Wyszukiwarka
Zaloguj się
Jan Pietrzak, Jak obaliłem komunę
W PRL-u komuniści najbardziej obawiali się nie prawdy, ale śmieszności. Najpoważniejsze sankcje przewidziano i najbardziej prześladowano - jak mówiono - "szydzenie z ustroju". Oczywiście można było uprawiać satyrę, ale "socjalistyczną w treści": napiętnowano więc "imperialistów", "urzędników - biurokratów", "bumelantów" itd. Ale sprawa była bardzo delikatna: jak śmiać się z "biurokratów urzędników" nie wiążąc ich wyśmiewanych wad z systemem, który ich utrzymywał? Oto pułapka państwa totalnego: skoro państwo kontroluje wszystko, to jak ustrzec się od konkluzji, że nie tylko wszystkie osiągnięcia, ale również wszystkie porażki i katastrofy, nawet te najdrobniejsze, codzienne, zawdzięcza się bezpośrednio "ustrojowi", czyli systemowi. W tej sytuacji zwykły "kawał" stawał się działaniem antypaństwowym. A satyra z istoty swojej dostrzega tylko niedoskonałości, a więc z konieczności "podważa ustrój". Zatem nawet ta koncesjonowana przez państwo, chcąc nie chcąc, naruszała monolit władzy totalnej. Pułapka sowieckiej cenzury: zakazać całkowicie nie można, śmiać się tylko z "imperialistów" nie można, trzeba więc na coś pozwolić, a to coś będzie jak wirus: wcześniej czy później namnoży się i zaatakuje ustrój. Tytuł książki jest zatem prawdziwy: każda satyra w komunizmie osłabia komunę, a satyra otwarcie antykomunistyczna końca PRL-u była jak pchnięcie kostek domina poustawianych przez poprzedników - satyryków, nawet najbardziej prawomyślnych. Tak było od początku komunizmu (łagry dla "szutników") i tak było w latach jego transformacji (nienawiść do Reagana nie za "perszingi", ale za jego nieustanne drwiny i żarty z sowietów, albo represje policyjne i sądowe za "wyszydzanie Komorowskiego Bronisława, syna Zygmunta i Jadwigi", represje zgodne z duchem, prawem i praktyką odziedziczonymi po PRL-u). Ba, nawet wydawnictwa podziemne w stanie wojennym bardzo niechętnie przyjmowały do druku aktualne utwory satyryczne, mając świadomość, że kara za takie publikacje będzie o wiele bardziej dotkliwa niż za druki "poważne": jedyne ukazujące się przez lata pismo satyryczne stanu wojennego, "Jaruzela", swoje perypetie z regularnym drukiem zawdzięczało nie "bezpiece", ale właśnie "ostrożności" wydawnictw podziemnych. Jednym słowem satyra w komunizmie to nie żarty - to bardzo poważna sprawa. Choć czasem budząca śmiech, ale tylko czasem - jak w książce Pietrzaka: rzeczy śmieszne i wesołe, które, po przekroczeniu pewnej granicy, przestawały być śmieszne, a stawały zupełnie już nieśmiesznymi świadectwami ludzkiej słabości, głupoty, strachu, podłości i zdrady. Taki był PRL - zbudowany na strachu, zbrodni i przemocy "najweselszy barak w obozie".
Jan Skoczyński, Jan Woleński, Historia filozofii polskiej
Myśl polska od średniowiecza po współczesność. 800 lat tradycji filozoficznej, której "wielokulturowość" i "wielonarodowość" zawstydzić może współczesnych ideologów "multikulti". Czy jednoczona (przez Niemców) Europa XX wieku osiągnie kiedyś standardy współtworzenia, jakie wspólnie wypracowali na ziemiach polskich - tworząc wspólną kulturę polską - Polacy, Litwini, Żydzi, Rosjanie, Niemcy, Ormianie, Tatarzy, ... ? Chyba każdy naród Rzeczpospolitej obdarzył ją swymi wybitnymi córkami i synami. Nawet wtedy, gdy wieczne tyranie - państwa sąsiednie - Polsce istnieć nie pozwoliły. Książka chyba powinna być lekturą obowiązkową dla wszystkich funkcjonariuszy europejskich: gwoli poszerzenia horyzontów wiedzy i ducha, i gwoli edukacji w pokorze. Bo gdy tej zabraknie wzrośnie jedynie pycha, a ona zawsze poprzedza upadek (a w tym też - niestety! - Rzeczpospolita może być nauczycielką).
77,28 zł
Jan Stanisławski, Wielki słownik angielsko-polski i polsko-angielski z suplementem
Słownik, który - ze względu na wydania i nakłady - jest chyba w każdym domu (nawet jeśli nie ma w tym domu innych książek). A jeśli, dziwnym trafem, ktoś jeszcze nie posiada rzeczonego dykcjonarza, to służymy w atrakcyjnej cenie. Podobno Polacy nie znają języków w ogóle, a angielskiego w szczególności. W zasadzie po co mają znać, skoro zawsze mogą sięgnąć po słownik? Zwłaszcza, jeśli ktoś podziela przekonanie Himilsbacha o nauce języka angielskiego - tym bardziej powinien skorzystać z okazji i nabyć oferowany komplet.
10,86 zł
Jan Szczawiej, Antologia polskiej poezji podziemnej 1939-1945
I co tu można powiedzieć? Umykający słowom koszmar wojny i okupacji niemieckiej i sowieckiej, który próbują opisać poeci. Zda się sprzeczność fundamentalna: ludobójstwo i poezja. I jakby było mało tej rozpaczy jeszcze i kłamstwo i propaganda jednego z okupantów: bo "Antologia" została wydana w 1957 roku, skompilowana została zatem wobec ówczesnych okowów ideologicznych i propagandowych (wydawcą był ZBOWiD, sowiecka organizacja stworzona przez NKWD i bezpiekę, a książka była częścią "Biblioteki ruchu oporu" - bo według nakazu propagandowego nie było Państwa Podziemnego i jego Armii, tylko jakiś "ruch oporu"). Nie ma więc mowy o "czerwonej zarazie" i nie znajdzie w niej czytelnik literackiego obrazu sowieckiego bestialstwa i ludobójstwa, walki Państwa Podziemnego o ratowanie Rzeczypospolitej, nie znajdzie żołnierzy Powstania Warszawskiego, żołnierzy Kresów, poezji powstałej na opuszczeniu, na emigracji... "Jeszcze jedna cegła w murze..."
3,21 zł
Jan Szemiński, Mariusz Ziółkowski. Mity, rytuały i polityka Inków
Inkowie - jeszcze jeden dowód na to, ze siłą cywilizacji jest jej religia. System wierzeń albo wyzwala siłę potrzebną do podbicia świata, albo - gdy go brak - prowadzi do katastrofy. Inkowie, potem chrześcijaństwo, a po nim... islam?
48,40 zł
Jan Sztaudynger, Bajki
Bajki Jana Sztaudyngera, a więc same rymy. Na przykład: mało - ciało, chyba - ryba, młody - do wody, morze - może, itd. Ten ostatni rym chyba najczęściej. Ciekawy byłby temat pracy: "Spis rymów u poetów". Mógłby być alfabetyczny, albo rzeczowy, z wyliczonymi statystykami - na przykład częstość występowania u twórcy, a nawet można by sprawdzić jakie rymy są, by tak rzec, "własnością wspólną poetów".
9,15 zł
Jan Sztaudynger, Piórka
Jan Sztaudynger, Piórka. Pierwsze wydanie (1954 rok), Maja Berezowska i dodatek: wycinek z "Przekroju" z lat pięćdziesiątych z kilkoma fraszkami - czego chcieć więcej?
Jan Sztaudynger, Puch ostu. Fraszki o życiu i miłości
Wybór z dziewięciu wcześniej wydanych tomów fraszek, kompilacja, do której przyznaje się rodzina bliższa i dalsza. Ot, przyszła nam do głowy (sami zrymowaliśmy!) taka 'antykwariatowa fraszka ad hoc' - "Na potomka pisarza": Swoim przodkiem zachwycony - do dziś odcina kupony.
24,88 zł
Jan Szturc, Ewangelicy w Polsce. Słownik biograficzny XVI-XX w
Od 'Abramowicz Jan' do 'Żywiec Michał'. Zbiór, w którym oprócz wielkich Polaków i patriotów znajdziemy też i wielkich zdrajców. Autor nie kryje swoich sentymentów. Wynosi zasługi opisywanych postaci, czyny niegodne umniejsza lub szuka wszelkich usprawiedliwień i wytłumaczeń. Jak na zaangażowanego protestanta przystało.
114,96 zł
Jan Tomkowski, Literatura Polska
Jeszcze jedna publikacja z serii "patchworkowa edukacja" (dużo obrazu, mało lakonicznego tekstu). Zgodnie z opisem na okładce jest to podręcznik "dla tych, co nie lubią się męczyć" (nawet samym oglądaniem?). Jaka nauka, takie wykształcenie, taka też wiedza i taka mądrość. "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Aż strach się bać...
15,07 zł
Jan Trzeciakowski, Zanim przyszli Aztekowie
Pełna zagadek, tajemnic i zaskakujących faktów prehistoria Ameryk, odsyłająca do prehistorii innych kontynentów (nawet mitycznej Atlantydy).
5,43 zł
Jan Twardowski, Autobiografia, tom 1 i 2
Jan Twardowski, Autobiografia. Tom 1: "Smak dzieciństwa 1915-1959", tom 2: "Czas coraz prędszy 1959-2006". Dla jednych najlepszy poeta wśród księży, dla innych najlepszy ksiądz wśród poetów.
29,92 zł
Jan Twardowski, Kilka myśli na Wielkanoc
Jeszcze jedna książka - w zasadzie książeczka - księdza Jana Twardowskiego z serii "Kilka myśli..." . Dla zabieganych, zapracowanych, dla wszystkich, którzy mają mało czasu na czytanie - ale znacznie więcej na myślenie (w samochodzie, w autobusie, na ulicy, na spacerze z psem... jest wszak tyle okazji na myślenie - nie trzeba ciągle "miziać" palcem po telefonie)
Jan Twardowski, Kilka myśli o aniołach
Kilka myśli o aniołach, trochę prozą, trochę wierszem, a wszystkie w stylu właściwym dla księdza-poety. Wiara sielankowa, emocjonalna, dla tych, których nuży cierpliwe, rozumne i życiowo bolesne poznawanie katechizmu katolickiego, a pociąga terapia sentymentalizmem religijnym.
15,35 zł
Jan Twardowski, Kilka myśli o wierze, nadziei i miłości
Książka odbiega formą od innych tomików z tej serii: zamiast krótkich myśli, czy wierszy, zawiera rozbudowane rozważania, zajmujące nawet kilka stron. Jest mniej sentymentalno-sielankowa, choć treść, czyli nauczanie księdza jest takie, jak w innych książkach, tzn. bardzo swobodnie, "posoborowo" traktuje katolicyzm, czyniąc z niego coś na kształt duchowej i intelektualnej terapii pocieszenia i usprawiedliwienia. Bóg sprawiedliwy, który wygnał z raju, spalił Sodomę i Gomorę i uczy o "zewnętrznych ciemnościach, gdzie będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów" zdaje się być Bogiem historii, czasu minionego. Boża sprawiedliwość zdaje się przemieniać we wszechogarniającą pobłażliwość. Cóż, nic dziwnego, wszak tak rozumie miłosierdzie posoborowa sekta ekumeniczna. Zamiast mowy "tak-tak, nie-nie" jest mowa "raczej tak, choć w zasadzie nie, ale znowu biorąc pod uwagę to może, a w ogóle to bynajmniej, zresztą przecież jesteśmy tylko ludźmi...". Bełkot ekumenicznej nowomowy. Zamiast wyzwalającej prawdy jest niby pocieszająca i usprawiedliwiająca, a w istocie mętna i pretensjonalna, terapia religijna. Bozia - ciepełko "otwartej inteligencji".
14,98 zł
Jan Twardowski, Zaufałem drodze. Wiersze zebrane 1932-2004
Poezja wiary sentymentalnej, przeciwnej wierze racjonalnej: uczucie przeciw rozumowi, tkliwe uniesienia zamiast walki o zbawienie, sielankowe fantazje zamiast katechizmu, cukierek zamiast goryczy żółci. Poeta, który był księdzem, ale tak czułym na wrażliwość "tego świata", że "nie chciał nikogo nawracać". Bardzo "ludzki" ksiądz, co wstydził się stać "plecami do ludzi" w czasie mszy, więc z ulgą (jak sam przyznał) stanął plecami do Boga (radując się z zastąpienia Ołtarza Ofiary "stołem uczty"), łysinę ukrywał pod tupecikiem i uczył, byśmy "śpieszyli się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą". Bardzo ludzki ksiądz, tak bardzo ludzki, tak z tego świata, że nie wspomniał, że pierwszym nakazem jest jednak, byśmy śpieszyli się kochać Boga, bo tak szybko odchodzimy... . No cóż, skoro miłość z tego świata ma stać się bóstwem, to czy dziwią konsekwencje takiego kultu doczesności? Świat celebrytów ma swoje prawa, więc ksiądz, który tak bardzo był częścią tego świata, w sposób zupełnie dla tego świata oczywisty, został przez ten świat pożegnany. Otóż zignorowano jego prośbę o skromny pogrzeb przy "ukochanym kościele sióstr wizytek" i z wielką, całkiem światową (ach, któż to nie przemawiał nad trumną!) kabotyńską, polityczną pompą pochowano "księdza-poetę" w Panteonie Zasłużonych Polaków (jako pierwszego z owych "zasłużonych") w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie ("wielkiej wyciskarce do cytryn", jak - boleśnie szyderczo, ale niestety, całkiem celnie - nazywa się ten wyjątkowo zaprojektowany i odlany w zbrojonym betonie "budynek sakralny").
51,11 zł
Jan Walc, Wybierane
Jan Walc - członek PRL-owskiej lewicy laickiej, ale wyjątkowy, bo nie dość, że nieżydowskiego pochodzenia (jak się sam przedstawiał: "ateusz z rodziny kalwińskiej"), to jeszcze w pewnym sensie reprezentant (może jedyny?) frakcji "zdroworozsądkowego odchylenia". Zbiór tekstów drukowanych w różnych czasopismach od 1972 do 1988 roku. Jan Walc zmarł w 1993 roku, w wieku 45 lat. Wielu z mówiących o "dotkliwej stracie" myślało w istocie o wielkiej uldze...
Jan Wierusz Kowalski, Poczet papieży
Jan Wierusz Kowalski, benedyktyn, mieszkający w Tyńcu od 1937 roku. Materialista i komunista. W 1952 opuścił zakon, w 1959 opuścił stan kapłański. Od roku 1953 był agentem Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W latach 60-tych został pracownikiem Urzędu do spraw Wyznań. Propagator (a może i nie tylko?) Soboru Watykańskiego II (może ta informacja da trochę do myślenia sekciarzom z sekty uwielbienia II-go watykańskiego?). W latach 70-tych i 80-tych pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (habilitował się w 1975 roku). Od 1978 roku pracownik Departamentu IV MSW. Służbę zakończył w 1985 roku w stopniu majora. Zmarł w 2000 roku. Przynajmniej wystąpił ze stanu kapłańskiego. A ilu kapłanów, ba, autorytetów moralnych, nie stać na taką "uczciwość"? Książka jest typowym przykładem propagandy komunistycznej: "świadomy klasowo" (i resortowo) "historyk" manipuluje faktami i ocenami, które zawsze podawane są jako obiektywne oczywistości, a w rzeczywistości są ideologicznymi aksjomatami z komunistycznego, partyjnego elementarza "frontu walki ideologicznej". "Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca (...) prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa." (Jan.8:44)
Jan Wierusz Kowalski, Świat mnichów i zakonników
Jan Wierusz Kowalski, benedyktyn, mieszkający w Tyńcu od 1937 roku. Materialista i komunista. W 1952 opuścił zakon, w 1959 opuścił stan kapłański. Od roku 1953 był agentem Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W latach 60-tych został pracownikiem Urzędu do spraw Wyznań. Propagator (a może i nie tylko?) Soboru Watykańskiego II. W latach 70-tych i 80-tych pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (habilitował się w 1975 roku). Od 1978 roku pracownik Departamentu IV MSW. Służbę zakończył w 1985 roku w stopniu majora. Zmarł w 2000 roku. Przynajmniej wystąpił ze stanu kapłańskiego. A ilu kapłanów, ba, autorytetów moralnych, nie stać na taką "uczciwość"?
Koszyk
54,10 zł
34,19 zł
32,88 zł
19,08 zł