej „globalnej sieci”. I jest tylko w niej: z założenia nie ma nas na „fejsie”, ani na podobnych tworach, bo cenimy sobie wolność słowa. Nie walczymy też o „pozycjonowanie”, nie robimy żadnych „czarnych piątków”, nie dręczymy „newsletterami”. Cieszymy się za to gawędą z Gośćmi. A dni święte - święcimy. (Jeśli natomiast pojawi się na „fejsie” jakieś przedsięwzięcie, podszywające się pod naszą nazwę, to - będąc z jednej strony oczywiście nieuczciwą próbą wykorzystania naszego niepowtarzalnego charakteru i naszej niepowtarzalnej atmosfery - jest przecież z drugiej strony paradoksalnie najlepszym dowodem naszej wyjątkowości i mistrzostwa: wszak naśladuje się tylko mistrzów:)
Uwaga wszyscy, którym los poskąpił szlachetnej cnoty cierpliwości: Antykwariat to nie skład artykułów pierwszej potrzeby, ani – na szczęście! – ratujących życie, przeto działamy spokojnie, statecznie i z godnością (po prostu chodzi o to, że wysyłkę robimy raz w tygodniu:)
Lucy Maud Montgomery, Rilla ze Złotego Brzegu
Książka ukazała się w 1977 roku w serii "Klasyka młodych". I nic dziwnego, bo jest to literatura dobra i pouczająca. Ale trwa walka z tradycją. "Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata". Gdyby ta książka została napisana współcześnie zostałaby przez "postępową" cenzurę zdyskwalifikowałaby za "język nienawiści", za "brak inkluzywności", za "stygmatyzujące role społeczne", za "wykluczające i nietolerancyjne podejście do płci i preferencji seksualnych", za "uprzedzenia religijne", za "brak ekologicznej i prozwierzęcej świadomości", itd. "Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". I "po owocach ich poznacie". Oto owoce "postępowego, tolerancyjnego, inkluzywnego, wolnego od uprzedzeń religijnych" chowu: chorobliwie egoistyczni, samolubni młodzi ludzie bojący się jak ognia jakiejkolwiek odpowiedzialności, których jedyną troską jest dostarczanie sobie rozrywek i przyjemności za wszelką cenę, nawet za cenę zdrowia i depresja, która staje się chorobą epidemiczną już w szkołach podstawowych. Oto owoce "tolerancyjnego, wolnego od religijnych pęt" chowu. Tymczasem okazuje się, że w środowiskach kierujących się tradycyjnie pojmowanymi wartościami religijnymi młodzi ludzie nie cierpią na utratę sensu życia, zdolni są pokonywać nawet największe przeszkody i trudności, odnajdują radość i sens w życiu rodzinnym i w wychowywaniu dzieci (o dziwo nie ma w tych środowiskach problemów z "dzietnością"), a jednocześnie - budując szczęśliwe życie rodzinne - wykazują niezwykłą aktywność społeczną. Jednym słowem troska o własną rodzinę nie odcina ich od świata, ale daje im siły do polepszania - w miarę możliwości - tego świata. To wszystko wynika z badań socjologicznych i trzeba być doprawdy socjologiem, by nie dostrzec błogosławieństw wynikających z życia "po bożemu". Socjologowie sami robią badania, z których wynika, że systemowo wmuszana ideologia "postępu" niszczy rodzinę i jest bezpośrednią przyczyną destrukcji osobowości, chorobliwej infantylizacji, wzrostu agresji społecznej i karykaturalnego wręcz przerostu postaw roszczeniowych, a jednocześnie - ci sami socjologowie - są w awangardzie tej dyktatury "postępu i tolerancji". A może to nie głupota i ślepota, tylko celowe działanie? W wypadku socjologów zachodzi pewnie i jedno i drugie, bo jak powiedział kiedyś Jan Kaczmarek, otwierając cykl skeczy "Z socjologią na ty": "znałem kiedyś socjologa - pracowało toto jako popychle".
RC Przegląd Modelarski nr 9/2009 (46)
RC Przegląd Modelarski nr 9/2009 (46). Spis treści na zdjęciu. Pismo nowe.
HMS Mercury, Shipyard Nr kat. MK 006
Model mistrzowski, choć wymaga - jak każdy model żaglowca - benedyktyńskiej cierpliwości. Ale nagrodą za wytrwałość i pracowitość jest piękny okręt. Zestaw zawiera, oprócz kartonów z drukowanymi częściami, szkielet wykonany laserowo i flagi drukowane na płóciennym papierze. Budowę ułatwią bardzo przejrzyste zdjęcia gotowego modelu, 11 stron rysunków montażowych i szablonów oraz tablice barwne malowania okrętu (dwa warianty malowania). W zasadzie jest wszystko, co potrzebne zawziętemu modelarzowi (jedynie czas musi znaleźć we własnym zakresie - a z tym jest, jak wiadomo, najtrudniej i nie wchodzi on, tzn. czas - niestety - w skład zestawu...)
Anna Redlicka, Króliczki miniaturowe
Kompendium wiedzy o hodowli w domu "żywego pluszaka". Wszystko co trzeba wiedzieć o opiece nad zdrowym oraz (co też się przecież zdarza) chorym królikiem.
Rachunkowość w controllingu przedsiębiorstwa. Red. Edward Nowak
Kolejna książka z zestawu lektur obowiązkowych - oczywiście dla wszystkich, którzy odpowiedzialnie, dojrzale i długofalowo myślą o działalności gospodarczej.
Schubert, Sinfonie Nr.5 B-dur D 485, Sinfonie Nr.6 C-dur D 589, płyta winylowa
Schubert, Sinfonie Nr.5 B-dur D 485, Sinfonie Nr.6 C-dur D 589. Staatskapelle Dresden, Herbert Blomstedt.
Mother Focus, płyta winylowa
Piąta studyjna płyta grupy Focus, wydana w 1975 roku. Trochę mniej rocka, trochę więcej popu. Ale to wciąż Focus.
James Williams, Emil Viklicky. Together / Spolu, płyta winylowa
James Williams i Emil Viklicky, czyli jazz na dwa fortepiany. Żadnej elektroniki. Nagrano w jeden dzień, 21 kwietnia 1981 roku, w Pradze, a wydano we współpracy z Hifiklubem Svazarmu, czyli Klubem HiFi istniejącym w ramach... Związku Współpracy z Wojskiem, czechosłowackiej organizacji paramilitarnej. Ale muzyka całkowicie cywilna, żadnych wojskowych konotacji, nic z marszowych rytmów.
Marek Grechuta, Dziesięć ważnych słów. Kaseta magnetofonowa
Dziesięć ważnych słów, czyli: Ojczyzna, Wolność, Władza, Prawo, Praca, Wiedza, Solidarność, Natura, Sztuka, Miłość. Choć Marek Grechuta (autor tekstów i muzyki) zaangażował doskonałych muzyków i chór, to jednak całość jest niczym więcej jak tylko publicystyką śpiewaną. I to - niestety - bardzo związaną z czasem, w którym nagrania powstawały. Co więcej: jak widać (i słychać) Bóg, Prawda, Dobro, Piękno nie znalazły się na liście. "Ważne słowa" Grechuty opisują zatem środki, a nie cele. A przecież jako środki mają wartość o tyle tylko, o ile służą np. Dobru. Wszak te "ważne słowa" winny doprowadzać do ostatecznych celów ludzkiego życia, do celów, które nazywane są czterema "słowami" pominiętymi. Dlaczego zatem zostały pominięte, dlaczego ich nie ma? Czasem to, czego nie ma mówi więcej, niż to, co jest. Cóż np. po "wolności", jeśli jest wolnością bez ograniczeń, samowolą? Cóż po "wiedzy", jeśli nie odkrywa Prawdy? Cóż po "sztuce", jeśli służy brzydocie i obrzydliwości? Cóż po "miłości", jeśli jest gonitwą za popędem, jeśli jest miłowaniem samego siebie, a nie miłością Boga i bliźniego? Środek do celu nie ma wartości sam w sobie: to wartość celu określa wartość środka. Wszak bez świadomości celu podróż jest tylko błądzeniem, nawet jeśli odbywa się w luksusowej limuzynie.
Koszyk
34,92 zł