Wyszukiwarka
Zaloguj się
Brewiarz Franciszkanów Świeckich
Podręcznik tańca: jak radośnie i beztrosko pląsać po szerokiej i wygodnej drodze... . Książka z 2011 roku, więc musi być zgodna z posoborową ideologią aggiornamento (s.15: o jakim soborze mowa to chyba oczywiste: przecież, jak nakazuje religijna poprawność polityczna, jest tylko jeden ważny sobór, "drugiwatykański", inne sobory to były tylko żenujące, historyczne pomyłki, tak żenujące, że trzeba za nie przeprosić cały świat, a informacje o nich odesłać je do grobów pamięci w Ministerstwie Prawdy). Ideologia aggiornamento to nic innego jak odwrócenie naturalnego porządku stworzenia: otóż zastępuje ona polecenie Boże, by dostosowywać życie i świat do nakazów "Ojca, który jest w Niebie", nakazem "oświeconych", by dostosowywać przykazania Boże do oczekiwań, żądań i szaleństw świata. Na "posoborowe" owoce nie trzeba było długo czekać, bo już niebawem, w 2019 roku, generał zakonu franciszkańskiego (zresztą z innymi hierarchami watykańskimi) bił bałwochwalcze pokłony przed jakimś pogańskim bożkiem przywiezionym z otchłani amazońskich. Jak zmodernizowani franciszkanie godzą te pogańskie i bałwochwalcze rytuały z dziedzictwem swojego założyciela, czy z dziedzictwem o. Kolbego? Najprościej jak można: zapierając się, ale nie siebie, tylko - bardzo nowocześnie - Zbawiciela i nauki Jego Kościoła. Szeroka i wygodna jest droga zbudowana w świecie, z każdym wydaniem coraz szersza i wygodniejsza...
65,00 zł
Jerzy Szyran OFMConv, Grzechy i grzeszki, Nie taki konfesjonał straszny
Paradoks nauczania głoszonego przez posoborową sektę Kościoła katolickiego, nazywaną też "kościołem nowego adwentu": oto okazuje się, że jeśli trzeba uzasadnić własne wywody, to sięga się do przeszłości (nagle okazuje się, że to, co jest mądre i dobre pochodzi z dwóch tysięcy lat tradycji Kościoła), którą jednocześnie uznaje się za "przezwyciężoną" przez "zmodernizowane nauczanie uwzględniające oczekiwania współczesności" (brzmi to jak dyrektywa marketingowa). No właśnie, tradycja nie jest dostosowana do oczekiwań współczesnego świata i jednocześnie okazuje się jedyną sensowną odpowiedzią na konwulsje "nowoczesnej duchowości"? Gdyby usunąć nadprzyrodzony charakter wiary i całą tradycję (jak chce modernizm), czyli usunąć np. św. Augustyna, św. Tomasza, św. Franciszka, św. Teresę z Avila, Tomasza a Kempis, św. Andrzeja Bobolę (ten święty szczególnie nie daje się dopasować do ideologii "ekumenizmu") św. Maksymiliana Kolbe, itd. to co zostanie w "kościele nowego adwentu"? Ekumeniczna nowomowa parapolitycznych przemówień uwikłanych w doczesność? Jakieś banalne ogólniki na temat "godności osoby ludzkiej"? Bez "traumy", bo bez straszenia grzechem i piekłem? Tylko w co tu wierzyć? W "miłosierdzie", czyli wszechogarniającą pobłażliwość Boga, oznaczającą jego ślepotę na zło? To jaki to ma sens, jeśli nie ma dobra i zła? Zaiste, ciężki dylemat: bo jeśli tradycja Kościoła ma być jedynie tłem do przepraszania wszystkich za wszystko (ulubione "ekumeniczne" zajęcie Jana Pawła II), to po jej odrzuceniu nic nie pozostanie, krom ruiny i zgliszcz. A może o to chodzi, by "człowiek nowoczesny" stał się jedynie nawozem totalitarnego "postępu"? Zaprawdę, wielka jest pycha możnych tego świata, którym się wydaje, że ich wieża Babel dosięgnie nieba.
Koszyk
49,31 zł