Wyszukiwarka
Zaloguj się
...to miejsce nie z tego świata, jak mały sklepik na cichej, staromiejskiej uliczce, z dala od drgającego i wirującego (za swoim ogonem:), pełnego huku centrum miasta. Tam hałas i gwałt, tu kot drzemie, wygrzewając się na słonecznej wystawie i nie otwiera nawet oczu, kiedy zadźwięczy dzwonek nad drzwiami. Tu nie ma pośpiechu, gonitwy, nie robimy nic „na wczoraj”. To miejsce, w którym można znaleźć (oprócz ciszy i spokoju) stare książki, filmy, płyty, ręczne hafty, obrazy, zabawki i Bóg wie co jeszcze - sprzęty, o jakich nie śniło się filozofom (choć Antykwariat jest, w rzeczywistości, domem filozofa). Jest to zatem jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe miejsce w całej „globalnej sieci”. I jest tylko w niej: z założenia nie ma nas na „fejsie”, ani na podobnych tworach, bo cenimy sobie wolność słowa. Nie walczymy też o „pozycjonowanie”, nie robimy żadnych „czarnych piątków”, nie dręczymy „newsletterami”. Cieszymy się za to gawędą z Gośćmi. A dni święte - święcimy. (Jeśli natomiast pojawi się na „fejsie” jakieś przedsięwzięcie, podszywające się pod naszą nazwę, to - będąc z jednej strony oczywiście nieuczciwą próbą wykorzystania naszego niepowtarzalnego charakteru i naszej niepowtarzalnej atmosfery - jest przecież z drugiej strony paradoksalnie najlepszym dowodem naszej wyjątkowości i mistrzostwa: wszak naśladuje się tylko mistrzów:)
Uwaga wszyscy, którym los poskąpił szlachetnej cnoty cierpliwości: Antykwariat to nie skład artykułów pierwszej potrzeby, ani – na szczęście! – ratujących życie, przeto działamy spokojnie, statecznie i z godnością (po prostu chodzi o to, że wysyłkę robimy raz w tygodniu:)
Zbigniew Nienacki, Księga strachów
Dawno, dawno temu, kiedy młodzież czytała książki, przygody Pana Samochodzika należały do lektur zwyczajowo obowiązkowych. Czytelników wciągała sensacyjna intryga, a Pan Tomasz, detektyw amator, budził sympatię bo - choć był dorosłym mężczyzną - to jednak myślał i działał jak kilkunastoletni czytelnicy jego przygód. Książki były zatem doskonale dla nich zrozumiałe, a zachowania bohaterów naturalne. Świat był prosty, dobro zwyciężało, a złoczyńcy również nie przekraczali granic przyzwoitości. Nie byli to zwyrodniali psychopaci i socjopaci, tylko "normalni" ludzie, którzy - powodowani dosyć pospolitą chęcią szybkiego wzbogacenia się - wybrali ścieżki występku, a nie solidnej, uczciwej pracy (ale zawsze była szansa na ich powrót do uczciwego i przyzwoitego życia). Przygody były opisane językiem prostym, w istocie gazetowym, takim, jakim pisano artykuły w prasie harcerskiej i młodzieżowej tamtych lat. Niby nic wielkiego, ot, popularne pisarstwo dla PRL-owskiej młodzieży (bo przecież mimo wszystko jednak nie literatura), a wszak w porównaniu z przekazami, którymi karmią się oczy i umysły współczesnych nastolatków wyżyny rzemiosła pisarskiego, dobrego smaku i kultury, nie tylko językowej. Książka, która bawi, a nie szkodzi, czy deprawuje (jakże dziwna, a przecież nie zaskakująca współcześnie, rekomendacja). Ale jak długo jeszcze? Tylko patrzeć, jak Pan Samochodzik, który radził sobie bez problemu z PRL-owską cenzurą, jako przedstawiciel świata tradycyjnych ról społecznych, polegnie w starciu z cenzorami zwalczającymi "język nienawiści" i strzegącymi "poprawności politycznej". Skoro rewolucyjni twórcy nowego porządku "dostosowują do wymogów współczesności" Agathę Christie, to niby dlaczego mieliby uszanować Zbigniewa Nienackiego? Trzeba by zacząć od tego, że nie "Pan Samochodzik", tylko "Niebinarne Płciowo Zwierzę Ludzkie Ekologiczny Pojazd O Napędzie Elektrycznym", a dalej pójdzie już jak z płatka...
Johann Strauss, Symplicjusz. Płyta DVD
Johann Strauss i jego ni to opera, ni to operetka: Symplicjusz, czyli wojna trzydziestoletnia z przebojowymi walcami. Co kto lubi.
Daniel Barenboim, Wiener Philharmoniker, Neujahrskonzert - New Year's Concert 2009, płyta DVD
Nagranie kipiące beztroską początku XXI wieku - radosny i pełen ufności w nadchodzącą przyszłość "debut de siecle" można rzec. Nikt nie przeczuwał, że figlarna i radosna muzyka jest tylko teatrem dla otumanienia gawiedzi, że władcy marionetek knują, w ciszy tajnych gabinetów, koszmar powolnego, planowego wygaszania życia - oczywiście w imię ratowania życia. Teoretycznie chodzi o ratowanie "planety", faktycznie swojej władzy (w ramach trenowania totalnej blokady życia społecznego w 2021 roku urządzono mały cyrk: koncert zrobiono bez publiczności, żeby ludzie nie pomarli - orkiestra o dziwo jednak była; wiadomo! orkiestra jest nieśmiertelna, jak sztuka). Ale na płycie rok 2009, więc wszystko po staremu (choć jest nowość - suplement, gratis z okazji haydnowskiego jubileuszu). Muzyka, która ma umilić ostatnie chwile przed katastrofą - Titanic już zaczyna nabierać wody, ale o tym nie wie chyba nikt w wiedeńskiej sali. I jeszcze obserwacja potwierdzająca, że jest to przekaz z zaginionego świata, sprzed katastrofy: publiczność nie ma smartfonów w rękach. Nie może robić zdjęć, ale może klaskać. (Uwaga dla socjologów: klaskanie w dłonie było powszechnym, przed-selfikowym, sposobem publicznego uzewnętrzniania ukontentowania - "ukontentowanie" może sobie socjolog sam znaleźć w słowniku... Co to jest słownik? - spytał socjolog...).
13 Famous Disco Hits, Geoff Love's Orchestra. Płyta winylowa
Modna i popularna w drugiej połowie XX wieku orkiestra Geoff'a Love'a w repertuarze dyskotekowym. Orkiestra rozrywkowa - rodzaj muzykowania lubiany u schyłku XX wieku. Umilał biesiadowanie. Relikt obyczajów i upodobań, które przeminęły razem z dobrym wychowaniem (informacja dla socjologów: "dobre wychowanie", czyli np. kulturalne zachowanie przy stole, ustępowanie miejsca starszym, przepuszczanie kobiet przodem, nie dłubanie w nosie, nie używanie wulgarnego słownictwa, nie jedzenie na ulicy, itd.) i setką innych, kiedyś zwykłych, codziennych i normalnych rzeczy. Muzyki - podobno - żal najmniej, no bo skoro ktoś mlaska, siorbie i klnie przy stole, to i tak nic innego przecież biesiadnicy nie słyszą. A jeśli sami też siorbią itd., to tym bardziej można sobie darować muzykę. I tak wymarły orkiestry rozrywkowe...
The Beatles, Sgt. Pepperr's Lonely Hearts Club Band. Angielsko-polska wersja tekstów
Płyta "Sgt. Pepperr's Lonely Hearts Club Band" była - wedle potocznej oceny - jedną z tych wyjątkowych płyt, które nie tylko zmieniły charakter muzyki rockowej, popularnej, ale również wpłynęły znacząco na samą kulturę popularną, zmieniając ducha społecznego końca XX wieku, czyniąc z komunizmu i socjalizmu nie tylko ideologię "państw socjalistycznych", ale także tęsknotę głupawej, bogatej młodzieży z najbardziej rozwiniętych krajów kapitalistycznych. Sukces uderzył do młodych i dosyć słabo wyedukowanych głów "czwórki z Liverpoolu". Uznając wycie publiczności na stadionach za miarę czegoś więcej niż niepokojącej i żenującej histerii dzieci i nastolatków Lennon wywołał burzę pyszałkowatym stwierdzeniem, że owa histeria dowodzi, że Beatlesi są "popularniejsi od Jezusa". Cóż, zależy co się rozumie przez "popularność": jeśli liczbę sprzedanych płyt, to Lennon oczywiście miał rację. Szkoda czasu na rozważanie takich mądrości. Powszechne wśród pewnych sfer uznawanie komunizującego Lennona za "mędrca" i "proroka nowego, wspaniałego świata" jest jeszcze jednym dowodem na ponad-ekonomiczny sens prawa o wypieraniu dobrego pieniądza przez zły pieniądz. A wracając do tekstów piosenek: gdyby nie muzyka nagrana w wyjątkowy sposób, na pewno nie stałyby się "hymnami młodego pokolenia" - teksty czytane bez muzycznego podkładu uderzają swoją banalnością. Muzyka popularna, "pop" - broń masowego rażenia (umysłów - zwłaszcza młodych) i kopalnia złota dla ziemskich "władców marionetek".
Piosenki wojskowe, płyta winylowa "czwórka"
Piosenki wojskowe - bo w tekstach piosenek wspominane jest wojsko. Ale w istocie, choć nagrania są subtelnie wojskowe w treści, to jednak w formie są całkowicie cywilne. Żadnych marszowych rytmów, za to orkiestry nastrojone bardzo tanecznie, zgodnie z modnymi tonami lat sześćdziesiątych XX wieku, czyli cza-cza i podobne latynoamerykańskie oraz "dancingowe" poruszenia.
Eroica, Beethoven, płyta winylowa
Klasyka heroiczna, czyli klasyka do czwartej (!) potęgi: klasyka klasyki w klasycznym wykonaniu i nagraniu.
P-50 Jastrząb, Modelarstwo nr 3
Modelarstwo mityczne - kraina miraży sanacyjno-mocarstwowych. "Gdyby były 'Jastrzębie', to wtedy byśmy pokazali!" Komu i co? Niemiecko-sowieckiej agresji należało przeciwstawić setki, a może tysiące samolotów - kto i kiedy mógł je skonstruować i wyprodukować? Ciągle ta sama myśl strategiczna wojskowości polskiej: "poszli nasi w bój bez broni". 'Jastrząb' to złota legenda lotnictwa II Rzeczypospolitej. Polska "wunderwaffe". Sny o potędze. Kwintesencja narodowych tęsknot i przywar: wieczne spory o wszystko, brak wizji, pycha, głupota, a nawet sabotaż. W efekcie ostatni polski myśliwiec, którego tak naprawdę nie było, bo nie mogło go być. Uwiądł na etapie prototypu, odszedł w nicość w pierwszych dniach wojny, by zostać wskrzeszonym do legendy właśnie o potędze polskich skrzydeł, równie mitycznej, jak wyjątkowość konstrukcji "Jastrzębia". Model sentymentalny, miniatura marzycielska, fantazja modelarska.
Polski samolot myśliwski PZL P.7a. answer Modele Kartonowego Fana, 3-4 2008
Samolot, który w 1933 roku sprawił, że polskie lotnictwo wojskowe było pierwszym na świecie całkowicie wyposażonym w metalowe, jednopłatowe myśliwce. Ale czas płynie szybko, a sanacyjne błędy polityczne, strategicznie i gospodarcze tak przyspieszyły skutki jego upływu, że już w sześć lat później, w 1939 roku, myśliwiec okazał się być tragicznie przestarzałym i rozpaczliwie bezradnym wobec w zasadzie wszystkich, nowoczesnych niemieckich samolotów.
Willy Ley, W niebo wpatrzeni
Wciągająca historia astronomii.
Koszyk